Dziewczyny mam następujący dylemat.
Skrót tego jak było: Spotykałam się z facetem 3,5 roku. Połączyła nas przyjaźń, zaraz pojawiła się miłość (niestety tylko z mojej strony) i wielka namiętność. Po roku fajnej relacji, gdy emocje opadły on sobie zaczął uświadamiać, ze jednak kocha.... swoją pierwszą miłość.
Zawsze powtarzał, że jestem cudowną kobietą, że ma szczęście, że mnie ma. ROzmawialiśmy ze sobą o wszystkim, nawet o tym, że on nie kocha mnie tak jak powinien kochać facet swoją kobietę. Rozmowa to było coś co nas połączyło i zawsze docenialiśmy to, że o wszystkim mozemy sobie powiedzieć. To było naprawdę super. Ale w pewnym momencie naszego bycia razem on z tej rozmowy zrezygnował. Nie z dnia na dzień, ale stopniowo. Próbowałam zrobić wszystko, zebyśmy się nie oddalili na niebezpieczną odległość, ale ostatecznie mi się to nie udało.
Wiedział jak bardzo go kocham, wiedział, ze zrobiłabym wszystko dla naszego związku. Tak sobie myślę, że to moje podawanie się na tacy nie wyszło nam na dobre, ale trudno, ja próbowałam być dla niego "idealną" kobietą i tyle.
Jak to się skończyło?
Najzwyczjniej w świecie zniknął z mojego życia. Przestał się odzywać, pisać, dzwonić itp. Ok, zrozumiałam, ze to koniec. Nie narzucałam się nie dzwoniłam, nie pisałam. Kilka razy w ciągu naszego związku już takie jego zachowania przechodziłąm, zawsze mnie wtedy przepraszał i obiecywał, że więcej tak nie zrobi.
Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę jak boli to,że druga tak bliska osoba nie porafi przyjść i normalnie powiedzieć: nie chcę już z Tobą być, zakończmy to lub coś w tym stylu. Po prostu zostawia Cię jak przeczytaną i nieaktualną już gazetę.... ehh okropność.
Jak jest teraz?
Pracujemy razem nadal (chyba nie wspomniałam, że poznaliśmy się w pracy). On doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo mnie zranił tym swoim całym zachowaniem w ciągu naszego związku. Dokonale wie, że ja nadal go kocham. Wie, że bardzo cierpię.
Po wakacyjnej przerwie nie widzenia się ii braku kontaktu jakiegokolwiek on zachowuje się tak jak gdyby nic się nie stało. Zachowuje sie tak jakbyśmy byli zwykłymi znajomymi z pracy, jakbym nie wypłakała przez niego ani jednej łzy, zachowuje się tak jakby zapomniał ostatnie 3,5 roku.
Na czym polega dylemat?
Nie wiem jak ja mam to rozegrać, jak ja mam się zachowywać? Teraz jest tak, że zgodziłam się na jego taktykę i również zachowuję się tak jak on czyli udaję ze jest ok. Tak jakoś wyszło. A wewnętrznie umieram z bólu. Jednak teraz to on już w ogóle pomyśli, że pewnie mu wszystko wybaczyłam, że może on wcale aż tak bardzo mnie nie zranił- a chciałabym, żeby wiedział, ze jest inaczej. Z drugiej strony koleżanka mi doradza, żey mu pokazać, że radzę sobie bez niego, ze wcale mnie już nie obchodzi to wszystko, ze zaczęłam nowe życie. Tylko, ze tak nie jest. Nie uporałam się z tym jeszcze i nie wiem jak to dalej będzie.
Co mi radzicie?