Chcę zasnąć, tak po prostu, i więcej się nie obudzić. Mam córeczkę, mój mąż, popełnił samobójstwo, zakochałam się w żonatym, który woli swoje "przyjaciółki" ode mnie. Teraz jestem w "normalnym" związku, ale on się sypie. Nie potrafię kochać normalnie. Depresję zdiagnozowano u mnie już w październiku, byłam na lekach ale je odstawiłam, bo myślałam, że sobie poradzę...
Podobne tematy
No wiec powróć do leków i do terapii bo jednak bez tego raczej sie nie obejdzie
No wiec powróć do leków i do terapii bo jednak bez tego raczej sie nie obejdzie
Terapii jako takiej nie miałam. Trafiłam do wspaniałego specjalisty. Przepisała mi Setaloft, doraźnie Afobam i na kłopoty ze snem Estazolam. Po dwóch tygodniach byłam w stanie normalnie funkcjonować, tzn: jeść, myć się, dbać o dziecko. W styczniu stwierdziłam, że wszystko jest ok, uśmiecham się, żyję, odstawiłam leki. Wystarczył miesiąc, i znowu się stoczyłam: samookaleczenie się i próba samobójcza. Mój obecny partner (który i tak długo ze mną nie wytrzyma) "zasugerował", że potrzebuję pomocy. Kolejna wizyta u mojej lekarki (stwierdziła wizualnie poprawę, przytyłam, i nawet potrafiłam się uśmiechnąć), przepisała mi XETANOR, oj to dało mi kopa, przez pierwsze dwa dni byłam na haju. Dobrze na nim funkcjonowałam aż znowu przyszedł czas, że stwierdziłam, że już sobie sama poradzę. Teraz jestem w punkcie wyjścia. Źle mi, do tego mam problem z alkoholem.
alkohol przy tym wszystkim to porazka,jak tylko myslisz ze masz potrzebe to smialo porozmawiaj do mnie.
Alkohol pomaga na chwile ![]()
Najlepiej abyś miała z kim pogadać,z kimś kto wysłucha pocieszy i zrozumie.
Pisz tutaj!!! Poznawaj nowych ludzi, poczytaj jak wielu z nich ma również pogmatwane życie...choć to żadne pocieszenie ale jednak, nie jesteś jedyną która utkwiła w punkcie martwym swego życia.
Morte 81 alkohol odstaw teraz juz bo może być za póżno wiem coś o tym Alkohol tylko pogłębi twoją depresję i powoli wpadniesz w jego szpony a wyjsc nie jest łatwo uwierz mi na słowo.Przytulam Cie mocno
Morte 81 alkohol odstaw teraz juz bo może być za póżno wiem coś o tym Alkohol tylko pogłębi twoją depresję i powoli wpadniesz w jego szpony a wyjsc nie jest łatwo uwierz mi na słowo.Przytulam Cie mocno
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę ale jednak sięgam po ten niby pocieszacz. Zawsze obiecuję sobie, tylko jedna lampka wina, tylko jeden drink, a kończy się na całej butelce, i jeśli wtedy jeszcze potrafię chodzić, to chcę więcej. Już tyle razy zasypiałam na podłodze przy pustej butelce. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po alkoholu nie potrafię się kontrolować, moje emocje szaleją, cała złość i żal, który mam w sobie rośnie i wypływa ze mnie. Wtedy wszystko traci dla mnie sens, po co się starać skoro i tak się nie uda.
A od czego masz nas?:)
Zamiast zasiadać przy butelce, to zasiadaj do klawiatury i pisz do nas! Postaramy się wesprzeć i pomóc Ci.
Alkohol nie da rozwiązania- sama to słusznie zauważyłaś że tylko nasila twoje wybuchy emocji.
A masz córeczkę więc niech to będzie dla Ciebie dobry motywator do wiary w siebie.
Poza tym nie odstawiaj leków jeśli w pierwszej chwili poczujesz się lepiej- ciągłość leczenia przyniesie efekt!
Ja w Ciebie wierzę!
Trzymam mocno kciuki za Ciebie i Twoje pozytywne efekty!
morte81, dlaczego sama odstawiasz sobie leki? leczenie trwa miesiacami,tabletki musisz brac przynajmniej pól roku,nawet gdybys np.po miesiacu juz czula sie lepiej.
Nieśmiało się wtrącę.
Morte Czytając Twój post popłakałam się. Znam Twoją sytuację z autopsji.Rozchorowałam się 2006 ,niestety czasem nawet kilka miesięcy nie wystarcza.Ja leki biorę do tej pory.Choć inne,,już słabsze niż te które były na początku,i w małych dawkach to jednak.
Miałam chwile kiedy uważałam,że już mi lepiej i odstawiałam leki,lecz tak jak i Ty wracałam do punktu wyjścia.Mam za sobą kilka prób samobójczych.Strasznie nadużywałam alkoholu.Kilka razy leżałam w szpitalu. Zdiagnozowali u mnie anoreksję nerwową i depresję.
Morte Proszę Cię nie poddawaj się jeszcze,spróbuj od nowa.Piszesz ,że trafiłaś do wspaniałej specjalistki,więc idż do niej.
Poproś o leki,a jeśli jest taka możliwość to również o terapie,o rozmowy z psychologiem.
Jeśli chodzi o alkohol wiem że nie jest prosto odstawić, odmówić sobie,ale spróbuj go na coś zamienić,cos co lubisz.
Ja przestałam pić,a gdy mam ochotę utopić smutki w alkoholu to próbuje znależć powody by go nie kupować, i choć dawniej nie znosiłam herbaty to teraz zamieniłam alkohol na gorącą herbatkę.Jeśli nie zwykła to może jakaś inna.
