Witam. No wiec jestem pierwszy raz na jakimś forum. Szukam pomocy już gdzie tylko mogę. Nie daje sobie rady ze sobą był on dla mnie najważniejszy zawsze miałam lepszy kontakt z tatą niż z mamą a on tak mnie zostawił jeszcze zrobił to w moje 17 urodziny 27 czerwca 2011r to jest dla mnie naprawdę trudne nie umiem sobie z tym poradzić tęsknie za nim był zawsze dla mnie oparciem. Miał tylko 35 lat.
Jeszcze w dodatku szkoła.. nauczyciele ze ja chce na litość ich wziąć a wcale tak nie jest.. Nie mam ochoty chodzić do szkoły ani nic tym bardziej ze atmosfera w klasie jest też straszna że jak bym miała zdać to oni będą się sprzeciwiać. Śni mi się cały prawie cały czas. Nikt mnie nie rozumie co ja czuję że nie umiem się z tym pogodzić.. mówią mi że mam się ogarnąć ze już jest po fakcie. A to się tak nie da a do nich to nie dociera mówią że minęło już wystarczająco czasu.. a ja nie czuje tego. Teraz piszę i płaczę bo brakuję mi już sił.. Każdy przeżywa swoje 18 a ja nawet nie chce o tym słuchać. Dochodzę do książek i płaczę chce ale nie umiem dać sobie z tym wszystkim rady. Nie raz sama już bym chciała odejść po prostu odpocząć bo nie da się tak żyć.
1 2012-04-13 14:52:28 Ostatnio edytowany przez sann06 (2012-04-13 16:18:59)
Podobne tematy
Po tak ciężkiej traumie konieczna jest pomoc psychologa. To, co przeżywasz, to syndrom stresu pourazowego.
Jeżeli jesteś niepełnoletnia, pogadaj z mamą, bo potrzebujesz jej zgody na wizytę u psychologa.
Mojemu byłemu powiesił się ojciec, kiedy mój eks miał 17 lat, także wiem, jak poważny jest to problem.
Proszę, zadbaj o siebie i pozwól sobie pomóc. Nie uporasz się z tym sama - musisz zasięgnąć pomocy fachowca.
3 2012-04-13 17:08:14 Ostatnio edytowany przez sann06 (2012-04-13 17:16:18)
Chodzę do psychologa. Ale nie czuję że jest mi lepiej. Wręcz przeciwnie jest gorzej jeszcze bardziej o tym myślę wszystkim ( jak można powiedzieć że bardziej ) bo nic innego w głowie nie mam.. i idę do psychologa a jest odpowiedź ze no już nic się nie wróci muszę myśleć o sobie i zdać szkołę zacząć się uczyć itp. Tylko że jest jeden problem że o tym wiem ale nie umiem tej bariery pokonać.
Chcę ale płacze przypomina mi się on i nie chce mi się po prostu wracać już do tych książek tylko wyjść z domu i pogadać ze znajomymi co znają moją sytuację od początku i rozumieją. Są tacy komu mogę sie wygadać ale nie liczni.. a chyba najbardziej jeszcze dobija ta szkoła że nie potrafią zrozumieć co przechodzę i co czuję ![]()
Rozumiem co czujesz i wiem przez co przechodzisz. A ludzie często nie potrafią pojąc,zrozumiec czyjegoś cierpienia.
Ktoś kto nie doświadczył podobnej tragedii tak naprawdę nie ma pojęcia co przeżywa tak młoda osoba ,która nagle traci jedną z najbliższych osób.
Też straciłam mojego tatę,miałam 6 lat,tato 30. Jechał motorem ,wjechał pod autobus. Teraz jak to pisze znowu płaczę ,ale wiem,że czasu się nie cofnie.
Wiem ,że jest gdzieś tam w górze i nade mną czuwa. Wierzę ,że jeszcze go zobaczę,jeszcze mnie przytuli i powie mi jak bardzo mnie kocha.
