netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

związek z rozwodnikiem - proszę o radę

50 odpowiedzi9 084 wyświetleniazałożony przez kuratorka_prosi_o_radę, 22.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 51 ]

1

Temat: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Witam,

Jestem 26-letnią wykształconą kobietą, pracującą w odpowiedzialnym zawodzie i wydawałoby się, że sama powinnam wiedzieć jak w życiu postępować i jakie decyzje podejmować. Nic bardziej mylnego, nie potrafię bowiem racjonalnie spojrzeć na własną sytuację osobistą.

Od ponad roku jestem z mężczyzną, którego kocham niewyobrażalnie. Jestem zaręczona, mieszkam z nim i prowadzę wspólne gospodarstwo domowe. Do tej pory byłam pewna, że jest on "mężczyzną mojego życia" i jedynym moim problemem było planowanie ślubu i naszego przyszłego wspólnego życia. Niestety w chwili obecnej zdecydowałam się na odłożenie organizacji ślubu na bliżej nieokreśloną przyszłość, gdyż mam wątpliwości czy w ogóle powinniśmy razem być.

Mój narzeczony jest rozwodnikiem (rozwód uzyskał dobrze ponad 4 lata temu), jednak zamieszkiwał z byłą już żoną, jeszcze kolejne dwa lata. Gdy definitywnie zakończyli związek i został sam, poznał mnie, zakochał się i zdecydował na nowy związek.

Ze swojego małżeństwa z A. posiada 12-letniego syna, o czym wiedziałam od początku i w niczym mi to nie przeszkadzało (zresztą całą pokręconą historię jego małżeństwa usłyszałam na "pierwszej randce" i wszystkie fakty ze spokojem przyjęłam do wiadomości). Problem jest w tym, że była żona nie może pogodzić się z tym, że M. postanowił ułożyć sobie życie na nowo (przez pierwsze pół roku nękała mnie i jego telefonami, sms-ami, mailami, przyjeżdżała do miejsca pracy M. żeby "porozmawiać", oczerniała mnie przed sąsiadami i znajomymi M., istny cyrk na kółkach, łącznie z szantażami związanymi z dzieckiem). Przetrwaliśmy ten ciężki czas, jednak we mnie coś "pękło".
Zaczęło się od tego, że zaczęły mnie męczyć wizyty jego syna, który przebywa każdy weekend u nas. Żeby jeszcze był on normalnym dzieckiem, to nie byłoby problemu, jednak tak niegrzecznego, źle wychowanego bandyty wręcz, nie spotkałam na swojej drodze (nawet zawodowej- jestem przecież kuratorem). Dziecko ma 12 lat i kradnie, zachowuje się skandalicznie, miał już sprawy w sądzie rodzinnym za nękanie innych dzieci w szkole. Każda jego wizyta u nas w domu to stres dla mnie, bo wiem że skończy to się ogromną awanturą, płaczem i wyzwiskami. Ja nie mam już siły, jestem naprawdę wykończona (do tego stopnia, że leczę się na neuropatię i nerwicę, co zdiagnozowano u mnie lata temu, jednak teraz objawy chorób bardzo się nasiliły).  Nie wiem co mam robić. Nie wolno mi się odezwać, bo wszystko co mówię zostanie odebrane jako atak, a mamusia synusia będzie przez kolejny tydzień wypominać, że K. nie jest moim dzieckiem i nie mam prawa wtrącać się w jego wychowanie. Mój M. też niestety nie jest bez winy, gdyż kocha syna "głupią" miłością i przede wszystkim ma na celu "wynagrodzenie mu rozwodu rodziców". Wszystko K. się wybacza, "trzeba go zrozumieć bo ma ciężką sytuację rodzinną". W weekendy jestem chora, boli mnie brzuch i odliczam godziny do 20.00, kiedy wreszcie jedzie do matki.
Wszyscy powtarzają mi, że to ja muszę się dostosować bo dziecko nie zniknie, to ja muszę "kapitulować" i pomagać M. bo na taki związek się zdecydowałam. I ja wiedziałam co robię, gdy wiązałam się z M. Przez pierwsze 8 miesięcy stawałam na rzęsach, żeby dzieciakowi było u nas dobrze, ale on ma wszystko w nosie. Na dodatek jego matka średnio się nim interesuje, ciągle podrzuca go nam, nie pomaga w nauce, właściwie w niczym. On ma 12 lat a nigdy nie jechał autobusem!!! Jest ograniczony, nieobyty, niewychowany i ma ogromne kłopoty w nauce. Zaproponowałam terapię psychologiczną dla niego, to mamusia stwierdziła, że chcę z niego zrobić wariata (M. nie miał nic przeciwko). Zaproponowałam im jako rodzinie (choć wiele bym dała, żeby M. nie kontaktował się z A. bo w mojej ocenie jest ona toksyczną babą) terapię, żeby popracowali nad wzajemnymi relacjami- też nie. Ja już naprawdę nie wiem co mam robić. Czuję, że nie jestem w związku z M. tylko na dokładkę jeszcze z A. i synusiem o roszczeniowej postawie. Mam dość codziennego wałkowania tematu "rodziny M." i ich wiecznych problemów, mam dość dowiadywania się jak uratować dupę K. po kolejnym wyskoku. Chciałabym żyć swoim życiem, sama chcę mieć dziecko i szczęśliwą rodzinę ale nie wiem co mam robić. Uciekać czy trwać w tym g****e dalej?