Ja zaczęłam walczyć ze swoimi słabościami dopiero gdy dotarło do mnie ,że choć z rodziną mi sie nie układa to zależy im na mnie i uwierz mi ,nie żałuję.
Morte Droga nie poddawaj się,nie zostawiaj córeczki.
Mocno Cie przytulam i czekam na posty jak sie trzymasz i jak sie czujesz.Pamiętaj ,że tu możesz napisać wszystko.Pozdrawiam Cię bardzo gorąco i tulę.
Maleńka to co napisałaś, to jestem ja. Twoja historia jest moją. Musisz być silną Kobietą, tak długo chorujesz a jednak walczysz z tym. Podziwiam Cię.
morte81, dlaczego sama odstawiasz sobie leki? leczenie trwa miesiacami,tabletki musisz brac przynajmniej pól roku,nawet gdybys np.po miesiacu juz czula sie lepiej.
Odstawiałam zawsze kiedy myślałam, że już jest ok, że dałam radę. Jestem zła na siebie, na swój organizm, psychikę. Przecież jestem silna i wiem, że dam radę bez leków. Naprawdę dobrze funkcjonuję na co dzień. Wariuję tylko po alkoholu. I chociaż dobrze o tym wiem, to silniejsze ode mnie. Zawsze przekraczam tą cienką granicę kiedy alkohol daje ukojenie i poprawia nastrój, potem to już tylko utrata kontroli nad emocjami.
Morte Więc wez przykład ze mnie i choć nie jest łatwo,wiem że nie jest to warto,bo gdy po kilku latach spojrzysz do tyłu stwierdzisz ,że walczyłaś i wygrałaś.
Proszę jeszcze raz,zostaw alkohol,i wróć do lekarza.
W takim dołku wystarczy jedno piwo i chcesz więcej i więcej.
Ja tu jestem ,staram się często, choć nie zawsze mogę.Ale jestem i czekam na wiadomości od Ciebie.
Ściskam Cię bardzo mocno,i teraz już wiesz ,że naprawdę nie jesteś sama.
ja tez kiedyś najpierw myslalam,ze jestem silna i dam rade bez tabletek i bylam zla na siebie kiedy okazalo sie,ze jednak tego nie pokonam.A kiedy w tamtym roku nastapil kolejny nawrót choroby i nawet tablety za bardzo nie skutkowaly,bylam jeszcze bardziej sfrustrowana.Calkiem przypadkiem trafilam do terapeuty.Pomógl mi sie podnieść.W cieższych przypadkach samo leczenie farmakologiczne nie pomoże.Niestety takie wizyty sa dość kosztowne i muszą byc systematyczne
Manda Przecież można iść normalnie do psychologa,ze skierowaniem od lekarza pierwszego kontaktu albo od psychiatry.Najczęściej lekarze mają swoje gabinety przy szpitalach.
Morte Po pierwsze popłakałam się gdy nazwałaś mnie silną kobietą.I powiem Ci jeszcze jedno,ja dawniej nie byłam taka silna.Po prostu z czasem nabrałam siły w sobie,uwierzyłam.A poza tym tłumaczyłam sobie "No i co,dziś sie poddam ,upiję ,zasnę z pustą butelką na kolanach ,a jutro i tak wstanie dzień i tak muszę żyć i funkcjonować,więc nic mi nie da poddawanie się "
Czułam się bezradna w strasznej sytuacji i potwornym bólu,który był gdzieś ukryty głęboko i czasami wydobywał się przerażającym płaczem i krzykiem,coś po prostu w środku prosiło o pomoc i krzyczało ,że jest mi żle.
A teraz gdy wyjdę na spacer,gdzieś, gdzie nie ma ludzi ,nie ma tłumów,aut,gdzieś na polanę,do parku,do lasu,
stoję ,patrzę przed siebie i uśmiecham się szeroko,myśląc "jak tu pięknie,kocham życie",więc choć nieczęsto mam takie chwile kiedy jestem szczęśliwa to jednak je mam.Mam plany na przyszłość i powtarzam sobie że się nie poddam.
Uwierz mi i spróbuj od nowa.
Całuję
malenka82,zauwaz różnice pomiedzy psychologiem,psychiatrą a psychoterapeutą.Psycholog(to moim skromnym zdaniem)pomaga w troche latwiejszych sprawach,psychiatra wypisze leki i to wszystko, a psychoterapeuta jest po to zeby pracowac z toba i pokazac ci jak mozesz wziac swoje zycie w garść.Gabinety-owszem-sa przy szpitalach,ale ja jakokoś nie wierze w te panstwowe instytucje.Mozecie sie ze mna nie zgadzać,ale to co pisze to tylko na podstawie wlasnych doswiadczen
Kobietki najlepiej udać się do Klubu Abstynenta > Najzwyczajniej w świecie jest to problem alkoholowy .
Kluby na całym świecie są idealne dla osób które nadużywają alkoholu .Prawdopodobnie nie jest to choroba depresyjna ( choć może mieć takie symptomy ) Lekarze zbyt łatwo przepisują leki przeciwdepresyjne . Kiedy człek ma depresję to nie interesuje go nawet pójście po alkohol .A czy mówisz lekarzowi ze pijesz ? A może tylko symptomy opisujesz ....
Kobietki najlepiej udać się do Klubu Abstynenta > Najzwyczajniej w świecie jest to problem alkoholowy .
Kluby na całym świecie są idealne dla osób które nadużywają alkoholu .Prawdopodobnie nie jest to choroba depresyjna ( choć może mieć takie symptomy ) Lekarze zbyt łatwo przepisują leki przeciwdepresyjne . Kiedy człek ma depresję to nie interesuje go nawet pójście po alkohol .A czy mówisz lekarzowi ze pijesz ? A może tylko symptomy opisujesz ....
