Witajcie... mimo że jestem tutaj nowa, postanowiłam się podzielić moją historią. Otóż, poznałam jakiś czas temu fantastycznego faceta, ma na imię Kamil. Początkowo nie wzbudził we mnie zaufania, ponieważ wydał mi się zbyt pewny siebie i taki... roztrzepany. Wydawało mi się, że zgrywa takiego cwaniaczka, który wszystko wie najlepiej i też popisywał się przez znajomymi dosyć widocznie. Razem z moją przyjaciółką stwierdziłam, że nie przepadamy za nim, bo wydaje nam się dziwny, taki hej do przodu.
To początek naszej znajomości...
Niedługo potem, było to w listopadzie tamtego roku wraz z ekipą postanowiłam urządzić jakąś niewielką imprezę. Miał tam być ON, ten nielubiany przeze mnie, momentami nawet znienawidzony chłopak, który nic dla mnie nie znaczył... O którym miałam złe zdanie.
Na imprezie okazało się, że jest całkiem inny, niż próbował zgrywać. Zagadywał do mnie często, okazało się, że się jąka. Dlatego jest czasem taki denerwujący, stara się coś mówić szybko i donośnie, by nikt tego nie odkrył. Taka poza, by to zakryć. Po fakcie śmialiśmy się do rozpuku z mojego nastawienia do niego. Po imprezie napisał do mnie smsa: "Cześć. Bardzo miło mi się z Tobą rozmawialo na imprezie, dziekuje za zrozumienie i ze moglem Cie poznac. To bylo fajne przezycie, czy dasz sie zaprosic na kawę?" (przepisałam tego smsa z racji tego, że to był pierwszy sms, który od niego dostałam
).
Co było potem? Sielanka, błogość, spokój, ach! motyla noga, nie da się określić tego wszystkiego w paru zdaniach. Zwiedziliśmy chyba wszystko, co było do zwiedzenia w okolicy wraz z parkami, sklepami, centrami handlowymi... Były z nas takie papużki- nierozłączki, każdy dzień spędzaliśmy tylko we dwoje, ewentualnie jeszcze z paroma osobami z ekipy. Było nam ze sobą tak dobrze, że po paru miesiącach nie wiedzieliśmy, co dzieje się u naszych kumpli. Zapomnieliśmy o Bożym świecie i tu się przyznam- dwóm moim znajomym nie złożyłam nawet zyczeń urodzinowych, bo w tym czasie byłam z Kamilem w kinie. Po trzech dniach zreflektowałam się, przeprosiłam za moje zapominalstwo. Zostałam brutalnie uświadomiona, że Kamil przysłonił mi cały świat i że przestałam zwracać uwagę na resztę ludzi.
Przejęłam się tym, bo nigdy nie chciałam wyjść na zołzę. Po prostu- byłam szczęśliwa w swoim związku i przez przypadek umknęli mi inni.
Dałam tego smsa do przeczytania Kamilowi, ten zaś powiedział tylko, że nie mam się czym przejmować, bo to pewnie przez zazdrość czy coś takiego mi tak napisano.
Ale czułam , że coś jest nie tak. Kamil kiedyś był u mnie codziennie i spędzaliśmy ze sobą dużo wolnego czasu. Uwielbiałam z nim chodzić na spacery, mieliśmy sobie dużo do powiedzenia. Od jakiegoś miesiąca jest coraz gorzej i sama chyba przegapiłam moment, w którym ten związek się "wypalił". Kamil już w kwietniu chodził bardziej milczący, ale nie zwracałam na to uwagi.
Dopiero pewien dzień zmienił wszystko w moim życiu i tym związku...
Zostałam zaproszona przez Kamila na obiad u jego rodziców, gotował Tata, a wiem, że zajmuje się gastronomią, ma nawet własną przytulną knajpkę niedaleko. Kiedy zjadłam, a Kamil jeszcze siedział przy stole, poszłam do łazienki umyć ręce, a potem skierowałam swoje kroki do jego pokoju. Laptop był włączony, usiadłam przed nim. Z ciekawości zajrzałam w jego archiwum na gg, tym bardziej, że pokazało się okienko: "kama91 przesyła wiadomość". Zamarłam. Wiadomość była mniej więcej taka: "mrrr kociaku, zaskoczyłeś mnie. To kiedy przyjedziesz umyć mi plecki?". Nie wiedziałam, o co chodzi, więc zerknęłam w archiwum. Okazało się, że to, co tam zobaczyłam wyglądało mniej więcej jak cyber seks, tyle że bez pikantnych szczegółów. Przesyłała mu nawet nagie zdjęcia- całkiem nagie. Nie wiem, czy on jej też.
Zrobiłam Kamilowi straszną awanturę i to przy jego rodzicach. Okazałam im, co sobie wypisuje z jakąś dziewczyną, której nie zna. I powiedziałam, że ma jej zdjęcia, ale nie miałam odwagi dodać, że to są zdjęcia całkiem gołe. Wściekli się nie na żarty na niego i powiedzieli, że ma przestać zachowywać się jak szczeniak i doceniać to, co ma.
Po tej aferze szybko zapomnieliśmy o kłótni. Skupiliśmy się na scementowaniu naszego związku, który od pewnego czasu podupadał. Nie myślałam ani o tej "kamie91", ani o jej nagich zdjęciach, stwierdziłam, że to nie ma sensu. W końcu to ja jestem jego dziewczyną. Kamil się najpierw bardzo z tego tłumaczył i powiedział, że to ona go non stop zaczepia, pisze do niego i w sumie, jest napalona. Proponowała mu nie raz spotkanie, na które on się nie zgodził.
Boję się, że ta jędza odbierze mi mojego Kamila... W jednej z ich rozmów była dyskusja na temat hotelu, jednak on ją zbywał.
Sama nie wiem, kto w tym układzie kłamie i czy już się nie spotkali. Wygląda to tak, jakby łączyło ich coś więcej, niż zdjęcia.
Przedstawiłam moje wątpliwości Kamilowi, jednak on się obraził- mam nadzieję, że nie na śmierć i życie. Miałam mu obiecać, że już nigdy nie zajrzę do jego laptopa, bo okazuje mu w ten sposób brak zaufania. Przeprosiłam i obiecałam, że to się nigdy nie powtórzy, pod warunkiem, że zerwie kontakt z Kamą (co za zbieg okoliczności - Kamila i Kamil... o ile to jej prawdziwe imię). On zareagował strasznie nerwowo, stwierdził, ze nie będę mu stawiać warunków. No i następna kłótnia, tym razem o wszystko i o nic... Zagroził, że jeśli jeszcze raz mu każę zerwać z kimkolwiek kontakt, będę pierwszą osobą, z którą zerwie tak naprawdę. Zdziwiłam się i - tu się przyznam- dałam mu w twarz i uciekłam.
Teraz nie wiem, na czym stoję. Od czasu do czasu się odzywa... ale to już nie jest to samo. Boję się, że ten związek się wypalił. I nie wiem, co będzie dalej.