Dodam, że M. nie za bardzo potrafi się określić i nie wie jak postępować w tej sytuacji. Jedna koleżanka powiedziała mi,że za kilka lat K. będzie dorosły i nie będzie potrzebował już ojca tak jak teraz, ale jak widzę jak bardzo jest nieudolny to wiem,że będzie na plecach taty tkwił jak stary strup. Na dodatek mamusia w tle, która na siłę chce kontaktować się z byłym mężem. Mam 26 lat, narzeczony jest 10 lat starszy- kto tu powinien być bardziej dojrzały?

Proszę kobiety, które obiektywnie spojrzycie na tę historię, powiedzcie mi co ja mam robić? Odejść i pocierpieć, czy męczyć się?
A może ja coś robię źle, może jest sposób na naprawę tej sytuacji?
Proszę o radę

Błagam wręcz

2

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę
kuratorka_prosi_o_radę napisał/a:

(nawet zawodowej- jestem przecież kuratorem). Dziecko ma 12 lat i kradnie, zachowuje się skandalicznie, miał już sprawy w sądzie rodzinnym za nękanie innych dzieci w szkole.

Pani kurator, a od jakiego wieku dziecko odpowiada przed sądem rodzinnym?

3

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Na miesiąc przed dwunastymi urodzinami odbyła się sprawa w sądzie, w której musiał stawić się jako "nieletni", na gruncie ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich, za stosowanie względem innych dzieci agresji słownej i czynnej, także jak widać zdarzają się "ancymonki", które przed oblicze sądu trafiają przed ukończeniem 13 roku życia, co mi w zawodowej 3-letniej karierze jeszcze się nie przydarzyło...najmłodszego "nielata" miałam w wieku lat 14... niestety sprawa w sądzie nic nie dała, dostał upomnienie i o sprawie...zapomniał

4

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Pani kurator, Pani nie przeczytała ustawy:

USTAWA
z dnia 26 października 1982 r.
o postępowaniu w sprawach nieletnich
Art. 1. § 1. Przepisy ustawy stosuje się w zakresie:
1)   zapobiegania i zwalczania demoralizacji - w stosunku do osób, które nie ukończyły lat 18;
2)   postępowania w sprawach o czyny karalne - w stosunku do osób, które dopuściły się takiego czynu po ukończeniu lat 13, ale nie ukończyły lat 17;
3)   wykonywania środków wychowawczych lub poprawczych - w stosunku do osób, względem których środki te zostały orzeczone, nie dłużej jednak niż do ukończenia przez te osoby lat 21.

To wbrew przepisom prawa obowiązującego w naszym kraju.
W jakim mieście w Polsce 12latek odpowiada przed sądem rodzinnym?

Do reszty problemu z pierwszego postu Pani kurator się nie odniosę, bo się nie znam.

5

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Sama Pani sobie odpowiedziała- w celu zapobiegania i zwalczania demoralizacji - w stosunku do osób, które nie ukończyły lat 18. Na tej podstawie Szkoła Podstawowa wystosowała wniosek do Sądu, argumentując, iż stosowanie agresji słownej oraz czynnej względem innych dzieci (bicie, wyzwiska i groźby) są przejawem demoralizacji K. Właśnie z racji wieku nie można było jego zachowania "podciągnąć" pod przepisy dot. postępowania w sprawach o czyny karalne. Proszę mnie tu nie egzaminować z prawa, bo chyba nie w tym rzecz. Jestem prawnikiem, kuratorem i wiem co piszę. Może trochę uprościłam opis i nie było to zrozumiałe dla innych, ale proszę mi nie zarzucać tutaj niekompetencji.

