Hej, jestem Maja, dziewczyny potrzebuje świeżego spojrzenia na swoją sprawę bo sobie nie radzę.. Minęły już 3 lata od mojego rozstania a ja ciągle nie umiem. Sobie z tym poradzić. Od początku. Byłam z NIM 5 lat, zaczęliśmy że sobą w wieku 20 lat, byliśmy bardzo młodzi i bardzo się kochalismy, po roku z jego strony wyszlo małe kłamstwo (kontakt na studiach z inną ale bardzo luźny nic szczególnego) mimo to mnie to bardzo zabolało że po prostu kłamał bo tego nie cierpię, mój ojciec wiecznie oklamywal mamę. Nasza relacja była bardzo intensywna, często wyjezdzalismy razem, byliśmy jak papużki nierozlaczki, generalnie każdy uważał że jesteśmy dla siebie stworzeni. Po dwóch latach bardzo poważnie zachorował, byłam przy nim, ale jego mamie się to zaczęło niepodobac (jedynak) i zaczęła otwarcie mu mówić że ja nie jestem dla niego, że ona sobie inną wymarzyla dla niego, że jestem wgl za wysoka i takie powody od czapy na które nie miałam wpływu.... Przestałam do niego przychodzić do domu, ale generalnie na nas to nie wpłynęło, nadal było cudownie on był bardzo kochany, troskliwy.. Jedynie te kłamstwa raz na jakiś czas wychodziły ale w bardzo blahych sprawach. Po jakimś czasie zaczęło się psuć.. Generalnie jak zaczął sobie dorabiac.. Nie miał czasu dla mnie, zaczęliśmy rzadziej się spotykać.. Potem skończyliśmy studia, ja chciałam czegoś więcej, zamieszkać razem, a on twierdził że szkoda kasy bo jak po mieszkamy dalej u rodziców to szybciej się wybudujemy. Ze na zaręczyny też nie bardzo jest gotowy itp.. Ja miałam trudna sytuacje w domu o której wiedział i wiedział że potrzebuję się z niego uwolnić bo jestem DDA i bardzo to na mnie wpluwalo. Byliśmy ze sobą 5 lat. Coś się we mnie wtedy zmieniło, czułam się przygnebiona, kochałam go więc dla mnie zamieszkanie razem, podczas gdy zarabiamy już na siebie, mamy te 25 lat było czymś normalnym.. On <stawiał pracę na pierwszym miejscu i w niedziele albo weekend wyjezdzalismy i wtedy był dla mnie cały i rozpieszcza jakby chciał to zrekompensować? Na ostatnich wakacjach na plaży nadepnelam na strzykawke.. Igła wbila mi się w stopę, poleciał trochę krwi. Nie wiedziałam jak zareagować, wystraszylam się, poczytałam i kazałam mu się zawieźć do szpitala zakaznego, okazało się że muszę mieć po pół roku badania kontrolne czy nie zarazilam się WZW typu C czy HIV.. Nie muszę wam mówić jaka byłam przerażona.. Płakałam dwa dni na wyjeździe aż on mi powiedział żebym nie marnowala wyjazdu, bo i tak już nic nie zrobię z tym i że będzie dobrze.. Udawała więc że jest ok a w środku byłam przerażona.. Wtedy już zupełnie zaczęło się psuć, zaczęliśmy się kłócić częściej.. I generalnie oboje pracowaliśmy, widywalismy się w aucie jadąc do pracy nie zamieniając wiele słów i w niedziele.. I tył.. Nie wiadomo było co dalej.. I wtedy wkroczył mój wieloletni przyjaciel.. Zebym go zostalila, że on na mnie nie zasługuje i że on mnie kocha.. Długo by opowiadać, rozmawiałam wtedy z mamą, która mówiła żebym zrobiła co mi serce mówi bo ostatnie miesiące wyglądam jak wrak człowieka i ciągle płaczę.. Wiec rzuciłam wszystko i zaczęłam się z tamtym spotykać.. A z nim coraz rzadziej.. On nie nalegal na spotkania, ja też przestałam tak jak zawsze i jakoś się po prostu rozeszlo.. Nie było żadnej