Zdaję sobie sprawę, że alkohol już jest problemem w moim przypadku. W październiku zeszłego roku gdy mnie rozłożyło (tak to nazywam), gdy zdarzyło się coś w moim życiu co przelało czarę goryczy, położyłam się do łóżka i już nie miałam siły, chęci z niego wyjść, nie muszę chyba opisywać tego stanu, bo pewno nie jedna z Was go zna. 3 tyg zwolnienia lekarskiego, wizyta u psychiatry, leki. Po tych 3tyg znowu mogłam w miarę funkcjonować. Nie myślałam wtedy o alkoholu, przecież nawet nie miałam siły jeść. Gdy wróciłam do pracy po zwolnieniu (praca również się do tego przyczyniła, tak myślę) znowu pozwoliłam się zaszczuć, wtedy powoli powolutku szukałam ukojenia w alkoholu. Zwierzenia przyjaciółce przy drinku, zmieniły się w regularne picie. Moja lekarka wie, a że jest bardzo bezpośrednia i taktem nie grzeszy, powiedziała mi kilka niemiłych rzeczy na ten temat. Ale stwierdziła, że jeszcze nie jestem stracona, bo widzę problem. W zeszłym roku nie mogłam korzystać z pomocy psychologicznej, bo stwierdziła, że przyniosłoby to więcej szkody niż pożytku. Może teraz spróbuję ale tak bardzo boję się rozdrapywania ran. Przepraszam jesli piszę zbyt chaotycznie, ale za dużo chcę naraz powiedzieć.
19 2012-05-17 23:12:04 Ostatnio edytowany przez Niewesoła (2012-05-17 23:13:28)
Psychiatra, do której chodziłam, już na wstępie tłumaczyła mi, że od antydepresantów nie mam co oczekiwać szybkiego działania. Optymistyczna wersja była taka, że miało mnie czekać wiele miesięcy brania leków. I że jakkolwiek pomogą mi one doraźnie, to i tak bez solidnej terapii i rozprawienia się z tym co mam w środku - po przerwaniu leczenia farmakologicznego mogę się spodziewać nawrotów. Więc leczyłam się dwutorowo.
Jeszcze żadnych leków w życiu nie brałam tak skrupulatnie jak tych antydepresantów. Skończyłam je brać dopiero, jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży i to też za aprobatą lekarza. Farmację więc odstawiłam, a na terapię biegam nadal - kiepsko by było bez tego.
Wróć do lekarza po leki. I nie odstawiaj ich sama. Daj sobie czas. Początkowa euforia, bo zaczynają działać, bo "już jest dobrze" - podziel się tym z lekarzem. Niech specjalista obiektywnie oceni, czy to pora na zmniejszenie dawki, czy po prostu taki ... weselszy etap leczenia.
Może teraz spróbuję ale tak bardzo boję się rozdrapywania ran.
Też się tego bałam - i się okazało, że "nie taki wilk straszny". Ba, czasem jest nawet miło ![]()
Powodzenia życzę ![]()
świeżypowiew napisał/a:Kobietki najlepiej udać się do Klubu Abstynenta > Najzwyczajniej w świecie jest to problem alkoholowy .
Kluby na całym świecie są idealne dla osób które nadużywają alkoholu .Prawdopodobnie nie jest to choroba depresyjna ( choć może mieć takie symptomy ) Lekarze zbyt łatwo przepisują leki przeciwdepresyjne . Kiedy człek ma depresję to nie interesuje go nawet pójście po alkohol .A czy mówisz lekarzowi ze pijesz ? A może tylko symptomy opisujesz ....Zdaję sobie sprawę, że alkohol już jest problemem w moim przypadku. W październiku zeszłego roku gdy mnie rozłożyło (tak to nazywam), gdy zdarzyło się coś w moim życiu co przelało czarę goryczy, położyłam się do łóżka i już nie miałam siły, chęci z niego wyjść, nie muszę chyba opisywać tego stanu, bo pewno nie jedna z Was go zna. 3 tyg zwolnienia lekarskiego, wizyta u psychiatry, leki. Po tych 3tyg znowu mogłam w miarę funkcjonować. Nie myślałam wtedy o alkoholu, przecież nawet nie miałam siły jeść. Gdy wróciłam do pracy po zwolnieniu (praca również się do tego przyczyniła, tak myślę) znowu pozwoliłam się zaszczuć, wtedy powoli powolutku szukałam ukojenia w alkoholu. Zwierzenia przyjaciółce przy drinku, zmieniły się w regularne picie. Moja lekarka wie, a że jest bardzo bezpośrednia i taktem nie grzeszy, powiedziała mi kilka niemiłych rzeczy na ten temat. Ale stwierdziła, że jeszcze nie jestem stracona, bo widzę problem. W zeszłym roku nie mogłam korzystać z pomocy psychologicznej, bo stwierdziła, że przyniosłoby to więcej szkody niż pożytku. Może teraz spróbuję ale tak bardzo boję się rozdrapywania ran. Przepraszam jesli piszę zbyt chaotycznie, ale za dużo chcę naraz powiedzieć.
Rozdrapywanie ,wywalanie goryczy ,smutku ,a przedewszystkim przyznanie się i jak to piszesz rozdrapywanie ran jest pierwszym i najważniejszym krokiem do uzdrowienia .Kiedy z czymś walczysz ,umacniasz to ,dajesz temu siłę i wręcz nie ma możliwości na wyleczenie .
