Chcę napisać o swoich trudnych relacjach z dorosłym synem, ponieważ nie radzę sobie.
Mam 56 lat, mój syn 26 lat. 10 lat temu rozstałam się z moim byłym mężem, który był alkoholikiem, rozwiodłam się i zostaliśmy sami z synem w dużym domu. 3 lata uczestniczyłam w terapii dla współuzależnionych, ponieważ byłam w bardzo złym stanie.
Cały ciężar wychowania syna i utrzymania domu spoczywał na mnie, wzięłam drugą pracę, starałam się synowi zapewnić jak najlepsze warunki.Były maż nie płacił alimentów, bo gdy rozwodziliśmy się syn miał już 19 lat, właśnie zdawał maturę i nie był gotowy ,aby o nie wystąpić. Chodził do renomowanego liceum.Już w liceum syn zaczął mieć problemy z alkoholem, chyba palił trawkę.Dostał się na studia, ale musiałam za nie płacić. Dalej mieszkaliśmy razem, ale mijaliśmy się, ja dużo pracowałam, wyjeżdżałam. Z czasem było w nim coraz więcej agresji i coraz trudniej nam było rozmawiać .Syn nigdy nie miał czasu dla domu, w niczym mi nie pomagał, wręcz przeszkadzał, teraz wiem ,że powinnam wtedy postawić granice. Rozbił mój nowy samochód, ale w sumie nigdy nie poniósł żadnych konsekwencji.Relacje syna z jego ojcem, były sporadyczne.Rok temu dowiedzieliśmy się,że ojciec syna umiera na raka
Kiedy 5 lat temu poznałam mojego obecnego partnera, chciałam powoli żyć swoim życiem. Zdecydowaliśmy 4 lata temu,że zamieszkamy razem w moim domu, rozmawiałam o tym z synem.Syn od początku był bardzo negatywnie do niego nastawiony, na początku nie wyraził zgody, ale łudziłam się, ze może damy radę. Mój partner w niczym się do niego nie wtrącał.
Relacje syna z jego ojcem, były sporadyczne.Rok temu dowiedzieliśmy się,że ojciec syna umiera, wspierałam syna jak mogłam, pojechałam z nim na pogrzeb.
Znowu syn był w trudnej sytuacji ,wymagającej ochrony: śmierć ojca, dyplom, egzaminy na aplikacje, szukanie pracy.
Niestety jego agresja i żądania wobec nas nasilały się .W końcu syn zaczął ubliżać mojemu partnerowi ( 65lat), ten dał się sprowokować, uderzył go, doszło do przepychanki na moich oczach, syn wezwał szybko policję i mój partner trafił na kilka dni do aresztu! Szok.Rodzina stanęła po stronie syna.Syn założył przeciwko niemu sprawę, którą na moją prośbę po tym wycofał, pod warunkiem, że nie chce go widzieć w moim domu. Mój partner został w zasadzie wyrzucony.
Jednocześnie syn dostał pracę w odległym mieście, cały czas mu pomagam,może nie tak jak on oczekuje, ale tak jak mogę i potrafię. Widuję go sporadycznie, nie chce ze mną o tym rozmawiać.
W końcu doszłam do wniosku, że mam prawo mieszkać z kim chcę w moim domu i chcę jeszcze raz ułożyć sobie życie.
CZY MAM DO TEGO PRAWO? CZY MAM UCIEKAĆ Z MOJEGO DOMU?
Boję się , ale już podjęłam decyzję. Chcę żyć swoim życiem.