Wierzę, bo niczego już nie da się zrobic, tęsknię. Nie da się wymazac taty z pamięci,zawsze będę go kochac.
Czasem rozmawiam z nim na cmentarzu. Ostatnio powiedziałam mu,że mimo wszystko zawsze sobie w życiu poradzę,że dziękuję mu za opiekę, że może byc o mnie spokojny.
Sanna ,to prawda tego nie da się cofnąc. Spróbuj chociaż trochę pogodzic się z tym wszystkim, nie miałaś na to wpływu.
Jeśli Ci smutno to płacz,wyrzucaj to z siebie za niesprawiedliwośc na tym świecie.
Twój tato na pewno byłby z Ciebie dumny, on by Cię zrozumiał. Nie załamuj się.
Rozmawiaj z tymi którzy Cię rozumieją,nie zostawaj sama.
Skup się na szkole , wykształcenie to podstawa,aby kiedyś było Ci łatwiej w życiu.
Jesteś młoda,wszystko przed Tobą.
Trzymaj się
Kochana będzie Ci ciężko, nikt nie powiedział że będzie łatwo... Ja straciłam mamę w wieku 12 lat w wieku 18 lat straciłam brata tez popelnili oboje samobójstwo.. Teraz mam 22 lata nadal ciężko mi sie z tym pogodzić, ale coż życie toczy sie dalej, tez mam chwile załamania. Ale wiem ze spotkam sie z nimi tam na górze,. Pozwól sobie na rozpacz, ale pozwól tacie odejść będzie ciężko wiem. Mimo że ich ze mną nie ma muszę dalej żyć dla innych i dla siebie samej. Nie popełniaj błędu Twojego taty. Wiesz jak sie czuje osoba która straciła kogoś bliskiego bo sama to przeżywasz, wiec nie zadawaj bólu innym Twoim bliskim. Pozwól sobie na płacz, być może na złość też na tate ze Ciebie zostawił, ale pozwól mu odejść tak do końca.. Pozdrawiam i trzymam kciuki kochana:):):)
Ja też Cię rozumiem, straciłam ojca gdy miałam 14-ście lat.Nikt mnie nie rozumiał, poza może trzema osobami.Chciałam się zabić, zakończyć to cierpienie.Moja mama pracowała od rana do wieczora, a ja zostałam sama sobie.Dostawałam histercznych ataków płaczu.Czułam tak wielki żal.
Wtedy była ze mną moja nauczycielka plastyki, dawała mi siły o walkę o siebie, powiedzmy że przeszłam terapię tworząc- malując i rysując.To pozwalało się oderwać od rzeczywistości i przetrwać kolejny dzień.
Minęło prawie osiem lat, teraz jestem pogodzona ze śmiercią ojca, ale ból nigdy nie minie.Choć z czasem poczujesz ulgę, czas da Ci siłę.Trzymam za Ciebie kciuki, wierzę że dasz radę.Postaraj się skupiać na najmniejszych rzeczach, jeżeli nie dajesz rady w szkole skorzystaj z korepetycji- czasami naprawdę pomagają.
Również miałam korepetycje.. i najgorsze jest to ze w trakcie tłumaczenia też potrafiłam się rozpłakać i nie mogłam się uspokoić. Fakt nie umiem się z tym pogodzić. A co do tej szkoły to ja o tym wiem że powinnam się wziąć w garść ale no naprawdę nie umiem coś jest i mnie blokuje.. czuję się bezwartościowa, nie ważna. Nie umiem się już cieszyć z niczego. Dlaczego do mnie nie zadzwonił przecież od razu bym przyszła. Tęsknie za nim jak nie wiem co. Po prostu bez niego już nie widzę sensu dalej żyć. Wiem że to będzie za mną chodziło przez całe życie nigdy o tym nie zapomnę i do końca się też nie będę umiała z tym pogodzić. Nigdy już nie będę tą samą osobą. Najpierw 19 czerwca powiesił się dobry kolega zadzwoniłam do niego i że znowu mi się kolega powiesił ( bo rok wcześniej też w czerwcu również się kolega powiesił) i żeby nie zrobił mi tego minęło parę dni..
