Witam Dziewczyny;-)
Mam powazny problem... Zaczne od poczatku.Mam 27 lat od 4 lat jestem zwiazana z mezszczyzna 35letnim,mamy 3 letnia coreczke. Po pol roku naszej znajomosci okazalo sie ze jestem w ciezy,nie mielismy gdzie mieszkac,nie mielismy pieniedzy ani pomyslu na dalsze nasze zycie. Bardzo pomogla nam moja mama sprzedala nasze wlasnoscioe mieszkanie po Tacie i kupilismy 2 mniejsze Tbs-y... Zamieszkalam tam z Moim partnerem(dodam ze on nie mial szansy zaproponowania lepszego lokum dla nas poniewaz jest mocno zadluzony) poczatkowo ulkadalo sie w miare dobrze on pracowal ja siedzialam w domu i czekalismy na rozwiazanie. Bardzo oboje cieszylismy sie z tego ze przyjdzie na swiet nasze malenstwo. Ciagle jednak zmagalismy sie z Problemami finansowymi, i z tego powodu rodzily sie klotnie. Wkoncu na swiat przyszla nasza coreczka;-) Na poczatku bylo cudownie maluszek w domu on bardzo opiekunczy zaradny w domu pomagal dzieckiem sie zajmowal itd... Jednak czulam ze coraz bardziej sie od siebie oddalamy. ja przenioslam sie do kuchni na materac on z dzieckiem w pokoju(mamy jeden pokoj). ja wieczorami szybko zasypialam on jakos wielce nie protestowal i zajmowal sie soba(nocami siedzi przy kompie) i tak mijaly miesiace az wreszcie zdecydowalismy ze wroce do pracy a corka pojdzie do Zlobka. I wtedy juz kazdy zaczol zyc wlasnym zyciem. Nigdy nie moglam na niego liczyc jak mialam jakis problem zawsze ze wszystkim musialam radzic sobie sama,nidgy tez nie rozmawialismy ze soba tyle co o codziennych sprawach. ale jakos sie krecilo to zycie. Po roku pracy dostala lepsze propozycjde,przeszlam do innej firmy na lepsze stanowisko. nasza sytulacja materialna jednak sie nie zmienila dalej mieszkamy w jednym pokoju i to chyba sie nigdy nie zmieni i ja nadal spie w kuchni na materacu...Czesto staralam sie z Nim rozmawiac ze musimy cos zmienic zaczac walczyc o nasz zwiazek bo jest coraz gorzej,ale nic sie nie zmienilo... moze na chwile. W koncu kogos poznalam Facet na fajnym stanowisku,czuly,zaradny,umie rozmawiac ma perspektywy na przyszlosc. S potkalismy sie pare razy swietnie sie przy nim czuje dobrze nam sie ze soboa rozmawia,wie jak mam sytulacje,chcialby sie mna i dzieckiem zaopiekowac... Moj Partner zorientowal sie ze z kims sie spotykam i nie zawalczyl jakos specjelnie nawet zaproponowal ze sie wyprowadzi... Nie wiem co mam rozbic.. Dac nam jeszcze szanse czy dac szanse sobie i dziecku na lepsze zycie?Dodam jeszcze ze corka berdzo czesto jest swiedkiem naszych klotni i zaczyna sie to na niej mocno odbijac(placze bez powodu,chodzi smutna itd...) Nigdy jeszcze chyba nie stalam przed tak trudnym wyborem. Pomozcie wyrazcie swoja opinie na ten temat...
Podobne tematy
Nic nie piszesz o uczuciach miedzy Wami, Ty najlepiej wiesz, czy chcesz odejść od niego czy nie, pewnie gdybyś nie poznała tego drugiego i nie poczuła, że może Ci być lepiej w życiu i dalej byś spała na materacu w kuchni, a tak a propo tego materaca...dlaczego Ty na nim śpisz, a nie Twój partner? Mało tego, piszesz, że średnio się przejął tym co mu powiedziałaś, nie zaryzykujesz, to się nie przekonasz.
czekaj czekaj cos nie zrozumialam chyba.......czemu spisz na materacu w kuchni????????????????? WTF? zartujesz chyba
Tak spie na materacu w kuchni. Zaczelo sie od tego ze bylam chora i poszlam tam spac i tak zostalo ciagnie sie to ponad 2 lata. Kawa ja bym chciala zaryzykowac ale boje sie o dziecko jak ona to wszystko przyjmie. A o uczuciach nie pisze bo miedzy mna a moim partnerem jest juz chyba tylko przyzwyczajenie. Jesli chodzi o mezczyzne ktroego pozalam to swietnie sie przy nim czuje,jest dla mnie czuly martwi sie i bardzo chce byc ze mna.
