ostatnio ciężko mi się dogadać z moją współlokatorką. konflikty dotyczą najróżniejszych drobiazgów (dzielimy jeden pokój), jednak nie wiem już jak mam z nią rozmawiać. Kiedy np. proszę ją by wyłączyła muzykę, bo boli mnie głowa ścisza ją jedynie. Kiedy chcę się uczyć krzyczy coś do sąsiadek z innego pokoju... moje prośby nie zawsze skutkują, a ja nie chcę się kłócić o bzdury. Złości się na mnie o podobne drobnostki (np. ja nie segreguję śmieci, ona tak więc krytykuje moje zachowanie), nie wiem jak unikać konfliktów w tego typu relacji.
Raz nawet wyrzuciła moją rzecz do śmieci "bo jej się nie podobała", kiedy próbowałam z nią o tym rozmawiać śmiała się... najgorsze jest to, że to ja wychodzę zawsze na tę której coś nie pasuje, bo ona umie to wszystko tak rozegrać...
każda rada będzie dla mnie cenna. Czuję, że to ja jestem tą złą w tej relacji i że to ja wszystko psuję i źle mi z tym wszystkim..
Podobne tematy
Ja mam wrażenie, że ona chce się Ciebie pozbyć i mieć pokój na siebie. Jest idealnym przykładem chodzącej wredoty i chamstwa, także ja sama radziłabym Ci wyprowadzić się stamtąd, bo dłużej tak nie pociągniesz, staniesz się nerwowa i sfrustrowana. Nie ma co szargać sobie nerwów na dziecinną egoistkę, jaką jest Twoja obecna współlokatorka.
Jeśli rozmowa nie pomaga, to krótko, zwięźle i na temat. Ton stanowczy, konkretny i spokojny: "ja w Twoje sprawy się nie wtrącam i uwierz mi, że bardzo będę Ci wdzięczna, jeśli Ty moje rzeczy i poglądy zostawisz w świętym spokoju".
Mieszkanie w jednym pokoju z drugą osobą jest NIEZWYKLE trudne. Nie ma naprawdę wyjścia byście mogły mieszkać oddzielnie?
nie bardzo, zresztą nawet jeśli to zaproponuję czy też jakoś zacznę za tym chodzić będę znowu TĄ NIEDOBRĄ co ciągle coś chce.
nie bardzo, zresztą nawet jeśli to zaproponuję czy też jakoś zacznę za tym chodzić będę znowu TĄ NIEDOBRĄ co ciągle coś chce.
Jeśli tobie jest niedobrze, jej niespecjalnie komfortowo, to nie ma co się zastanawiać nad tym jak będziesz odebrana. Bo tak się raczej przez całe studia żyć nie da.