rozmowy w stylu to koniec itp.. Pamiętam jedynie ze raz zadzwonił że gdzie jestem i płakał żebym wróciła do niego że mnie kocha, że już nie zrani, nie oszuka, nie będzie kłamał.. Tylko ja już wtedy się zablokowałam.. Wiem, to co zrobiłam że się zaczęłam spotykać było złe i do dziś mam za to wyrzuty sumienia.. Suma sumarum wyprowadziła się z domu, ucieklam z miasta rodzinnego i zamieszkałam po paru msc z przyjacielem bo zaiskrzylo między nami.. On o tym wiedział, powiedziałam mu.. Pod koniec miesiąca jak zamieszkałam z tamtym, on wysłał mi mms z piersoonkiem zaręczynowym w pudełku na biurku swojego pokoju z nagrzanym audio "wyjdziesz za mnie?" nawrt nie wiedziałam jak zareagować.. Marzyłam o tym całe życie a on to zrobił od tak po pnostu teraz.. Czułam zazenowanie i rozgoryczenie..on mówił że planował to na wrzesień a my już od lipca byliśmy na znikomym kontakcie.. Potem w grudniu się spotkaliśmy żeby pogadać i on się przyznal _ę we wrześniu był z kumplami, bardzo zapil, nacpal marychy i tańczył na dysce z jakimiś laska i.. Niby tańczył ale niby nie pamięta dokładnie.. To nie był on w moich oczach.. 5 lat w życiu bym go nie podejrzewała o takie rzeczy, o palenie.. To nie ten człowiek.. Wtedy pomyślałem że mu ładnie to wszystko odwalilo.. Generalnie po rozstaniu jakby odzyl.. Zwolnił tempa z pracą, więcej czasu poświęcał na przyjemności, zaczął biegać, kupił motocykl, super ciuchy itp.. A ja po jakimś czasie zaczęłam czuć ogromne poczucie winy że to wszystko to może moja wina, że powinnam mu pozwolić na to pracownie po 12j i że nie powinnam się na to złościć bo sam powinien chcieć się że mną widzieć a nie wymuszac.. I ten telefon jego z płaczem mam do dziś.. Minęły już 3 lata.. Po roku kogoś znalazł, buduje się.. A ja ciągle rozkminiam co się stało.. Jak to się stało, co zrobiłam źle, czy jestem zła.. Ma to duży wpływ na mnie.. Mój związek z przyjacielem przetrwał to wszystko, do tego w między czasie na początku związku a na końcu rozstania doszła mi nieuleczalna choroba.. Czułam jakby to była kara.. Mój partner bardzo się mną zajął, dzięki niemu nadal żyje.. A były jak gadaliśmy po roku nawrt nie spytał o chorobę, jak się czuje.. Pogadaliśmy chwilę, powiedział że się buduje, coś tam parę słów i niej i tyle.. Poczułam że te wszystkie słowa o jego wielkiej miłości były niczym.. Teraz mam duży problem z pojęciem miłości, ciągle mam z tyłu głowy że to też się rozsypie.. Wiem, że nie przeżyłam żałoby po rozstaniu i że za szybko z kwiatka na kwiatek.. Wiem i ciągle o tym myślę.. Nie wiem co robić, nie wiem jak to przetrawic.. Tyle lat mnie już to męczy.. Pomóżcie mi spojrzeć na to innym światłem..
Szukasz odpowiedzi ma pytania na które już nie uzyskasz odpowiedzi. Tez tak tygodnie po rozstaniu myślałem ale to nie miało sensu. U ciebie to trwa już bardzo długo. To tez konsekwencja ze obecny facet nakręcił cię w odpowiedni sposób byś tamto zakończyła i wskoczył na twoje miejsce. To był błąd bo rozstanie to powinna być tylko twoja decyzja bez wpływu osób trzecich. No i teraz masz sytuacje jasna: nie przepracowałaś sama rozstania jak to powinno mieć miejsce i ciagle to masz w głowie.
Sama sobie to zrobiłaś i tyle.
A żeby zacząć sobie radzić musisz po prlstu odpuścić w głowie tamto. I tyle.
