Witam, nie mogłam założyć swojego profilu dlatego pisze z profilu mojej kuzynki. Mam 17 lat i ogromny problem z rodzicami.. Jestem jedynaczką, mam chłopaka z którym jestem już rok, moja mama wyjeżdża za granicę na 2 miesiące i nie ma jej w domu przez ten czas zostaje z tatą który pracuje na 3 zmiany. Gdy jest mama w Polsce owszem mogę wychodzić z chłopakiem ale zawsze jak jestem z nim na jakiejś zabawie to dostaje milion sms-ów jak się bawie kiedy wrócę itp.. Kiedyś pojechaliśmy do kina i akurat tak się złożyło, że jak wyjeżdżaliśmy zaczynało grzmieć i łyskać się a moja mama już była przewrażliwiona i mówiła, żebyśmy w domu zostali żebyśmy nie jechali itd.. Z kolei jak jestem z tatą to wtedy już w ogóle nie wychodzę, np dziś jest imprezka i ja nie mogę iść nawet nie chce się pytać taty czy mogę bo usłysze "a po co pójdziesz, co ty tam robić będziesz" mam już tego serdecznie dość! Zamiast cieszyć się tym, że jestem młoda i mam czas na wszystko to ja siedzę w domu i mam ochote strzelić sobie w łeb, może nie jestem jeszcze pełnoletnia ale nie jestem małym dzieckiem.. Gdy rozmawiałam z mamą na ten temat to zawsze mówi: "przecież nie jest tak, że nie wychodzisz nigdzie, gdzie chcesz to jedziesz". Jak już gdzieś jadę muszę być w domu na tą godz co mi mama powie dla mnie jest to chora sytuacja.. Przecież moi rodzice powinni mi ufać, wiem, że boją się o mnie ale ja uważam że gdybym chciała zrobić coś głupiego to dawno bym to zrobiła ale najwidoczniej trzymam głowe na karku.. Czy myślicie, że po 18-stce to się zmieni ? Pomóżcie co zrobić bo siedząc w domu to chyba zwariuje!
Podobne tematy
Poczekaj, aż dorośniesz, będziesz mieć swoje dzieci, to zrozumiesz ![]()
Gdy miałam 17 lat wracałam do domu przed 20.00. Poszłam na studia, zamieszkałam w akademiku i zmieniło się. Idź na studia.
Ja uzupełnię swoją wypowiedź - to nie jest tak, że krytykuję Twoje myślenie. Jednak zapewnie nie potrafisz dostrzec i zrozumieć "drugiej strony". Jeśli mam wyjeżdża, to na tatę spada cała odpowiedzialność za Ciebie. Boi się tym bardziej więc. Ponadto 17 lat i chłopak od roku - jeśli Twoi rodzice nie poznali się tak wcześnie to tym bardziej mogą oni nie być nastawieni na taką zmianę... To bardzo młody wiek. No i taki też, gdzie najważniejszą sprawą jest wyjście z chłopakiem i zabawa... Dorosłe życie to naprawdę zmienia i takie nastawienie rodziców może być tylko przedsmakiem.
Ok rozumiem poniekąd. Ale kiedy ja będę mogła wyjść sobie na spokojnie z domu i wrócić o tej godz o której ja będę chciała wrócić ? Jak będę mieć 40 lat i dorosłe dzieci ? Czemu rodzice moich znajomych kładą się normalnie spać jak oni gdzieś wychodzą a moja mama nie ? Ja jestem tego zdania, że jeśli ma mi się coś stać to stanie się czy będę w domu czy poza domem. A skoro wychodzę z moim chłopakiem to wiadome jest to, że nic złego mi nie zrobi..
Myślę, że przede wszystkim, jeśli faktycznie uważasz go za swojego chłopaka nie tylko z zauroczenia, to powinnaś dać go lepiej poznać rodzicom. A gdy tata jest sam - może zamiast wyjścia, to zaproponuj spotkanie w domu - niech coś zrobią razem - nie wiem, naprawią kran, pogrzebią przy aucie... To, że Ty ufasz swojemu, nie znaczy, że ufają mu inni. Szczególnie w takim wieku. 40? Nie... Ale jak wspominała koleżanka, studia wiele zmieniają, szczególnie te na wyjeździe - i to zarówno po jednej jak i drugiej stronie. A do tych już niedaleko
No chyba, że nie zamierzasz... Ale wtedy - myślałaś już, co będziesz robić w życiu?
