Czytałam Wasze posty tutaj i postanowiłam przybliżyć też tą drugą stronę znajomości czysto internetowej. Wypowiadało się wiele kobiet, że mężczyźni rozmawiają na gg, czatują. Nie mnie to oceniać, ale to nie zawsze jest tak, że to jest złe. Nie można świata podzielić na dobro i zło, na kolor czarny lub biały.
Jestem mężatką od prawie dwudziestu lat, mam dzieci. Jest jeszcze ktoś. W małżeństwie nie brakuje mi niczego, ani seksu, ani rozmów- to tak dla tych, którzy zaraz poddadzą mnie psychoanalizie;)
Na temat takiego związku mogłabym napisać książkę. To trwa 13 lat. Ona ma żonę, dzieci i...mamy jeszcze siebie. Nikomu nie robimy krzywdy, nigdy nie chcieliśmy odejść od naszych rodzin. Nigdy też nie spotkaliśmy się, dzieli nas ogromna odległość, ale to nie ona jest powodem...Czy to jest miłość? Chyba tak. Tylko troszkę inna, ukryta...
Podobne tematy
2 2012-05-11 23:35:53 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2012-05-11 23:38:27)
Czytałam Wasze posty tutaj i postanowiłam przybliżyć też tą drugą stronę znajomości czysto internetowej. Wypowiadało się wiele kobiet, że mężczyźni rozmawiają na gg, czatują. Nie mnie to oceniać, ale to nie zawsze jest tak, że to jest złe. Nie można świata podzielić na dobro i zło, na kolor czarny lub biały.
Jestem mężatką od prawie dwudziestu lat, mam dzieci. Jest jeszcze ktoś. W małżeństwie nie brakuje mi niczego, ani seksu, ani rozmów- to tak dla tych, którzy zaraz poddadzą mnie psychoanalizie;)
Na temat takiego związku mogłabym napisać książkę. To trwa 13 lat. Ona ma żonę, dzieci i...mamy jeszcze siebie. Nikomu nie robimy krzywdy, nigdy nie chcieliśmy odejść od naszych rodzin. Nigdy też nie spotkaliśmy się, dzieli nas ogromna odległość, ale to nie ona jest powodem...Czy to jest miłość? Chyba tak. Tylko troszkę inna, ukryta...
Dość szczególny przypadek, ale możliwy. Rozmawiacie i to Wam wystarcza. Nie ma w tym - w zasadzie - niczego złego...
Ja też, kiedyś zanim spotkałem osobę poznaną w GG, zanim zdecydowałem się na spotkanie "w realu", rozmawiałem w taki sposób prawie dwa lata. Jakoś było to wystarczające...
Mam do Ciebie tylko jedno pytanie: czy Wasi (Twój i jego) partnerzy ...wiedzą o tym?
Jeśli wiedzą - wszystko w porządku. Jeśli nie - dziwna sytuacja trochę i już, dla przewrażliwionego partnera, ocierająca się o coś niemiłego... Bo nawet Twoje słowa: "Czy to jest miłość? Chyba tak. Tylko troszkę inna, ukryta..." - świadczą, że ta znajomość trąci już emocjonalną zdradą. Więc nie jest to takie niewinne ![]()
Nie, nasi partnerzy nie wiedzą. I nie jest do końca niewinne;)
Masz rację co do zdrady emocjonalnej. Sami wiele razy zastanawialiśmy się czy to już zdrada?
Nie ma to wpływu na nasze związki, no może częściej człowiek się uśmiecha....być może spełnia się w ten sposób jakieś fantazje...Na wiele pytań nadal nie znam odpowiedzi.
4 2012-05-11 23:52:09 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2012-05-11 23:53:37)
Nie, nasi partnerzy nie wiedzą. I nie jest do końca niewinne;)...
Sama więc widzisz, że Twoja teza, iż "ale to nie zawsze jest tak, że to jest złe. Nie można świata podzielić na dobro i zło, na kolor czarny lub biały" jest dość ...karkołomna, bo nawet Twoja znajomość - z pozoru niewinna - jest miast biała ...przynajmniej trochę szara ![]()
Chyba nie zrozumiałeś tego co napisałam:)
"Nie można świata podzielić na dobro i zło, na kolor czarny lub biały" -no właśnie, nie można...i o tej szarości ja piszę....
Chyba nie zrozumiałeś tego co napisałam:)
"Nie można świata podzielić na dobro i zło, na kolor czarny lub biały" -no właśnie, nie można...i o tej szarości ja piszę....
Fakt, przepraszam. Nie załapałem ![]()
Mimo wszystko to piękne, że nie potrzebujecie tej znajomości, po tylu latach przenieść na inny grunt. To imponuje.
Pamiętaj jednak, że Twój partner może zupełnie inaczej potraktować tą znajomość za jego plecami...
Pozdrawiam ![]()
Właśnie z szacunku, rozsądku i teraz już dojrzałości nie zostało to przeniesione na inny grunt. Choć nie powiem, że na samym początku w fazie ogromnej fascynacji nie kusiło:)
Ja nigdy nie ukrywałam, że kocham męża i czuję się spełniona.