Strach przed bólem ,którego boisz sie na nowo przeżyć ,jest normalną rzeczą i naturalnie boimy się przezywać powtórnie traumę .Jednak kiedy dusimy ja w swoim wnętrzu i jest ona przykrywana lekami to nie ma możliwości wywalić ją na zewnątrz .To bedzie TAM przykryte i kiedyś predzej czy później da o sobie znać w innej postaci .Ja zalecam klub AA , tam w śród ludzi sobie podobnych dochodzisz do stanu równowagi ,bo nie ma możliwości ukrywania przed sobie podobnym niczego co jest takie samo dla takich samych .Piszecie tu że jedna tak samo przezyła życie jak druga ,ze jest to jak by taki sam życiorys obydwu z was .Tak wszyscy którzy maja problem ,maja podobne życia ,jak by sklonowane .I tak jest w AA ,wszyscy są tacy sami ,wszyscy mają podobne życia .Tam jest przyjaźń ale i nadzieja .Ale nade wszystko zrozumienie .Nigdy nie zrozumie Ciebie ,psychiatra ,psycholog czy ktoś temu podobny .To jest wiedza książkowa .A w AA są ludzie którzy znają siebie i chorobę z życia swojego ....pomogą (jeśli będziesz sama gotowa ).Bądź sobą nie udawaj że ciebie nie ma w twoim życiu ....Pozdrawiam ciepło
Witaj Morte
Jak dziś Twoje samopoczucie?
Pozdrawiam Cię gorąco ![]()
Żaden psychiatra ci nie pomoże a na pewno nie w państwowej służbie zdrowia ,ja już byłam raz i mi wystarczy.Trafiłam na starszą panią spod znaku radia Maryja,powiedziała mi że wymyślam sobie problemy,zniechęciła mnie skutecznie do wszystkich takich wizyt.Może w większych miastach jest inaczej,ale w mniejszych ośrodkach jest tak albo samem weżmiesz się w garść albo się powiesisz.Dlatego śmieszą mnie wszystkie wpisy o chodzeniu na terapię,jak nie masz kasy i nie mieszkasz w większym mieście to nie ma czegoś takiego.
Niki71 masz zupelna racje.Wspominalam tu juz wczesniej,ze aby terapia przyniosla efekty musi niestety kosztowac.Mialam to szczescie móc leczyc sie prywatnie.W mojej miescinie tez bym nic nie zdzialala bo tam mozna leczyc sie tylko panstwowo,a wiadomo ze wtedy stosunek lekarza do pacjenta jest lekko olewczy.Dojezdzalam na terapie ponad 50km.Dzisiaj nie zaluje wydanych pieniedzy
Witaj Morte
Jak dziś Twoje samopoczucie?
Pozdrawiam Cię gorąco
Maleńka Kiepsko łzy płyną, pożegnałam, tego, którego pokochałam po śmierci mojego męża. Źle się czuję, ale będę twarda, nie napiszę do niego już nigdy.
Żaden psychiatra ci nie pomoże a na pewno nie w państwowej służbie zdrowia ,ja już byłam raz i mi wystarczy.Trafiłam na starszą panią spod znaku radia Maryja,powiedziała mi że wymyślam sobie problemy,zniechęciła mnie skutecznie do wszystkich takich wizyt.Może w większych miastach jest inaczej,ale w mniejszych ośrodkach jest tak albo samem weżmiesz się w garść albo się powiesisz.Dlatego śmieszą mnie wszystkie wpisy o chodzeniu na terapię,jak nie masz kasy i nie mieszkasz w większym mieście to nie ma czegoś takiego.
U mojej lekarki byłam prywatnie, czyli 80zł za 15 min. Znalazłam wspaniałą psycholożkę, tylko, że z NFZ trzeba czekać na kolejną wizytę ok 2 mieś, i to po znajomości.
Maleńka mój e-mail sylwiak.k4@gmail.com chętnie z Tobą porozmawiam. Potrzebuję tego.
Chcę zasnąć, tak po prostu, i więcej się nie obudzić. Mam córeczkę, mój mąż, popełnił samobójstwo, zakochałam się w żonatym, który woli swoje "przyjaciółki" ode mnie. Teraz jestem w "normalnym" związku, ale on się sypie. Nie potrafię kochać normalnie. Depresję zdiagnozowano u mnie już w październiku, byłam na lekach ale je odstawiłam, bo myślałam, że sobie poradzę...
To bardzo trudne, musisz być silna. Najgorsze w tym wszystkim to poddać się. Śmiercią nie rozwiążesz problemów- myślałaś o córeczce ? Jakby sobie poradziła, gdyby Ciebie zabrakło ? Musisz żyć- masz dla kogo !
To już pewne, sama sobie z potrzebą picia nie poradzę. Od czerwca zaczynam terapię od uzależnienia. Depresję zastąpił alkoholizm (chociaż mam nadzieję, że to jeszcze nie to stadium), a może po prostu wszystko jest ze sobą powiązane, pogubiłam się w tym wszystkim. Nie wiem czy dam radę, czy starczy mi sił.
Witajcie,ja rowniez mam juz dosc tego zycia.juz braklo mi sil by walczyc z problemami,ktore mnie przerastaja[konflikty z rodzina,z partnerem(przez alkohol) i jeszcze moje niedowidzenie ktore utrudnia kazda czynnosc].nie daje rady.probuje szukac pomocy w internecie ale w praktyce sie okazuje ze niema ani 1 osoby ktora by pomogla.ja juz niewiem do kogo sie zwrocic.trace wiare w ludzi i pomoc.wiem ze depresja mnie dopadla,i powinnam pojsc do lekarza,ale czuje sie tak zastraszona i przelekniona ze niemam odwagi nawet zadzwonic by sie umowic na wizyte.niemam tez nikogo kto poszedl by ze mna, kto by wsparl.jestem juz zdesperowana.powiedzcie co robic??
