Witam Was serdecznie ,jestem tu ponieważ potrzebuję ,obiektywnego spojrzenia na sprawę ,a także o poradę.
Może zacznę od początku w wielkim skrócie . Przez 10 lat wychowywałam praktycznie córkę sama ,w tym czasie mąż wyjeżdżał z granicę .Gdy troszeczkę stanęliśmy na nogi finansowo, założyłam działalność gospodarczą - pracowałam po kilkanaście godzin dziennie . Problem zaczął się gdy córka zaczęła chodzić do Gimnazjum ,totalne olanie nauki ,bunt ,stawianie się nauczycielom, pyskówki . Było przepychanie z klasy do klasy ,korepetycje ,psycholog . Pojawiały się miłostki ,trafiała zawsze na chłopaków którzy chcieli jej osobą zająć swoją wolną chwilę. Żaden z nich nie chciał jej odwiedzić w domu ,nie miał dla niej czasu ,jak już to kazał wyjść z domu po 22 -ej . Nie puszczaliśmy jej tłumacząc dlaczego ,że nie powinna itd. oczywiście w odwecie pyskowała nam " że przez nas niema chłopaka ,że jesteśmy wredni" i takie tam . Między czasie zaczęła podbierać pieniądze ,popalać zawsze miała starsze koleżanki . Wyrobiła w sobie aktorstwo do takiej perfekcji że każdy uwierzył w jej historyjkę. Przyszedł czas na Technikum , no i pełna swoboda żadnego nadzoru ,zmiana towarzystwa ,wagary papierosy już legalnie. Nie pomagały rozmowy ,prośby ,grożby kompletnie nic . Z trudem przebrnęła pierwszą klasę . W drugiej- pojawił się chłopak(sam na siebie zarabiający) szaleńcza miłość .Miał straszny wpływ na córkę , poddała mu się całkowicie była na jego skinienie ,z potrafił przyjechać zabrać ją ze szkoły bo chciał, żeby przy nim była .Oczywiście były przeprowadzone z nim rozmowy , obiecywał poprawę a i tak swoje robił. Były w domu kłótnie ,robił jej takie trzepanie mózgu że córka kazała nam sobie płacić za pomoc . On nas wyzywał ,córka robiła to samo. My z mężem byliśmy strzępkiem nerwów . Dzięki bogu on ja zostawił. Oczywiście drugiej klasy nie zdała.
Za nie długi czas pojawił się kolejny , kolejna miłość, z tym wyjątkiem że On ją zabierał do siebie , u niego przesiadywała po kilka dni,wracając do domu udawała że nic się nie dzieje , wieczorem wychodziła do znajomych . I znowu kłótnie , godzinne rozmowy ,nic nie dawało . Tak jak by chwilę miała przebłysku coś zrozumiała,a za chwilę robiła swoje .Między czasie ,przez ciągłe włamania byliśmy zmuszeni zamknąć działalność .Wyszło tak że zostaliśmy z długami . Było ciężko .Córka wiedziała że przez natłok problemów płaczę ,jeszcze z potrafiła wziąć ostatnie 10zł i kupić sobie papierosy , byłam wściekła wyrzucałam, że jak tak można . Ona po prostu wykręcała się, szła do swojego pokoju pisać smesy do niego , oczywiście mówiła że je...ie mi się w główce .Poprosiłam znajomą żeby załatwiła nam wyjazd do Niemiec na zbiór truskawek ,ja przy okazji podreperowania budżetu ,a córkę chciałam żeby zobaczyła jak zarabia się pieniądz , może coś przemyśli , odetchnie od kolejnego chłopaka . Fakt za trzy tygodnie zarobiła 4tys zł . Po przyjeżdzie do domu zaczęła szaleć , gril dla znajomych ,pożyczanie pieniędzy , imprezy. Dla nas nie miała czasu . Z chłopakiem tym zerwała , pojawiali się inni przelotni . Pod koniec sierpnia godz wcześniej oznajmiła że wyjeżdża do Warszawy tam będzie pracować uczyć się .Rozstaliśmy się w kłótni . Nie dawała znaku życia przez cztery miesiące, i ja z mężem nie mieliśmy ochoty z nią się kontaktować . Odezwała się sama gdy dowiedziała się że jestem chora . Wiadomo przeprosiny, skrucha ,płacz. Wróciła po pół roku . Poznała biedę, ludzi . Przez jakiś czas starała się ,było widać że coś zrozumiała ,wróciła do szkoły . Zaczęło się układać do czasu -znowu jest chłopak ,wielka miłość,znowu jest kłamstwo ,brak szacunku, kombinacje . Co najgorsze to jest to że wszystko opowiada , co dzieje się w domu i to w taki sposób ze to ja jestem ta nie normalna a z siebie robi ofiarę . Ja z mężem przegadaliśmy z nią nie zliczone godziny , zazwyczaj kończyły się kłótnią ,proponowałam psychologa ,kazałam zamieszkać jej z tym chłopakiem . Oczywiście psycholog nie ,zamieszkać i owszem, ale nikt jej nie przyjmie do pracy bo jest jeszcze szkoła ,a On za mało zarabia . No właśnie nie rozumiem tego ,że swoje ambicje zamiast realizować we własną przyszłość osobę , ona realizuje w związkach z facetami . Każdemu ufa bez granicznie ,dla każdego jej faceta wyrzekła by się rodziców ,rodziny. Nie widzi ich wad ,a jak już to myśli że dla niej się zmieni. Nie powiem że nie jestem zawiedziona , rozgoryczona ,cierpliwie trwałam w jej fazie dorastania buntu ,łudząc się że to minie ,ale pomimo że córka ma prawie21 lat nic się nie zmienia . Zatrzymała się w jakimś punkcie ? nie wiem:(
Podobne tematy
Wybacz ale myślę że za dużo pozwalaliście córce,weszła Wam "na głowę".Z postu wynika że nie miała obowiązków,robiła co chciała, wracała pózno? zabronić wyjść,jej chłopak Was wyzywał?wyrzucić go itd....co znaczy papierosy legalnie? nie dawać kasy a jak kradnie to tak chować żeby nie znalazła .Ale dość,nie chcę Cię załamywać a i tak już za pózno na takie dywagacje bo po prostu za pózno na wychowanie.Ale że mieszka z Wami i jest na Waszym utrzymaniu musicie ustalić z córką jasne zasady,jakieś granice jej "luzu".I być konsekwentnym. Na pocieszenie Ci powiem że kiedyś w końcu córka dorośnie,teraz młodzież pózno dorasta...
Może nie tak, obowiązki miała ,wykonywała je ,ale i ponosiła konsekwencje .Ona wiedziała że żle robi ,że po tym jej się oberwie ,ale pomimo wszystko robiła to . Co chodzi o zasady ,są ustalone , ale z jej strony nie do końca dotrzymane .
Nie mam Ci czego wybaczać
ja się nie obrażę ,pisząc ten post spodziewałam się krytyki , wiem że w pewnym momencie byliśmy bezradni sama szukałam gdzie popełniłam błąd . Może dużo przyczyniła się do tego babcia (moja mama) był okres kiedy matkowała córce , nastawiała przeciwko nam . Ale już chyba zapóżno jest szukać winnych . Zostaje rozgoryczenie , żal -i cóż czekanie . Dzięki za odpowiedż:)
Skoro ona zachowuje się jak dorosła czas zacząć ją tak traktować. Mieszka z wami? Ma iść do pracy i dokładać się do rachunków. Kradnie pieniądze? Założyć konto w banku, a przy sobie mieć tylko 20 zł dobrze schowane. Za każdą groźbą musi iść konsekwencja. Nie będzie stosować się do zasad to torby za drzwi i zmiana zamków. Wiem, że to córka i wiem, że ciężko, ale ona Was nie oszczędza i Wy też powinniście przestać. Na takich działa jedynie terapia szokowa. Z resztą sama mówiłaś, że jak po pół roku w Warszawie wróciła i poznała co to dorosłe życie to jej się na chwilę odmieniło. Niestety, znów poczuła, że w domu jej nic nie zrobią i na nowo zaczęła odstawiać manianę. Twoja córka rości sobie same prawa do bycia dorosłą, ale stanowczo zapomina o obowiązkach. Jesteście rodzicami i to w Waszej gestii jest przypomnieć jej na czym polega prawdziwa dorosłość.