Gdy miałam 17 lat wracałam do domu przed 20.00. Poszłam na studia, zamieszkałam w akademiku i zmieniło się. Idź na studia.
zgadzam się z Toba ![]()
kiedys tez miałam 17 lat i mama mi powtarzała że jak bedę miała swoje dzieci to zobaczę co to znaczy,dziś juz wiem
i nie dziwie się że się o mnie bała,fakt ja miałam na tyle dobrze że mogłam chodzić na dyskoteki i byc gdzieś dłużej z kolezankami,ale to oznaczało dla mojej mamy np.całonocne nie spanie i chodzenie z okna do okna,wyglądac czy już wracam
ale trzymanie pod kloszem też nic nie da
A może ojcu po prostu cięzko jest, gdy go dwie kobiety opuszczają? A może nie ma sił, by mieć sam na głowie cały dom? Pomagasz trochę mu w prowadzeniu, szczególnie gdy nie ma mamy? Przygotujesz mu obiad, gdy wróci z pracy? A może razem mu przygotujecie?
Pomagam, sprzątam, piorę czasami gotuję takie proste rzeczy które nauczyła mnie mama zazwyczaj na głowie taty jest tylko ugotować coś a czasami nawet i nie to bo nie raz ja zrobię to za niego, mi się chyba też od życia coś należy, kiedy mam się wyszaleć jak nie teraz ? Potem owszem chce iść na studia ale zaocznie żeby w tygodniu pracować w wakacje wyjeżdżam za granice bo w maju skończę 18 i kiedy ja waszym zdaniem mam mieć swobodę ? Moja koleżanka też jest jedynaczką i gdy z nią rozmawiałam mówiła mi, że na początku jej rodzice też tacy byli ale potem z roku na rok było lepiej zaczęli mieć do niej zaufanie i nie martwili się tak a u mnie jest przeciwnie z roku na rok coraz gorzej.. Czy ja muszę się wyprowadzać żeby mieć swobodę ? Takie trzymanie pod kloszem do niczego dobrego nie prowadzi, skoro tyle razy zostawałam w domu sama z moim chłopakiem bo rodzice poszli do znajomych czy tam na zabawe i my nie zrobiliśmy nic głupiego to w czym tkwi problem ? Przez ten czas jak ich nie było nie zrobiliśmy sobie dziecka, nie podpaliliśmy domu, siedzieliśmy i oglądaliśmy film więc nie rozumiem czego się obawiają.. Nie wymagam od nich zbyt dużo tylko trochę więcej zaufania i wyrozumienia, że ja też już mam swoje życie i nie będę grzecznie siedzieć cały czas przy mamie jak 5-cio letnia dziewczynka
10 2012-09-22 22:18:20 Ostatnio edytowany przez gosc83 (2012-09-22 22:20:17)
Plus dla Ciebie, że nie odcinasz się od obowiązków. Ale minus za stwierdzenie "za niego". Uwierz, że szkoła to jest pikuś w porównaniu z tym, jak się może praca dawać we kości. I ciągle powtarzasz że będziesz mieć 18 lat. Z czasem może poznasz jeszcze ludzi, którzy mają 16 lat i są bardziej dorośli od 30-latków.
Jak pisałem - poznaj swoich rodziców lepiej ze swoim chłopakiem, zaangażuj go do prac w domu razem z Twoimi rodzicami (choćby na początek miał po prostu grillować razem z ojcem - choć trochę już późno na to ;p). I przestań myśleć, że 18 lat jak będziesz miała i zgodnie z przepisami będziesz mogła iść po piwo do sklepu, to oznacza że jesteś dorosła i mają Cię wszyscy zacząć z dnia na dzień inaczej traktować. A na szaleństwa znajdziesz czas... Ja miałem 28 lat jak pierwszy raz całowałem się z dziewczyną - jakoś żyję i nie uważam czasu wcześniejszego za tak skrajnie beznadziejny, jak Ty to chcesz rysować.