Witajcie,ja rowniez mam juz dosc tego zycia.juz braklo mi sil by walczyc z problemami,ktore mnie przerastaja[konflikty z rodzina,z partnerem(przez alkohol) i jeszcze moje niedowidzenie ktore utrudnia kazda czynnosc].nie daje rady.probuje szukac pomocy w internecie ale w praktyce sie okazuje ze niema ani 1 osoby ktora by pomogla.ja juz niewiem do kogo sie zwrocic.trace wiare w ludzi i pomoc.wiem ze depresja mnie dopadla,i powinnam pojsc do lekarza,ale czuje sie tak zastraszona i przelekniona ze niemam odwagi nawet zadzwonic by sie umowic na wizyte.niemam tez nikogo kto poszedl by ze mna, kto by wsparl.jestem juz zdesperowana.powiedzcie co robic??
Jest tylko jedno wyjście. Siądź przed komputer, zlokalizuj najbliższego psychiatrę/psychologa, przeczytaj opinie o nim, zadzwoń i umów się na wizytę. Nie musisz iść z kimś na wizytę, wierzę, że poradzisz sobie sama. Wierzę w Ciebie. Czekam na relację. Zrób to.
Morte,caly czas siedze,szukam,dzwonie,ale wszedzie kaza czekac po kilka miesiecy,a ja potrzebuje pomocy juz.ja juz przestaje sie dziwic samobojcom,bo jak jest potrzeba,to naprawde nie idzie znalezc tej pomocy
Morte,caly czas siedze,szukam,dzwonie,ale wszedzie kaza czekac po kilka miesiecy,a ja potrzebuje pomocy juz.ja juz przestaje sie dziwic samobojcom,bo jak jest potrzeba,to naprawde nie idzie znalezc tej pomocy
Może telefon zaufania? Ale wizyta u specjalisty Cię nie ominie. Zrób termin, tam gdzie najkrócej musisz czekać. Zrób! Nie szukaj usprawiedliwienia, po prostu się umów. A do czasu wizyty, dzwoń na telefon zaufania i pisz tutaj, pomożemy Ci to przetrwać. Trzymam kciuki.
A moze spróbuj psychoterapii online...
No wizyta umowiona,wkoncu sie udalo po tych wszystkich poszukiwaniach,ale boje sie strasznie,conajmniej jakby ten lekarz mial mnie pocwiartowac.telefon zaufania odpada,bo strach mi z kimkolwiek porozmawiac przez tel, a srodki finansowe tez na to nie pozwalaja.ale dziekuje morte za chec i wsparcie.i tobie nieznajoma takze!!
No to pierwszy krok poczyniony
.To normalne,ze sie stresujesz przed pierwsza wizyta,ale bedzie dobrze.
Udalo sie wkoncu zapisac po tylu poszukiwaniach.ale jak ja przetrwam ta wizyte to niemam pojecia.nie umiem opowiadac na zywo o tym co czuje,to samo jest z rozmowa przez tel.wiec telefon zaufania odpada.wole tutaj pisac bo jest mniej stresujaco.dziekuje za wsparcie
Jak trzeba bedzie to sprobuje,ale narazie pojde do tego lekarza i zobacze co bedzie
Czytajac wypowiedzi tutaj,widze ze kazda z nas ma bardzo pogmatwane zycie,ale tez kazda z nas szuka pomocy mimo silnego pragnienia smierci.to chyba wielki krok,skoro wciaz probujemy.bo przeciez wciaz zyjemy.podziwiam was za to ze jestescie juz na dobrej drodze i juz tak daleko(po wizycie u lekarza,chodzicie na psychoterapie itd).ja dopiero jestem przed tym wszystkim,i nawet niewiem czy dam rade ruszyc z miejsca przez te swoje leki.takze szczerze was wszystkie podziwiam i trzymam kciuki zeby wam sie udalo!!
Czytajac wypowiedzi tutaj,widze ze kazda z nas ma bardzo pogmatwane zycie,ale tez kazda z nas szuka pomocy mimo silnego pragnienia smierci.to chyba wielki krok,skoro wciaz probujemy.bo przeciez wciaz zyjemy.podziwiam was za to ze jestescie juz na dobrej drodze i juz tak daleko(po wizycie u lekarza,chodzicie na psychoterapie itd).ja dopiero jestem przed tym wszystkim,i nawet niewiem czy dam rade ruszyc z miejsca przez te swoje leki.takze szczerze was wszystkie podziwiam i trzymam kciuki zeby wam sie udalo!!
Ruszysz z miejsca bez obaw, dasz radę. Po drodze zaliczysz kilka wzlotów i upadków, ale kiedyś będzie dobrze. Musi być...
Ja w tej chwili jestem na rozdrożu i tylko ode mnie zależy, którą drogę wybiorę. Albo się stoczę, albo odzyskam siebie z powrotem. Tęsknię za sobą.
Morte nie stoczysz sie dasz rade bo chcesz a chciec to móc .ŻYcze powodzenia i trzymam za Ciebie kciuki
Pamietam moja pierwsza wizyte u psychoterapeuty jakby to bylo wczoraj.Teraz sama nie moge uwierzyc,ze moglam byc w takim stanie;bylam totalnie rozsypana wewnetrznie.Tez mialam problem ze zwierzaniem sie,bardzo ciezko mi bylo sie otworzyc i zastanawialam sie jak opowiedziec mu co czuje i jak sie czuje.Okazalo sie jednak ze on rozumial mnie wpół slowa.Jest wspaniala osoba i zycze wszystkim,aby wlasnie na takich terapeutow trafiali.