Odnośnie szansy na lepsze życie to się wstrzymaj z takimi decyzjami. Idealizujesz nowego faceta a przy tym całkowicie "umniejszasz" obecnego. A zauważ,że wcześniej o obecnym też myslałaś,że jest cudowny.
Wkażdym razie jeśli nie chcesz być z obecnym facetem bo Ci nie pasuje to się rozstańcie. Jednak nie wskakuj od razu w inny związek . Z Twojej wypowiedzi nasuwa mi się taki obrazek,że dla Ciebie (w Twojej głowie)ten nowy facet jest "lekiem na całe zło".
Możesz się z nim spotykać ale rób wszystko z głową.
6 2012-04-04 09:39:33 Ostatnio edytowany przez soniiia (2012-04-04 09:56:09)
Możesz się z nim spotykać ale rób wszystko z głową.
Zgadzam się, najpierw musisz go poznać dobrze, by decydowac się na coś więcej, na taki krok żeby zostawić go dla innego. Znajomość możesz utrzymywać, rozmawiać przecież możesz, tylko nie leć w jego (delikatnie mówiąć) ramiona bo masz problemy w związku. Może akurat będzie ciebie wart, tylko musisz go dobrze poznać.
A co do twojego obecnego partnera to dziwne że jakoś nie przejął się ze ty się z kimś spotykasz... zero zazdrości??? i jeszcze zaproponował że się wyprowadzi???? To coś jest nie tak. Zlekcewazył to??? - to znaczy że mu nie zależy- w przeciwnym przypadku by walczył.
Mówił że się wyprowadzi.. a co z dzieckiem, co dalej z obowiązkami rodzicielskimi? Nic nie pisałaś o tym.
Siedzi na kompie non top?? I co tam pisze? Z kim pisze? - może mieć inną na oku (odpukać!!)
Za obojętny jest jak dla mnie.
Przede wszystkim pogadaj z nim. A ty go kochasz jeszcze w ogóle?
Nie wiem tak naprawde co do niego czuje... Nie mam zamiaru pchac sie odrazu w ramiona innego. Byl troche zazdrosny ale ogolnie nic nie zrobil przez tydzien moze sie bardzie przytulal i tyle po czym stwierdzil ze ja sie nie staram i olal temat. Ja przez 3 lata staralam sie z nim rozmawiac mowilam otwarcie co m nie boli ze musimy cos znienic bo zle sie to dla nas skonczy ale nic nie dzialalo i nagle tydzien staran i po krzyku??? Nie rozumiem,tak bardzo sie boje podjac jaka kolwiek decyzje...
Jesli chodzi o komputer to siedzi w nocy jak ja ide spac,a ze chodze wczesnie to do ok 2 w nocy siedzi., kidys chcialam sprawdzic historie ale wszystko bylo wykasowane...Twierdzi ze nie chce zasmiecac komputera... Dziecko oczywiscie zostaje ze mna ale nadal oboje sie nia opiekujemy.
Dziewczyny pomocy. Naprawde nie wiem juz co mam robic,wszystko stanelo w martwym punkcie. On ze mna w ogole nie chce rozmawiac mowi zebym go nie meczyla,ja tak bardzo chciala bym to wszystko zmienic,ale strasznie sie boje...Powiedzial ze moze sie wyprowadzic...Ale dalej siedzi i zajmuje sie soba... Nie mam sily na zycie w takiej ,,rodzinie,, POMOCY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie martw się o reakcję małej. Jest jeszcze na tyle mała, że nie jest w stanie wszystkiego zrozumieć. Tata będzie tatą, ale zobaczysz, że z czasem zaakceptuje nowego domownika i to pewnie jeszcze z korzysćią nie tylko dla Ciebie ale i dla niej bo sama napisałaś, że chodzi ostatnio smutna i stała się płaczliwa. Dość tych kłótni. Twój partner nie angażuję się już w ogóle w życie rodzinne, nie interesujesz go, jesteś mu obojętna (np. dlatego, że pozwala Ci spać na materacu w kuchni przez 2 lata i nie chce walczyć o Ciebie i Wasz związek wiedząc, że zaraz może to stracić). Zrób w końcu porządek ze swoim życiem, zacznij od nowa i pozbądź się tego niewdzięcznika ze swojego życia. Tym bardziej że ktoś oferuje Ci swoje serce i pomoc.