A jeszcze jedno pytanie: Próbowałaś siąść z nimi w trójkę albo nawet w czwórkę i powiedzieć to, co napisałaś? Próbowałaś porozmawiać i powiedzieć, że w mało przyjemnej sytuacji mama Cię zostawia? Może jednak coś da się zmienić, tylko też nie jest świadoma tego, że tak Cię to obciąża?
Jeśli powiem mamie, żeby nie wyjeżdżała to z czego będziemy żyć ? Z pensji taty ? Owszem nie zarabia mało ale nie zarabia też dużo żeby wystarczyło na wszystkie rachunki i jedzenie. Do tego, że mama wyjeżdża jestem przyzwyczajona bo miałam 3 latka jak pierwszy raz wyjechała, moim zdaniem rodzice bardzo mnie skrzywdzili tym, że nie mam rodzeństwa, wtedy czas w którym nie ma mamy napewno by wyglądał inaczej np dzieliłabym obowiązki z bratem/siostrą a tak to wszystko zostaje na mojej głowie. Broń Boże ja nie narzekam na to, że muszę sprzątać cały dom bo mi to nie przeszkadza jestem przyzwyczajona więc mi to lotto ale ja też chce mieć coś w zamian.. Dołuje mnie też to, że jak rozmawiam z mamą i mówię, że jak będę mieć 18 lat to będzie już wszystko inaczej wyglądało a mama do mnie : "nie myśl sobie, że jak będziesz mieć 18 lat to będziesz mogła sobie chodzić gdzie chcesz".. I na tym kończy się rozmowa z moją mamą.. Rozumiem, że jak skończę to 18 lat to z dnia na dzień nie stanę się dorosła ale wtedy już będę odpowiedzialna sama za siebie i pomimo tego, że będę brała odpowiedzialność za siebie to ja nadal będę musiała mówić mamusi dokąd idę i że przed 22 wrócę ?
Rodzice już tacy są
Ja jestem dorosła a nawt bardzo dorosła i mieszkam sama a mama chciała by mnie kontrolowac..... na pewno nie jest to samo co ty masz, ale jednak. Nie podoba mi się stwierdzenie- bedziesz miała swoje dzieci to zobaczysz..Jak na razi ich nie mia i nie planuje tak mi sie wydaje. Więc głupie powiedzenie. Ale fakt jest faktem, ze rodzice sie martwia najnormalniej. Dopóki jesteś u nich i na ich utrzymaniu niestety oni ustalają reguły. Nie mów ze bedziesz mogła wychodzic dopiero jak będziesz miała 40 lat , bo zobaczysz jak szybko się to zmieni. Ja nie mam dzieci, ale miałam pod opieką młodszego o 6 lat brata gdy mama pracowała za granicą i chociaż sama miałam 22 lata to bardzo się o niego bałam i też zabraniałam mu wiele rzeczy, oczywiście kłocił się ze mną i strasznie buntował, ale jakoś się udało. Dzisiaj mam najwspanialszego brata na świecie i tak jak kiedyś mi mówił że jestem nienormalna, bo nie pozwalam mu wychodzic wieczorami z kolegami tylko karze się uczyć, tak dzisiaj słyszę, że jak się nim opiekowałam to byłam taka normalna
, ale on to teraz widzi z perspektywy czasu, ze miałam rację. Tak więc popatrz troche inaczej na to co mówią rodzice. Powinnaś z nimi dużo rozmawiać, niech nabiorą zaufania do CIebie. Wierz mi ja zostałam sama mając 17 lat i koleżanki mi zazdrościły bo faktycznie mogłam robić wszystko na co miałam ochotę i chodzić gdzie chce i wracać kiedy chce, ale dla mnie była inna strona medalu. Koleżanki wracały do domu w którym było ciepło i był obiad, a ja jak sama nie przyniosłam węgla i nie rozpaliłam w piecu to ciepło nie miałam i obiad tez musiąłam sobie ugotwać a miałąm jeszcze psa ktorym też trzeba było się zając. Zobacz jaki paradoks- mi brakowało tego że ktoś sie mna interesuje.....Ale mama za to teraz chyba chce nadrobić stracony czas, ale to już inna historia......
