Proszę opiszcie Wasze najgłębsze uczucia.Czy jesteście nadal razem ze swymi wybrankami serca?Czy los Was rozdzielił?.A może wróciliście do siebie po latach rozłąki?Czy była to miłość młodzieńcza,a może ta w dojrzałym wieku?Czym dla Was jest miłość?Czy łatwo jest się zakochać w późnym wieku?
Podobne tematy
jestem młoda. 21 lat.
od lat (ponad) 5 jestem z jednym mezczyzna. tak naprawde jest moim pierwszym. bo wczesniej to mlodziencze zauroczenia.
wiem,ze to długi okres jak na moj wiek-ale wiem tez,ze moi rodzice zaczeli byc ze soba własnie, kiedy mama miala 16 lat.
wiec moze to genetycznie uwarunkowane? ![]()
milosc jest tym,w co wierzymy. a idelanie moje rozumienie milosci opisuje sw pawel w "hymnie o milosci"
a co do ostatniego pytania. mysle,ze na milosc nigdy nie jest za pozno.
moze byc ciezko w pozniejszym wieku, pokonac stres, lek, watpliwosci ,czy sie sprosta. ale jesli to milosc to znikaja wszelkie pytania. to sie dzieje. i jest pieknie. ![]()
Moją pierwszą , prawdziwa miłością był chłopak z klasy (też!) . Miałam wtedy 17 lat, byliśmy razem 2 lata. Na początku było bardzo źle, nie gadał ze mną, nie chciał ze mną siedzieć, nie lubił mnie.. Minęły dwa miesiące.. święta, najgorsza wigilia życia (pełna płaczu, lamentu). Po świętach zaczął mnie zauważać, dogadaliśmy się. Później już sam podchodził, gadał. Zostaliśmy para miesiąc później. Mieliśmy tyle wspólnego, nie mogliśmy się nagadać, wszystko robiliśmy razem. Wspólne spacery, trzymanie się za rękę, buziaki..ten pierwszy raz..Potem, zaczęło się psuć.. Najpierw sms od jego matki, ze jestem k****, szm*** itp. Bałam się, a zarazem bulwersowałam. On nie zamierzał nic z tym zrobić, ja musiałam się pogodzić. Zaczęły się głuche telefony.. ale dało się przeżyć. W końcu mam jego. Później zaczęło się piekło.. Chłopak odreagowywał sytuację w domu na mnie..byłam jego workiem treningowym.. Gdy był zdenerwowany,ja obrywałam. Czasami po prostu chwytał mnie za skórę na brzuchu i targał do siebie, gdy nie chciałam podejść. Na koncerty, zabawy, nawet na odpusty chodził sam albo z kumplami, bał się, że jego matka mnie zobaczy.. Ja za to nie mogłam nigdzie iść.. ciągle dzwonił, pytał się gdzie jestem, ciągle za mną łaził. Bywało, ze w szkole nawet do toalety nie mogłam wejść , bo samej mnie nie chciał puścić, krzyczał.. stawało na tym, ze czekał przed drzwiami. Z nikim nie mogłam rozmawiać, zawsze się wtrącał, nikt, nawet nauczyciel nie miał prawa nic do mnie powiedzieć, a już tym bardziej ze mną usiąść.. Potem bywało już tylko gorzej, ciągle chciał wychodzić na spacery, do tych samych miejsc, nic nowego, żadnych przygód, tylko ta rutyna. Na święta, zrobiłam mu piękny prezent. Wydałam ok 200 zł, chciałam wypaść w miarę dobrze, bo jego matka miała mnie za biedaczkę. Od niego dostałam zapakowaną zakurzoną ramkę, obdartą książkę, porysowaną i używany zegar na ścianę.Ponoć zegar zrobił sam.. to wy nawet wyjaśniało, dlaczego nie miał kilku muszelek. Płakałam bardzo mocno. Rodzina mnie wsparła, ale ciągle mi mówili, bym go zostawiłam, bo nie ma z nim przyszłości. Mieli rację. Gdy czegoś nie zaliczył, uderzał głowa w klamki w oknach. Z rozpędu skoczył i kopnął w drzwi wejściowe. O mały włos, a zabiłby koleżankę, która stała na zewnątrz. Dziewczyna miała problemy ze wzrostem, więc była rozmiary 6-letniego dziecka. Po pół roku postanowiłam go zostawić. Irytowała mnie ta cała sytuacja. Nie mogłam już nawet sama z podręcznika skorzystać, bo wściekał się, brał książki i rzucał mi nimi po sali. Wszyscy wiedzieli, co on mi robi. Nikt nie zareagował. Z reszta, co tam. Jednej mniej. Zostawiłam go, wysłuchując półtora godzinnego lamentu. Było mi go tak żal, zapomniałam o wszystkich krzywdach, nawet zaczęłam wątpić, czy chce to zrobić.. tak bardzo go kochałam.. tyle przeżyliśmy.. ale musiałam. Na pożegnanie powiedział mi, ze go wykorzystałam , jak tylko mogłam. Że jestem bez uczuć, zrujnowałam ten "idealny" związek i jestem bez serca. W tym momencie przestało być mi go zal.. po tylu cierpieniach na tylko tyle było go stać.. znienawidziłam go.. i oto tak dzisiaj jestem nieszczęśliwie zakochana w M, który to kolejny mężczyzna w moim życiu ma mnie za nic. Taka jest moja historia ![]()
Ja mam 23 lata. W związku jestem od 3 lat. Jestem bardzo szczęśliwa i planujemy sobie wspólną przyszłość. Nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Wcześniej byłam w kilku związkach. Mój ostatni związek trwał przez 2 lata. Na dzień dzisiejszy cieszę się, że tak się potoczyły moje miłości:) Teraz wiem, że z moim chłopakiem to jest "to" ![]()
Nigdy nie jest późno aby się zakochać.