Wiedział jak przeżywam swoich kolegów jak takie coś zrobili i on zrobił to samo.. Nie da się tak żyć.. albo ja nie potrafię ;(
Współczuję Ci. Samobójstwo najbliższej osoby jest dużą traumą, nic dziwnego że nawet najmniejszy stres wytrąca Cię z równowagi. To naturalne.
Potrzebujesz czasu aby przejść nad tym zdarzeniem do codzienności - na wszystko jednak potrzeba dużej jego ilości i codziennej pracy nad własną świadomością uczuć.
Piszesz, że kochałaś swojego ojca .. zrozumiały byłby więc w takim przypadku gniew, poczucie winy, poczucie zdrady, niesprawiedliwości i upokorzenia.. im bardziej kochamy tym silniejsze uczucie porzucenia. Obie i Ty i Twoja mama jesteście w tym samym położeniu (pomimo, że nie rozumiałyście się tak dobrze), możesz w to teraz nie wierzyć, ale nie jesteś sama w swoim cierpieniu. Wspólnie możecie przez to przejść.
Pamiętaj, że nie jesteś winna tego co się stało ani Ty ani Twoja mama. Nie miałyście na to wpływu i nic z tym nie dało się zrobić.
Pomimo, że Twój ojciec mógł być dla Ciebie dobrym człowiekiem - był słaby psychicznie i nie dał sobie rady z własnym życiem. To był jego wybór. Nie pomyślał jednak jak to się odbije na Tobie i rodzinie. Teraz jest już spokojny, nic nie czuje - Wy jednak żyjecie w wielkim stresie.
Samobójcy są egoistami (choć teraz w to nie uwierzysz z czasem zrozumiesz o czym mówię). Nie dają sygnałów, ukrywają się ze swoim zamiarem bardzo dobrze i wybierają momenty w których najbardziej mogą upokorzyć, dotknąć swoim czynem najbliższych. Stąd ta data.
Porozmawiaj o tym z mamą, powiedz jej co czujesz, jaki ból i pustkę i sprowokuj ją do szczerej rozmowy o jej uczuciach. Myślę, że możesz w ten sposób dowiedzieć się czegoś więcej o swoim ojcu - jakim był mężem, mężczyzną swojej żony a nie tylko tatą.
Proponuję też, jeśli chcesz - abyście zmieniły datę obchodzenia Twoich urodzin
Przecież to ma być tylko Twój dzień - więc możesz sobie go wybrać.
Czas leczy rany, ale pamiętaj - nie przechodzisz przez to sama.
9 2012-04-15 12:50:17 Ostatnio edytowany przez sann06 (2012-04-15 15:06:32)
Jak dużo tego czasu.. ? On mija a ja się nie czuję w ogóle lepiej.. musi minąć czas ale ja go nie mam bo powinnam się wziąć w garść ze względu na szkołę a nie umiem. Jest coraz gorzej im dużej nie ma go przy mnie to czuję się coraz słabsza że po prostu już tego nie wytrzymam.. Zaczynam nienawidzić wszystkiego i bardzo szybko się denerwuję kłócę się o małe drobnostki później do mnie dociera że źle zrobiłam ale nie umiem się opanować:( Może dla nie których to się wydać ze to jest nie możliwe ale tak jest.. tak jak by coś jest i mnie blokuje bo niby wiem ale nie umiem sobie z tym poradzić płacz, nerwy, myśli o przyszłości, wspomnienia i te dobre i te złe.. to jest teraz w mojej głowie a na niczym innym nie umiem się skupić nawet jeśli chcę i próbuję
Odechciewa mi się wszystkiego
Mam siostrę która ma 9 lat też była bardzo za tatą ostatnio nawet grałam z nią w szachy ja się ruszyłam pionkiem a ona że tatuś też tak zawsze się ruszał. Musiałam wyjść z pokoju i się wypłakać bo nie chciałam przy niej
Brakuje mi nawet tego jak na mnie krzyczał o jakieś tam rzeczy. Wtedy tego nie lubiłam a teraz tego brakuję. Nawet nie umiem opisać tego bólu jaki przechodzę.
