Czesc! Postanowiłam się do was zwrócić z problemem który spędza mi sen z powiek. Od 4 miesięcy jestem w związku z chłopakiem. Pierwsze dwa miesiace były sielanką jednak ostatnie dwa to jeden wielki znak zapytania z mojej strony. Zaczynam zauważać coraz więcej jego wad, np. Nie przeszkadza mu bałagan, głównym problemem jednak jest to że przestał być dla mnie atrakcyjny, nie mam prawie wcale ochoty na seks. Nie czuje też do niego absolutnie nic! Na początku dałam sobie czas by coś poczuć ale czy po 4 miesiącach nie powinno już coś ruszyć? Chlopakowi naprawdę zależy i traktuje mnie jak księżniczkę, czemu zatem odczuwam do niego jakąś blokade?
Podobne tematy
Jak nic do niego nie czujesz, to nie zawracaj mu dooopy.
I po problemie.
Nie ma za co dziękować :-)
Czesc! Postanowiłam się do was zwrócić z problemem który spędza mi sen z powiek. Od 4 miesięcy jestem w związku z chłopakiem. Pierwsze dwa miesiace były sielanką jednak ostatnie dwa to jeden wielki znak zapytania z mojej strony. Zaczynam zauważać coraz więcej jego wad, np. Nie przeszkadza mu bałagan, głównym problemem jednak jest to że przestał być dla mnie atrakcyjny, nie mam prawie wcale ochoty na seks. Nie czuje też do niego absolutnie nic! Na początku dałam sobie czas by coś poczuć ale czy po 4 miesiącach nie powinno już coś ruszyć? Chlopakowi naprawdę zależy i traktuje mnie jak księżniczkę, czemu zatem odczuwam do niego jakąś blokade?
Skoro nic do niego nie czujesz, to nie ma innego wyjścia, jak się rozstać. Po co chcesz z nim być na siłę? Nie bądź egoistką.
traktuje mnie jak księżniczkę
Już śpieszę z wyjaśnieniem: wciskane w obecnych czasach równouprawnienie, feminizm, poprawność polityczna wyprały mózg współczesnym kobietom i te myślą, że ich ideałem jest żywcem wyjęty z komedii romantycznej, piesek latający za swoją wspaniałą kobietą, tą jedyną, wyśnioną, wymarzoną, traktujący ją jak księżniczkę.
Jak takiego znajdują to się dziwią dlaczego nie czuję do niego pożądania. Przecież wszyscy w koło jej powtarzają, że taki mężczyzna to dar z niebios: mama, babcia, przyjaciółka, w dzień dobry tvn tak mówili, na netkobiety, w wizazu, w filmach.
Otóż chemię będziesz miała nie z takim podnóżkiem tylko z mężczyzną, przy którym poczujesz się jak mała dziewczynka, uległa, zdominowana, który da Ci rollercoaster emocjonalny - wzbudzi w Tobie skrajne emocje, potraktuje przedmiotowo.
Taki wiesz - ten o którym dzisiaj się mówi, że jest męska szowinistyczną świnią, mizoginem i wyznawcą patriarchatu.
Logiki w tym nie szukaj. Tak Was natura stworzyła. Liczą się emocje i jeszcze raz emocje, nie jakiś nudny grzeczny miś usługujący i będący na wszystkie zawołania kobiety.
Daj sobie spokój, szkoda Twojego i chłopaka czasu, szkoda też jego rozczarowania, które im dłużej to potrwa, tym będzie większe.
Wacławie666, coś Ci się pomieszało. Kobiety nie chcą ani podnóżka, ani faceta, który je zdominuje i urządzi emocjonalny rollercoaster, chcą po prostu partnera przez duże 'P'. Jak zawsze, tak i tutaj, żadne skrajności nie są dobre.
Zmuszanie się do związku z rozsądku prowadzi do wielu frustracji, przede wszystkim nie będziesz szczęśliwa. Chcesz być szczęśliwa?
Wacław666, ta... Gdzieś jest teoria o tym że kobiety tracą głowę dla niegrzecznych chłopców, tracą ją sfrustrowane mamuśki i małolaty. Kobieta mądra, znająca swoją wartość takiego nie wybierze. Masz rację, nie pociąga nas misio bez jaj, świnia co najwyżej dostanie w twarz. Jak wyżej wspomniala Olinka, facet ma być facetem i partnerem, najlepszym przyjacielem i kochankiem jednocześnie. Skrajności w obie strony nie są dobre, tak trwałego związku się nie zbuduje
Daj sobie spokój, szkoda Twojego i chłopaka czasu, szkoda też jego rozczarowania, które im dłużej to potrwa, tym będzie większe.