Pozdrawiam:)
mysterious_woman, wyobrażam sobie, że można będąc szczęśliwą w związku zafascynować się zupełnie innym człowiekiem..ale u Ciebie ta fascynacja trwa 13 lat..to bardzo długo...nigdy nie chciałaś powiedzieć mężowi o tej znajomości?
mysterious_woman, wyobrażam sobie, że można będąc szczęśliwą w związku zafascynować się zupełnie innym człowiekiem..ale u Ciebie ta fascynacja trwa 13 lat..to bardzo długo...nigdy nie chciałaś powiedzieć mężowi o tej znajomości?
myślę tak samo.. pisałaś, że w małżeństwie nie brakuje Ci rozmów. rozmowy sprawiają, że nasze zaufanie d drugiej osoby zaczyna się pogłębiać. Twój mąż z pewnością Ci ufa, powinnaś mu powiedzieć o tym drugim na samym początku, sądzę, że zrozumiałby to może jakoś. teraz jest trochę za późno na takie rzeczy. podziałałoby to na niego jak kubeł zimnej wody
z drugiej strony wcale nie potępiam tego co robisz... skoro nie było między Wami zdrady, hmmm... fizycznej, że tak powiem, nie stało się chyba nic złego. 'inna miłość' może być też miłością do przyjaciela czy powiernika Twoich sekretów, którego każdy człowiek powinien posiadać. większość kobiet ma przyjaciółki, a w Twoim przypadku jest to facet. nic w tym zdrożnego, skoro nikt nie ma z tego powodu żadnej krzywdy ![]()
10 2012-05-12 08:43:00 Ostatnio edytowany przez girl90 (2012-05-12 08:45:12)
to moze byc milosc albo fascynacja trwajaca tak dlugo... chociaz to troche za dlugo jak na zwykla fascynacje. A spotkaliscie sie chociaz raz w realu?
skoro nie było między Wami zdrady, hmmm... fizycznej, że tak powiem, nie stało się chyba nic złego.
'inna miłość' może być też miłością do przyjaciela czy powiernika Twoich sekretów, którego każdy człowiek powinien posiadać. większość kobiet ma przyjaciółki, a w Twoim przypadku jest to facet. nic w tym zdrożnego, skoro nikt nie ma z tego powodu żadnej krzywdy
pink_lullaby, myślę, że nie chodzi tu o zdradę fizyczną czy emocjonalną, chodzi tu przede wszystkim o to, że autorka wątku przez 13 lat ma tajemnicę...przez 13 lat ukrywa przed ukochaną osobą fakt kontaktowania się z kimś, nawet jeśli ten kontakt jest tylko wirtualny...to może być trudniejsze do zaakceptowania, chociaż wszystko zależałoby od tego, jak tolerancyjny okazałby się mąż autorki..póki co żyje szczęśliwie w nieświadomości..
Już odpowiadam:)
Nigdy nie spotkaliśmy się, nigdy też nie zamierzam mówić o tym mężowi. Ja nie szukam tutaj rozgrzeszenia, bo nie mam (kiedyś może były) wyrzutów sumienia z tego powodu.
Tak jak któraś z dziewczyn tutaj powiedziała, taka mała tajemnica. Nie jesteśmy własnością drugiego człowieka, nawet w małżeństwie. Wiele moich koleżanek, przyjaciółek w podobnym wieku ciągle narzeka, że w życiu brakuje im tego "czegoś"....ogromna część z nich znajduje "to" w ramionach innych mężczyzn, już nie wirtualnie;)
Po wielu latach bycia ze sobą wkrada się rutyna, nuda...nie unikniemy tego.
Ale pisząc ten post miałam troszkę inny zamiar:)
Chciałam uświadomić kobietom, że kiedy mężczyźni czasem posiedzą na gg czy na czacie, to nie znaczy, że nie kochają Was, że już nie jesteście atrakcyjne dla nich itd. Jeśli w związku jest wszystko na swoim miejscu, to na to można przymknąć oko. Chyba, że nie jest ok. Wtedy nie upilnujemy i tak, niestety.
Jeśli nawiązałaś taką znajomość to pewnie czegoś Ci brakuje w Twoim małżeństwie.
Właśnie z szacunku, rozsądku i teraz już dojrzałości nie zostało to przeniesione na inny grunt. Choć nie powiem, że na samym początku w fazie ogromnej fascynacji nie kusiło:)
Ja nigdy nie ukrywałam, że kocham męża i czuję się spełniona.
Pozdrawiam:)
Mnie wydaje się, że gdybyście się spotkali, to mogłoby się okazać, że magii między Wami nie ma. Więc w zasadzie "bezpiecznie" kontynuować znajomość w takiej formie jak dziś macie, coś sobie wzajemnie dajecie, wypełniacie jakieś braki. Bo przychylam się do zdania dziewczyn o tym, że nie szuka się wrażeń jeśli jest się zadowolonym z małżeństwa.
Piszesz, że znajomość nie jest niewinna, domyślam się co masz na myśli, ciekawa jestem czy w kontaktach z nim jesteś taka sama jak z mężem, czy może jakąś drugą naturę do głosu dopuszczasz ;-)
No i podziwiam Was oboje, 13 lat podwójnego życia ... no, no, no ...
"No i podziwiam Was oboje, 13 lat podwójnego życia ... no, no, no ..."
Przegladamy razem teraz forum. Jego komentarz: "To wciąż jedno życie....mąż, przyjaciel...kochanek;) "
Czy Twój mąż też ma taką "przyjaciółkę"?
Może powinnaś mu powiedzieć, to może też mógłby taką sobie sprawić - w internecie lub w realu.. dla mnie to to samo. Zwykła zdrada i tyle.
Czy Twój mąż też ma taką "przyjaciółkę"?
Może powinnaś mu powiedzieć, to może też mógłby taką sobie sprawić - w internecie lub w realu.. dla mnie to to samo. Zwykła zdrada i tyle.
