Bije się z myślami i nie wiem co myśleć. Tematów o urwaniu kontaktu i znikaniu faceta było wiele, ale może ktoś postronny odniesie sie do mojej sytuacji, bo ja tkwiąc w tym wszystkim myslami może czegoś nie dostrzegam...
Poznałam pod koniec października faceta (34 lata). Korespondowalismy ze sobą jakies dwa tygodnie i doszło do pierwszego spotkania.Mieszkamy w tym samym mieście. Przypadliśmy sobie bardzo do gustu, łaczyło nas wiele wspólnego. Czułam, że to jest to... Umówiliśmy się na kolejne spotkanie, ale bez określenia konkretnego terminu, bo on wyjeżdżał. Po spotkaniu podziękował miłym smsem. Po powrocie z wyjazdu od razu sie odezwał i korespondencja trwała nadal. Zarówno on jak i ja mamy dużo pracy, dlatego też ustalilismy ze spotkamy sie po prostu w dogodnym dla nas terminie. Cały czas pisaliśmy, wiedzieliśmy na bieżąco co się u nas dzieje. Na początku grudnia napisał, że ma czas, że chciałby sie spotkać bo trochę poluzowało mu się w pracy. Pech chciał, że ja akurat miałam gości na dłużej w domu, o czym go poinformowałam. Po dwoch dniach znowu się odezwał z prośba o spotkanie, napisałąm mu, że jestem już wolna i kiedy będzie chciał to może do mnie wpaść. Oczywiście kolejnego dnia odezwał się z propozycja odwiedzin w tym samym dniu. Niesteyty tego dnia odwiedziła mnie niespodziewanie siostra z dwójka malych dzieci i zostawiła mi w domu pobojowisko. napisałąm mu, że sprzatam i nie moge uporać się ze bałaganem jaki mi zostawili i nie dam rady spotkac sie w dniu dzisiejszym. Zaproponował godzine późniejszą, ale ja byłam tak wykonczona dwójką szkrabów ze nie w głowie byłi mi randki., Poza tym chcialam się odpowiednio przygotowac do tego spotkania, być wypoczęta i czuc sie atrakcyjnie, a tego dnia czułam sie po prostu zmęczona. Od tego dnia przestał pisać...odezwałam sie za dwa dni... najpierw była cisza, a po dwóch dniach odp ze konczy wirtualne aktywności (co ja odebrałam jako koniec korespondencji i przytyk w moja strone, że piszemy tylko wirtualnie a nie spotykamy się w realu). odpisałam, wyjasniłam, że nie zalezy mi na wirtualnych znajomościach a stałym związku. Nie odpisał... (korespondencja z jego strony skonczyła się 12 grudnia) w swieta złozyłam mu zyczenia, serdecznie podziękował i również zożył mi zyczenia...
co się stało? czy urazone ego? czy robić sobie jeszcze nadzieje nz kontakt? czy odczekac i jeszcze spróbowac samej napisać? co radzicie?