6

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Wiek metrykalny nie ma często/gęsto nic wspólnego z dojrzałością.
Biorąc sobie jako partnera mężczyznę z przeszłością, bierzesz go z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli z dzieckiem i jego matką/byłą żoną.
Nie masz prawa, wedle słów eks żony, wtrącać się w wychowanie syna partnera? To nie wtrącaj się. Wymagaj jednak, by będąc w waszym/Twoim domu zachowywał się zgodnie z obowiązującymi w tym domu normami. Poza Twym/waszym domem niech młodzieniec robi, co chce, a raczej to, na co jego opiekunowie prawni się zgadzają.

Rzeczą podstawową jest dla mnie Twoje dogadanie się z partnerem. Z matką jego dziecka dogadywać się nie musisz.

7

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Mam wrażenie że M. jest za bardzo bierny w tej sytuacji. Rozmawiam z nim, przekonuję do swoich racji, doszło do tego, że jak słyszę 'nowości' na temat A. czy K. to ucinam dyskusję bo najzwyczajniej w świecie mam już dość ich problemów. M. słucha, kiwa głową, a potem właściwie nie robi nic, żeby i jedno i drugie nie właziło nam na głowę. Dziecku wybacza wszystko..Najgorsze jest to, że raz egzekwuje od syna to, w jaki sposób ma on się zachowywać, by za chwilę udawać, że nie widzi i nie słyszy, jak on się zachowuje... Więc chyba w naszym porozumieniu (a raczej jego braku w tej kwestii) powinnam dopatrywać się problemu...

8

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Postawiłaś diagnozę. Moim zdaniem albo wspólnie naprawicie wasze kontakty, albo zostawisz wszystko tak, jak jest, albo pożegnasz biernego. Innych rozwiązań nie widzę.

9

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Takie małżeństwa są bardzo trudne i musisz mieć tego świadomość. Pamiętaj, że jest syn, z tego co czytasz nie do końca go ackeptujesz i masz do tego prawo. Ponadto jest jeszcze matka tego dziecka i zona Twojego partnera, czy chcesz czy nie ona będzie zawsze. Nie musisz wtrącać się w wychowanie dzieciaka ale możesz a nawet musisz żądać odpowiedniego zachowania kiedy jest ona w Waszym domu. I tu powinnaś mieć poparcie Twojego partnera. Jeśli tego nie ma to zastanów się poważnie nad tym związkiem. Miej jednak świadomość, że to są ciężkie związki co nie oznacza że nie mogą się udać. Ustal zasady przebywania dzieciaka w Waszym domu i pogadaj o tym z partnerem. Rozmowa, rozmowa, rozmowa.

10

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Mam tego świadomość i jest mi z tym bardzo ciężko. Rozmowa...? Ja mam wrażenie, że nic innego nie robię tylko przeprowadzam "poważne rozmowy". Rzeczywiście, teraz już nie akceptuję K. Starałam się temu dziecku pomóc, bo mam takie możliwości. Wiem, że dzieciak wymaga terapii, jest nadpobudliwy, ma problem z emocjami, zaburzony został proces socjalizacji, szkoda tylko że rodzice tego nie widzą a próby pomocy odebrali (właściwie matka) jako próba udowodnienia jej, że syna źle wychowywała i wychowuje. Mówi, że chcę z niego zrobić "głupka". Od kilkunastu tygodni już się nie wtrącam wcale, udaję, że ten temat mnie nie dotyczy. Nie pomagam w lekcjach itp. bo zawsze kończyło się to awanturą, nie uczestniczę w wyjściach, wycieczkach, wspólnych zakupach i innych atrakcjach, bo się po prostu za chłopaka wstydzę. Tym bardziej, że sama jestem kuratorem i w teorii powinnam mu pomóc, albo inaczej- umieć pomóc.

Jestem po prostu zmęczona, ledwo wytrwałam w ten sposób rok i zadaję sobie pytanie ile jeszcze jestem w stanie wytrzymać?

Najłatwiej byłoby odejść, tylko żal mi tego, że znalazłam osobę z którą potrafię się porozumieć na każdym polu (oprócz tego jednego!) i miałabym ją stracić. A ta sytuacja mi rujnuje zdrowie, dobre samopoczucie i powoduje, że nie uśmiecham się tak jak kiedyś...