Nie zgodziłabym się, że zdrada- to zbyt pochopne ocenianie. Autorka jest tyle lat w związku, a przez te 13 lat na pewno wiele się zmieniło, na pewno zawarła wiele nowych znajomości, jakieś się posypały....życie! Ja mam takiego przyjaciela netowego też od wielu już lat, do mojego męża od czasu do czasu dzwoni dawna kolęzanka i rozmawiają przez telefon godzinami- OK ktoś powie: ja o tym wiem, on o tym (chyba) wie..... ale np. żona mojego przyjaciela o "nas" nie wie. Chociaż on ją bardzo kocha i nie zdradziłby jej. Po prostu .... takie znajomości moga być równie dobrze potraktowane jako osobista skrzynka pocztowa.
Chyba że mowa o zdradzie, o myslach o odejściu, to już co innego.
"No i podziwiam Was oboje, 13 lat podwójnego życia ... no, no, no ..."
Przegladamy razem teraz forum. Jego komentarz: "To wciąż jedno życie....mąż, przyjaciel...kochanek;) "
No właśnie ... jak dla mnie to jednak nadal podwójne życie. A po tej odpowiedzi ... podwójne życie TYM BARDZIEJ.
Sierpniowa, już wyjaśniam...
"Piszesz, że znajomość nie jest niewinna, domyślam się co masz na myśli, ciekawa jestem czy w kontaktach z nim jesteś taka sama jak z mężem, czy może jakąś drugą naturę do głosu dopuszczasz ;-)"
Widzisz, ja nie cierpię na rozdwojenie jaźni. Ja ogólnie nie mam problemu i nie posiadam drugiej natury. Jestem dokładnie taka sama jak z mężem, jestem sobą.
S@motnosc w Sieci!
Sierpniowa, już wyjaśniam...
"Piszesz, że znajomość nie jest niewinna, domyślam się co masz na myśli, ciekawa jestem czy w kontaktach z nim jesteś taka sama jak z mężem, czy może jakąś drugą naturę do głosu dopuszczasz ;-)"
Widzisz, ja nie cierpię na rozdwojenie jaźni. Ja ogólnie nie mam problemu i nie posiadam drugiej natury. Jestem dokładnie taka sama jak z mężem, jestem sobą.
Nie mialam na mysli rozdwojenia jazni, byc moze zle zinterpretowalam Twoje slowa o tym, ze znajomosc nie jest az taka niewinna. Mniejsza z tym :-)
mysterious_woman a co właściwie was łączy?
mysterious_woman a co właściwie was łączy?
Chyba to co łączy nas z drugim człowiekiem. Czyli wszystko...Jakaś jedna całość, nie rozbierałam nigdy tego na składniki. To tak jak zastanawianie się za co kochasz druga osobę?
Czy Twoje pytanie, ma związek z odpowiedzią, którą sama chciałabyś znać?:)
Catwoman napisał/a:mysterious_woman a co właściwie was łączy?
Chyba to co łączy nas z drugim człowiekiem. Czyli wszystko...Jakaś jedna całość, nie rozbierałam nigdy tego na składniki. To tak jak zastanawianie się za co kochasz druga osobę?
Czy Twoje pytanie, ma związek z odpowiedzią, którą sama chciałabyś znać?:)
Chciałabym znać jedynie w odniesieniu do Twojej osoby, nie do swojej.
Np., dlaczego ujęłaś że wasza relacja nie jest "taka niewinna", ?
Niewinna, bo czasem uprawiamy seks ( czuję bulwersację u niektórych;) ).
Myślę, że o to większość z Was pyta. Tylko to nie jest znajomość, która opiera się na cyberseksie, tylko to wyniknęło w trakcie, z naturalnej potrzeby bliskości...której brak czasem bolał....
Niewinna, bo czasem uprawiamy seks ( czuję bulwersację u niektórych;) ).
Myślę, że o to większość z Was pyta. Tylko to nie jest znajomość, która opiera się na cyberseksie, tylko to wyniknęło w trakcie, z naturalnej potrzeby bliskości...której brak czasem bolał....
czyli spotykacie się w realu jak rozumiem?? albo już nie rozumiem.....bo cybersex raczej nie zaspokaja uczucia bliskości..
Nie spotykamy się w realu:)
Cyberseks tylko tak brzydko się nazywa. Zależy jak do tego sie podejdzie...Rozumiem, że wiesz o czym mówisz, mam na myśli zaspokojenie bliskości w postaci cyberseksu.
To rozwiązanie "pomiędzy".
Nie spotykamy się w realu:)
Cyberseks tylko tak brzydko się nazywa. Zależy jak do tego sie podejdzie...Rozumiem, że wiesz o czym mówisz, mam na myśli zaspokojenie bliskości w postaci cyberseksu.
To rozwiązanie "pomiędzy".
wiem jak się nazywa uprawianie seksu wirtualnego: cybersex
hm.... czyli jednak nie trzeba wykluczać czegoś, co zaznaczyłaś na samym początku że niczego ci w związku nie brakuje. trzeba?
W moim małżeństwie nie brakuje seksu.
I seks na necie nie wynika z jego braku, a jest konsekwencją "związku".