No, niezły rollercoaster sobie zafundowałas na własne życzenie. Odpuść rzeczy, na ktore nie masz wpływu i przestań szukac odpowiedzi, których nigdy nie dostaniesz. Żyj, po prostu, przestań oglądać sie za siebie.
Po prostu ciągle się bije z myślami czy to była dobra decyzja.. Wiem, że rychło w czas i sama sobie to zafundowałam.. Zastanawiam się tylko po prostu czemu to wszystko się samo rozpłyneło.. Czemu właśnie nie było tak jak chyba powinno być czyli rozmowa o tym wszystkim i jakieś rozstanie.. Jak po 5 latach związku mogło to wszystko się tak po prostu rozejsc.. Dzień za dniem stopniowo urwać kontakt.. Jak mogliśmy oboje w parę msc tak zmienić się i stosunek ddo tego wszystkiego i przede wszystkim czy to, że on po rozstaniu się tak zmienił to znaczy że przy mnie nie był sobą? Wszedł w zupełna skrajnośc.. Ze mną był wręcz inteowertykiem, nie chodziliśmy na imprezy, na jakieś masowe akcje, wolał siedzieć że mną sam na sam.. Nawrt na święta wolał szybko iść gdzieś żebyśmy byli sami i tyle. A z nową jeździ np. na Woodstock.. Co też się dowiedzialam, co mnie zszokowalo to odwiedził z nią praktycznie wszystkie te same miejsca w Polsce co był ze mną.. Te same plaże, miejscowości w górach, no dokładnie te same miejsca.. Nie rozumiem dlaczego.. Czuję się po prostu tak, jakby nie było dla niego ważne z kim jest, byle by był i robił to co dawniej.. I dlaczego mnie to tyle lat męczy a on widać swietnie sobie z tym radzi jakby nic.. Czy to znaczy że ja się po tym czuje jakby TO była ta miłość a on nie? Czy w takim razie mam wgl szansę żebu to wszystko w końcu jakoś przetrawic i zacząć normalnie żyć czy zmarnowalam sobie do końca już życie na własne życzenie bo lepiej było w tym trwać mimo tego jak to wszystko wyglądało? I wtedy się czułam nieszczęśliwa i teraz też przez to jaki to ma na mnie wpływ.. Łatwo powiedzieć, zapomnij.. Tylko jak.. Zrobiłam już na prawdę wszystko wg zaleceń..
6 2018-12-20 12:16:42 Ostatnio edytowany przez majaem92 (2018-12-20 12:19:16)
I powiem wam szczerze, że po prostu sobie z tym wszystkim nie radze.. Z tym poczuciem, że gdy on bardzo poważnie zachorował, byłam przy nim, przy jego łóżku, przy rehabilitacji.. A gdy w maju ja zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem, zaczęłam kulec to mówił że udaje, żebym nie przesadzala, a ja po prostu miałam zaniki czucia w nogach.. Nie był ani razu ze mną u lekarza, nawet nie pytał jak wiedział,ze byłam.. Był tak pochloniety praca i zafascynowany starszymi kolegami z tej pracy jacy są super że to był jedyny nasz temat.. W związku też wszyscy jego wychwalali że taki dobry bo pracowity itp.. Ja byłam przezroczysta. . Czułam się i do tej pory czuję się nie ważna.. Już pod koniec związku czułam się jak chodzące nic i do tej pory czuję się jak wielkie nic. Po rozpoznaniu choroby przeszlam długa terapię farmakologiczna, ledwo doszłam do pełnej sprawności ale kwestia czasu jak znowu zaatakuje.. I nie miałam wtedy jego wsparcie.. Po roku też o nic nie spytał, mówił praktycznie tylko o sobie jak to sobie nie zaczął żyć, co nie kupił itp.. A ja przez ten czas przestałam kompletnie patrzeć na rzeczy materialne a na ludzi, a zachowania, relacje z drugim człowiekiem.. Grono znajomych stało się po roku choroby bardzo wąskie.. Gdyby nie partner i wsparcie mamy i przyjaciółki nie wytrzymała bym tego wszystkiego psychicznie. Za dużo na raz.. I nadal nie potrafię się odbić od tego mimo, że pozornie wszystko zaczęło się układać.. Boję się, że już do końca życia 5ak będę w tym poczuciu tkwić na własne zyczenie..kiedyś czułam że mogę wszystko, że dojdę własnymi siłami do wszystkiego, kwestia uporu i walki.. A teraz czuję, że nie.. Ze można się starać, marzyć a i tak to nic nie da i tak życie sprowadza do parteru i jest nijakie..