Wiem, że cała ta dyskusja sprowadza się do jednego- że muszę wybrać. A nie umiem sad

11

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Po pierwsze: przestań zachowywać się jak kuratorka a zacznij zachowywać się jak kobieta i przyszła matka. Wiem, ze w stosunku do obcego dziecka trudno wykrzesać z siebie pokłady dobra ale nie krytykuj go wciąż, nie krzycz i nie bądź okrutną złą babą. Aczkolwiek wymagaj elementarnych zasad podczas pobytu w waszym domu.

Ja trochę rozumiem dzieciaka, rodzice zgotowali mu marne dzieciństwo- rozwód rodziców boli. A poza tym po kiego Ty na siłę chcesz pomagać???Pomyśl, że on może traktować Cię jak wroga bo teraz jego ojciec jest z Tobą a nie z jego mamą.

Kwestia jego dziecka, które czy chcesz czy nie będzie również częścią Twojego życia jest mega ważna więc chyba się tak świetnie nie dogadujecie???

12 Ostatnio edytowany przez paulo71 (2014-11-23 15:03:44)

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

A ja ci radzę zostaw tego rozwodnika z swoimi problemami. Facet lat 36 nie może poradzić sobie z własnym synem. To po prostu nie dorzeczne. Sam jestem po rozwodzie, a syna wychowałem na porządnego człowieka. Nie jest lalusiem mój syn, nigdy nie był chowany jak cókierek. Nie wiem czemu dziewczyna lat 26 związała się z takich o 10 lat starszym facetem, gdzie wokoło jest rówieśników pełno. Jesteś panienką, posiadasz dobry zawód, możesz mieć dużo lepsze życie.
Oczywiście jak się mówi "serce nie wybiera" no ale trzeba spojrzeć na to trzeźwo. Była małżonka wcina sie w wasz związek, syn nie do wytrzymania, brak szacuku do ojca uważam już nie wspomnę o tobie. Więc po prostu wiej. A jesteś w wieku mojej byłej pasierbicy i myślę, że moja rada jest cenna.

13

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę
markiza napisał/a:

Po pierwsze: przestań zachowywać się jak kuratorka a zacznij zachowywać się jak kobieta i przyszła matka. Wiem, ze w stosunku do obcego dziecka trudno wykrzesać z siebie pokłady dobra ale nie krytykuj go wciąż, nie krzycz i nie bądź okrutną złą babą. Aczkolwiek wymagaj elementarnych zasad podczas pobytu w waszym domu.

Ja trochę rozumiem dzieciaka, rodzice zgotowali mu marne dzieciństwo- rozwód rodziców boli. A poza tym po kiego Ty na siłę chcesz pomagać???Pomyśl, że on może traktować Cię jak wroga bo teraz jego ojciec jest z Tobą a nie z jego mamą.

Kwestia jego dziecka, które czy chcesz czy nie będzie również częścią Twojego życia jest mega ważna więc chyba się tak świetnie nie dogadujecie???

Żeby była jasność- oczywiście pisząc przyszłą matka mam na myśli Twoje dzieci, bo dla tego chłopaka matką nigdy nie będziesz bo on już mamę ma.

14

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę
kuratorka_prosi_o_radę napisał/a:

(...)Wiem, że cała ta dyskusja sprowadza się do jednego- że muszę wybrać. A nie umiem sad

Umiesz.

I wybrałaś.
Wybrałaś życie z osobą, z którą świetnie dogadujesz się oprócz spraw związanych z jego synem. To wszystko, co opisałaś na temat swego zdrowia, swych nieudanych zabiegów mających na celu pomoc chłopcu, to tzw. koszta uzyskania przychodu. Widać, Twój bilans w tej sprawie jest dodatni.

15

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę
Wielokropek napisał/a:
kuratorka_prosi_o_radę napisał/a:

(...)Wiem, że cała ta dyskusja sprowadza się do jednego- że muszę wybrać. A nie umiem sad

Umiesz.

I wybrałaś.
Wybrałaś życie z osobą, z którą świetnie dogadujesz się oprócz spraw związanych z jego synem. To wszystko, co opisałaś na temat swego zdrowia, swych nieudanych zabiegów mających na celu pomoc chłopcu, to tzw. koszta uzyskania przychodu. Widać, Twój bilans w tej sprawie jest dodatni.