Czy posiadam za dużo testosteronu?;)
Ja to sie juz pogubilam w sumie :-)
Po co wlasciwie zalozylas ten watek mysterious_woman?
mysterious_woman, czyli jesteś tak naprawdę w 2 związkach: jednym cieleśnie, a drugim duchowo .
ja myślę, że mysterious jest duchowo w obu...tylko zastanawiam się, co było głównym bodźcem do tego, żeby poznać innego mężczyznę w necie, a następnie znajomość z nim rozwijać przez lata...znudzenie? przypadek? ciekawość?
w sumie nie bardzo rozumiem. sama piszesz że masz fajny związek, rozmowy seks itp. więc po co szukałaś przygody w sieci? piszesz żebyśmy wyluzowały i dały swoim mężczyzną bez stania im nad głowami, spokojnie pisać z innymi kobietami. bo to takie niewinne. a póżniej piszesz że uprawiasz cyberseks bo chciałaś bliskości. broń boże nie potępiam, chciałabym tylko zrozumieć, bo faktycznie faceci często tłumaczą się tak jak ty piszesz.:-)
Cóż, sumując tu moje przemyślenia na powyższy temat:
Autorka sugeruje, że w swoim małżeństwie jest szczęśliwa, zaspokojona, a znajomość, którą od lat kontynuuje nie ma znamion - jej zdaniem - czegoś złego, jakiejś zdrady...
Jednak po wszystkich szczegółach, jakie w trakcie dyskusji tutaj się pojawiły, napiszę: to jest zdradą.
Nie jest to niewinna znajomość, bo raz - małżonek nie wie o tym, czyli to istnieje za jego plecami (to nieuczciwe wobec niego), dwa - związanie emocjonalne z innym mężczyzną, "uprawianie wirtualnego seksu" (jak zwał tak zwał, ale zawsze) to też już zdrada, bo w takich momentach nie masz przed oczami mężczyzny, z którym jesteś ![]()
Niestety, sugestia autorki, iż niekoniecznie należy dopatrywać się czegoś złego i niepokojącego w przesiadywaniu "w necie" naszego partnera/partnerki - zostały przez nią samą obalone. Tym samym wątek tylko potwierdził regułę, iż niewinne czatowanie, rozmawianie, kontaktowanie się z innymi poprzez internet bardzo często staje się zalążkiem zdrady (fizycznej - gdy dochodzi do spotkań w realu) lub emocjonalnej (tak jak w przypadku autorki). To też świadczy jeśli nie tyle o podwójnej osobowości (na co obrusza się autorka), to o dwóch twarzach, jednej niewinnej dla męża, drugiej dla obcego mężczyzny...
Do autorki: skoro Twoim zdaniem, ta znajomość, ten kontakt nie jest niczym złym, niczym uderzającym w Twoje małżeństwo - powiedz o tym małżonkowi i pokaż mu wszystko ![]()
Sama widzisz...
Czyli masz swoją tajemnicę, mąż nie wie bo i pewnie nie byłby zbyt szczęśliwy z tego powodu że uprawiasz cybersex, a Wasza więź, jakkolwiek byłąby cudowna i bliska- widocznie jednak nie jest na tyle silna by mąż zrozumiał internetowy seks z innym facetem, którego istnienie ukrywasz. Hm, chyba że macie otwarty związek- ale wtedy tajemnice nie są potrzebne ![]()
Czy to jest miłość? Chyba tak
Mysterious, mam prośbę o opisanie co konkretnie masz na myśli pisząc słowo MIŁOŚĆ w obu przypadkach.
Piszesz, że kochasz swojego męża, macie udany seks, rozmowy, tyle że wkradła się rutyna.
Piszesz też, że kontakt netowy to NIC TAKIEGO a potem, że kochasz swojego znajomego z netu i właściwie to z nim też uprawiasz seks (tylko wirtualnie).
Moim zdaniem szafujesz słowem KOCHAM na lewo i prawo - a tak na prawdę kochasz tylko samą siebie i Twoim celem jest zaspokajanie własnej próżności i zachcianek nie zwracając uwagi na konsekwencje. Nie dbasz o swój związek z mężem (skoro jest rutyna), nie dbasz też o to by rozwinąć związek z mężczyzną którego poznałaś w necie (może to on nie chce). Bawisz się jednak uczuciami obu i ekscytuje Cię, że tak długo to trwa i nic się nie wydało. Mylę się?
Czy to potępienie?
Nie, tylko mam nieodparte uczucie żenady, jak ktoś może się chełpić publicznie ze swojego zakłamania.
Bardzo delikatnie Ci opisze moje odczucia jako facet,tak bardzo jestem za Swoja ze moze probowalbym wybaczyc Jej jakis nieprzemyslany wyskok,ale tylko gdyby usiadla na przeciwko mnie i sama powiedziala ze gdzies sie chwilowo pogubila i ze popelnila makabryczny blad.Nie chodzi tu o przeprosiny i upokorzenie sie,mozna w jakims amoku zrobic cos wyjatkowo glupiego ale nalezy o tym powiedziec otwarcie i wprost i to samemu.Kontynujac niestety nigdy nie wybaczyl bym zdrady psychicznej ktora trwala 13 lat,bez wzgledu na cokolwiek czego moglbym zalowac do konca zycia,wywalilbym za drzwi i calkowicie z mojego zyciorysu.Mojej nigdy nie trzymalem jak ptaszka w klatce,miala swobode spotkac sie z przyjaciolkami kiedy tylko chciala,auto swoje do dyspozycji,kompletny luz,kase w schowku aby ewentualnie po drinku wrocic Taxi.Moje odczucie jest takie ze taka zdrada "wyrwala by mnie z butow',mysle ze domyslam sie powodu dlaczego ten temat poruszylas na forum,musisz z tym zyc na codzien i wiesz ze to jest nie feer w stosunku do Swojego.Moze pora Swojego zaprosic na spacer i powiedziec mu o tym,reakcja moze byc tragiczna,moze bardzo jest za Toba,przekonasz sie.Uwolnisz sie najprawdopodobniej od problemu ktory Ci doskwiera,moze lepiej zyc bez niego.Odpisz jak mozesz.