Nie da się tak żyć. Już nie umiem wytrzymać co dzień płaczę.. i teraz też mnie rozebrało. Dlaczego to zrobił ?! nigdy juz sie tego nie dowiem ![]()
Jak dużo tego czasu.. ? On mija a ja się nie czuję w ogóle lepiej.. musi minąć czas ale ja go nie mam bo powinnam się wziąć w garść ze względu na szkołę a nie umiem. Jest coraz gorzej im dużej nie ma go przy mnie to czuję się coraz słabsza że po prostu już tego nie wytrzymam.. [...] Dlaczego to zrobił ?! nigdy juz sie tego nie dowiem
Każdy przechodzi traumę inaczej, nie potrafię Ci powiedzieć jak długo... ja do dziś pamiętam (choć minęło już kilka lat), rozmyślam, mam jednak już jasność sytuacji: nigdy nie zrozumiem "dlaczego", ale teraz wiem że nie mogłam nic zmienić.
Jedyne co może Ci pomóc to rozmowa z najbliższymi, mamą, wygadanie się komuś o swoich uczuciach (może też pomóc napisanie listu, pamiętnika )... trzeba "wypłakać wszystkie łzy" by się pożegnać - jak kiedyś usłyszałam. Wspomnienia, zwłaszcza te dobre zawsze z Tobą będą - nikt ich Tobie nie zabierze, są Wasze. Każdego dnia powtarzaj sobie, że dasz radę - jesteś silniejsza niż Ci się wydaje, a znajdziesz siłę w sobie.
No to co teraz mi poprostu zostaje to żeby walczyć ze sobą abym sie nie poddała. A nie dodawać sobie problemów ze szkoła itp ? Nie umiem wszystkiego ogarnać teraz i to jeszcze bardziej mnie dobija... :-( Jest to takie uczucie, inne które jest nie do opisania :-(
Sann06 bardzo mi przykro, że coś tak strasznego Cię spotkało. Moje dzieci również to przechodzą, córka miała 9 lat a synek 2 - za trzy miesiące minie rok, a ja ... boję się dnia w którym będę musiała synkowi powiedzieć całą prawdę. Ze jego ojciec kochał go ponad życie a mimo to... poddał się? też nie wiem jak to nazwać,jedno jest pewne to nei jest decyzja i stan sdrowego umysłu i musisz to zrozumieć. Gdy przychodza takie mysli i ta ostatecznosc w człowieku wyłączają się powoli wszystkie mechanizmy obronne , nie mysli juz o niczym, wielu samobojców niedoszłych ktorych spotkałam po smierci meza potwierdzaja ze pomimo ze ma sie rodzine, ludzi ktorzy cie kochaja , ktorym na tobie zalezy- w takich chwilach to juz nic nie daje, pojawia sie nicosc ciemny tunel i tylko niektorzy potrafia sami to wyhamowac ,wiem ze trudno jest powiedziec tak musialo byc!!! nie musialo i nie pogodzisz sie z tym nigdy ale musisz sie wziasc w garsc i isc dalej , nei ma innej drogi. nie ma.pamietaj ze on twoj tata to widzi i jest mu jeszcze trudniej byc tam gdy widzi Ciebei tutaj - znajdz tą siłę dla siebie i dla taty ,zeby to co sie stalo nei poszlo na marne.