Morte nie stoczysz sie dasz rade bo chcesz a chciec to móc .ŻYcze powodzenia i trzymam za Ciebie kciuki
Mam taką nadzieję, naprawdę się staram. Nie dopuszczam do siebie złych myśli, cieszę się dniem dzisiejszym, staram się nie myśleć o przeszłości i nie wybiegać w przyszłość, po prostu tu i teraz. Dziękuję Ci. Jesteśmy tutaj anonimowi ale to, że ktoś we mnie wierzy pomaga.
Morte,caly czas siedze,szukam,dzwonie,ale wszedzie kaza czekac po kilka miesiecy,a ja potrzebuje pomocy juz.ja juz przestaje sie dziwic samobojcom,bo jak jest potrzeba,to naprawde nie idzie znalezc tej pomocy
Witam .Jest takie cos jak Pomoc rodzinie .A w Twoim przypadku piszesz o współuzaleznieniu i masz prawo udać się do takiego ośrodka .Tam udzielą Tobie różnych informacji ,nie musisz czekać na termin psychologa czy psychiatry prywatnego .Oni biorą mnóstwo pieniedzy a i tak efekt nie jest murowany .W każdym mieście sa takie ośrodki ,bądź w pobliżu .
Samotna w swiecie ,nie jesteś taka samotna ,wszędzie jest mnóstwo takich ludzi a zwłaszcza kobiet ,więc nie ma mowy o samotności .Z tym że sama musisz i tak uporać się z tym problemem .Ktoś na zewnątrz może Tobie podac tylko wskazówki jak masz to zrobić .Strach przed tym wszystkim umacnia tylko to co czujesz .
Ja miałam życie paskudnie straszne Czułam strach przed wszystkim .Pół roku leżałam w depresji nigdzie nie wychodząc .Potem wstałam otrzepałam piórka i wyszłam zawalczyć o swoje dobro .Lęk i poczucie strachu powoli ustępowało poczuciu coraz bliższej wolności .Nie dzieje się to szybko to jest powolny proces leczenia .Ale daje satysfakcję i spokój ducha .
samotna w świecie ,nigdy tak naprawde nie jesteś samotna .Postaw na siebie ,nie zważaj na ludzi co oni powiedzą . TY JESTEŚ NAJWAŻNIEJSZA !!!! zawalcz o swoje dobro . Zrób jakiś mały kroczek żeby poprawić sobie nastrój ,a ten mały kroczek zaprowadzi Ciebie do poważnego kroku w przód ,,,,Z całego serca życzę Tobie mądrego prowadzenia .Pozdrawiam
Chcę zasnąć, tak po prostu, i więcej się nie obudzić. Mam córeczkę, mój mąż, popełnił samobójstwo, zakochałam się w żonatym, który woli swoje "przyjaciółki" ode mnie. Teraz jestem w "normalnym" związku, ale on się sypie. Nie potrafię kochać normalnie. Depresję zdiagnozowano u mnie już w październiku, byłam na lekach ale je odstawiłam, bo myślałam, że sobie poradzę...
Nie możesz na własną rękę odstawiać leków przeciwdepresyjnych, ponieważ właśnie dlatego masz nawrót choroby. Masz córeczkę, dla której warto żyć, dlatego szybko powróć do leczenia. Kłopoty w wziąku mogą być także spowodowane depresją, jednak Twój partner powinien Cię wspierać.
prosze,wroc do leczenia i do przyjmowania lekow,chodz tez na psychoterapie,to pomoze,moze nie odrazu ale warto probowac
Swiezy powiew_Chcialabym tak zrobic tak jak mowisz,ten maly kroczek i wizyta u lekarza pewnie takim bedzie.ale boje sie czy starczy mi sil,i czy po tej wizycie znow nie uciekne.ja panicznie sie boje ludzi,a od kilku miesiecy to juz zwlaszcza.
samotna w świecie, ja też się boje.. ale może warto zaryzykować? skąd jesteś?:>
Witajcie,no i po wizycie,jakos poszlo.lekarz w sumie okazal sie bardzo mily,bo chcialo sie z nim rozmawiac.opowiedzialam mu chyba wszystkie objawy.dal mi do wyboru 2 rozwiazania:umieszczenie na oddziale,albo leczenie lekami polaczone z psychologiem. Wybralam to drugie,choc sama mam teraz watpliwosci czy slusznego wyboru dokonalam.bo psycholozka do ktorej mam isc nie zrobila na mnie dobrego wrazenia gdy chcialam sie zapisac_wredna,krzykliwa,zniechecajaca.niewiem moze lepiej by inna znalezc..doradzcie cos.lekarz zapisal mi leki,ale te najdelikatniejsze,nieuzalezniajace jak sam mowil,i na efekt mam poczekac ok.2 tygodni.no ale co ja mam ze soba zrobic do tej pory?? Ps.julio,jestem z wlkp
jezeli ci psycholog nie odpowiada mozesz zmienic
super ze podjelas wlasciwe kroki i wiedz ze nie mozesz sie teraz poddac bo masz dziecko i dla niego musisz zyc. ![]()
Alkohol pomaga na chwile
Najlepiej abyś miała z kim pogadać,z kimś kto wysłucha pocieszy i zrozumie.
Pisz tutaj!!! Poznawaj nowych ludzi, poczytaj jak wielu z nich ma również pogmatwane życie...choć to żadne pocieszenie ale jednak, nie jesteś jedyną która utkwiła w punkcie martwym swego życia.
Zgadzam się z wypowiedzią powyżej .
Najlepiej by było również gdybyś wznowiła leczenie.
