Witam mam 31 lat i od 5 miesięcy nie odczuwam radości do życia .Od 12 lat jestem mężatką mamy z mężem 11sto letniego syna .Ja nigdy nie pracowałam zajmowałam się domem i dzieckiem w zeszłym roku skonczyłam liceum uzupełniajace .nie pracuje bo nie musze maz duzo zarabia ale nie jestem z nim szczesliwa jest pracoholikiem i nie potrafi ze mna rozmawiac zawsze ja mowie co mnie boli a on milczy moje zycie to rutyna i wegetacja chce miec drugie dziecko a on nie chce dla niego małe dzieci to problemy .Ja budze sie co rano i nie mam ochoty wstac bo znowu to samo
Mieszkam w malej miejscowosci i nie mam za duzo przyjaciól przewaznie siedze w domu .Chce to zmienic zapisac sie na wolontariat do domu dziecka ,zapisalam sie rowniez do szkoly policealnej bo jak chodzilam do liceum to nie miałam takiego stanu ,teraz moje wybawienie to sen jak spie to jestem szczesliwa spie dlugo do poludnia jak dziecko wysle do szkoly .czuje że juz tak dlugo nie wytrzymam chodze do psychijatry na terapie biore leki na depresje ale nie wiele mi to pomaga .Doktor twierdzi że duza wina jest mojego meza ale on sie juz sie nie zmieni a ja jestem uzalezniona od niego finansowo tak bardzo chcialabym miec kogos dla kogo najwazniejsze jest rodzina dzieci, zona .Moglabym isc do pracy ale nie mam gdzie i nie chce zeby dziecko siedzialo same a na pol etatu jest ciezko cos znależć .Jak dziecko było male to nie mialam takich stanow po prostu mialam zajecie ,ale czy zajsc w ciaze z kims kogo juz sie nie kocha czy drugie dziecko to sposob na szczescie ?Jedyne co mnie trzyma przy zyciu do syn .
Podobne tematy
witaj
Chyba rozumiem o czym piszesz.
Zacznij od małych przyjemności
Nie wiem jakie masz możliwości, jestem z dużego miasta i tu gubię sie w tłumie ,,, wolontariat - jak najbardziej, żeby czuć sie potrzebnym, może załóż bloga - to swietny powiernik, może dołącz do którejś z net kafejek- sama sie nad tym zastanawiam, a może realniej jakiś fitness, czy basen w sąsiednim miasteczku to godzina plus dojazd...
Sama zbyt długo walczyłam o "normalną" rodzinę o pozory, udawałam ze jest cudnie, bo przecież niczego mi nie brakowało...a osamotnienie zżerało mi duszę, dzieci dorosły i pozostało mi zyc ich zyciem bo nagle okazało sie ze swojego nie mam.
Długo już leczę sie i nadal mam gorsze dni, ale muszę przyznać że już nie liczę na męża, żeby nie powiedzieć że nie liczę sie z nim i może własnie dla tego potrafię znaleźć radość w życiu
Dla mnie takim początkiem było założenie bloga , tam mogłam sie zwierzać, rozmawiać, a z czasem parę znajomości wirtualnych zakończyło się spotkaniem w realu, Dopiero potem szkoła policealna, Pomocna była psychoterapia ale grupowa..taka ucieczka no i miejsce gdzie mogłam mówić co myślę...tak jest do dziś tyle że ja muszę pracować i nie bardzo mogę uczestniczyć w sesjach.
Nie namawiam Cie do ignorowania męża a jedynie do skupienia się na swoich potrzebach.
witam-macie jakiś przepis na stan depresyjny?nie wiem skąd sie to wzięło.Skończył mi się toksyczny związek i teraz kiedy powinnam złapać oddech i zacząć żyć,okazuje się,że nic mnie nie cieszy.Ale wiele drażni...
witam246
tak to często bywa ze duże napięcie podświadomie trzyma nasz organizm formie, a w momencie gdy mija zagrożenie i opadają emocje znikają również mechanizmy obronne i następuje odreagowanie .
Możesz postawić na przeczekanie, ale to rzadko sie sprawdza. Jeśli byłaś uwikłana w związek o dramatycznym przebiegu to gorąco doradzałabym wizytę u psychologa. Pozwoli ponazywać wewnętrzne rozterki choćby po to żeby sie definitywnie rozprawić z emocjami, które głęboko zakorzenione lubią wracać i zatruwać życie.
Żeby rozpocząć nowe życie, trzeba rozprawić sie definitywnie z obciążającymi wspomnieniami, a pomoc psychologa to ułatwia i przyspiesza. Wiem o tym z własnego doświadczenia i żałuje że zbyt długo się wahałam zanim ułatwiłam sobie życie.