5 2012-06-27 13:09:46 Ostatnio edytowany przez marena7 (2012-06-27 13:10:41)
Wychowywała córkę praktycznie sama, a potem, gdy założyliscie działalność gospodarczą, pracowałaś po kilkanaście godzin. Stąd te problemy. Nie mając oparcia w zapracowanych rodzicach, dziecko szuka go gdzie indziej. Ale to juz przeszłość.
Co zrobić dzisiaj? Uważam tak jak Teo, że trzeba zacząć traktować ją jak dorosłą. Żadnej taryfy ulgowej, dla jej dobra. Mieszka pod Waszym dachem, więc ma partycypować w kosztach utrzymania. Praca i nauka. Ustalić jasne zasady i przestrzegać ich. Musi zacząć ponosić odpowiedzialność za to co robi. Nie chce pracować? Włączyć program minimum, chleb i woda, żadnych ciuchów i przyjemności. Chce się przeprowadzić do chłopaka? Proszę bardzo, spakować walizki i zmienić zamki. Jak dorosła, to dorosła, ze wszystkimi prawami i obowiązkami dorosłego człowieka. To się nazywa "twarda miłość". Ona pozwala człowiekowi odzyskać kontakt z rzeczywistością. Branie na siebie konsekwencji głupich decyzji dorosłego dziecka, wpycha to dziecko w jeszcze większe bagno. Córkę musi ZABOLEĆ jej własne życie, dopiero wtedy być
może zacznie coś konkretnego ze sobą robić.
Życzę konsekwencji i siły.
Wychowywałaś córkę sama i myślę że wszystko od tego się zaczęło. Rodzice byli dla niej bardzo ważni a potem ojciec wyjechał ,już nic nie było tak samo.
Pewnie czuła się porzucona i dlatego tak szuka teraz oparcia w mężczyznach.
Ponosicie konsekwencje własnych decyzji, bo dziecko musiało się godzić z waszymi decyzjami nawet jeśli cierpiało.
Waszej córce potrzebne było kiedyś wsparcie ale widać nie mieliście wtedy dla niej czasu, potem chcąc jej to wynagrodzić pozwalaliście na kolejne miłości i wybryki.
Teraz ta dziewczyna się miota i na pewno patrząc jej oczami nadal na rodziców wsparcie liczyć nie może.
Przynajmniej na wsparcie psychologiczne.
Przeczytałam Wasze wypowiedzi , przespałam się z tym .
Macie racje , skoro chce być dorosła to niech tą dorosłą w końcu zostanie . Na siłę do niczego nikogo się nie zmusi .
Najwyższa pora jest przeprowadzić z nią ostatnią konsekwentną szczerą rozmowę .
Dziękuję Wam bardzo za odzew. Pozdrawiam
Ze zdziwieniem przeczytałam rady mówiące o traktowaniu córki autorki wątku jak osoby dorosłej.
Przecież córka ma lat 21! JEST dorosła. Pora tylko na postawienie granic przez autorkę i ponoszenie konsekwencji własnego zachowania przez jej córkę.