w sumie nie bardzo rozumiem. sama piszesz że masz fajny związek, rozmowy seks itp. więc po co szukałaś przygody w sieci? piszesz żebyśmy wyluzowały i dały swoim mężczyzną bez stania im nad głowami, spokojnie pisać z innymi kobietami. bo to takie niewinne. a póżniej piszesz że uprawiasz cyberseks bo chciałaś bliskości. broń boże nie potępiam, chciałabym tylko zrozumieć, bo faktycznie faceci często tłumaczą się tak jak ty piszesz.:-)
Jeśli chodzi o seks to było raptem kilka razy przez całą znajomość. Potrzeba bliskości wynikała w danej chwili z właśnie TĄ osobą.
Ja nie szukałam przygoday w sieci; początki internetu w Polsce, wiele osób wchodziło na czat zobaczyć co to jest...siedziała tam wtedy garstka ludzi.
Cóż, sumując tu moje przemyślenia na powyższy temat:
Autorka sugeruje, że w swoim małżeństwie jest szczęśliwa, zaspokojona, a znajomość, którą od lat kontynuuje nie ma znamion - jej zdaniem - czegoś złego, jakiejś zdrady...
Jednak po wszystkich szczegółach, jakie w trakcie dyskusji tutaj się pojawiły, napiszę: to jest zdradą.
Nie jest to niewinna znajomość, bo raz - małżonek nie wie o tym, czyli to istnieje za jego plecami (to nieuczciwe wobec niego), dwa - związanie emocjonalne z innym mężczyzną, "uprawianie wirtualnego seksu" (jak zwał tak zwał, ale zawsze) to też już zdrada, bo w takich momentach nie masz przed oczami mężczyzny, z którym jesteś
Niestety, sugestia autorki, iż niekoniecznie należy dopatrywać się czegoś złego i niepokojącego w przesiadywaniu "w necie" naszego partnera/partnerki - zostały przez nią samą obalone. Tym samym wątek tylko potwierdził regułę, iż niewinne czatowanie, rozmawianie, kontaktowanie się z innymi poprzez internet bardzo często staje się zalążkiem zdrady (fizycznej - gdy dochodzi do spotkań w realu) lub emocjonalnej (tak jak w przypadku autorki). To też świadczy jeśli nie tyle o podwójnej osobowości (na co obrusza się autorka), to o dwóch twarzach, jednej niewinnej dla męża, drugiej dla obcego mężczyzny...
Do autorki: skoro Twoim zdaniem, ta znajomość, ten kontakt nie jest niczym złym, niczym uderzającym w Twoje małżeństwo - powiedz o tym małżonkowi i pokaż mu wszystko
Sama widzisz...
Ja nie sugeruję, piszę jak jest.
Czy idąc pod prysznic i "robiąc sobie dobrze" masz przed oczami Monicę Bellucci, to już zdrada? Według Ciebie tak. Jeśli będzie śnił mi się Banderas i podczas snu osiągnę orgazm? Też zdrada?
A dlaczego ja mam mówić mężowi? Nie mam takiej potrzeby, którą mi tutaj wmawiacie....
Ja nie przyszłam tutaj po poradę, ani po rozgrzeszenie. Opowiedziałam tylko swoją historię.
Bardzo delikatnie Ci opisze moje odczucia jako facet,tak bardzo jestem za Swoja ze moze probowalbym wybaczyc Jej jakis nieprzemyslany wyskok,ale tylko gdyby usiadla na przeciwko mnie i sama powiedziala ze gdzies sie chwilowo pogubila i ze popelnila makabryczny blad.Nie chodzi tu o przeprosiny i upokorzenie sie,mozna w jakims amoku zrobic cos wyjatkowo glupiego ale nalezy o tym powiedziec otwarcie i wprost i to samemu.Kontynujac niestety nigdy nie wybaczyl bym zdrady psychicznej ktora trwala 13 lat,bez wzgledu na cokolwiek czego moglbym zalowac do konca zycia,wywalilbym za drzwi i calkowicie z mojego zyciorysu.Mojej nigdy nie trzymalem jak ptaszka w klatce,miala swobode spotkac sie z przyjaciolkami kiedy tylko chciala,auto swoje do dyspozycji,kompletny luz,kase w schowku aby ewentualnie po drinku wrocic Taxi.Moje odczucie jest takie ze taka zdrada "wyrwala by mnie z butow',mysle ze domyslam sie powodu dlaczego ten temat poruszylas na forum,musisz z tym zyc na codzien i wiesz ze to jest nie feer w stosunku do Swojego.Moze pora Swojego zaprosic na spacer i powiedziec mu o tym,reakcja moze byc tragiczna,moze bardzo jest za Toba,przekonasz sie.Uwolnisz sie najprawdopodobniej od problemu ktory Ci doskwiera,moze lepiej zyc bez niego.Odpisz jak mozesz.
To jak Ty postąpiłbyś ze "Swoją" to jest Twoja sprawa i Twoje życie.
Ja problemu nie mam, od niczego nie muszę się uwalniać.
mysterious_woman napisał/a:Czy to jest miłość? Chyba tak
Mysterious, mam prośbę o opisanie co konkretnie masz na myśli pisząc słowo MIŁOŚĆ w obu przypadkach.
