jestem po prostu załamana. w niedziele mielismy pojechać na wycieczke ale on przyjechał jakis niezadowolony, był chyba zly ze musial jeszce czekać godzine. wyszedl wiec do samochodu. gdy przyszlam powiedzial, ze mysli ze powinnismy sie rozstać. całkowicie mnie to rozbiło. nie wytłumaczył nic powiedzial , ze jedzie do domu. wsiadłam wiec do samochodu tak strasznie płakałam a on odjechał kawałek i kazal mi wysiać z auta w koncu sam wyszedł otworzył mi drzwi i praktycznie wyrzucił mnie z samochodu. zostawił mnie zapłakana na srodku ulicy. nie wiedziałam co robic. siedziałam u przyjaciółki prkatycznie do 22 i ryczałam.do tej pory codzinnie płacze odezwał sie dopiero we wtorek na gadu. zostawił wiadomość, ze mysli o mnie i zebym sie odezwała. myslalam juz ze chce sie pogodzić. napisałam mu esa o 23. odpisał dopiero nastepnego dnia o 14 , ze musi przemyslec wszystko. ze chce odpoczac. dobiło mnie to całkowicie. napislam mu wieczorem, ze wiem co ja robilam zle i wypisalam mu konkretnie co. bo wiem, ze ciagle mu ględziłam ze nie ma zrobionych wlosow albo zła koszula. moze chcialam go troche zmienic wyglądu ale to nie jest powod zeby kogos rzucac. wiem ze oboje mamy troche ciezkie charaktery. on jest wiecznie zajety praca, dwie szkoly, sklep. troche mało gadalismy ostatnio przez tel. w zeszła srode przyjechal po mnie do pracy. mowil ze tak sobie myslal jakby to bylo gdybysmy sie rozstali ale jakos nie bralam tego na serio.wypersfadowlam mu ten glupi pomysł. pytalam o co chodzi mu ale on nic nie mowil. sam to zignorował. sam jest winny bo nigdy nie powiedzial, ze mu cos nie pasuje we mnie. tylko tak nagle mnie zostawil. wczoraj akurat bylam na gadu i on tez odezwal sie ze przeczytal eska ktorego mu wyslalam wczoraj . przyznal racje ze tak robilam, ze ględzilam mu, ze czesto podnosilam glos (ale w zasadzie krzyczlalam na niego tylko u mnie w domu, u niego czy gdzies na dworze, czy w smaochodzie nigdy nie darłam sie na niego). mowilam mu ze bardzo tego zaluje i chcialabym sie zmienic. ze chce to naprawić. mama tyle razy mi zwracala uwage ze po co mu tak gadam ale jakos to ignorowalam. po prostu mowilam co myslałam. jak mu cos nie pasowało mogł to mowić. pogadalam z nim chwile na gadu powiedzial, ze na pewno przyjedzie do mnie. ze jutro sie odezwie. w domu mowią mi zebym tlyko sie nie odzywala, nie mowila ze go kocham. ze msuze miec honor bo to on mnie zostawił. wiem, ze powinnam czekac az sie dopiero on odezwie, powinna go olać ale nie potrafie ja tak bardzo go kocham. dzis napislam mu rano eska, czy by nie przyjechal porozmawiac w koncu jest wolny dzien a potem on nie bedzie mial kiedy. nic nie odpisał. tak bardzo mnie tym rani. ja ciagle mysle o nim. nie moge jesc, ani spać. ciągle płacze po kątach. wszystko mnie drażni nie mam ochoty nigdzie wyjsc bo mysle tlyko o nim. teraz juz mu nic nie napisze i sie nie odezwie. wiem, ze narzucaniem sie tlyko wszyskto pogorsze ale jest mi tak cieżko. nie moge gojednak błagac o to abysmy sprobowali jeszce raz, aby mnie kochał. jesli mnie nie chce trudno bede musiala to jakos przezyc tylko nie wiem jak sie z tym uporam. nie docenialam tego co mam. teraz juz wiem jak powinnam postępować aby nie stracić ukochanej osoby. on tez nie był bez winy. nie sadzilam, ze wytykajac mu jakies bzdety moge go stracic przez to. ogolnie było naprawde dobrze miedzy nami. nigdy nie sadzilam , ze moze mnie rzucić.jestem po prostu w totalnej rozsypce:(((((( nigdy nie sadzilam, ze bede tak rozpaczać. nie wyobrazam sobie randkowania z innymi facetami a juz na pewno jego z inna dziewczyna. i ta myśl , ze mogłby dotykać inną dobija mnie całkowicie.
i znów płacze....
po prostu mysiałam to napisać bo sobie nie radze z tym wszysktim:(((((