Mam pewien problem, właściwie dyskomfort psychiczny, coś co sprawia że nie czuję się zbyt dobrze. Mam nadzieję, że podpowiecie mi coś mądrego, coś co pozwoli spojrzeć na sprawę inaczej.
Jestem Karolina, mam 23 lata i mieszkam z rodzicami i 10-letnią siostrą. Mam super rodzinkę, bardzo się kochamy i wszystko układa nam się dobrze. Jak widzicie, między mną a moją siostrą jest dość spora różnica wieku, a że w domu oprócz niej są jeszcze de facto 3 dorosłe osoby, siostra jest naszą "maskotką". ![]()
Nadszedł jednak ten czas, kiedy skończyłam studia i oświadczył mi się mój narzeczony. Chcemy wziąć za rok ślub i razem iść przez życie. Postanowiliśmy zamieszkać u niego w mieście, ponieważ tam będziemy mieli większe możliwości na start (własny dom). Tak, czy siak nadszedł czas, żebym wyprowadziła się z domu. O ile wiem, że rodzice podchodzą do tego rozsądnie, wiadomo że jakieś emocje są zarówno u nich, jak i u mnie w związku z tym przełomowym momentem "wyjścia z gniazda", o tyle martwię się trochę jak zniesie to moja siostra. Ja i rodzice jesteśmy dorośli, rozumiemy że tak już jest, że dorosła osoba opuszcza dom rodzinny, żeby założyć własny - wiadomo. Ale moja siostra jest bardzo wrażliwa i do tego jest jeszcze dzieckiem, martwię się o nią.
Jesteśmy tylko we 2, nie mamy więcej rodzeństwa. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że oboje moi rodzice pracują w niezbyt normowanych godzinach (na "dyżurach") - więc często jest tak że jednego/albo obojga z nich nie ma w domu przez cały dzień, lub przez całą noc. Do tej pory jakoś ustawialiśmy w trójkę (rodzice i ja) swoje grafiki tak, aby zawsze ktoś był z młodą w domu - tzn grafik ustalała moja mama, tata nie ma takiej możliwości - ma z góry planowane dyżury z dnia na dzień (więc nie można nic zaplanować z wyprzedzeniem), a ja nie pracowałam, tylko studiowałam więc jak rodziców nie było wieczorem/w nocy to już nie wychodziłam nigdzie ze znajomymi, tylko siedziałam sobie z siostrą. W sumie siostra nie jest już przedszkolakiem - ma 10 lat, ale jednak mimo to w domu pełnym dorosłych osób, jest naszą "małą", o której się myśli i planuje czas tak, by zawsze ktoś z nią był (zostawała sama góra na 2-3 godziny w dzień).
W związku z tym, że mam wziąć ślub, usamodzielnić się i wyprowadzić z domu martwi mnie, jak zniesie to moja siostra. Oczywiście ona już wie, ale sama z siebie w sumie nic nie mówi. Czasem tylko tak niby żartem, niby serio mówi "nie puszczę Cię", ale widać, że wie iż moja wyprowadzka w ciągu roku stanie się realną. Moja siostra jest bardzo wrażliwa, przeżywała strasznie jak tata pracował na nocki, ogólnie jak coś to zaraz płacze i się rozkleja. Kiedy moi rodzice zaczynają przy niej temat mojego ślubu, chcąc ją jakoś przygotować, w sensie "jak Karola wyjdzie za mąż to się wyprowadzi", "jesteś już dużą dziewczynką i mogłabyś zacząć w końcu sama zostawać w domu" to widać po siostrze, że przeżywa to w sobie. Uśmiecha się, ale widać że jest to uśmiech przez żal.
Jest mi strasznie przykro. Wolałabym, żeby już była tą zbuntowaną 15 latką, która tylko marzy aby w końcu mieć wolną chatę. Martwię się o nią, nie chcę żeby cierpiała. Sama przeżyłam 3 letnie rozstanie z tatą [wyjazd za granicę] jak byłam jeszcze mniejsza, niż ona i wiem jak boli wyjazd najbliższej osoby.
Z drugiej strony wiem, że nie powinnam tragizować. Wiadomo, że z początku będzie inaczej, będzie tęsknota, ale przecież 170km to nie Ameryka. Ostatecznie każdy ma swoje życie, siostra dalej zostaje w naszym ciepłym, pełnym miłości domu, razem z obojgiem rodziców, a my będziemy się odwiedzali. Przecież nie mogę czekać ze ślubem, z własnymi planami na życie, aż siostra dorośnie, bo wtedy ja obudzę się z palcem w nocniku. Wiem też, że młoda nie może być całe życie chowana pod kloszem, uczona że każdy dostosowuje życie do niej, bo w końcu się to obróci na złe. Ja to wszystko wiem, tylko jak wyobrażę sobie moją, małą siostrzyczkę która za mną tęskni to aż serce pęka.
Nie wyprowadzam się dziś, ani jutro. Ślub dopiero za rok, wyprowadzka za rok, lub wcześniej - w zależności od tego, czy znajdę tam wcześniej pracę. Jest jeszcze czas, aby się przygotować.
Napiszcie mi coś mądrego, poradźcie. Może ktoś z Was miał podobną sytuację. A może ktoś był właśnie tą małą siostrzyczką/braciszkiem, które przeżywało (bądź nie przeżywało) odejścia z domu rodzeństwa.