Piszesz, że kochasz swojego męża, macie udany seks, rozmowy, tyle że wkradła się rutyna.
Piszesz też, że kontakt netowy to NIC TAKIEGO a potem, że kochasz swojego znajomego z netu i właściwie to z nim też uprawiasz seks (tylko wirtualnie).Moim zdaniem szafujesz słowem KOCHAM na lewo i prawo - a tak na prawdę kochasz tylko samą siebie i Twoim celem jest zaspokajanie własnej próżności i zachcianek nie zwracając uwagi na konsekwencje. Nie dbasz o swój związek z mężem (skoro jest rutyna), nie dbasz też o to by rozwinąć związek z mężczyzną którego poznałaś w necie (może to on nie chce). Bawisz się jednak uczuciami obu i ekscytuje Cię, że tak długo to trwa i nic się nie wydało. Mylę się?
Czy to potępienie?
Nie, tylko mam nieodparte uczucie żenady, jak ktoś może się chełpić publicznie ze swojego zakłamania.
Psycholog? Raczej marny z Ciebie i pewnie jesteś bardzo młoda jeszcze.
Miłości nie da się zdefiniować.
A kochać siebie samego należy żeby być szczęśliwym.
Do próżności to mi jest bardzo daleko....
Nigdy nie miałam zamiaru rozwijać netowej znajomości.
Czy się myslisz? TAK
Nie trzeba być psychologiem żeby widzieć jakie świństwo robisz mężowi.
Próbuję pojąć, ale nie potrafię, jak możesz być jeszcze z tego powodu szczęśliwa.
No cóż - każdy ma prawo żyć jak chce.
mysterious_woman : sny są niekontrolowane, a nasze życie moze być przez nas samych, przynajmniej do jakiegoś stopnia ,więc trudno to porównywać:)
Tak, opowiedziałaś swoją historię, ale.....w jakim celu?
44 2012-05-13 21:45:07 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2012-05-13 22:18:52)
...Tak, opowiedziałaś swoją historię, ale.....w jakim celu?
Właśnie, w jakim?
Twoje słowa z pierwszego wpisu: "...Nie mnie to oceniać, ale to nie zawsze jest tak, że to jest złe...W małżeństwie nie brakuje mi niczego, ani seksu, ani rozmów...Nikomu nie robimy krzywdy..." świadczą o Twoim dość specyficznym spojrzeniu na kwestię internetowych znajomości w świetle własnego związku. Uznajesz, iż nie zawsze to jest złe i - jak się domyślam - masz na myśli własną historię. Głosisz, że niczego w małżeństwie Ci nie brakuje - skąd zatem potrzeba kontaktu z obcym facetem i bliższe, choć wirtualne, zażyłości z nim?
Wybacz, ale - podobnie jak Catwoman - zastanawiam się po co opisałaś tą historię? Mimowolnie stałaś się jedną z wielu tu osób, które zetknęły się w swoim życiu z nieuczciwością partnera życiowego... Aczkolwiek, w Twoim przypadku, ta nieuczciwość jest Twoim własnym dziełem.
Uważasz, że nikomu nie robicie krzywdy...
Może przekonaj się, czy rzeczywiście nikomu... Powiedz mężowi, a tamten mężczyzna niech powie własnej żonie. Jeśli obie te nieświadome dotąd niczego osoby uznają, że w nich to nie uderza - możesz dalej sądzić, że "nikomu krzywdy nie robicie".
P.S.
Nie obruszaj się tak na liczne słowa krytyki Twojego postępowania i sposobu patrzenia na zagadnienie przez Ciebie poruszone. Wszyscy wyrażają tu tylko własną opinię, emocje...
Być może, gdybyś napisała to wszystko w innym tonie, bez poddawania w wątpliwość zasadności doszukiwania się czegoś negatywnego w internetowych "znajomościach", gdybyś sama wyraziła jakiekolwiek wątpliwości względem własnego postępowania, wreszcie - gdybyś nie pisała święcie przekonana o niekrzywdzeniu nikogo...? Reakcje tu piszących byłyby inne. A tak - swoim tonem, swoimi przekonaniami wzburzyłaś krew niektórym osobom
I w jakiś sposób sama zdeprymowałaś czytających do słów ...potępienia ![]()
Catwoman napisał/a:...Tak, opowiedziałaś swoją historię, ale.....w jakim celu?
Właśnie, w jakim?
Twoje słowa z pierwszego wpisu: "...Nie mnie to oceniać, ale to nie zawsze jest tak, że to jest złe...W małżeństwie nie brakuje mi niczego, ani seksu, ani rozmów...Nikomu nie robimy krzywdy..." świadczą o Twoim dość specyficznym spojrzeniu na kwestię internetowych znajomości w świetle własnego związku. Uznajesz, iż nie zawsze to jest złe i - jak się domyślam - masz na myśli własną historię. Głosisz, że niczego w małżeństwie Ci nie brakuje - skąd zatem potrzeba kontaktu z obcym facetem i bliższe, choć wirtualne, zażyłości z nim?
Wybacz, ale - podobnie jak Catwoman - zastanawiam się po co opisałaś tą historię? Mimowolnie stałaś się jedną z wielu tu osób, które zetknęły się w swoim życiu z nieuczciwością partnera życiowego... Aczkolwiek, w Twoim przypadku, ta nieuczciwość jest Twoim własnym dziełem.
Uważasz, że nikomu nie robicie krzywdy...