Po co to rozkładasz na czynniki pierwsze? Szczegolnie po takim czasie?
To, ze on sie zmienił nie znaczy, ze wtedy nie był sobą. Sporo czasu minęło, ludzie sie zmieniają, nie stoją w miejscu. A przynajmniej nie powinni stać. Roztrzasasz nic nie wnoszące do Twojego zycia sprawy.
Tak, masz szanse to przetrawić i zacząć normalnie żyć ale dopiero wtedy, gdy przestaniesz te uczucia tak skrupulatnie pielęgnować i sama sobie pozwolisz na zapomnienie.
I dlaczego mnie to tyle lat męczy a on widać swietnie sobie z tym radzi jakby nic.. Czy to znaczy że ja się po tym czuje jakby TO była ta miłość a on nie?
On przerobił żałobę po rozstaniu (wtedy płakał do telefonu, żałował, że nie zdążył się oświadczyć) ty wskoczyłaś od razu w objęcia drugiego i nieprzerobione rozstanie daje o sobie znać. Zwłaszcza, że pewnie twój obecny związek to nie do końca to na co liczyłaś. Pewnie partner cię bardzo kocha, ty go też, dba o ciebie itd ale w pierwszym związku było lepiej. Tak to widzę z opisu.
Obecny partner wie o twoich wątpliwościach? Jeżeli nie, to trochę jest oszukiwany a przecież ty nie lubisz kłamstw...
Po 6 miesiącach od rozstania (gdy ty byłaś z innym) on opowiada ci, że bawił się z jakąś dziewczyną a ty poczułaś się zdradzona? Liczyłaś, że do końca życia będzie do ciebie dzwonił i płakał do słuchawki?
Zostaw już w spokoju te zamknięte drzwi i zajmij się obecnym związkiem, bo ten też rozwalisz. Czasu nie cofniesz. Patrz do przodu.
9 2018-12-20 14:54:34 Ostatnio edytowany przez majaem92 (2018-12-20 15:41:39)
A najlepsze jest w tym wszystkim to, że obecny partner daje mi właśnie wszystko to o czym całe życie marzyłam od zawsze bo nie miałam tego w domu rodzinnym, a to tamten nie. Patrząc na to teraz, z dojrzalszej perspektywy.. Ale przyzwyczaiłsm się do innego życia, wtedy na to tak nie patrzyłam, problemów nie było też tyle i wręcz podziwialam go, że jest taki pracowity do czasu aż to stało się jego głównym celem w życiu.. z roku na rok wszystko było inaczej, priorytety się zmieniły, było bardziej materialistyczne podejście do życia, że trzeba się szybko dorobić, że po co spędzać że sobą tyle czasu jak można wtedy pracować i mieć na różne rzeczy a potem np wyjechać i w weekend odpracować całą więź.. Nie interesować się zbytnio druga osoba.... Pamiętam jak miałam wątpliwości mówiłam mamie, że były mimo wszystko jest dobry, że przecież mnie kocha, a ona na to że więc dlaczego cały czas ostatnio płaczę i co z tego, że będę miała za chwilę piękny dom jak będę w nim sama z dzieckiem z myślami czy pojechał tam gdzie mówił.. I paradoksalnie przez zdrowy rozsądek to wszystko tak się potoczyło i ten kontakt slabl z każdą kłótnia, z każdym kłamstwem i z każdym dniem braku czasu na spotkanie a teraz co... teraz ciężko mi właśnie jakby oswoić się z tą taką normalnością.. Z tym że nie ma kłótni i godzenia się co chwila, z tym że nie muszę się prosić o kontakt czy przytulenie.. Ze pyta co porabiam, czy dobrze się czuje.. Ze ktoś się mną wgl interesuje.. Dla mnie to wszystko jest obce i teraz po prostu dziwne.. Boję się tego, boję się że to jakaś mydlana bajka która zaraz jak minie 5 lat prysnnie znowu jak się zaangażuje bo nic dobrego mi z tego nie przyszło.. Całe swoje 5 lat kompletnie poświęciłam jemu i budowaniu tego związku i teraz czuję jakąś pustkę której nie umiem zmienić.. Jakbym umarła po prostu wtedy.. Nie przypuszczałabym że tak mnie to wyplucze, szczerze, jakbym to wiedziała to wolałabym tkwić w tym..
