Witam wszystkich, mam pewien problem i nie bardzo wiem jak go rozwiązać, bo wydaje mi się, że próbowałam już wszystkiego, a problem niestety pozostał..
Mianowicie chodzi o mój związek z M., z którym jestem oficjalnie od 17 miesięcy, a nieoficjalnie to już nawet nie pamiętam.. Nie będę zanudzać Was historią naszego związku, bo długo by opowiadać, napiszę tylko w skrócie, że wszystko zaczęło się ładnych parę lat temu, z jego inicjatywy. Było nam trudno do siebie dojść, głównie z mojego powodu, to ja miałam problem, nie chciałam się wiązać itd. Po wielu próbach z jego strony, zgodziłam się na spotkanie i potem jakoś to poszło.. Niestety byliśmy ze sobą bardzo krótko, bo o ile dobrze pamiętam to 3 miesiące. W każdym bądź razie to ja byłam jego pierwszą miłością, a on moją. Zsotawił mnie, tłumacząc że nie chce ze mną być i tyle ( dodam tylko, że byliśmy wtedy dziećmi - gimnazjum ).
Jakoś się po tym pozbierałam, nie było łatwo, ale doszłam do siebie. Po pewnym czasie pojawił się nowy chłopak - związek ten był porażką, jednak próbowałam wypełnić pustkę po M. potrzebowałam osoby której na mnie będzie zależało, po prostu chciałam zapomnieć o M i zacząć nowe życie. Jednak gdy M. zorientował się, że kogoś mam, zaczął wypisywać, prosić o spotkania itp. Co prawda wtedy też miał dziewczynę, no ale cóż.. Kiedy już o nim zapomniałam on znów powrócił i zrujnował cały dotychczasowy spokój, na który tak długo pracowałam. Ile było między nami kłótni, rozstań, powitań, łez, uśmiechów.. W każdym bądź razie, mój związek z tym 2 chłopakiem zakończyłam, nie mogłam go dłużej ranić, widziałam że on bardzo się angażuje, a ja stoję emocjonalnie w miejscu, dlatego uznałam, że im wcześniej to zakończę, tym lepiej dla nas obu.
Z M. natomiast zaczął się maraton: spacery, długie rozmowy, smsy, spotkania, pocałunki.. Mieliśmy wrócić do siebie, ale ostatecznie zrezygnował i zranił mnie po raz kolejny.. Tych "razy" było chyba łącznie 4, jak nie więcej, także możecie sobie wyobrazić, na jakim etapie załamania nerwowego i emocjonalnego byłam. Nie chce się użalać nad sobą, to po części też moja wina, że pozwoliłam mu za każdym razem sie do siebie zbliżyć. Oczywiście na początku się nie zgadzałam, odmawiałam, nie odpisywałam, jednak ostatecznie nie mogłam inaczej postąpić.
Po takim "3 razie" pan M. znalazł sobie dziewczynę i oczywiście radości nie było końca. Nie mogłam patrzeć na niego, ani na nią, a kiedy widziałam ich razem miałam ochotę rozszarpać ich na strzępy!!! To nie był piękny obrazek, na ich widok zbierało mi się na wymioty (przepraszam za kolokwializm, ale do dzisiaj mi ciśnienie skacze). Mimo tego, że pan M. miał nową ukochaną, pisał do mnie od czasu, do czasu, mieliśmy prawie codzienny kontakt, dlatego tym trudniej było o nim zapomnieć. Jednak po kilku miesiącach stał się dla mnie tylko kolegą, a ja spotkałam cudownego chłopaka
Po kilkunastu spotkaniach, wyszło na moje - byliśmy razem. Oczywiście w tym czasie z M. byliśmy przyjaciółmi, on opowiadał mi o swojej dziewczynie, a ja opowiadałam mu o swoim chłopaku - patologia. Po kilku miesiącach bycia z moim nowym, cudownym chłopakiem, okazało się, że on nie jest już mną zainteresowany.. zerwał ze mną po 6 miesiącach bycia razem.