Może przekonaj się, czy rzeczywiście nikomu... Powiedz mężowi, a tamten mężczyzna niech powie własnej żonie. Jeśli obie te nieświadome dotąd niczego osoby uznają, że w nich to nie uderza - możesz dalej sądzić, że "nikomu krzywdy nie robicie".
P.S.
Nie obruszaj się tak na liczne słowa krytyki Twojego postępowania i sposobu patrzenia na zagadnienie przez Ciebie poruszone. Wszyscy wyrażają tu tylko własną opinię, emocje...
Być może, gdybyś napisała to wszystko w innym tonie, bez poddawania w wątpliwość zasadności doszukiwania się czegoś negatywnego w internetowych "znajomościach", gdybyś sama wyraziła jakiekolwiek wątpliwości względem własnego postępowania, wreszcie - gdybyś nie pisała święcie przekonana o niekrzywdzeniu nikogo...? Reakcje tu piszących byłyby inne. A tak - swoim tonem, swoimi przekonaniami wzburzyłaś krew niektórym osobomI w jakiś sposób sama zdeprymowałaś czytających do słów ...potępienia
Mam wrażenie, że zasiada tu "loża psychologów" ![]()
Czekają, aż zgłosi się ktoś po poradę. Namiętnie wpierają: "gdybyś sama wyraziła jakiekolwiek wątpliwości względem własnego postępowania" oj tak....my pomoglibyśmy! doradzilibyśmy:)
Opowiedziałam bez celu. Nie szukam wsparcia, bo go nie potrzebuję.
Chciałam Wam uświadomić, że takie rzeczy się zdarzają i nie macie na nie wpływu.
Pozdrawiam
Mam nadzieję, że tylko takie grzechy posiadacie jak ja;)
Chciałam Wam uświadomić, że takie rzeczy się zdarzają i nie macie na nie wpływu.
PozdrawiamMam nadzieję, że tylko takie grzechy posiadacie jak ja;)
Mam jeszcze gorsze niż Ty. Nie trafiłaś do internatu dla grzecznych panienek ... nie jesteś jedyna.
Dzięki, że podzieliłaś się swoją ekscytującą przygodą. Niczego to nie wniosło w moje życie :-)
A JA UWAŻAM ŻE NIEROISZNIC STRASZNEGO JESLI MĘŻA NIE ZDRADZIŁAŚ.CZASEM CZŁOWIEK POTRZEZBUJE POROZMAWIAĆ Z KIMŚ INNYM.JA TEŻ JESTEM MĘŻATKA I MAM TAKIEGO KOLEGE Z KTORYM MOGE POPISAĆ NA GG GDY JEST MI ŻLE ,SMUTNO,GDY NIEMOGE SIE DOGADAC Z MĘŻEM.
...Opowiedziałam bez celu. Nie szukam wsparcia, bo go nie potrzebuję.
Chciałam Wam uświadomić, że takie rzeczy się zdarzają i nie macie na nie wpływu.
Pozdrawiam
Mam nadzieję, że tylko takie grzechy posiadacie jak ja;)
Nie musisz nikomu tu niczego uświadamiać ![]()
Gdyby ta znajomość była tylko przyjacielska to co innego.Jestem ciekawa czy gdyby Twój mąż tez miał taką znajomość to czy nie miałabyś nic przeciwko temu?
Gdyby ta znajomość była tylko przyjacielska to co innego.Jestem ciekawa czy gdyby Twój mąż tez miał taką znajomość to czy nie miałabyś nic przeciwko temu?
Oto doskonałe pytanie
Podejrzewam, że to byłby już problem... A gdyby autorka zorientowała się, że małżonek uprawia - co prawda wirtualnie, ale jednak - seks ze swoją internetową znajomą, BYŁBY DRAMAT I ROZPACZ. I wpis byłby w zupełnie innym dziale i w innym tonie
Chyba, że autorkę oczekującą tolerancji takie coś we własnym związku po prostu "ryra" i nie byłoby problemu. Ale to temat na zupełnie inną dyskusję...
Pozdrawiam ![]()
inna1 napisał/a:Gdyby ta znajomość była tylko przyjacielska to co innego.Jestem ciekawa czy gdyby Twój mąż tez miał taką znajomość to czy nie miałabyś nic przeciwko temu?
Oto doskonałe pytanie
Podejrzewam, że to byłby już problem... A gdyby autorka zorientowała się, że małżonek uprawia - co prawda wirtualnie, ale jednak - seks ze swoją internetową znajomą, BYŁBY DRAMAT I ROZPACZ. I wpis byłby w zupełnie innym dziale i w innym tonie
Chyba, że autorkę oczekującą tolerancji takie coś we własnym związku po prostu "ryra" i nie byłoby problemu. Ale to temat na zupełnie inną dyskusję...