Ok rozumiem to wszystko ale czemu np jak jest niedziela mam zakazane spotykanie się z chłopakiem bo muszę się uczyć.. Chyba ja wiem lepiej kiedy mam się uczyć i kiedy mi jest lepiej się uczyć i wiecie jak wygląda moja niedziela ? Wstaje rano idę do Kościoła po Kościele obiad pozmywać naczynia i nauka do wieczora cały dzień przesiedzieć w książkach i tak przez całe dwa miesiące. Z dnia na dzień to wszystko mnie przytłacza, po prostu już nie daje rady a najgorsze jest to, że nikt nie potrafi mnie zrozumieć i mi pomóc.. Nie mam nikogo do kogo mogłabym się wyżalić to jest tak okropne uczucie, że nawet nie da się tego opisać..
Też narzekałem, że mnie przyganiają do nauki rodzice. A dziś, jak pracuję, to widzę, ile było wolnego czasu w szkole. A teraz urlopu nie dostanę, bo dużo zmian, teraz nie bo mało osób... A wszak nie mam na co narzekać, bo jestem w tej komfortowej sytuacji, że góra raz w miesiącu coś przyjdzie popracować w domu.
Cóż - jeszcze wytrzymaj do matury, a potem, jeśli pójdziesz na studia, to bedzie to najlepszy czas w życiu z największą liczbą wolnego i z możliwością dostania kasy za to, że się bedzie dobrze uczyć
To niesamowicie mobilizuje. Jak po drugim semestrze dostałem stypendium, tak już moja średnia do końca 5-letniej nauki szła tylko w górę
Ale studiować też trzeba się nauczyć ![]()
Nie masz nikogo, kto by wysłuchał Twoich żali? Ale do chłopaka swojego zadzwonić nie możesz nawet, albo choć napisać, czy może on nie ma ochoty słuchać tego, co jest problemem dla Ciebie? A może też Cię nie rozumie?
Dalej nie ustosunkowałaś się do moich sugestii - nie podobają Ci się, uważasz je za nieefektywne czy może niemożliwe?
Olga - mojej córce "popuściliśmy" w liceum i na dobre to nie wyszło. Na szczęście w porę się opamiętała i dostała się na dobre studia. Ale potem mi powiedziała, że szkoda, że jej troche nie przykreciliśmy śruby bo sama miała tę świadomość.
Zatem z perspektywy czasu trochę to inaczej wygląda.
Zresztą póki mieszkasz z rodzicami to oni ustalają reguły czy to Ci się podoba czy nie. Możesz próbować rozmawiać z rodzicami na ten temat i przekonać ich do swojego poglądu.
Z drugiej strony powrót do domu przez siedemnastolatkę do godz. 22 nie jest czymś nienormalnym. Za mało czasu żeby się zabawić? Na spotkania z chłopakiem? Na to nie trzeba całej nocy.
Dussia - stwierdzenie, że "bedziesz miała swoje dzieci to zobaczysz" wcale głupie nie jest. Ja to też słyszałam od rodziców, a sens pojęłam właśnie odkąd mam własne dzieci. Nic głupiego w tym nie widzę, tylko doświadczenie.
Może jak bedziesz starsza to ci będą na więcej pozwalać?
Wydaję mi się, że im nie chodzi o mojego chłopaka tzn mi się tak tylko wydaje, w końcu znam go już rok więc nic mi się przy nim nie stało jak gdzieś wychodzimy razem. Zresztą mój tata rozmawia z nim, naprawiali mi ostatnio drukarke i w sumie dogadują się, z mamą tak samo zawsze jak przyjeżdża to z nią normalnie rozmawia. Myślę, że problem polega na czymś innym tylko nie wiem na czym. Czemu rodzice moich znajomych potrafią normalnie położyć się spać jak oni gdzieś wychodzą a moja mama nie potrafi ? Jakie jest wytłumaczenie ? To, że moi znajomi są bardziej odpowiedzialni za siebie ? Dużo razy było tak, że moje koleżanki jak gdzieś wychodziłyśmy piły i przychodził do domu pijane i to ma być odpowiedzialność ? To ma być zaufanie do dziecka ? Nie będę kryła tutaj, że mi się to nie zdarzyło bo zdarzyło się ale po tym incydencie przestałam wychodzić ze znajomymi przez jakiś czas i później już takie coś ani razu się nie zdarzyło a moim znajomi przyszli nie raz pijani do domu i pomimo tego mogą sobie wychodzić o której chcą i gdzie chcą, z drugiej strony jak na to patrze to postrzegam to w ten sposób, że ich rodzice w ogóle nie zajmują się nimi może nie dosłownie ale jest im to pewnie lotto czy wrócą o 22 czy nad ranem. Zadaje sobie to pytanie od bardzo dawna i nie mogę znaleźć na nie odpowiedzi dlaczego moi rodzice są tacy a inni są znowu inni ? Czy to dlatego, że boją się o mnie bo nie chcą żeby mi się coś stało bo mają mnie jedną ?