Nie jestem rodzicem (jeszcze:). Mam 24 lata, moja dziewczyna 20 lat - 4 lata w związku. W zasadzie każde z nas (ja i moja panna) wychowaliśmy się bez bezpośredniego kontaktu obojga lub jednego z naszych rodziców przez większość naszego życia. Ja od 14 roku życia (o zgrozo!:) przez 5 lat mieszkałem zupełnie sam (!) w innym kraju niż mój tata i moja mama, a wcześniej też bywało różnie - taka praca moich rodziców. Moja dziewczyna od 15 roku życia mieszkała na stancji z której poszła od razu na studia, gdzie do dziś wynajmujemy wspólnie mieszkanie. Jednak naszym rodzicom udało się, na odległość i tak trochę korespondencyjnie, wychować nas na myślę całkiem porządnych i zaradnych ludzi:) Bez nałogów, kontaktu z prawem, straconego choćby roku z edukacji. Mniej więcej od wieku pełnoletności utrzymujemy się sami, choć oboje możemy liczyć na hojne wsparcie rodziny. Wolę kupić sobie auto używane i gorszej marki, niż dostać nowe od rodziców, choć wiem, że byłby to szczery prezent i że mogą sobie na to pozwolić. Żadna frajda z brania wszystkiego za friko, bo wtedy nic się nie docenia i to tak bardzo nie cieszy.
Tak więc myślę, że brak obecności jednego z rodziców, czy nawet obojga, w trudnym okresie nastoletnim, nie (zawsze) jest wytłumaczeniem/usprawiedliwieniem złego wychowania.
Nic nie sugeruję, ale proszę zajrzeć do tego wątku:
"Czy istnieje dobre wychowanie i złe?"
w dziale WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA
Podpisuję się pod tym co napisała Teo. Terapia szokowa, bo na wychowanie to już zdecydowanie za późno.
Szukanie teraz winnych nie ma sensu, bo i tak nic to nie zmieni. Za późno też na wychowywanie jej, bo - niestety - małym dzieckiem już nie jest, nawet, jeśli często tak się zachowuje. Niestety, wychodzi teraz brak czasu sprzed lat, ale zdaję sobie sprawę, że czasem nie ma się wyboru.
Faktycznie, w tej sytuacji pozostaje już w zasadzie tylko terapia szokowa, bo na żadną inną twoja córka raczej nie zareaguje. Zbyt "dorosła" się czuje, chociaż jej sposób pojmowania dorosłości znacznie odbiega od tego, co na ten temat sądzicie ty i wszyscy inni, odpowiedzialni ludzie. Przede wszystkim, nie możesz wiecznie przyjmować jej z otwartymi ramionami, jeśli robi Ci takie świństwa jak chociażby podbieranie pieniędzy. Córka córką, ale to nadal kradzież. Nie może też być tak, że obraża ciebie i ojca, albo pozwala na to swojemu chłopakowi. Oboje powinni was szanować, skoro to wy dajecie jej dach nad głową (choć powinien jej wystarczyć fakt, że jesteście rodziną). Popieram też radę, by dokładała się do domowych wydatków, w końcu też ze wszystkiego korzysta.
Wytyczenie jej twardych, nienaruszalnych granic będzie najlepszą (i, być może, jedyną w tym momencie) metodą przełamania pierwszej linii jej oporu. Jeśli nie będziecie się uginać do jej woli, z czasem może nie tylko nauczy się, jak powinna zachowywać się dorosła osoba, ale i naprawdę zmieni się na lepsze. Chociaż do tego jeszcze baaardzo daleka i wyboista droga. Ale jestem pewna, że po swoich dotychczasowych doświadczeniach zdążyłaś już zauważyć, że nic w tej sprawie nie będzie proste. A ja w to wierzę tylko dlatego, że już raz widziałam taką przemianę, choć wg niektórych moich znajomych to był raczej prawdziwy cud. Każdego człowieka da się naprostować, ale do tego potrzeba naprawdę dużo wysiłku. Z potężnym naciskiem na "dużo".
Pozostaje mi życzyć wam powodzenia w byciu konsekwentnym. I nie załamujcie się, jeśli początki będą byle jakie - bo będą. Na to nie ma rady, musicie przetrzymać. Jedynie żelazny upór może tu jeszcze coś wskórać.
przyjdzie taki moment w życie że dorośnie i zrozum swoje błędy. A na dzień dzisiejszy cobyś robiła to pogarsza sprawę. To rodzaj buntu a to mija z czasem.