...Wiem ile jest tutaj wątków na temat związków na odległość, jednak myślę, że każda nasza historia jest na swój sposób wyjątkowa, dlatego PROSZĘ o radę; moi bliscy (przyjaciele na miejscu) nie potrafią spojrzeć na tę sprawę obiektywnie...
Pod koniec lipca przyuważyłam na liście facebookowych znajomych chłopaka, którego KOMPLETNIE nie znałam (nie mam w zwyczaju akceptować zaproszeń od nieznajomych), dlatego postanowiłam wysłać mu wiadomość z zapytaniem, czy może jednak gdzieś się widzieliśmy. Tak jak myślałam, NIE... Nigdy... Rozmowa zaczęła się rozkręcać; rozkręcać w większym stopniu. Dyskutowaliśmy o wszystkim - o wspólnych zainteresowaniach, robieniu zdjęć, tatuażach, blablabla. Zaczął mieć małą OBSESJĘ na moim punkcie - wrzucał mi do skrzynki (na listy), rysunki, różne teksty piosenek. Wiedział gdzie mieszkam od swojego dobrego kolegi, bo mieszkał w tym samym bloku, także... Nie było łatwo. Pewnej NOCY, stał pod moim blokiem razem z nim i z innym kolegą. O trzeciej w nocy zaczęli śpiewać piosenki pod moim oknem, postanowiłam zejść... I ich uciszyć. UCISZYŁAM, wtedy poznałam Nikodema... + mojego WYŻEJ wspomnianego wielbiciela.
Spotykaliśmy się tylko dlatego, żebym mogła zobaczyć Nikodema. WTEDY się zakochałam... Ja i Nikodem pogłębialiśmy naszą znajomość na fundamentach koleżeńskich... Kompletnie odrzuciłam swojego WIELBICIELA.
Razem z Nikodemem pojechaliśmy na wakacje w góry pod pretekstem festiwalu, w którym brał udział razem ze swoim kolegą... WSZYSTKIE nasze sytuacje zaczęły się pogłębiać; wystarczył nadchodzący wieczór... Już zaczynały się uśmiechy, symboliczne gesty, dotyk, niby nieplanowany... Po naszych BARDZIEJ wciągających sytuacjach oznajmił mi, że nie możemy być razem, że przecież mieszkam za granicą, że on nie chce się angażować w związek z kimś kto mieszka tak daleko, że musimy przystopować, jednak NIE udało nam się tego zatrzymać... Nasz kontakt nieco się URWAŁ, kiedy wyjechałam do Anglii; tam raz na czas pisaliśmy, bardzo sztywno, na dystans.
Potem przyleciałam do Polski pod koniec października, wtedy stwierdził, że tak TĘSKNIŁ, byłam oszołomiona. KARMA zawsze wraca? Ja też byłam gotowa... Byłam gotowa na to, żeby zjechać do Polski na stałe, po maturze. Moja siła wyższa - rodzice, nie zgodzili się na to, nie było takiej opcji, walczyłam z nimi, stawiałam na swoim, że sobie poradzę do czasu... KIEDY nie poznałam Pawła - na miejscu. Teraz znowu jestem w Polsce, na święta i myślę CO powinnam powiedzieć NIKODEMOWI, który w dalszym ciągu myśli, że wrócę na stałe. Patrząc obiektywnie - jeśli nie ma się do kogoś zaufania... To nie da się być z tym kimś na odleglość. CO POWINNAM ZROBIĆ? POMÓŻCIE... WIADOMO, że z nim porozmawiam - co powinnam zawrzeć w takiej rozmowie?
Pozdrawiam, Doubt