Wacławie666, coś Ci się pomieszało. Kobiety nie chcą ani podnóżka, ani faceta, który je zdominuje i urządzi emocjonalny rollercoaster, chcą po prostu partnera przez duże 'P'. Jak zawsze, tak i tutaj, żadne skrajności nie są dobre.
A co to znaczy partner przez duże P? Myślę że akurat w związku skrajności czasem są dobre i można by to porównać do sinusoidy, inaczej do związku wdaje się rutyna. Wacław ma dużo racji, aczkolwiek mało której kobiecie ego pozwala się do tego przyznać. Nawet moja przyjaciółka która w opinii publicznej ma partnera idealnego, przyznała się że jej związek nie daje jej satysfakcji i jest zwyczajnie nudny. Dla niej liczy się to że rodzice są nim zachwyceni - autorytarne wychowanie. Kobiety kochają emocje, dlatego często trafiają na toksycznych partnerów bo zawsze to jakieś emocje, nieważne że destrukcyjne. W życiu powinien być zachowany balans, ale nie mówmy że skrajności w związku są czymś złym. Niejedna kobieta chciałaby żeby jej "miso" z dobrego domu, czasem złapał ją za włosy i przyparł do ściany. Reszta zwyczajnie kłamie bo kultura, wychowanie i religia, stygmatyzują takie zachowania. Dla kobiet bardziej pociągający jest błyskotliwy, dominujący cham niż
miły chłopak w koszuli w kratę z fryzurą boczną.
8 2020-08-04 13:49:48 Ostatnio edytowany przez Wacław666 (2020-08-04 13:50:29)
Wacław666, ta... Gdzieś jest teoria o tym że kobiety tracą głowę dla niegrzecznych chłopców, tracą ją sfrustrowane mamuśki i małolaty. Kobieta mądra, znająca swoją wartość takiego nie wybierze. Masz rację, nie pociąga nas misio bez jaj, świnia co najwyżej dostanie w twarz. Jak wyżej wspomniala Olinka, facet ma być facetem i partnerem, najlepszym przyjacielem i kochankiem jednocześnie. Skrajności w obie strony nie są dobre, tak trwałego związku się nie zbuduje
Heh gdyby tylko kobiety kierowały się logiką ![]()
Te małolaty tracą głowę dla niegrzecznych chłopców w okresie swojego szczytu fizycznej atrakcyjności, więc jak najbardziej dla mężczyzn opłaca się być tym 'dupkiem'. Tym bardziej, że taki 'dupek' nie jest zainteresowany stałym związkiem tylko tym, żeby korzystać z uroków życia przy jak największej ilości młodych pięknych kobiet, a kobieta co najwyżej desperacko walczy z konkurencją innych kobiet żeby go utrzymać przy sobie. Jak to zrobi jest w siódmym niebie, bo odczuwa przy takim mężczyźnie prawdziwe pożądanie.
'Mądre kobiety', o których piszesz często staja się tymi mamuśkami, które nie dały rady utrzymać w młodości tego niegrzecznego i po latach nudnego związku z grzecznym i miłym chcą jeszcze poczuć te pożądanie.
I po co ten "wszechwiedzący ton" i wyjaśnianie kobietom tego, czego czują? Kuriozalna sytuacja, kiedy mężczyzna, który nigdy nie był i nie będzie kobietą, wyjaśniał innym kobietom, co one "tak naprawdę czują". Zabawne.
Oczywiście że dawka emocji jest potrzebna, nie kobietom, tylko po prostu ludziom. Jesteśmy emocjonalnymi stworzeniami i jak jest nudno, to szukamy wrażeń. Trudno to zrozumieć?
I nie chodzi o "rollercoaster" czy upodlenie kogokolwiek, chyba że ktoś lubi takie klimaty, tylko żeby emocje były żywe. Jak ktoś jest uległym misiem i trafi się partner/ka, który lubi wrażenia, bo ma taki temperament, to po jakimś czasie poszuka kogoś innego. A jak się trafi miś + miś, melancholijny człowiek, introwertyk i niską otwartością na nowe doznania, to się dobiorą doskonale, bo dla nich wyjście wspólne na spacer będzie takim doświadczeniem emocjonalnym, które urozmaici ich życie i sprawi, że będzie im do siebie bliżej.