Partner mnie bardzo kocha, nigdy mnie nie zawiódł i takiego człowieka jak on wiem, że nigdy już nie poznam, jest nadal moim ogromnym przyjacielem, tylko właśnie przez tamten związek boję się, że ja nie jestem zdolna do miłości. Nawrt boję się używać słowa kocham.. Bo czym ono jest w sumie jeśli mówiłam to tyle lat i słuchałam i nagle wszystko pryslo.. Poza tym, czuję się przez to, że tak szybko weszłam z jednego związku w drugi bez konkretnej rozmowy w stylu "to koniec" jakbym...zdradziła? Czuję się złą osobą.. Tłumaczę sobie ze jak setki razy on mnie oklamywal i to tak w oczy jakbyś stał twarzą w twarz z osobą w lesie i ta osoba mówi Ci ze z boku nie ma drzew(Na takiej zasadzie)i umiał przejść do życia normalnego i teraz po rozstaniu też to czemu ja nie potrafię, że też powinnam.. Bez ciągłego obwiniania się co można było zrobić inaczej.. Tłumacze ze nie byłam w stanie kompletnie zaufać już i coraz więcej wątpliwości co do przyszłości to we mnie budziło strach i rychly koniec ale co z tegi.. Teraz mam ten spokój, poczucie bezpieczeństwa, ale nie ma tego czegoś we mnie co napędzało mnie szczęściem.. Nawet te ukochane podróże nie są takie jak kiedyś, ale wiem, że to nie wina partnera tylko mojego patrzenia już na świat.. Bardzo ciężko jest mi wejść na Maxa w coś teraz bo ciągle czuję że to i tak się rozpadnie, że po co się starać i znowu cierpieć..
Obecny partner wie jak najbardziej o wątpliwościach, bo jesteśmy wobec siebie bardzo szczerzy.. Rozumie to tak samo jak wy, że nie przeszłam tej żałoby i rozmawialiśmy też że to szybko wszystko było ale on mi powiedział, że jakbym znowu nic nie zrobiła to zaraz były by przyszedł z kwiatami i płaczem obiecywał że się zmieni i nie będzie kłamał i znowu bym to przyjęła i do kolejnego razu było by ok bo tak było przez ostatnie 3 lata, coraz częściej.. A ja miałam straszną słabość do niego, straszną, uważałam go za Boga, wszystko było najlepsze co powiedział, co zrobił.. Mógł odwalic cokolwiek, a ja po jednym dniu nie wytrzymywalam i chciałam się spotkać, przytulić..
"Polały się łzy me czyste, rzęsiste
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną,
Na mój wiek męski, wiek klęski;
Polały się łzy me czyste, rzęsiste..."
Z upływem lat inaczej kochamy, bardziej dojrzale. Co innego cenimy i np sex w toalecie pociągu nie musi już wygrać ze wspólnym wieczornym serialem.
Na młodość i pierwsze związki przeważnie patrzymy z sentymentem ale to wcale nie znaczy, że jakbyśmy teraz dostali ten sam związek bylibyśmy szczęśliwi.
Jeszcze raz: nie otwieraj już zamkniętych drzwi. Jeżeli w obecnym związku czegoś ci brakuje to po rozmowie z partnerem spróbujcie coś zmienić. Jeżeli jest za bardzo poważnie dorzućcie trochę wariactwa i spontaniczności. Spróbuj dodać do obecnej relacji to co podobało ci się w poprzednim związku ale z głową, żeby nie stracić czegoś co podoba ci się w obecnym.
A gdy znowu były "wejdzie do głowy" przypominaj sobie dlaczego go zostawiłaś, skupiaj się na negatywach.