Czyli rozumiem, że chciałabyś, abyś nie obchodziła swoich rodziców, żeby mieli gdzieś to, co z Tobą się dzieje i co z Tobą będzie? Pewnie - da się tak. Tylko jak będziesz chciała na mieszkanie, albo dzieci przypilnować, to do kogo się wtedy zwrócisz? Wiesz co - wg mnie Twoi rodzice to skarb, który należy szanować. A w sprawie ustępstw - rozmawiaj, staraj się przedstawiać swój punkt widzenia. Najlepiej zrób to wtedy, gdy będą oboje.
I w zasadzie dostałaś już wszystkie porady. Odnoszę wrażenie, że bardziej chcesz się teraz wyżalić, niż faktycznie coś zmienić (a przynajmniej oczekując, że wystarczy pstryknąć dobrymi palcami).
Może masz racje, wiem o tym, że mam wspaniałych rodziców ale w niektórych sytuacjach powinni mnie wysłuchać i zrozumieć, że jestem w tym wieku w którym chodzi się na imprezy 18-stki. Oni też kiedyś w końcu byli młodzi i chyba muszą to rozumieć, może jak będę mieć swoje dzieci to może będę zachowywała się jak oni ale póki co nie mam więc nie mi to oceniać
dziękuję bardzo za wsze rady ![]()
Też jestem młoda, co prawda mam już swoją rodzinę - męża, ale powiem jak ja to widzę.
Nawet nie masz skończonych 18 lat, więc nie dziw się, że rodzice się martwią, dzwonią itd.
Poza tym zasada jest prosta - mieszkasz u nas, łożymy na ciebie, więc żyjesz na naszych warunkach.
Najlepiej umawiaj się z rodzicami np. idę na imprezę, napiszę sms o którejś godz, że jest okej. I wrócę o tej.
Uwierz mi, Twoi rodzice się martwią, zwłaszcza, że tyle się słyszy o gwałtach, morderstwach, narkotykach na imprezach.
Nie nadwyrężaj ich zaufania i dotrzymuj słowa. Wtedy pokażesz im, że zachowujesz się odpowiedzialnie i tak też będą Cię traktowac.
Jak mój młodszy brat, który jest w Twoim wieku nie wracał długo, lub nie dało się z nim skontaktowac, to ja odchodziłam od zmysłów, a co dopiero miała powiedziec mama z tatą.
Postaw się na miejscu rodziców.
Okej rozumiem wszystko, tylko jak ja np chce iść dziś na ognisko to pytam się taty czy mogę a idę na ognisko do mojego chłopaka, będzie jego rodzina, kuzynki i wgl to gdy się pytam to słysze rano odpowiedzieć : po co pójdziesz, zapowiadają deszcz na dziś.. I jak tu wytrzymać w takim domu ?? Po co iść ? No to jest tak idiotyczne pytanie, że bardziej głupiego chyba nigdy nie słyszałam, chyba na ognisko idzie się po to, żeby posiedzieć pogadać zjeść i tyle.. A normalne jest to, że jak będzie deszcz to nie będę siedzieć w tym deszczu..
Może masz racje, wiem o tym, że mam wspaniałych rodziców ale w niektórych sytuacjach powinni mnie wysłuchać i zrozumieć, że jestem w tym wieku w którym chodzi się na imprezy 18-stki. Oni też kiedyś w końcu byli młodzi i chyba muszą to rozumieć, może jak będę mieć swoje dzieci to może będę zachowywała się jak oni ale póki co nie mam więc nie mi to oceniać
dziękuję bardzo za wsze rady
Przyznaję Ci rację.