Oczywiście, są też ludzie, których ciągnie do wrażeń, niebezpiecznych sytuacji, to szukają sobie kogoś, kto im tych wrażeń dostarczy i spędzają czas na poszukiwaniu łamacza serc, żeby doświadczyć miłości jak z harlekinów.
I co z tego? Nic.
Nie wiem, co takie osoby jak Wacław chcą osiągnąć, wrzucając wszystkich ludzi do jednego worka, jakby nie istniały różne temperamenty i typy osobowości.
I po co ten "wszechwiedzący ton" i wyjaśnianie kobietom tego, czego czują? Kuriozalna sytuacja, kiedy mężczyzna, który nigdy nie był i nie będzie kobietą, wyjaśniał innym kobietom, co one "tak naprawdę czują". Zabawne.
Myślę że od tego są rozmowy/relacje z kobietami, nie trzeba być kobietą żeby ją zrozumieć. Wszystko sprowadza się do statystyki, oczywiście że są dobre związki gdzie dobiorą się "misie" którym będzie odpowiadało na pozór "nudne" życie. Problemem jest mit który mówi że przeciwieństwa się przyciągają. Związek "matki polki" z draniem który nie szanuje kobiet, albo księżniczek spragnionych wrażeń które nosi na rękach misio. Ludzi powinni dobierać się z podobnymi temperamentami. Biologia nie jest bez znaczenia. Kobiecy gadzi mózg podświadomie poszukuje reproduktora który w drodze rywalizacji będzie w stanie "zneutralizować" pozostałych samców żeby pozostał jak najlepszy materiał genetyczny. Czy jaskiniowiec kupował kwiaty i pytał czy może uprawiać seks? Co by nie mówić, kształtowanie kulturowo-społeczne czasem koliduje z atawistycznymi cechami kobiet i mężczyzn, stąd powstają takie tematy jak ten.
Niejedna kobieta chciałaby żeby jej "miso" z dobrego domu, czasem złapał ją za włosy i przyparł do ściany.
Ja tam lubię jak mężczyzna ciągnie mnie za włosy, przyprze do ściany i zdominuje. A czasem po tyłku klepnie.
I jestem feministką.
Ale zachowania dla kobiet atrakcyjne nie mają nic wspólnego z byciem chamem, brakiem szacunku czy molestowaniem.
Myślę Autorko, że w OP sama sobie odpowiedziałaś co i jak. Niestety.
Psycholog Na Niby napisał/a:Niejedna kobieta chciałaby żeby jej "miso" z dobrego domu, czasem złapał ją za włosy i przyparł do ściany.
Ja tam lubię jak mężczyzna ciągnie mnie za włosy, przyprze do ściany i zdominuje. A czasem po tyłku klepnie.
I jestem feministką.
Ale zachowania dla kobiet atrakcyjne nie mają nic wspólnego z byciem chamem, brakiem szacunku czy molestowaniem.
Tak problem z prawdziwymi dupkami jest taki, że obok tego, że wywołują silne pożądanie w kobiecie to nierzadko przejawiają też bardzo toksyczne zachowania (chorobliwa zazdrość, przemoc fizyczna i psychiczna, nałogi).
Stąd częste historie, gdzie kobieta kończy jako samotna matka z bąbelkiem szukająca bezpieczeństwa u miłego i grzecznego misia (tyle, że niestety już nudnego, ale to kobieta sobie racjonalizuje nieuniknioną 'prozą życia') albo (gdy ma mniej szczęścia) jako ofiara przemocy (co jakiś czas wypływają historie gdzie zazdrosny badboy zabił młodą, najczęściej bardzo atrakcyjną kobietę).
Szczęśliwa będzie ta kobieta, która zdobędzie mężczyznę dającego pożądanie bez tych toksycznych zachowań.
Problem w tym, że takich 'prawdziwych mężczyzn' jest obecnie coraz mniej, bo jak ma być inaczej skoro mężczyźni zewsząd słyszą obecnie, że sama męskość jest toksyczna, a między nogami noszą wręcz narzędzie gwałtu i najlepiej powinni przybrać cechy kobiece (uległość, wrażliwość, otwartość emocjonalną) - czyli takie, które tak naprawdę zabijają pożądanie w kobiecie.
