Od dłuższego czasu jestem w dziwnej relacji z mężczyzną. Nie jesteśmy razem ale sporo nas łączy. On ma dziewczynę w innym mieście o czym poinformował mnie dopiero po 3 miesiącach znajomości, przy czym nie było 3 dni z rzędu żebyśmy ze sobą nie rozmawiali. Na dodatek często padała z moich ust nazwa tego miasta, ponieważ mam tam wielu znajomych. Dziwi mnie to bo na przykład mówił mi że jedzie do Gdańska, ale nigdy nie mówił po co, do kogo itd za to w innych przypadkach zawsze podkreślał z kim się widział i co robił i dlaczego. Potrafi mi bardzo dużo powiedzieć, nawet nie wiem skąd u niego takie zaufanie do mnie... To się tak toczyło aż w końcu powiedział mi, że ma dziewczynę w G., potem przez pewien czas nie mieliśmy kontaktu i znowu się odnowił. Wtedy źle się u niego działo i sporo pisał mi o swoim złym zdrowiu. Ok, rozumiałam go, sama przeszłam przez różne rzeczy, ale w pewnym momencie zaczęłam się czuć tak, jakbym tylko po to my była. Do wyżalanie się i obarczania swoimi problemami. Zapomniałam dodać że nasze rozmowy głównie odbywały się przez internet, i było kilka normalnych spotkań. Doszło do tego że pisałam do niego jak się czuje, on nic nie odpisywał a miał mi napisać jak po wizycie u lekarza. Wkurzyłam się i napisałam mu co czuję, że służę mu tylko do prania brudów i że chcę zakończyć tę znajomość. Jego odpowiedź była bardzo chaotyczna, nie wiedział czemu się tak czuję przepraszał itd. W końcu jakoś po tygodniu doszłam do wniosku, że może faktycznie on mnie nie rozumie i napisałam mu dokładnie o co mi chodzi, dlaczego tak a nie inaczej. Odpisał błyskawicznie, dziękował mi za czas i wsparcie, przepraszał że tak się czułam, że nie zdawał sobie z tego sprawy. Pisał, że był w szoku po mojej wiadomości i że zdarzyło mu się w życiu tak, że głębsza znajomość kończyła się a on nie widział dlaczego. Dostałam od niego bardzo długą wiadomość w której się tłumaczył. Pisał mi to z Gdańska. Pękłam i powróciłam z nim do stałego kontaktu.
Teraz regularnie esemesujemy i piszemy. Wiem, że jestem dla niego dużym wsparciem, rozumiem przez co przechodzi bo dobrze to znam z własnego życia. Ale coś mi tu nie gra. Czemu kiedy jego dziewczyna (nie znam jej, nawet nie powiedział mi jej imienia, ale wiecie facebook i wszystko jest jasne, ma ona zaznaczone, że jest w związku, on nie) zakończyła studia a on pisał do mnie? Chyba tak nie powinno być ... Oni widują się może raz na miesiąc, nie częściej. Ostatnio dostałam od niego sms, chwalił się sukcesem w pracy, odpisałam potem kolejny, że jedzie właśnie do Gdańska... nie wiem czy to było słuszne, ale postanowiłam sprawdzić jak jadą pociągi i zobaczyć o której będzie na miejscu by mu wtedy odpisać. I napisałam do niego jakoś o 1 nocy (czyli 1,5h później). 30 minut później odpisał. Dziwi mnie czemu, on w ogóle nie używa słowa DZIEWCZYNA zawsze jest że jedzie do Gdańska, tak jakby jechał zwiedzać. Kiedyś się go spytałam w żartach, czy ona nie ma mi za złe że tyle z nim rozmawiam, bo mam już przechlapana u kilku osób tam. Mówił, że nie, że się dopytuje ale nie ma nic przeciwko temu i szybko spytał się mnie o co chodzi, że mam tam przechlapanie i u kogo. Dziwi mnie że z jednej strony mówił mi o osobistych sprawach, jak śmierć bliskiej osoby w wypadku a nie wspomniał tak długi czas o tym że ma dziewczynę.
Jeszcze, czy normalne jest że facet który ma dziewczynę idąc z KOLEŻANKĄ ulicą, przyciąga ją do siebie by przytulić? Nie wiedziałam wtedy jeszcze o jej istnieniu ... choć nie powiem, zastanawiało mnie że zawsze jasno określa, widziałem się z tym kolegą, koleżanką, jadę do domu a przy Gdańsku tylko jadę do Gdańska. Do tego sam mnie nieraz próbował ciągnąć za język z kim się spotykałam, co robiłam i czy dany kolega to tylko kolega. Dodam jeszcze, że on nie wie gdzie chciałby mieszkać czy zostać u nas, czy wyprowadzić się do Gdańska czy wrócić do swojego rodzinnego miasta, a za kilka miesięcy będzie postawiony przed tym wyborem.
A może faktycznie to jest tylko koleżeńska relacja?