Kontrowersyjny temat.
Ale zastanawiałam się nad tym już od dłuższego czasu i doszłam do wniosku, że nie mam wobec Niego szacunku.
Za to kim jest, za Jego charakter.
Mieszkam z dziadkami.
Już opisywałam problem babci, która cierpi na demencję. Podejrzewam, że On się też do tego w jakimś stopniu przyczynił, ale do rzeczy.
Mój dziadek jest osobą według mnie uzależnioną od alkoholu- codziennie musi być piwo, dwa, trzy, w weekendy dochodzi wódka i tak wpada w ciąg. Zawsze tak było. Mama wspomina, że z pracy wracał codziennie pijany. Na dodatek ma bardzo słabą głowę- dwa piwa wystarczą, żeby był pijany.
Już nie o ten alkohol chodzi, tylko o zachowanie.
Do każdego przypina łatki, każdemu potrafi ubliżyć.
Zawsze musi być tak, jak On chce, a gdy się człowiek sprzeciwi, znęca się nad nim psychicznie, szczególnie po alkoholu.
Widzi, że my z mamą jesteśmy zmęczone sytuacją z babcią, ponieważ na nas spoczywa opieka nad Nią, zresztą On nie ma cierpliwości.
Na dodatek Jemu trzeba usługiwać- podawać jedzenie, sztućce, wszystko. A gdy się człowiek zdenerwuje, zaprotestuje, On już skutecznie potrafi poniżyć drugą osobę tak, żeby robiła to, co chce.
Wczoraj poszłyśmy z mamą na ogród dosłownie na 5 minut, gdy wracałyśmy do domu, słyszałyśmy krzyki.
Dziadek bił moją babcię po głowie. Ona tylko chodziła po domu, przez swoją chorobę błądzi, nie wie gdzie jest, ale to nie jest powód, żeby znęcać się nad drugą osobą. Gdy zapytałyśmy, za co Ją bił, nie potrafił odpowiedzieć, a babcia płakała.
Mama nie wytrzymała, oddała mu, dostał z liścia. Babcię traktuje, jak niepotrzebnego śmiecia albo zepsutą zabawkę, którą można kopnąć. Nie rozumie, że ma uczucia i czuje tak samo, jak zdrowa osoba. Chyba za to, że poniża słabszych najbardziej Go nie lubię.
Naprawdę pracy w domu mamy dużo, a On zamiast być nam wdzięczny, to jeszcze potrafi powiedzieć, że nic nie robimy, tylko "przepier....my" dzień, np. na zakupach, a powinnyśmy być w domu w tym czasie.
Takich sytuacji jest mnóstwo w ciągu dnia. Nie wiem, po kim On jest taki wredny. Każdego traktuje z góry i nie potrafi przyznać się do błędu.
Nie mam wobec Niego szacunku i mimo, że wiem, iż mnie kocha, ja nie będę po Nim płakać, ponieważ napsuł nam krwi.
Mówiłam Mu to, wiele przykrych słów Mu powiedziałam, ponieważ zasłużył sobie, zasługuje na nie nadal. Lecz po Nim to spływa, jak po kaczce, ale wiem, że w głębi duszy Go ranię.
O to mi chodzi, ponieważ On nas potrafi doprowadzić słowami do płaczu w dwie sekundy.