11 2012-04-12 12:44:53 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-04-12 12:49:43)
Twój partner nie angażuję się już w ogóle w życie rodzinne,
a ona się angażuje?
nie interesujesz go, jesteś mu obojętna (np. dlatego, że pozwala Ci spać na materacu w kuchni przez 2 lata i nie chce walczyć o Ciebie i Wasz związek wiedząc, że zaraz może to stracić).
Zaraz, zaraz - a dlaczego on ma walczyć, skoro to ona od dwóch lat woli spać w kuchni niż z nim? Wystarczająco chyba mu okazała, że ma jego i związek z nim w tyłku, to facet się dostosował do sytuacji.
A teraz, zwróć uwagę, ona była gotowa na romans - zdradę, tyle że przeżyła szok, bo jej facet ma to gdzieś. Gdyby on teraz za nią latał, kichał się, to już by odeszła. Ale gdy okazał olewkę, to ona zaczyna się wahać.
I to chyba nie po raz pierwszy przeżyła taki szok, bo przecież przenosiny ze spaniem do kuchni były po to, żeby on latał, prosił się itd. (ja wieczorami szybko zasypialam on jakos wielce nie protestowal). Pani zwyczajnie jest niedojrzała i zamiast rozmowy próbuje coś wymusić dziecinnymi zagrywkami. Tylko ma pecha, bo trafiła na faceta, na którego to nie działa.
A te niby rozmowy (Czesto staralam sie z Nim rozmawiac ze musimy cos zmienic zaczac walczyc o nasz zwiazek bo jest coraz gorzej,ale nic sie nie zmienilo... moze na chwile.) jak wyraźnie wynika z kontekstu były pt. Ty zacznij się starać. Bo ona oczywiście nie, bo po co.
12 2012-04-12 12:50:43 Ostatnio edytowany przez soniiia (2012-04-12 12:57:08)
Lepiej stań kobieto na nogi. A ja myślę że jemu nie zależy na tobie bo cię olewa totalnie, nawet nie stara się i nie walczy o ciebie, wiedząc że ktoś inny jest tobą zainteresowany, to dziwne serio. Jak dla mnie ? odpada całkowicie.
Ja bym olała obecnego partnera i zamieszkała se sama z córką, przynajmniej narazie. Tego który chce być z Toba (bo chce się opiekować i Toba i córeczką - tak mówi a w praniu zobaczysz czy tak jest) - to poznawaj go po prostu coraz bardziej, a jak będzie wam się układać to może i razem coś stworzycie . Masz córkę- trudno żebyś z nowym kolesiem zaczynała od wspólnego mieszkania ? a jak nie wyjdzie to co .. twoja córka będzie miała kolejnego tatusia ?? Więc głowa do góry.
Vuk, wszystkie kłótnie początkowo rodziły się przez kłopoty finansowe. Przypominam, że on jest powodem tych kłótni poprzez długi. Jesteś facetem, widzisz to trochę z innej strony, ale czy do cholery jasne to kobiety wciąż muszą starać się o dobro związku?? Co nie zadzwoni telefon, to jakaś koleżanka potrzebuje porady, bo mimo próśb i błagań facet dalej robi co chce, ona tworzy obiadki, atmosferę w domu, żeby miło zakończyć dzień a on powie, że jest zmęczony. Sorry, ale ile można. Nie zrzucaj całej winy na nią, bo on też ewidentnie nie stara się o ich związek.
