Witam wszystkie Panie te bardziej i mniej doświadczone ![]()
Piszę tutaj dlatego, że mało kto rozumie moją postawę i moje uczucia jeśli sam nie doświadczył czegoś takiego dla takich osób jest to często niemożliwe i wręcz można powiedzieć, że głupie bo jak można polubić kogoś kogo tak naprawdę się nie zna ? Sama pisząc to tutaj czuję się dziwie ponieważ już przez długi czas spotykam się z tak dużą krytyką mojego postępowania więc pewnie i tutaj się bez niej nie obędzie. Może po przeczytaniu waszych wypowiedzi sama dojdę do tego czy to wszystko ma sens, czy warto i czy to jest w ogóle możliwe czy to tylko taka głupia nadzieja dziecka.
Oboje mamy po 18 lat, poznaliśmy się pod koniec 6 klasy podstawówki czyli jako dzieci. Ja mieszkam obok Krakowa on koło Torunia. Nasze rozmowy były ucieczką od problemów rodzinnych gdzie jedno drugiemu się żaliło i dawało "wsparcie" - rozwód moich i jego rodziców, problemy finansowe i inne..(oboje mieliśmy je zawsze podobne). Słyszałam często o takich związkach ale sama nigdy bym nie pomyślała, że spotka to mnie. Nie byliśmy typowymi dziećmi, które poznają się i od razu się kochają, "chodzą ze sobą", bawią się w dorosłych i wielce zakochanych. Nam na to potrzebny był czas, on jest chłopakiem, który ma swoje zasady i wartości w życiu i zawsze jak na swój wiek był dojrzalszy. Hmm czy znamy się na rl i czy się widzieliśmy ? I tak i nie. Były plany na wspólne wakacje, ferie zimowe bo na szczęście choć dzieli nas tyle kilometrów ferie zawsze mamy tak samo ale nigdy nic z tego nie wychodziło, głównie z powodu naszego wieku i nawet nie było możliwości, żeby umówić się na wakacje w tym samym miejscu bo albo moja mama nie miała pieniędzy i nie jechaliśmy albo jego mama miała jakieś oszczędności i wypadało tak, że się zawsze minęliśmy. Kiedy pojechałam na wycieczkę do Warszawy szkolną w 3 klasie gimnazjum okazało się, że jest tam i on na badaniach razem ze swoją mamą. Ale tego nie można nazwać nawet spotkaniem. I tak mijał rok za rokiem niestety jak ktoś w coś wierzy a nie ma wsparcia w osobach które kocha zaczyna we wszystko wątpić i tak było też ze mną, porzuciłam naszą znajomość.. Zmieniłam nr telefonu, konta na portalach, nr gadu-gadu, wszystko to co miał. Chciałam, żeby zapomniał , żeby zaczął żyć normalnie był szczęśliwy z kimś blisko, żeby pokochał i poznał kogoś tam u siebie i żeby dał poznać się innym.. On sam zaczął się zmieniać z lichego i delikatnego chłopaka wyrósł wysportowany silny mężczyzna a ja oczywiście nie umiałam czasem wytrzymać z bólu i zazdrości, że byle kto może go zawsze mieć przy sobie a ja nigdy. I tak sama znalazłam chłopaka na miejscu z którym byłam 8 miesięcy. Po 8 miesiącach napisał do mnie on, że znalazł mnie już dawno na portalach, że ma mój nowy nr gg od same początku, że cieszy się , że jestem szczęśliwa , że ma nadzieje że chociaż mnie się z kimś uda, że chce bym o nim pamiętała zawsze i ,że jeśli będę miała tylko choć małą ochotę on do mnie przyjedzie.. a na końcu, że tęskni i że jak będę miała jakikolwiek problem niech się odezwę bo on zawsze będzie cały dla mnie i, że nie potrafi nikogo pokochać, że chociaż były dziewczyny, które chciały się z nim związać on nie dawał sobie z tym rady bo każda jedna przypominała mu mnie i, że bycie z kimś a myślenie o kimś innym nie ma sensu, że za bardzo go to boli bo on wie, że moglibyśmy dać radę bo on zna osoby, którym się to udało chociażby w jego rodzinie i, że nie ważne są dla niego te kilometry jak to on napisał " czas i tak zawsze będzie upływał, tego się nie zatrzyma więc ja mogę na Ciebie czekać". I zaczęliśmy pisać od nowa, odbudowywać te wszystkie przepisane i przegadane lata i tak zakończył się też mój związek z chłopakiem, którego miałam tutaj blisko przy mnie.. Teraz kiedy mamy już po 18 lat mam tą głupią nadzieje znów, że może to jednak się uda, że nie warto rezygnować z tego tylko dlatego, że innym się to nie podoba i że ktoś w to nie wierzy.. ? Jeszcze trochę i będą wakacje więc żyjemy nadzieja, że uda się przekonać moją mamę na jego przyjazd chociaż na tydzień lub, że pozwoli mi z nim wrócić do Torunia na dwa tygodnie i wspólne wakacje z jego mamą bo dla niej nie jest to żaden problem.. Tylko czy warto i czy to ma sens ? Ta walka ze wszystkimi, potrzebuję kogoś wsparcia by być silną niestety moja mama nie wierzy w takie coś. Jedynie moje babcie, które były zakochane wierzą we wszystko co wiąże się z miłością i mój tata po połowie bo twierdzi, że w tym wieku jest możliwe wszystko.. Ale przed nami jeszcze pond rok szkoły potem studia, nie wiem czy jako młodzi ludzie damy sobie sami z tym wszystkim radę.
Może jest ktoś kto ma podobną sytuacje, lub ma już to wszystko za sobą nie koniecznie skończone pozytywnie..?
Może jakieś rady? Co wy o tym sądzicie ?
Znam tego chłopaka tyle lat i wiem, że jemu na tym zależy i, że jego łzy nie są po to by wzbudzić we mnie litość tylko dlatego, że jemu samemu jest z tym bardzo ciężko i zawsze mówi "chciałabym być dla Ciebie wsparciem, wybacz, że nie mogę być blisko choć tak bardzo tego chce".. A ja jestem wtedy w kropce bo nie chce sobie robić nadziei na nie wiadomo co ale kiedy widzę go na skype jak się uśmiecha ech same wiecie coś chwyta mnie za serce..
Wiem, że to długa i nudna wypowiedź dla niektórych i niepoukładana ale czasem człowiek nie wie co napisać, jak wytłumaczyć rzeczy mało możliwe.. ?