Witajcie.
dawno tu nie zaglądałam, ale po wczorajszym... Muszę się wygadać i zapytać Was o radę, może któraś była w podobnej sytuacji...
jakiś czas temu poznałam mężczyznę, po rozwodzie... 8 miesięcy. zaczęliśmy się spotykać, pisać, rozmawiać.. Było ogólnie fajnie, czuć było,że tworzy się fajny klimat między Nami...Miał swoje "wpadki" słowne, które trochę mnie wkurzyły,ale wczoraj to miał być "decydujący" wieczór. siedzieliśmy sobie, rozmawialiśmy, oglądaliśmy film. Spędziliśmy bardzo miło noc.. a na koniec on do mnie - "Tylko nie zdziw się, jeśli będę przez tydzień teraz milczał, po tym wszystkim co dziś się wydarzyło, będę się napawał i wspominał" ... dziwne to było , więc mu odp z lekką ironią - jesli Ty po tym wszystkim będziesz milczał tydzień, to ja za to nie odezwę się do Ciebie przez miesiąc nast. _ a On - ok to mi nawet pasuje_ oczywiście wszystko niby było w kontekście "zartU" aczkolwiek widział moje zdenerwowanie i to że się raczej nie śmieję, wyszłam , odprowadził mnie i pojechałam. było mi bardzo smutno, bo myslałam,że coś fajnego jest - a tu.. nie wiem co tym myśleć... Macie jakieś podpowiedzi?
Podobne tematy
dziwne..ja bym wprost zapytała co to miało znaczyć...i w ogóle bym się źle poczuła po czymś takim, ech
Ile się spotykacie?
Jeśli tak mówi to mi się wydaje, że zabezpiecza się na przyszłość, że może znikać, ale chce mieć otwartą furtkę jakby chciał znów się pojawić... Plus to, że dopiero co wyszedł z zobowiązań, więc pewno będzie chciał korzystać z wolności a nie pakować się znów w nowe zobowiązania.
Jeśli tak mówi to mi się wydaje, że zabezpiecza się na przyszłość, że może znikać, ale chce mieć otwartą furtkę jakby chciał znów się pojawić... Plus to, że dopiero co wyszedł z zobowiązań, więc pewno będzie chciał korzystać z wolności a nie pakować się znów w nowe zobowiązania.
dokładnie, zgadzam się z tą wypowiedzią.