Argumenty? W sumie to żadne konkretne - stwierdził, że zasługuje na kogoś lepszego, taa
Dodam Tylko, że podczas tych 6 miesięcy, zdarzyło mi się powiedzieć, do mojego nowego, cudownego chłopaka - "M". musiałam przepraszać, tłumaczyć, co jak co, ale ja na jego miejscu też bym się wkurzyłam, dlatego musiałam to wyjaśnić. Tyle o nowym, cudownym. Kiedy ja zrywałam z nowym, cudownym, M. miał problemy w swoim związku już od dłuższego czasu. Oczywiście jako mój przyjaciel, wspierał mnie po rozstaniu, co wiązało się ze spacerami, długimii rozmowami itd. I zaczęło się na nowo, po "raz 4".
W zasadzie zdradzał swoją dziewczynę ze mną, z tym że tylko się całowaliśmy i nic więcej, ale jak dla mnie to i tak za dużo. Dlaczego pozwoliłam na to? Sama nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć, on mówił, że chce z nią zerwać, potem że już nie są razem, ale ona nadal myślała, że są czułam się jak dziwka, która rozbija związek. Ostatecznie zakończyło się to kłótnią, w której postawiłam mu ultimatum -albo ona, albo ja. Z nią zerwał, ale mnie tez nie wybrał. Powiedział, że teraz nie może się z nikim wiązać, że był w długim, nieszcześliwym związku i chce odpocząć - bardzo mnie to zdenerwowało, ale cóż, życie. Szczerze mówiąc, brałam te opcję pod uwagę, ale jednak mimo wszystko chciałam zaryzykować i sparzyłam się po raz 4.
Minęło kilka miesięcy, on znowu się odezwał. Czułam się źle z tym, że ma mnie na każde zawołanie, naprawdę. Jednak kochałam go tak bardzo, że nie potrafiłam inaczej. Zaczęło się po raz kolejny, wspólne imprezy, spotkania, aż w końcu zaprosił mnie na wesele. Zdziwiłam się, że chce iść ze mną, bo wiedziałam że spotyka się innymi dziewczynami. Jednak zgodziłam się. 4 miesiące później ja równiez miałam wesele i też wybrałam jego. Było świetnie (m.in. to ja złapałam welon, a on muchę
), wszyscy w rodzinie myśleli, że jesteśmy parą, kiedy nie byliśmy
Od tego czasu poczułam, że zaczęło się na powaznie. I miałam rację. Pomimo wszystkich ostrzeżeń ze strony przyjaciół zaryzykowałam po "raz 5", tym razem ostatni raz. Od tego czasu jesteśmy szcześliwą, kochającą się parą. Wiecie ile razy przepraszał mnie za to co mi zrobił? Tysiące, mówi że był głupi, że stracił tyle czasu, że tylko mnie naprawdę kocha i tylko mnie chce mieć obok siebie. Wierzę i z wzajemnością, czuje to samo. Jednakże..
Po roku bycia razem zobaczyłam smsy na jego telefonie do innych dziewczyn. Niektóre znałam, niektóre nie. Wzbudziło to we mnie zazdrość, bo wiem, że część z nich nie rozumie tego, że on jest ze mną i mimo tego nadal do niego wypisują. Nie odezwałam się, ani słowem, stłumiłam to w sobie, uznałam że po prostu ma taka potrzebę pogadania z kimś innym niż ja. Jednak kiedy innym razem zobaczyłam treść pewnego smsa od dziewczyny której nie znałam, aż się we mnie zagotowało. Otóż wspominali sobie ich ostatnie spotkanie - osłupiałam! NIe wiedziałam co robić, czy mu powiedzieć czy nie. Bałaam się że coś się zmieni, a nie chciałam tego. Miałam mętlik w glowie, jednak po kilkunastu minutach od przeczytania, postanowiłam powiedzieć. Nie krzyczał, że naruszyłam jego prywatność, tylko dokładnie opisał o co chodziło w rozmowie - chodziło o spotkanie sprzed ponad roku, kiedy nie byliśmy razem. Jednak po tym wydarzeniu moje zaufanie do niego znacznie spadło. A jeżeli czytałyście wcześniej moje wywody, to można zauważyć, że nie było mi łatwo na nowo mu zaufać, tak na 100%. Ozywiście przeprosił mnie za to jak należy, kwiaty, kolacja, kino.. jednak to nie wróciło mi zaufania do niego, chociaż wiem, że bardzo mnie kocha.