Vuk-zastanow sie co piszesz czlowieku bo ranisz innych. Ja mam sie starac staram sie od 3 lat to ja trzymam ten zwiazek w ryzach bo on mysli tylko o koputerze i nowych telefonach. Nie wazne ze ma juz ponad50 tys dlugow a to ze spie w kuchni to mu na reke bo nitk mu nie marudzi ze siedzi do 2 w nocy przed kompem. Malo tego czy to normalne ze kobieta pracuje po nocach na stacji benzynowej zeby utrzymac rodzine a on siedzi w domu i udaje ze nie moze znalesc pracy. Wiesz co stary pomogles mi zrozumiec ze z takiego faceta nie wiele juz w zyciu bedzie,ma 35 lat i nic w zyciu nie osiagnol.... Dziewczyny dzieki za wasze posty milo jest wiedziec ze ktos rozmunie o czym pisze i jak sie czuje ., dodam jeszcze Vuk ze nie zdradzilam go i nie zaczne niczego do poki nie skoncze jednego. A rozmowy to ja zaczynam a on tylko patrzy i nic nie ma madrego do powiedzenia. Ty zreszta tez nic madrego nie napisales
Chwila moment. Kompletnie nie rozumiem dlaczego zostałaś na materacu w kuchni przez dwa lata. Kompletnie. Paranoja związku. Jeszcze bym zrozumiała jakbyś to Ty z dzieciakiem spała przez jakiś czas od narodzin - no bo kamienie piersią te sprawy. Ale na odwrót?! DWA LATA!? Naczy czego się TERAZ spodziewałaś? Że się ocknie, padnie na kolana, misju kisju lowju? I on przez te dwa lata wstawał do małej, tatusiował? A Ty? Spalaś w kuchni? Generalnie pokazałaś mu wymownie środkowy palec a to co jest teraz - to konsekwencja i eskalacja problemu plus frustracja.
Druga rzecz - długi - 50tysi nie wzięło się chyba wczoraj. Takie rzeczy narastają i w trakcie narastania prowadzi się rozmowy na temat. Ale do takich rozmów to trzeba być kimś bliskim, przyjacielem a nie współlokatorem. Bo wtedy wszystko jest na rejestrach krzyku i awantury. Inaczej o problemach rozmawia się w łóżku, przytuleni i w jednej, dwuosobowej drużynie, a inaczej kiedy są pretensje dosłownie o wszystko.
Tu już dawno nie ma co zbierać. Rozmowy to powinny trwać przez te dwa lata. Po pierwsze dlaczego "tak już zostało?" A co z seksem, co z chwilami we dwoje. Ty jemu jasno pokazałaś że wspólne łóżko Cię nie interesuje - idealnie przejechałaś mu walcem po kroczu, to co się dziwisz że siedzi na dupach do drugiej w nocy w necie? Ja też bym siedziala jakby mi się mąż na dwa lata z sypialni wyniósł. Naczy na kopach z domu bym go najpierw wyprowadziła - bo ja mam swoje potrzeby oraz temperament.
Jedno jest pewne - nie kochasz faceta - to go odstaw NAPRAWDĘ. Poproś żeby się wyprowadził i już. A czy z nowym Ci wyjdzie? Kto to wie. Najpierw załatw sprawę domową - rozmowa - kiedy wyprowadzka, podział opieki nad małą, alimenty.
Kriss-Twoim zdaniem to winna tej calej sytulacji jestem ja? Nie rozumiem wielokrotnie chcialam wrocic do niego do lozka a on mowil ok jak chcesz i szedl na komputer to chcialo by ci sie.... Kobieto 50 tys dlugow to nie jest pikus teraz juz jest pewnie wiecej i nie raz chcialam porozmawiac na ten temat zebysmy razem usiedli i to jakos rozwiazali ale nie bo nie ma jak i gadanie niczego tu nie zmieni. Nie bardzo rozumiem Twoje podejscie do tematu chodz wezme sobie do serca Twoje slowa.
17 2012-04-19 22:11:09 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-04-19 22:14:12)
Sorry, ale ile można. Nie zrzucaj całej winy na nią, bo on też ewidentnie nie stara się o ich związek.
Hmmm, a oni biją Murzynów... To pierwsze, a drugie - wyniesienie się ze spaniem na dwa lata, to "ostatnie słowo do bicia" - to praktycznie koniec związku. I to ona tę decyzję podjęła. Fakt, że on to przyjął na klate i nic z tym nie zrobił, ale niby czemu ma robić osoba olana a nie olewająca?
kinia2102, a że chciałaś wrócić do łóżka... Po prostu, było z niego nie wychodzić. Bo niby czemu on ma z uśmiechem godzić się na Twoje kolejne fochy?
