Dziewczyno, wybacz, ale jak się jest dorosłym i ma 2 dzieci, trzeba myśleć trochę inaczej. Wiem, że spełnianie siebie samej jest ważne, ale decydując się na małżeństwo a potem na dzieci wzięłaś na siebie obowiązki. Jeśli masz dobrego męża, i nie masz z nim innych problemów, to chyba zaczęłaś ich szukać. Wiem, że jest ci ciężko samej, ale twoje dzieci też chyba tęsknią za ojcem, a nie jestem pewna, czy nie tęsknią za matką, jeśli ty istniejesz jako znerwicowana, smutna i wyobcowana istota, która nie umie się śmiać, bawić i interesować swoimi dziećmi tylko buja gdzieś w obłokach i tęsknotach. I to co na zimno piszesz o samobójstwie jest tak egoistyczne, że po prostu /wybacz/, aż głupie. Przecież to ty masz wypełnić pustkę sobie i twoim dzieciom, zabawą, śmiechem, czytaniem, spacerami, itp.
Jak twój mąż przyjeżdża do tej twojej pustki, to nie myśl, że czuje się jak w domu, też mu zimno i obco. Tym bardziej, że on też tęskni i haruje dla waszego dobra, nie dla własnej przyjemności. Zacznij uczyć siebie i własne dzieci miłości, troski i zdrowej czyli twórczej tęsknoty, czyli weź coś zrób razem z dziećmi w domu dla taty, żeby się cieszył, że tęsknicie, myślicie i jesteście z nim na co dzień, mimo rozłąki. Jak tak dalej pójdzie to ta twoja pustka rozwali ci dom, rodzinę, i zniszczy cię doszczętnie.Narysuj z dziećmi parę obrazków. Uszyj firanki, mówią dzieciom, że to dla taty, rób w domu wszystko dla taty z dziećmi, wtedy z nim będziecie inaczej zniszczysz sama wszystko na co haruje twój mąż i o czym sama marzysz tylko nie umiesz tego zrobić. Na tym polega dorosłość.