Jestem na rozstaju dróg. Mój związek już praktycznie nie istnieje, ja wróciłam po pobycie za granicą do domu rodzinnego. Mam wsparcie rodziny, przyjaciół. Ale czuje się taka wyczerpana emocjonalnie, zmęczona ale niby nie mam być czym. Mój "jeszcze facet" jest za granicą, przyjaciółki się porozjeżdżały, w mieście nie mam praktycznie żadnych znajomych. Powiedzcie mi od czego zacząć to moje nowe życie? Bo na razie czuje się, jakbym była beznadziejna. Przydałoby się zacząć szukać pracy, ale jak to zrobić jak mi się nie chce nawet z łóżka wstać? Czuję się taka przytępiona, czuje, że coś przegrałam, musiałam po wielu latach wrócić do domu rodzinnego, zupełnei jakbym przegrała coś w życiu. Skąd wziąć energie do działania? To wszystko wiążę się z faktem, że nie zakończyłam definitywnie zwiazku, facet tez sie nie pali do tego. Ja się boję to zrobić, bo gdzieś się z tyłu głowy kołacze mi myśl, że może już nigdy nie spotkam nikogo?Albo, że nikt mnie nie zechce. Nie mam "jaj", żeby tą relacje zakończyć, wolałabym, żeby on to zrobił. Potrzebuje kopa motywującego, żeby się nie pogrążać coraz bardziej w tej bierności. Żeby uregulować moją sytuację, zacząć pracować, rozwijać się. Tylko jak to zrobić?
Podobne tematy
Nie widzę żadnego powodu, dla którego nie miałabyś uporządkować swego życia. ![]()
Jak to zrobić? Wstać z łóżka, mimo że Ci się nie chce. Zmienić sposób myślenia i o sobie, i o życiu. To, że nie udał Ci się związek, nie znaczy, że cokolwiek przegrałaś/wygrałaś.
Nie traktuj swego życia, jak walki z czymś, o coś. Stawianie równości między życiem a walką do niczego dobrego nie prowadzi.Wywołuje zaś stres, sporo nieprzyjemnych uczuć, zwątpienie, przygnębienie, marazm.
Przeczytaj z uwagą zdania z mej sygnatury. One dużo tłumaczą. ![]()
Pomyśl, że na świecie jest cała masa świetnych facetów, którzy nawet nie myślą o Twoim istnieniu gdy jesteś zajęta.
Problem nie tkwi w braku koleżanek, znajomych i męża bo to przerabiałaś pewnie wyjeżdżając za granicę. Problem tkwi w Twoim obecnym podejściu, a z takim sobie nie poradzisz.
Witaj szarlotko, masz bardzo apetyczny nick ! ![]()
Rozumiem Cię doskonale- sama przeszłam kilka lat temu taki sam etap, jak Ty teraz przechodzisz; gdy człowieka nic nie cieszy a patrząc na swoje życie wstecz, widzi tylko bezsens działania i same porażki.
I to jest błędne myślenie, z którego się wyrwałam po kilku....LATACH!
Zycie nie jest porażką lub sukcesem: zycie jest drogą z serpentynami i od Ciebie zalezy czy potraktujesz je jako złowrogie, niebezpieczne zakręty czy kolejne niewiadome, niespodzianki, szanse dla siebie.
To, co przeżyłaś, nie było porażką, ale etapem życia, doświadczeniem, które jeszcze docenisz pewnego dnia gdy otworzysz szeroko usta i powiesz: "Ahaaaaa to po to to było!". Nic nie dzieje się bez przyczyny:)
Ty masz problem z zamknięciem tamtego etapu i nie wiesz, jakie działanie teraz podjąc by było dobrze, by Cię nie zawiodło. Otóż: wsłuchaj się w siebie, porozmawiaj z samą sobą tak na serio, dowiedz się, czego tak naprawdę chcesz od życia; czy może studia? czy określony rodzaj pracy? a może podróże? zerwanie z chlopakiem? bycie z nim mimo wszystko? wyjazd w inne miejsce (ale nie w celu ucieczki przed samą sobą)?