Kriss-Twoim zdaniem to winna tej calej sytulacji jestem ja? Nie rozumiem wielokrotnie chcialam wrocic do niego do lozka a on mowil ok jak chcesz i szedl na komputer to chcialo by ci sie.... Kobieto 50 tys dlugow to nie jest pikus teraz juz jest pewnie wiecej i nie raz chcialam porozmawiac na ten temat zebysmy razem usiedli i to jakos rozwiazali ale nie bo nie ma jak i gadanie niczego tu nie zmieni. Nie bardzo rozumiem Twoje podejscie do tematu chodz wezme sobie do serca Twoje slowa.
Daj spokój, nie bądź przewrotna, pewnie że nie jesteś jedyną winną ALE dla mnie wyprowadzka z łóżka to rodzaj demonstracji. I pewnie dla Twojego faceta też - no generalnie jest to jasny i czytelny sygnał - MAM CIĘ DOŚĆ. Być może poszło- może pomyślał że Cię nie pociąga, czyli może mało męski, że może Ty go postrzegasz w tych kategoriach. Odwróć sytuację to Ci rozjaśni. Zresztą nie wiem jaka to choroba Cię trawiła, która wymagała wyprowadzki - bo jeśli wirus - to naprawdę nie ma dla wirusa znaczenia że on leży 5 metrów dalej. Ale zostawmy. Stało się.
To co jest dalej to kula śniegowa. Bo przecież i Ty wiesz i ja wiem że to wyro to nie jedyny problem. Problemem jest też brak pracy Twojego faceta. U każdej w miarę normalnie i realnie myślącej osoby brak pracy jest przyczyną frustracji. Podejrzewam że są mężczyźni którym nie przeszkadza utrzymywanie ich przez kobietę, pomijam oczywiście sytuacje losowe typu choroba albo po prostu masowe zwolnienia z pracy,. etc. Ale nie czarujmy się, po pewnym czasie taka sytuacja zaczyna doskwierać. Przypieka ego - szczególnie męskie - żywym ogniem. On dodatkowo wpadł w jakieś idiotyzmy zakupowe - typu telefony komórkowe. Dla mnie facet bez pracy kupujący maniakalnie gadżety jest po prostu idiotą. A megaidiotą jest - jeśi do tego ma dziecko na utrzymaniu. Nie wiem czy to była manifestacja, czy głupota albo skrajna po prostu nieodpowiedzialność. Może się bowiem tak zdarzyć że Twój wybranek jest zwykłym niebieskim ptaszkiem któremu wszystko lata. Ty wiesz najlepiej.
Doczego dążę; ano do tego że to jest całokształt - co się dzieje. Wszystko razem do kupy narastało w formie toczącej się kuli śnieżnej. Kuli nie pomagało ani trwonienie kasy na pierdoły ani szlaban na wyro. Ale to Ty się pytasz a nie on - więc Ci odpowiadam.
Mam teorię że jeśli osoba pozostająca w związku zaczyna zwracać uwagę na inny egzemplarz płci przeciwnej - to to samo "zwracanie uwagi" jest sygnałem alarmującym. Samo myślenie o innym mężczyźnie w kategorii potencjalnego Twojego partnera - jest alarmujące. Bo to oznacza że czegoś szukasz czego w stałym związku Ci brakuje. I ja nie mówię o uznaniu dla jakiejśtam męskiej urody, umiejętności czy dokonań. Bo można podziwiać jakiegoś faceta - bo przykładowo zdobył Koronę ZIemi, opłynął glob dookoła czy walczy o prawa człowieka w zapomnianych rejonach. I ja takich mężczyzn podziwiam, ale nie rozpatruję ich w kategoriach:"co by było gdyby..."
Ty już w swojej nowej znajomosci poszłaś dalej i znamienne jest że w Twoim związku praktycznie wszystko leży i kwiczy, no to czego się tu spodziewać? Swojego partnera płomiennym uczuciem na pewno nie darzysz i ja się domyślam co Cię jeszcze przy nim trzyma;
1. Dziecko.
2. Niepewność - bo możesz wylądować z deszczu pod rynnę.
Dla mnie osobiście to nie są wystarczające powody do spędzenia z kimś życia, bo ojcem można być świetnym a nie mieszkać z mamusią. Jeśli chcesz rzeczywiście naprawic swój związek to się do tego po prostu zabierz. A jak nie - po co szukać wymówek i kombinować czyja wina większa. To nic nie zmieni.