Witajcie Kochani,
Wróciłam na forum dokładnie po 10 latach..
To bardzo smutny powrót, ale w cudowne miejsce jakim jest to forum. Piszę, bo mam 30 lat ale moje życie się już skończyło i przegralam je całkowicie.
Nie będę się długo rozpisywać, ale zawsze brakowalo mi miłości, mając wygórowane, nierealne, bajkowe wyobrazenia o facetach, które wynikają z braku ojca i wiecznych problemach w domu.
Pokrótce, 14 lat temu przez przypadek poznałam w pociągu chłopaka, dobrego naprawdę z cudownym sercem, normalnego, inteligentnego itp. Tylko po prostu na pierwszy rzut oka"nie był z moich marzeń ", on się zakochał od razu a ja go tylko polubiłam, po prostu głównie nie podobał mi się z wyglądu. Ale spotykaliśmy się koleżeńsko całe liceum, całe moje studia, bylismy na weselach, dał prezent na urodziny itp itd. Pamiętał o mnie zawsze, o życzeniach o świętach, zawsze.
Był niesmialy i jakoś nie umiał wyznać mi co czuje, a na spotkaniach rozmawialiśmy głównie o pracy, więc stwierdziłam że już Wogole dla mnie to słabo, dużo by pisać. Po prostu wiedziałam że cokolwiek w moim życiu się wydarzy On zawsze będzie, tak jak wtedy myślałam SAM.
Mijały lata, na studiach poznałam wydawało się, mój ideał. Ale po 3 mcach mnie zostawił. Jednak tak bardzo zapadł mi w pamięć, że odtąd szukałam chłopaka takiego jak on. Koniecznie chciałam nawet z tego samego kierunku studiów.
Byłam zdesperowana, szukałam wszędzie. Na imprezach, w internecie, wszędzie,mając cały czas kontakt z X który stał obok, dalej chodziliśmy na wesela czy na kawę i dużo pisaliśmy przez internet ale zawsze się przed nim bronilam"no przecież nie będę z X".
I w tej mojej desperacji znalazłam przez sympatię mojego męża, był po tym samym kierunku co mój były i jakoś tak się stało że choć wcale mi się nie podobał, wyszlam za niego za maz, czując że jest bardzo toksyczna, zła, egoistyczna osobą. Przed ślubem nawet mama mi mówiła żebym się zastanowiła nad X, ale przecież ja głupia stwierdziłam że to nie jest facet dla mnie.
Wzięłam ślub, już przed ślubem się nie układało a on był toksyczny, ale bardzo się bałam odwołać ślubu twierdząc że będę już zawsze sama, bzdura.
Trzy lata po ślubie X wyznał mi że od zawsze mnie kochał i że to najsilniejsze uczucie jakiekolwiek do kogokolwiek poczuł, i że chciał się spotkać jakiś czas temu i powiedzieć co czuje, ale ja powiedziałam że mam chłopaka, więc się nie odważył.
Zalamalam się, ale to nie był koniec.
Dowiedzialam się że ma od jakiegos czasu żonę, ale średnio się im układa. To mnie totalnie zabilo, bo jak mój X mógł sobie kogoś znaleźć?
Niestety po tych informacjach X niedługo zniknął z dnia na dzień. Przestał się odzywać, odpisywać, zamilknął na wieki. Wtedy dopiero sobie uświadomiłam że go kocham i co straciłam.
Dzis mijają prawie 4 lata, odkad się nie odzywa, wiem tez ze ma już 3 letnie dziecko.
Moje małżeństwo to porażka, mój mąż jest agresywny nie szanuje mnie, nie kocha, nie ma wogole inicjatywy, siedzi tylko przed tv, pije dużo alkoholu, ogólnie jest to dramat.
Mam dziecko którym też się nie chce zajmować, nie chce mu się wyjść na spacer, ale sytuacja która mnie totalnie załamała to to że od ślubu ukrywał finanse. Nigdy nie potrafił nimi zarządzać, ale przypadkiem dowiedzialam się że ma długi na 50 tys!
Do tego cały czas zaprzeczał, klamal, całe życie klamie, nie ma poczucia winy.
Nie mam nadziei na nic, kiedyś byłam piękna, zawsze byłam zaradna, a popelnilam największy błąd życia i jest to mój życiowy dramat.
Codziennie płaczę za X, i chciałabym cofnac czas.
Chciałabym się też do niego odezwać i napisać mu ze tez go kocham, ale wiem ze to naiwne.
Jest mi tak źle, błagam nie popełnijcie mojego błędu..