Witam was wszystkich .
Chciałam opisać po krótce, chociaz zapewne tak nie bedzie to co było między nami, jak jeste teraz, jak się czuje.
Zaczne od początku jestesmy ze sobą 6 lat, on sie przeorowadził do mnie 400 km ze swojej miejscowosci. Po jakimś czasie dostaliśmy mieszkanie, wprowadziliśmy się i urządzalismy je. Wszystko było dobrze, zdarzały sie jakies drobne sprzeczki ale wiadomo takie na porządku dziennym. Po jakimś czasie jak juz mieszkaliśmy zaczeło sie poznawanie sąsiadów.. i właśnie.. inne rzeczu z tym związane. mój facet smsował z kuzyną sąsiada, mnie okłamując że nie pisze i robiąc ze mnie idiotkę że sobie wkręcam, jednak bilingi nie kłamały. Po jakimś czasie to ustało, wybaczyłam zapomniałam, nie chciałam żeby przez takie coś kończył się nasz związek. On zapewniał że kochał. Nie kontrolowałam go, nie sprawdzałam, zrobiłam to wtedy bo ewidentnie kłamał. Po jakimś czasie dowiedziałam się od innej sąsiadki że moj krzysiek smsował z jej siostrą, ale ona to zakończyła. Pewnie niektóre z was wiedzą jak się czułam ! był to dla mnie szok. Sprawdziłam biling potwierdziło się. znowu płacz, proszenie żebym wybaczyła, że on tylko pisał nic więcej, a jak się zorientował że ona zaczyna pisać do niego już inaczej to przestał pisać. pogodzilismy się, było ok jednak sielanka nie trwała długo. Po jakims pół roku od 2 zdarzenia, coś mnie tkneło, wiedziałam że coś jest nie tak, przyjechał do chłopaka kolega którego nie lubiłam .. i wiedziałam że coś było nie tak. weszłam na gg rozmowa z kolega po jego wyjeżdzie w połowie była skasowana. więc ją odzyskałam i jedno zdanie zmroziło mi krew w żyłach. spytałam sie o co chodzi a własciwie o kogo chodzi, zaczął się jakoś tłumaczyć, krzyczeć na mnie że go sprawdzam, chociaz zrobilam to bo moja intuicja po prostu nie dała mi spokoju. zaczeliśmy sie kłócić powiedziałam że ma się wynosić w takim razie. I wyprowadził się mówił mi że to dla naszego dobra żebysmy przemyśleli wszystko bo sie kłócimy i póżniej coś postanowimy. Wierzyłam w to że tak jest, kochałam. po jego wyprowadzce po jakimś czasie kuzyn mi powiedział że on się spotyka z inna dziewczyna. układanka zaczeła do siebie pasować, rozmowa z kolegą była o niej. czułam sie strasznie, poprostu okropnie. wziełam wolne i wyjechała do cioci. on do mnie pisał. Pisał że tylko mnie kocha, że żałuje. wybaczyłam bo kochałam... i to był mój błąd. oczywiscie nie musze mówić ze wmawiał mi że to moja, wina że go sprawdzałam. z początku udało mu sie mi wmówić że tak jest. ale po dłuższym zastanowienie sie tak nie było, ja nie sprawdzałam, nie zabraniałam wychodzic. minął rok od jego wyprowadzki. między nami bylo raz lepiej raz gorzej. chciał bardzo dziecka więc zaszłam w ciąże ale sie nie udało. ostatnio.. znowu cos było nie tak chował telefon przedemną jak chciałam sprawdzic godzine wyrwał mi go z ręki. słuzbowy tel wyłączał na noc. to wszytsko nie dawało mi spokoju. Po tych wszystkich przeżyciach wiadomo jakie myśli miałam. Sprawdziłam znow ten biling było z 30 smsów z jego fakturzystka z firmy. on kasował jaki kolwiek ślad że do niej pisał. mówil ze to tylko fakturzystka koleżanka z pracy, byc może i tak jest dowodów żadnych nie mam. nie powiem że przez ta moją frustracje że syruacja prawdopodobnie znowu sie powtarza zrbiłam awanture, ale przeprosiłam za moje zachowanie. On zaczął sie na mnie obrażać, na to że zwróciłam mu uwage że nie poświęca mi czas.. w ten weekend wyjechał na szkolenie.. nie odzywał się do mnie, jak napisałam czemu milczysz zawsze dzwoniłes do mnie wkurzył się. przyjechał wczoraj do domu i oznajmił mi że on razem z rodzicami przedyskutowali wszytsko i stwierdzil że mnie zostawia. zostawia mnie bo jestes zaborcza, ze podejrzewam go o rożne rzeczy i on juz się męczy. Może faktycznie przez te ostatnie dni bylam ciężka do zniesienie, nie twierdze ze tak nie było. tylko nie wiem czemu on nie usiadł ze mna nie powiedział ze to go rani, chociaz czego ja się spodziewam jak on nie potrafił zrozumiec że on mnie rani oszukując mnie, wyzywając mnie że jestem nienormalna bo wgrywam sobie rózne rzeczy. wiem że te wszytskie sytuacje miały wpływa na mnie ogromy. Zniszczyłu moją psychike w jakims stopniu. Wczoraj w nocy o 24 przyjechali jego rodzice... jechali 400 km po to zeby pomoc spakowac sie synusiowi, zeby zabrac glosniki i jedna torbe z ubraniami. on bedzie mieszkal ze mna jesczez do jutra. po tej całej akcji jego rodziców, tego że on nie rozmawiał ze mna tylko pojechał do nich, nie chce mieć juz z nimi nic do czynienia. nie moge uwierzyc w to ze dorosły człowiek zostawia mnie tak naprawde nie mając konkretnego powodu. jest mi ciezko ale musze dac rade. szanuje jego decyzje. nie bede zatrzymywac, płakać, prosić. będę mądrzejsza niż rok temu. będzie ciężko ale dam rade.
mam nadzieje że przebrniecie przez całość.
chciałam sie wyzalic.