Trzymam za Ciebie kciuki ![]()
Już prawie zapomniałam o tym temacie
Dziękuję wszystkim, którzy się wtedy udzielali. Minęło dopiero kilka miesięcy, a wszystko już jest dla mnie tylko złym snem, do którego nie chcę wracać. Wiem, że można odbić się od dna, wystarczy tylko chcieć, okazać cierpliwość i powalczyć o siebie. Powodzenia wszystkim zagubionym. Pamiętajcie, jesteśmy tylko my, tylko "ja" się liczy, reszta osób to dodatek do naszego życia, i dlatego musimy zadbac o siebie samych, nikt inny tego nie zrobi.
Już prawie zapomniałam o tym temacie
Dziękuję wszystkim, którzy się wtedy udzielali. Minęło dopiero kilka miesięcy, a wszystko już jest dla mnie tylko złym snem, do którego nie chcę wracać. Wiem, że można odbić się od dna, wystarczy tylko chcieć, okazać cierpliwość i powalczyć o siebie. Powodzenia wszystkim zagubionym. Pamiętajcie, jesteśmy tylko my, tylko "ja" się liczy, reszta osób to dodatek do naszego życia, i dlatego musimy zadbac o siebie samych, nikt inny tego nie zrobi.
MOŻE NAPISZ o tym NOWY WĄTEK? ![]()
Żeby UDOWODNIĆ innym, że można i TRZEBA - żeby takie wpisy ukrócić:
Żaden psychiatra ci nie pomoże a na pewno nie w państwowej służbie zdrowia ,ja już byłam raz i mi wystarczy.
bo powiem szczerze, że po nim to już TYLKO sznura szukać miałam ochotę. Odbiera nadzieję i chęć do SZUKANIA JAKIEGOKOLWIEK wyjścia i pomocy...
Witajcie.
W koncu sie rozsypalam. Od dzisiaj jestem bezrobotna. Nie mam kasy na oplaty,na zycie. Moj byly narzeczony,z ktorym po rozstaniu bylismy przyjaciolmi,powiedzial mi ze zrywamy kontakt zupelnie bo poznal kogos. A ja kocham go nade wszystko. A do tego dostalam od ojca mojej corki pozew o opieke nad małą.
Nie mam juz sily zyc,walczyc o siebie. Nie widze sensu. Jestem sama, synowie mieszkaja z babcia,corke mi odbioqa bo nie mam srodkow na zycie. No i stracilam jedyna osoae ktorej moglam sie zwierzyc.
Przyznam szczerze ze juz szukam sposobu w jaki moge odejsc. Nie chce psychiatry,juz kiedys bylam i nie pomaga. Chce tylko umrzec, uwolnic sie od bolu. Bo juz jest nie do wytrzymania
Jestem w szoku, aczkolwiek pozytywnym ile tu osób ciepłych i wrażliwych..które wspierają, próbują motywować i rozumieją tak po prostu.. sama czuję, że mam problem ze sobą, może przesadzam, a może nie..jednak ciężko mi..żałuję, że się budzę, jestem strasznie przygnębiona, nic mi się nie chce, często myślę o śmierci, mimo, że nie miało miejsca negatywne/bardzo smutne wydarzenie, które mogłoby powodować to, co czuję. Mam chłopaka, widzę, że się stara, wierzę w jego miłość, czyli powinnam być szczęśliwa, tzn. to nie jest tak, że on nie daje mi szczęścia, ale ja chyba nie umiem się tym w pełni cieszyć, ciągle mam obawy, cały czas czuję w środku ten lęk i niepokój, owszem, jest mi trochę lepiej, gdy spędzam z nim czas lub mam z nim kontakt chociażby przez telefon lub internet, jednak nie czuje się na prawde dobrze, boje się, że znjdzie sie ktoś lepszy, że ja nie zasługuję na szczęście, ze nie jestem wystarczająco dobra by mnie kochał. Nie wiem o robić... Pozdrawiam cieplutko wszystkich, Claudia
Claudine,
problem, wybacz, stary jak świat.
Problem, czyli myśli "jestem do niczego", "znajdzie lepszą", "nie zasługuję na...", "te dobre chwile miną szybko". Zwykle, u podłoża takich myśli jest kiepskie myślenie o sobie wynikające (znowu zwykle) z kiepskich wcześniejszych swych doświadczeń.
MOŻNA takie myślenie zmienić.
Można to zrobić albo samemu, albo przy pomocy specjalisty i terapii. Każda z tych dróg ma swoje plusy i minusy. Każdy też decyduje o wyborze swej drogi, bo istnieje też trzecia droga - tkwienie z takim systemem myślenia aż do śmierci.
To, co najbardziej uderzyło mnie w Twym poście, to język. Używasz słów, które osłabiają, są efektem myślenia negatywnego oraz bezsilności, bezradności, braku wiary i niepewności. Te słowa to: powinnam, boję się. To słowa, których tutaj nie użyłaś, ale podejrzewam, że masz je w swoim repertuarze. To: muszę, trzeba.
Proponuję:
1. zacznij zauważać swe zalety i je doceniać
2. zaufaj chłopakowi, że wie, co robi i nie poświęca się dla Ciebie
3. zacznij lubić siebie
4. używaj słów: chcę, wybieram, decyduję, mogę
5. przestań koncentrować się na sobie i skieruj swój wzrok na innych (ale nie w kontekście swej osoby)
6. uwierz, że myślenie o śmierci jest rzeczą naturalną, powszechną, zwyczajną
58 2012-11-14 00:55:14 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-14 00:57:50)
Witajcie.
W koncu sie rozsypalam. Od dzisiaj jestem bezrobotna. Nie mam kasy na oplaty,na zycie. Moj byly narzeczony,z ktorym po rozstaniu bylismy przyjaciolmi,powiedzial mi ze zrywamy kontakt zupelnie bo poznal kogos. A ja kocham go nade wszystko. A do tego dostalam od ojca mojej corki pozew o opieke nad małą.