A co to znaczy partner przez duże P?
Dla mnie to mężczyzna, który ma swoje zdanie i tego zdania nie boi się wyrażać, ale też szanuje moje. Szanuje mnie jako człowieka i kobietę, liczy się z moimi uczuciami i potrzebami, ale też wymaga, by jego były spełniane. Chcę mieć obok siebie kochanka, który mnie pożąda i budzi moje pożądanie, kto wciąż dba o to, by mi się podobać, tak jak i ja o to dbam. To ktoś, kto jest na mnie uważny, z kim można ciekawie spędzić czas, ale też głęboko porozmawiać, na kim mogę polegać i kto jest mi przyjacielem. W partnerstwie to wszystko działa na zasadzie wzajemności.
To symbioza, a nie układ pasożytniczy którejkolwiek ze stron i to zarówno na poziomie emocjonalnym, jak i materialnym.
Psycholog Na Niby napisał/a:A co to znaczy partner przez duże P?
Dla mnie to mężczyzna, który ma swoje zdanie i tego zdania nie boi się wyrażać, ale też szanuje moje. Szanuje mnie jako człowieka i kobietę, liczy się z moimi uczuciami i potrzebami, ale też wymaga, by jego były spełniane. Chcę mieć obok siebie kochanka, który mnie pożąda i budzi moje pożądanie, kto wciąż dba o to, by mi się podobać, tak jak i ja o to dbam. To ktoś, kto jest na mnie uważny, z kim można ciekawie spędzić czas, ale też głęboko porozmawiać, na kim mogę polegać i kto jest mi przyjacielem. W partnerstwie to wszystko działa na zasadzie wzajemności.
To symbioza, a nie układ pasożytniczy którejkolwiek ze stron i to zarówno na poziomie emocjonalnym, jak i materialnym.
Dałbym Ci się zaprosić na kawę ale trochę się spłoszyłam bo nie mam żadnych wymagań w związku
co najwyżej drobne oczekiwania.
W końcu miałam opisać partnera przez duże 'P', a nie jego imitację
.
Wiesz, zasada, że daję od siebie dużo, ale oczekuję wzajemności, całkiem nieźle mi się w życiu sprawdza. Zresztą moja sygnaturka też nie wzięła się znikąd. Życie mamy tylko jedno i jest zbyt krótkie, aby przeżywać je z byle kim i byle jak.
Na papierze wyglada to ładnie. Ale związki symbiotyczne z partnerami przez duże P to ułamek procenta. Zastanawia mnie w którym momencie trzeba obniżyć oczekiwania żeby na stare lata nie zostać samemu, pocieszam się tym ze jestem jeszcze relatywnie młody ![]()
Owszem, dlatego chcieć to jedno, a mieć to zupełnie inna sprawa, bo nawet jeśli uda się znaleźć właściwego partnera, to potem zaczyna się codzienna praca nad sobą i nad związkiem, a ogromnej ilości ludzi po prostu się nie chce.
Generalnie jednak chodzi o to, że my, kobiety, naprawdę nie potrzebujemy żadnych toksyków, do czego męska część netkobiecej społeczności regularnie nas przekonuje, bo związek partnerski jest w stanie dostarczyć zarówno wystarczającej dawki tych silnych emocji, jak i ukojenia.
Jeśli zaś chodzi o ewentualne obniżanie oczekiwań, to moim zdaniem z zasady nie należy tego robić, ale równocześnie warto umieć na samego siebie spojrzeć obiektywnie i ocenić co ja sam/ja sama skłonna jestem od siebie dać, co w sobie zmienić, żeby tej drugiej osobie też było ze mną dobrze. Nie czarujmy się bowiem, ale wraz z upływem czasu sami też stajemy się inni, czasem bardziej sfrustrowani, zgorzkniali, zwykle mniej chętni do zmian, bo zaczynamy mieć swoje przyzwyczajenia, nawyki, stajemy się mniej elastyczni. Dopiero wtedy można oszacować czy ta słynna chemia ma szansę zadziałać z dwóch stron i trwać przez wiele kolejnych lat, czy jednak nam się już nie chce starać, a wtedy uczciwie byłoby również obniżyć oczekiwania.