Pozdrawiam:)
Jestem kobietą dojrzałą.Miłość zawsze traktowałam bardzo poważnie.Nie zakochiwałam się ot tak.Tylko raz dane mi było przeżyć- tę prawdziwą,jedyną,niepowtarzalną.Miłość to najpiękniejsze uczucie świata.W wieku dojrzałym szczególnie ważne.Kochać należy za wszystko i za nic.Kochać i zestarzeć się pięknie razem-cóż więcej można pragnąć.
Dziękuję za Wasze zwierzenia.
Jesetm niedojrzała, tak jak moja niedorosła miłość. jednak wiem, że kocham, wiem za co, wiem, że nie chcę przestć, wiem, że zrobię dużo, by to się nie skończyło.
wiem także, że on czuje tak samo.
wiem, że odbiera to co ja.
jestesmy ze sobą 1 rok i 3 miesiące. może i krótko. jednak dla mnie to najpiękniejszy czas życia.
Miłość dodaje skrzydeł.
"Oto jest miłość. Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem, a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"
Tak było w naszym przypadku.
To prawda,że miłość,szczęście-czeka na nas czasem- tuż za rogiem.
Ja poznałam swojego obecnego chłopaka przez internet. Jesteśmy już razem 2 lata, mieszkamy razem i wiem że to ten z którym chcę już być na zawsze a zaczeło się nie winnie i można powiedziec że dla zabawy i przygody ![]()
Ja nie bardzo ufam w taką miłość,ale widocznie zdarzają się wyjątki.Życzę Ci powodzenia i trwałości związku.
Czemu tak uważasz?:)
Bo mam takie zdanie.Po wielu doświadczeniach życiowych-jestem ostrożna w zawieraniu jakichkolwiek znajomości,szczególnie z mężczyznami.W necie można łatwo się maskować.
Zgadzam się z Tobą że w necie można łatwo się zamaskować, ale jesteśmy ze sobą już tyle czasu znamy swoje rodziny przede wszystkim znamy siebie i swoją przeszłość. I od początku nasza znajomość opierała się na prawdzie ![]()
W realu też można się zamaskować więc nie ma reguły ![]()
Ale w necie-nie widzimy siebie,nie patrzymy w oczy.
Ale spotkaliśmy się i nic się nie zmieniło
Ja też nie myślałam kiedyś że można poznać kogoś przez neta, ale po nie udanym związku załozyłam konto na jednym z portali i nie żałuje tej decyzji.
Teraz mnie rozumiesz,bo sama kiedyś nie wierzyłaś.Nie szukam znajomości z mężczyznami.Mam już swojego.
Rozumiem ![]()
Dziękuję za wyrozumiałość.
Mam nadzieję, że największa miłość jest jeszcze przede mną.
Kiedy kocham, traktuję swoją miłość jako tą ostatnią - każda kolejna jest intensywniejsza, dojrzalsza i przez to piękniejsza niż poprzednia. Kiedy byłam młodsza, łatwiej było mi się zakochać, o wiele szybciej mi to przychodziło, może dlatego, że po każdym rozczarowaniu trudniej jest odbudować swoje zaufanie w szczęśliwy związek.
Teraz spotykam się z mężczyzną, przy którym przede wszystkim czuję się bezpiecznie. Zaczynamy budować ten nasz związek na przyjaźni, zaufaniu, a nie na ogromnej fascynacji (co nie oznacza, że nie ma między nami chemii
). Nie jest to tak intensywne jak moje poprzednie związki, ale chcę spróbować. Jest za wcześnie, żebym mówiła, że kocham, ale wiem, że kiedy w końcu to poczuję i powiem, będzie warto.
Miłość,to przede wszystkim przyjaźń,a nie zauroczenie.