Pozdrawiam
niespokojna
Koniecznie stawiaj sobie cele, bo życie bez celu traci sens. Bardzo dobry pomysł z wolontariatem. A może jeszcze studia albo jakieś praktyczne kursy. Porozmawiaj z mężem o tym, że mogłabyś pracować na półetatu. Praca bardzo dowartościowuje. Może on ma jakieś znajomości w tym zakresie.
pozdrawiam
witaj... ![]()
wprawdzie nie było cię tu od ponad tygodnia, ale może zajrzysz..
dziewczyny mają rację
zresztą ty sama odpowiedziałaś sobie na pytanie...
nie wiesz, co ze sobą zrobić... zacznij żyć!
wolontariat - super pomysł.. teraz tylko wprowadź to w życie (możesz tez zacząć udzielać się w szkole twojego dziecka)
fitness, joga - są zajęcia przedpołudniowe (zmęczysz się, poprawisz kondycję, wydzielą ci się endorfiny...
)
szkoła - jasne, że idź!
praca - nie myślałaś, żeby zająć się jakimś maluchem? zostań opiekunką jakiegoś dziecka albo nawet kilku..
chór - może potrafisz śpiewać?
kurs tańca albo zumba
czytanie książek
możesz zostać konsultantką jakiejś firmy
na 100% musisz wyjść do ludzi
jeśli pieniądze nie są problemem to zaplanuj coś na każdy dzień (kosmetyczka, kino, empik, kawiarnia, biblioteka... )
chodzi o to, żebyś miała cel, wylazła z piżamy, uśmiechnęła się do siebie w lustrze i zaczęła działać... choćby małymi kroczkami...
:)
pozdrawiam cię ciepło i życzę, żeby chciało ci się chcieć...
:)

dzięki dziewczyny za podpowiedzi i wsparcie,problem w tym żeby to wprowadzić w życie,a z tym najtrudniej.Ale popracuję nad tym;-)
Myśle,że możesz się spotykaćwiecej, z paniami z Twojej miejscowośći/na pewno jest Was więcej,takich nie wiedzących co ze soba robić/.W trakcie spotkań może się okazać,ze macie jakieś ciekawe zainteresowania ja sobie mysle,ze moze sama byś załozyla taki klubik spotkań przy herbatce.Można porozmawiać,pojechac do kina ,teatru wspólnie,spotykać i cos wspólnie robic.Po to tylko,zeby wyjść z domu,pobyc w innym towarzystwie.Po prostu wyjdź do ludzi ,rób cos,bo jescze troszke to oszalejesz,bo ilez można przy TV lub w kompie siedzieć.A może kóleczko wędrowania z kijkami lub wycieczek rowerowych.Jest naprawde wiele mozliwości.Pozdrawiam i powodzenia zyczę.
Proszę jakie jesteśmy zgodne, a w trudnych momentach zawsze któraś z nas sie przyda.
Ja bywam czasem rano czasem wieczorami ![]()
cześć kobitki wszystkie mamy jakiś kryzys ,,życia ,, Do tej pory zajmowałam się dbaniem o synów ,ale okazuje się ,że uczyniłam im kszywdę . Im więcej dbasz o faceta tym bardziej czynisz z niego kalekę .A dbanie o potrzeby rodziny nie może być sensem życia .Mamy po 40 50 lat dużo czasu i nie wiemy co z nim zrobić .Oczekujemy od psychologów ,że pomogą nam odnależć sens życia .Łykamy tabletki na problemy i co dalej ? Myślę tak jak Perla, szukajmy toważystwa innych kobiet i bądzmy sobie wsparciem .Ja też zgłosiłam chęć wolętariatu czekam na odzew z domu dziecka, muszą sprawdzić w mops moją opinię , sprawdzić u kuratora czy w przeszłości nie zjadłam jakiegoś dzieciaczka.Zastanawiam się czy jedyne do czego zostałam stworzona to dbanie o innych ?A może to kolejna ucieczka przed dbaniem o siebie?
Zastanawiam się czy jedyne do czego zostałam stworzona to dbanie o innych ?A może to kolejna ucieczka przed dbaniem o siebie?
a może to Tobie sie wydaje, że juz nic innego nie potrafisz??
zadbać o siebie nie jest wcale trudno...
:)
musisz w sobie obudzić tylko trochę egoistkę...
... potem już poleci
trzymam kciuki, żeby ci się udało z tym wolontariatem...
:)
pierwszy krok juz zrobiłaś
i masz rację, że nadmiar miłości szkodzi ![]()