Nie mam juz sily zyc,walczyc o siebie. Nie widze sensu. Jestem sama, synowie mieszkaja z babcia,corke mi odbioqa bo nie mam srodkow na zycie. No i stracilam jedyna osoae ktorej moglam sie zwierzyc.
Przyznam szczerze ze juz szukam sposobu w jaki moge odejsc. Nie chce psychiatry,juz kiedys bylam i nie pomaga. Chce tylko umrzec, uwolnic sie od bolu. Bo juz jest nie do wytrzymania
Dziewczyno sytuacja jest nie ciekawa ale nie beznadziejna. Wracaj na watek o kobietach, ktore kochaj za bardzo. Przeczytaj sobie caly watek. Teraz masz na to czas. Ucz sie na bledach tych kobiet. Od nich tez czerp sile. Nidgdy nie jest tak zle aby nie mogloby byc lepiej ![]()
Pisz dziewczyno wyrzuc wszystko z siebie! Duzo sily i madrosci zycze Tobie ![]()
Porzeczytaj sobie swoje motto w stopce!!!!!!!
Już prawie zapomniałam o tym temacie
Dziękuję wszystkim, którzy się wtedy udzielali. Minęło dopiero kilka miesięcy, a wszystko już jest dla mnie tylko złym snem, do którego nie chcę wracać. Wiem, że można odbić się od dna, wystarczy tylko chcieć, okazać cierpliwość i powalczyć o siebie. Powodzenia wszystkim zagubionym. Pamiętajcie, jesteśmy tylko my, tylko "ja" się liczy, reszta osób to dodatek do naszego życia, i dlatego musimy zadbac o siebie samych, nikt inny tego nie zrobi.
czytajac watek, bardziej skupilam sie na Tobie Morte. na poczatku zastanawialam sie, jak sobie poradzisz. czy wyjdziesz z tego "bagna psychicznego". byly minuty, kiedy myslalam" boze, moze sobie nie poradzic" , ale jednak w srodku ciagle wierzylam, ze bedziesz silna. i moje wnetrze mnie nie zawiodlo;) bardzo sie ciesze z Twojego sukcesu i oby tak dalej!!
pamietam jak ja mialam taki okres, moze i jakas czesc tej mojej dawnej depresji jest we mnie, ale samej sobie nie pozwalam myslec o smierci, o tym, ze jest zle. nie jest zle! mam wspaniala mamusie i brata, ktorzy mnie kochaja, ktorych ja kocham nad zycie, i dla nich zyje. mimo, ze sa daleko..
wiecie co mnie "uzdrowilo"? moj dziadek zmarl 3lata temu. jak na wakacje rok temu bylam u mojej mamy, przysnil mi sie. siedzielismy na lawce na dzialce, i dziadek mi powiedzial "Niunia, nie moge sie doczekac kiedy tu do mnie dolaczysz(poklepal mnie po policzku jak zawsze) a teraz idz, bo chce sie z kolegami napic piwa". jak wstalam plakalam jak dziecko przez godzine. zastanawialam sie czy to jest znak od dziadka, ze mam sie zabic? ze to juz moj koniec? po czym po godzinie powiedzialam NIE! DOSC! wzielam swoje zycie we wlasne rece. i staram sie jakos realizowac to co zawsze bylo dla mnie nie do wykonania. wrocilam do polski, zaczelam szkole(przez swoj stan nie skonczylam liceum), zapisalam sie na prawo jazdy(zdalam za pierwszym razem! w koncu cos co bylo dla mnie nie do osiagniecia, mam to i to duzo szybciej niz myslalam!) teraz bede sie starala zakladac cos swojego. budze sie codziennie rano, wiadomo, roznie bywa z humorem, ale conajmniej raz dziennie mowie do siebie"Mariolka, zycie jest piekne, nie zatrac tego" i ide przez to moje zycie z usmiechem na twarzy, biore to co jest mi dane, akceptuje rzeczywistosc i doceniam to co mam;)
60 2017-12-16 20:21:51 Ostatnio edytowany przez Vishka (2017-12-16 20:22:42)
Ja tez chce umrzec. Nie mam po co zyc nie mam dla kogo. Marze o tym, zeby sie juz nigdy nie obudzic. Po co sie meczyc?
Załóż swój wątek. W tym już śmierci zbyt dużo.
Ja tez chce umrzec. Nie mam po co zyc nie mam dla kogo. Marze o tym, zeby sie juz nigdy nie obudzic. Po co sie meczyc?
Najlepiej załóż swój wątek i napisz coś więcej. Jednak ja sama kiedyś miałam nieciekawie, zero koleżanek, przyjaciół, wyśmiewana w szkole, sama w ławce i tak przez podstawówkę, gimnazjum. W liceum też często sama w ławce, ale już nie zawsze. No ale tam była nieparzysta liczba osób, więc czasem ktoś musiał siedzieć sama. Myślałam, że może nie spotkam już bliskiej osoby, a jednak poznałam przyjaciółkę i przyjaźnimy się prawie 10 lat i inne koleżanki. Małe, ale fajne grono ![]()
Ja tez chce umrzec. Nie mam po co zyc nie mam dla kogo. Marze o tym, zeby sie juz nigdy nie obudzic. Po co sie meczyc?
Najczęściej nasza perspektywa podsuwa ciemne scenariusze. Popatrz na swoją sytuację z innej perspektywy.
Przecztaj bloga i komentarze: kiedy-umre.blog.pl/ i http:// na początku.
Netkobiety kasują linki, nawet te niekomercyjne, stąd taka forma. To niestety tylko kawałek większej części bloga której blog.pl nie zdążył wysłać w niebyt po półrocznej nieaktywności autorki.