Cokolwiek postanowisz, znów stoisz przed niewiadomą!
I to również będzie etap, który kiedyś odejdzie do przeszłosci
Szukaj swojego szczęścia, samej siebie, a niebawem założysz zupełnie inny watek ![]()
Idzie jesień. Wyrwij się dziewczyno z tego bo będzie gorzej i możesz zupełnie niepotrzebnie wyrwać sobie z życiorysu spory zakres czasu. Zawsze radzę na początek - zajmij się sportem wieczorami. Na powietrzu. Dobrze robi i sen jest łatwiejszy.
Oprócz tego, tak mi przyszło do głowy, często dziewczyny tutaj radzą zrobić sobie na kartce bilans + i -. Coś podobnego jak radzi Catwoman, ale na kartce. No może w kompie
Same myśli czasami wprowadzają mętlik skokami w bok, czy skokami nastroju. A tak czytając będziesz racjonalizować to co masz na kartce i w głowie.
Dodatkowo idź do lekarza. Czasami coś głupiego dzieje się w organizmie (mam koleżankę która wpadła jej i rodziny zdaniem w deprechę a po chyba 4 latach okazało się że tarczyca jej nawalała). Warto porozmawiać, zrobić badania.
i jeszcze jedno: określ sobie czas, na poradzenie sobie z tym. Nie pozwól by przeciągało sie to w nieskończoność bo szkoda życia i energii! Ja uważam, że trochę za długo pogrążyłam się w rozpamiętywaniu-potrzebowałam takiego czasu, ale trzeba zauważyć granicę, gdzie kończy się przepracowanie tematu, dojście do konstruktywnych wniosków, po których można ruszyć dalej, a gdzie zaczyna pogrążanie sie, które nie służy i nie posłuży niczemu dobre,u i budującemu.
Wstałaś?
Cześć
Dziękuje Wam za te wszystkie słowa wsparcia i uwagi. Jak czytam wątki na forum, to jestem zdziwiona tym, jak dużą wiedzę macie, jaką łatwość w ubieranie w słowa swoich myśli, które są bardzo trafne. Mnie jakoś ciężej z tym idzie
Czy wstałam i ogarnęłam się trudno powiedzieć. Są takie górki i dołki. Jak mam za dużo wolnego to myślę nad tym co było i humor się psuje. Ja zawsze byłam z tych, którzy nawet jak było żle, to udawałam przed rodziną czy znajomymi taką twardą, że daje sobie radę, o mnie się nie martwcie, sztuczny uśmiech, głowa do góry. I te takie stany przygnębienia martwiły mnie trochę. Staram się coś robić, wychodzić do ludzi. W sobotę byłam na imprezie w klubie. Cały wieczór przegadałam ze znajomym znajomego. I wiecie co? Zdałam sobie sprawę. że jest życie po rozstaniu. I że może być nawet fajnie i po raz pierwszy od dłuższego czasu gadałam z facetem w barze bez takiego poczucia winy, że robię coś niewłaściwego. Ten znajomy znajomego chciał sie koniecznie umówić, nawet niezobowiazująco, ale odmówiłam. Wyjaśniłam, że jestem świezo po rozstaniu i że teraz chce pobyć sama ze sobą. Bo w sumie naprawdę sie sobie podobam jako singielka i jest mi dobrze tak jak jest
A wieczorami biegam z psem, bo jak się nie wyszaleje, to ciężko go ogarnąć, więc obowiązek jest i odpowiednia ilość tlenu do organizmu dostarczona ![]()
No i dobrze!:) Ten czas SAMEMU jest bezcenny. Przygotowuje do kolejnego związku, który przecież na Ciebie czeka ![]()
11 2012-11-27 23:43:42 Ostatnio edytowany przez kaska0801 (2012-11-27 23:48:05)
Dobrze że piszesz że ten stan minął, pociesza to inne osoby ![]()