porozmawiaj z ksiedzem= moze jest w twojej parafii taki ksiadz ktory bedzie chciał z Tobą na ten trudny temat porozmawiac, mi wlasnie pomogly bardziej te rozmowy niz z psychologiem, ale to zalezy jak to w zyciu od wszystkiego - rowneiz tu jakie osoby sie spotka.
trzymaj sie i nie poddawaj , wiem ze to szalenie ciężkie, najgorsze odejście z możliwych ale uwierz mi - jestem pewna tego że zdrowy umysł twojego taty zdrowy żal , nie pozwoliłby mu na to co się stało. Człowiek który straci sens , wpada w czarną dziurę nicości beznadziejności poddaje się ostatecznosci- bo uważa że to najlepsze wyjście dla wszsytkich , lecz żaden psycholog ci nie powie że samobojstwo to krok zdrowego umysłu... na pocieszenie chyba . Sprobuj poczytac trochę literatury na ten temat. Może bedzie ci choć trochę lżej...pozdrawiam z całego serca.
Bardzo Ci wspołczuje i po części Cie rozumiem. Ten bol nie znika, ale po dluuuższym czasie bedzie mniejszy.
Mineło trochę czasu od ostatniego postu. Miało być lepiej i nie jest. Na cmentarzu mogła bym siedzieć godzinami, ostatnio pojechałam na łyżworolkach na cmentarz. Płakałam cały dzień. Tęsknię za nim i nie pogodzę sie z tym.. Czuje sie beznadziejna, nie potrzebna juz nikomu ;( bezsensu jest juz to wszystko ;( coraz bardziej czuje ze nie mam po co tu być ...
Sann o6 kochana wiem co przezywasz,bo sama przez to przeszlam majac 12 lat i potrzebowalam prawie 40 lat aby to TACIE przebaczyc,czulam sie wtedy jakbym to ja byla winna jego smierci, jakbym cos zlego zrobila,szukalam tej winy wsobie tyle lat,po drodze wpadajac w poczucie winy. niskiej wartosci,wyobcowania, oskarzania siebie, uzaleznienie,depresje itp,zachowania osoby okalZYczeeczonej psychicznie.40 tat temu malo kto slyszal o pomocy psychologicznej wiec skad mialam ja miec.Radzilam sobie jak umialam zaczelam byc krnabrna,lubilam pokazac kto tu rzadzi(JA),zaczelam palic papierosy,siegac po alkohol.nie umialam sobie poradzic jako zona i jako matka.Az przyszedl taki dzien,ze poszlam na cmetarz do Taty i powiedzialam mu jak bardzo do kochalam i kocham,jaki bylby szczesliwy majac ten czas ktory sobie zabral zobaczylby jakie mapiekne i madre wnuki, i to Ze jestem na niego ZLA ZE BYLTAKIM EGOISTA,ZE ZOSTAWIL SWOJA ZONE W WIEKU 33 LAT ZDWOJGIEM DZIECI,ZE BYLO NAM WSZYSTKIM BARDZO CIEZKO,WYKRZYCZALAM TE ZLOSC NA NIEGO a potem mu wybaczylam !!!!!i od tego dnia jest mi lzej poprosto lzej, jestem spokojniejsza juz sie tak nie miotam.I tylko jedna mysl nie daje mi spokoju Dlaczego tak dlugo czekalam 40 lat kawal zycia.,wiec moze nie czekaj????, TY NIE JESTES WINNA TEMU CO ON ZROBIL.Zycze Ci spokoju tyle pieknych chwil przed toba.
To ze Mu wybaczylam, to nie znaczy ze zapamnialam.Nie zapomne, ale jest mi lzej,nie funduj SOBIE gehenny psychicznej,NIE TY JESTES WINNA TEJ SMIERCI,wykrzycz ZLOSC, tesknote, i wszystkie negatywne uczucia, a bedzie CI lzej.Daj sobie pomoc i daj czas czasowi.Pozdrawiam serdecznie.