Pozdrawiam
Kosmiczny zaskakuje mnie przewidywalnością co by było gdyby?:))) Gdybym nie wiedziała, nic by nie było. Gdybym się dowiedziała, nie jestem kobietą, która robi dramat z niczego i nie wypłakuję się na forach:)
A ja zastanawiam się co facet robi na kobiecym forum?;) Starasz się być alfą i omegą. Podejrzewam jakieś braki w życiu osobistym:)
Kosmiczny zaskakuje mnie przewidywalnością co by było gdyby?:))) ... A ja zastanawiam się co facet robi na kobiecym forum?;) ...Podejrzewam jakieś braki w życiu osobistym:)
No proszę, przejrzałaś mnie...
mysterious_woman jestem daleka od oceniania i wierzę, ze jesteś szczęśliwa w małżeństwie, jednak tytuł jaki wybrałąś dla tego wątku wskazuje na pewną świadomość winy - albo chciałaś ubiec nastawienie czytających, jednak już pisząc "Pewnie zostanę potępiona.." nastawiasz ludzi na wyrażenie skrajnej opinii.
piszesz: "Czy to jest miłość? Pewnie tak ale inna...ukryta"- jak sądzisz, jak odebrałby to Twój mąż gdyby to przeczytał? Tu nie chodzi o nas- czytających. ustal z mężem, czy tak jak piszesz" NIKOGO NIE RANIMY"-odnosi się też do twojego męża, jeśli tak, nie ma w ogóle problemu:)
54 2012-05-18 15:10:09 Ostatnio edytowany przez november (2012-05-18 15:47:25)
Kiedy czytam to, co autorka wątku ma do powiedzenia, to jakoś czuję się trochę zbulwersowana tym, że można tak łatwo i z taką normalnością podchodzić do spraw, które utarły się, podkreślam to "utarcie się", w społeczeństwie. Kompletnie nie potrafię takiego zachowania zrozumieć. Być może mam zupełnie inaczej ukształtowany system wartości. Być może, gdyby takie zachowania były ogólnie uznane za "normalne" to nie byłoby w tym nic dziwnego. Dla mnie jest, przede wszystkim dlatego, że istnieje ta tajemnica. Że jest to 13 lat ukrywania czegoś. To taki... nie wiem, brak lojalności? Ja bym to chyba tak nazwała. Zresztą ten cyber-sex to też sex, czyli zdrada. I emocjonalna, i w jakiś sposób fizyczna.
mysterious_woman Co byś czuła, gdybyś dowiedziała się, że przez ten cały czas facet np. sypia z inną kobietą i nic o tym nie wiesz?
Chciałam uświadomić kobietom, że kiedy mężczyźni czasem posiedzą na gg czy na czacie, to nie znaczy, że nie kochają Was, że już nie jesteście atrakcyjne dla nich itd. Jeśli w związku jest wszystko na swoim miejscu, to na to można przymknąć oko. Chyba, że nie jest ok. Wtedy nie upilnujemy i tak, niestety.
Jeszcze ta jedna sprawa - to chyba nie jest tak, że każda kobieta ma zakodowane, że jeśli facet siedzi przy kompie i flirtuje z inną kobietą, rozmawia, poświęca jej czas, to na pewno jest dla niego nieatrakcyjna. Sądzę, że to w tych momentach nie jest istotne - przynajmniej dla mnie by nie było. Jeśli czułabym, że facet mnie zdradza (nie mówię o tym, że gada z kimś faktycznie jak ze znajomą, bez seksu itp.) to po prostu nie zastanawiałabym się czy przestałam być dla niego atrakcyjna. Miałabym to już gdzieś. Po prostu nie chciałabym być już z takim facetem.
Mówisz, autorko wątku, że chciałaś uświadomić kobietom, że jak facet posiedzi na czacie itp to nie koniecznie ich nie kocha czy nie są atrakcyjne, ale sądzę, że wiele kobiet ma podobne zdanie. Problem w tym, że to co dzieje się w Twoim przypadku, dla większości z nas, z tego co tu widzę, jest rzeczą co najmniej trudną do zrozumienia, jeśli już nawet niemożliwą do zaakceptowania... Po prostu nie wiem co o tym myśleć.
november powtarzasz się, takie pytania już padły ![]()
Autorka jest święcie przekonana że zdrada w sieci nie może się równać ze zdradą w realu i dopuki jej mąż nie ma o tym pojęcia to wszystko jest w najlepszym porządku, poniważ nikt nie cierpi, wszyscy są szczęśliwi. Mysterious-woman wydaje mi się że do tej pory bardzo dobrze udawało ci się odsuwać ta myśl od siebie - myśl że to jednak zdrada. Nikt cię nie potępia, staramy się racjonalnie pojąć to co napisałas. Chciała bym zebys odpowiedziała nam, a może bardziej sobie, na pytanie czy według Ciebie zdradzasz męża skoro czasem uprawiasz z tamtym cyberseks? Czy można kochać dwóch mężczyzn równoczesnie taką samą miłością? Kim jest dla ciebie tamten mężczyzna? Przyjacielem, kochankiem, bratnią duszą i co ma takiego, czego nie ma twój mąż że pragniesz kontatu z nim?
november powtarzasz się, takie pytania już padły
Prześledziłam wątek, ale takie uszło mojej uwadze. Poza tym - jak to "powtarzasz się"? Zabrałam głos w tej dyskusji pierwszy raz i powiedziałam to, co miałam do powiedzenia.
november czasem trudno przeczytać cały wątek jeśli on jest długi, ale przeczytaj chociażby kilka wypowiedzi nad twoją, zobaczysz jakie ludzie zadają pytania.
Oczywiście, że masz prawo się wypowiedzieć, zresztą o to chyba autorce wątku chodziło ![]()
november czasem trudno przeczytać cały wątek jeśli on jest długi, ale przeczytaj chociażby kilka wypowiedzi nad twoją, zobaczysz jakie ludzie zadają pytania.
Oczywiście, że masz prawo się wypowiedzieć, zresztą o to chyba autorce wątku chodziło
Widzę, że są podobne - przecież wątek wokół takich pytań i takich kwestii oscyluje. Mnie interesuje konkretnie odpowiedź na tak postawione pytanie.