Po paru miesiącach od tego zdarzenia, ja nadal mu nie zaufałam do końca i nie wiem co robić. Raz nawet mu o tym powiedziałam, bo czułam że powinnam odbyć z nim taką szczerą rozmowę. wystraszył się, że mogę go zostawić, mówił że mnie potrzebuje, że jestem tą jedyną. Wiem, wiem, wiem, ja to wszystko wiem! Więc dlaczego nie mogę w to po prostu UWIERZYĆ i mu ZAUFAĆ? Zranił mnie tyle razy, jednak kochamy się i nie wyobrażam sobie życia bez niego, naprawdę. Może to brzmi banalnie, ale tyle razem przeszliśmy, że nie potrafię bez niego funkcjonować... Prosiłam go o szczerość i prawdę, nawet tą najgorszą. Jestem zdania, że najgorsza prawda lepsza od najlepszego kłamstwa. Wiem, że mnie nie zdradza, wiem o której co dokładnie robi i gdzie jest. Wiem, że nie ma możliwości żeby mnie zdradzić, dlatego to mnie uspokaja..
...Ale kilka tygodni temu kupił sobie nowy tel. Chciałam zrobić mu mały prezent i zgrać swoje zdjęcie na tapetę. Zamiast tego zobaczyłam rozmowę ( nie wiem czy na fb czy smsową ) z pewną koleżanką, o którą jestem zazdrosna od samego początku naszego związku. W tym momencie natychmiast odłożyłam ten telefon, nie chciałam nic więcej wiedzieć, poza tym co samo mi się wyświetliło. Mam już dość, nie mam siły zastanawiać się z kim pisze, o czym pisze i czy się spotkają czy nie. Bo takowe smsy też się pojawiały. Nie chce go sprawdzać, ale co mam zrobić, chce trzymać rękę na pulsie i panować nad sytuacją, bo nie dam się zrobić w jajo, ale nie chce też go w ten sposób kontrolować. Co nie zmienia faktu, że nadal nie ufam mu do końca i co jakiś czas to robie.. Jest mi z tym źle, ale przynejmniej wiem co się dzieje.
Wiem też, że usuwa smsy, zostawia tylko te ode mnie, od kolegów i mamy, więc może jednak ma coś do ukrycia? Sama już nie wiem.. Kiedy jestem z nim, jest cudownie, naprawdę. W każdej strefie jest nam dobrze, czuje się z nim bezpiecznie, czuje że mnie kocha, pożąda, potrzebuje. Czuje to! Problem pojawia się wtedy gdy sprawdzę jego telefon. Nie wiem co mam robić, może i mam banalny problem, za pewne dużo z Was tak stwierdzi, jednak czuje się zagrożona. Nie chce żeby flirtował czy pisał z innymi przez tel. Jednak wiem, ze nie jest on moją własnością i nie mogę go ograniczać. Błagam Poradźcie coś, bo moje sny+ moja wyobraźnia+ te smsy, powodują że zaraz zwariuje!!!
To na prawdę nie daje mi spokoju, dlatego bedę wdzięczna za to, że ktoś dotrwał do końca i da mi jakąś odpowiedź. Potrzebuje rady osób z zewnątrz, które mają świeże spojrzenie na sprawę, dlatego będę wdzięczna za każdą odpowiedź ![]()
Aha, zaznacze tylko, że jednak zanudziłam Was historią mojego związku i w sumie życia, dla jasności, opisałam tu kilka ładnych lat, nie mam 15 lat i durnego problemu. Jestem już dorosłą kobietą, a M jest dosrosłym mężczyzną, a ta kobieta prosi Was o radę.
POZDRAWIAM, BEZRADNA