Witam wszystkie netkobiety. Mam 29 lat, od 3 lat jestem niestety (dziś mogę tak powiedzieć) mężatką. Mam wspaniałego pięcioletniego synka, który jest tak naprawdę moją jedyną wielką radością.
Dwa lata temu zaczęłam chorować na depresję, dodam że zawdzięczam to mojemu mężowi, dla którego żona to tylko jakiś dodatek do jego życia. Może żeby pochwalić się kolegom że ją ma. W tamtym roku leczyłam się u bardzo dobrego psychiatry ale na chwilę obecną nie stać mnie na takie leczenie, ponieważ wizyta to bagatela 150zł, plus leki a leczenie długie... Mój mąż kompletnie nie rozumie tej choroby a co gorsza nawet nie próbuje zrozumieć, ja jestem ciągle smutna, często płaczę, on uważa że mam fochy czy coś w tym stylu. Próbowałam mu tłumaczyć co czuję i że nie robię tego specjalnie...ale cóż dla niego ważniejsi są koledzy, mamusia, tatuś, ich wyjazdy (bo jak ja chcę gdzieś wyjechać z nim i z synkiem to oczywiście nigdy nas na to nie stać), albo on woli zostać itd. Problem zaczął się pojawiać kiedy mój mąż zaczął sobie pozwalać na tzw. codzienne piwko i nie kończy się to na jednym, w dodatku wiem że popala trawkę (kiedyś robił to ciągle) ale oczywiście jak pewnie w wielu przypadkach miało się zmienić po ślubie, po przyjściu na świat dziecka itd. gadanie...:( Dodam, że mój wieczny kawaler nie pracuje od sierpnia ubiegłego roku, ponieważ do tego czasu pracował za granicą a ja miałam dosyć samotnego życia tutaj tylko z dzieckiem i wszystko na mojej głowie. Zjechał jakby pod moim przymusem i siedzi zadowolony w domu, nie wiem jak mam go zmobilizować do żeby wziął się za jakąś robotę, ja pracuję w odzieżowej sieciówce i wiadomo zarobki są bardzo marne a potrzeby ogromne. Staram się dorabiać w weekendy jako fryzjerka ale szkoda mi z kolei czasu, który chciałabym poświęcić synkowi, więc ostatnio zrezygnowałam z dorabiania... To co napisałam to kropla w morzu ale muszę pędzić do pracy. Może macie podobne doświadczenia i jakieś pomysły jak sobie z tym poradzić.
Podobne tematy
Witaj,
wg mnie powinnas zmusic Meza do znalezienia pracy.
Zmusic - to w tym przypadku jest, niestety, dobre slowo.
Szkoda zycia, kobieto, obudz sie, znajdz jakis dzien na refleksje i przemyslenia. No i na jakies decyzje.
Dla mnie zachowanie Twojego Meza jest nie do zaakceptowania.
Majac 29 lat i 5-letniego syna masz (prawie) cale zycie przed soba. W sensie....mozesz w nim wiele zrobic i wiele zmienic.
Pytanie tylko czy nie poswiecasz sie dla dziecka, po to zeby mialo ojca....
Pozdrawiam i ... powodzenia !!
Porozmawiaj z mężem na temat pracy. Jemu to nie przeszkadza, że siedzi na dupie i nic nie robi? Może wjedź mu na ambicje? Zmusić go niestety nie możesz, więc jak on sam nie będzie chciał to niestety w kwestii finansowej nic się nie zmieni.
Co do Twojej depresji...myślałaś o jakieś terapii? Nie możesz tego bagatelizować. Moim zdaniem powinnaś jak najszybciej iść do psychologa - psychoterapeuty. I niekoniecznie musisz mieć kasę, wybierz się do swojego lekarza pierwszego kontaktu i poproś o skierowanie. Terapia na NFZ będzie w Twojej sytuacji finansowej idealnym rozwiązaniem.