Rodzice nie powinni za bardzo ingerować w Twoje wyjścia, bo i kiedy masz gdzieś wychodzić?
Powinni jednak wiedzieć, gdzie z kim i z jakiej okazji, bo zwyczajnie martwią się o Ciebie.
Zadeklarowanej godziny powrotu nie powinnaś przekraczać.
Moja córka starsza miała więcej luzu, bo była odpowiedzialna i gdy miała lat 16 już pozwoliłam jej pojechać pod namioty ze znajomymi, których dobrze znałam. Przed wyjazdem jednak rozmawiałam z chłopcami, którzy za nią wzięli odpowiedzialność i obiecali mi, że będą w porządku. Tak też było.
Zdarzało się, że chciała iść na dłużej, to przychodził z nią chłopak i prosił, bym się zgodziła po czym na czas odprowadzał ją do domu.
Teraz gdybyś porozmawiała z moją starszą, to usłyszałabyś, że ja mocno trzymałam rękę na pulsie i chciałam ją wychować na zakonnice, co jest bardzo niesprawiedliwą opinią. Zarzuca mi także, że młodszą traktowałam bardziej na luzie, co w moim i młodszej odczuciu, było właśnie na odwrót.
Młodsza nie była zbyt odpowiedzialna. miała inne towarzystwo, ciągoty do alkoholu, była imprezowa, więc bardziej musiałam nad nią czuwać. Nie mogła chodzić jak chciała, bo ja miałam obawy, że to może się źle skończyć. Buntowała się i czasem były nieporozumienia, jednak gdy miała możliwość po 18tce odejść w swoją stronę, pozostałą ze mną do 23 roku życia.
Na dziś jest mi wdzięczna za to, a wcześniej miała inne zdanie.
17 lat to jest niewiele, jak niewiele też jest 18, bo osiemnastka nie świadczy jeszcze o dorosłości, a jest jedynie uprawnieniem do otrzymania dowodu osobistego.
Można mieć 16 i być odpowiedzialną bardziej od 20 latki.
Przeanalizuj swoje zachowania i to, dlaczego rodzice tak krótko Cię trzymają.
Jeśli to wynika z ich egoizmu, to spróbuj spokojnie z nimi porozmawiać, zapewniając ich, że na Tobie nie zawiodą się /jeśli istotnie tak jest/, bo fochami, buntem i złością możesz wywołać odwrotne reakcje.
Osiemnastka też sprawy nie rozwiąże, bo usłyszysz argumenty, że mieszkach u nich, to masz się dostosować, lub inne jeszcze wypominania...... utrzymanie, koszty nauki.
Jeśli masz chłopca odpowiedzialnego, to może on by prosił rodziców, o pozwolenie wyjścia razem na dłużej.
Tym samym upewnił by ich, że nie powinni zbytnio martwić się, gdy jesteście razem.
Będę starała się porozmawiać o tym z rodzicami. Może zmienią się tym bardziej, że za parę miesięcy zaczynam praktyki w innym mieście i praktycznie nie będzie mnie w domu przez cały miesiąc. Może zobaczą, że warto mi zaufać
fajny temacik zajefajny długo szukałam w necie. popieram psychologów. nadopiekuńczość na dłuższą metę jest opłakiwana. jestem najmłodsza i wiem mając 27 lat już to sporo przeszłam w życiu opowiem wam co ja miałam. mam matkę wariatkę która wszystko by zrobiła nie dając szans na samodzielność. zawsze tak było. w moim przypadku. nie miałam prawa iść do koleżanek one wg niej to złe towarzystwo . aparaty jak załatwiałam to wszędzie ze mną jeździła wszędzie jej pełno nie miałam prawa się odezwać . w domu też jak się chcę obronić to już mówią że pyskuję. co za jędza. wmawiała że do niczego jestem . nie znajdę pracy .przez nią mam niedosłuch . zjebała mi życie na całego. zamknęła przede mną świat. dziś myślę że mogę wyprowadzić się z domu bo rzygać się mi chce jak na nią patrzę.teraz wiem do czego są matki nadopiekuńcze zdolne. wszystko zrobią za nas. nie pozwolą nam odejść z domu.