Nie wiem czy taki dodatni??? Skoro nie potrafią dogadać się w tak istotnej kwestii jak istnienie syna z poprzedniego małżeństwa i zachowanie owego syna.

16

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Bardzo dziękuję za wszystkie spostrzeżenia, w tym za męski punkt widzenia- Pana zdanie wstrząsnęło mną najbardziej.

Dlaczego CHCIAŁAM pomagać? Bo może z moich postów wcale to nie wynika, ale jednak nie chciałabym aby K. zmarnował sobie życie...a niestety wiele wskazuje na to, że lepiej już nie będzie. Próbowałam dwa razy, nie przyjęto mojej pomocy- zrozumiałam, przyjęłam do wiadomości i zapewniam, że po raz kolejny nie spróbuję, bo widzę, że nie ma po co.

Spieszę także z wyjaśnieniem, że nigdy przy dziecku go nie krytykowałam, nie nakrzyczałam, tłumaczyłam wszystko ze spokojem, nie pokazałam po sobie (przynajmniej taką mam nadzieję), że udało mu się wyprowadzić mnie z równowagi. Tylko, że moje nawet spokojne mówienie do niego (z treścią która mu nie odpowiada) jest obszernie komentowane przez mamusię, która musi wiedzieć wszystko i wrzucić swoje 3 grosze.
Chyba normalną rzeczą jest zwrócenie chłopcu uwagi, że w moim domu i w moim towarzystwie, nie będzie on obrażał własnej babci, krzycząc do niej "Bacha, odwal się"? Reaguję, kiedy bezczelność i arogancja- kogokolwiek- udziela się w towarzystwie i krzywdzi osoby trzecie. Nie zgadzam się na krzyki, wyzwiska i trzaskanie drzwiami w moim domu (dodam, że on zachowuje się tak względem ojca, a nie mnie, mnie w takich sytuacjach traktuje jak powietrze). Po prostu nie chcę być świadkiem takich awantur, nie chcę w tym uczestniczyć i nie chcę, żeby działo się to w moim mieszkaniu.

M. nie potrafi tego wyegzekwować, zresztą ma inny charakter niż ja- jego bardzo trudno wyprowadzić z równowagi. I chyba tu jest pies pogrzebany.

17

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Wiek 11-16 lat to okres życia, gdy niemal każdy młody człowiek buntuje się, prowokuje, sprawdza granice, eksperymentuje. To czas, w którym szczególnie negatywnie przyjmowane są wszelkie gadki moralizatorskie, wszelkie pouczania; to źle znoszą dzieci w każdym wieku, w tym jednak czasie takie zachowania dorosłych działają jak płachta na byka i wywołują często/gęsto skutek odwrotny do planowanego.

Może więc najwyższy czas, by ten młody człowiek napotkał na swej drodze przyjaznego dorosłego? Takiego, który potraktuje go jak człowieka, nie zaś jako sprawcę przemocy? Może ten dorosły nawiąże z nim kontakt? Może zrozumie, że chłopak oprócz burzy hormonalnej, wahań nastrojów i agresji z tym związanych, przeżywa trudny czas ze względu na rozstanie rodziców i związek swego ojca z nową kobietą - w jego oczach rywalką matki? Może ten dorosły będzie pierwszą osobą, która zrozumie jego i jego uczucia (zrozumienie uczuć nie jest tożsame z akceptacją zachowania)?

Przecież ten chłopak za wszelką cenę, łącznie z wejściem w konflikt z prawem, usiłuje zwrócić na siebie i swoje problemy uwagę. Zamiast kontaktu znajduje restrykcje. Przykre.



Jestem kobietą. smile


Edit:
Dopiero teraz hmm zobaczyłam ten fragment:

kuratorka_prosi_o_radę napisał/a:

(...)
Chyba normalną rzeczą jest zwrócenie chłopcu uwagi, że w moim domu i w moim towarzystwie, nie będzie on obrażał własnej babci, krzycząc do niej "Bacha, odwal się"? Reaguję, kiedy bezczelność i arogancja- kogokolwiek- udziela się w towarzystwie i krzywdzi osoby trzecie. Nie zgadzam się na krzyki, wyzwiska i trzaskanie drzwiami w moim domu (dodam, że on zachowuje się tak względem ojca, a nie mnie, mnie w takich sytuacjach traktuje jak powietrze). Po prostu nie chcę być świadkiem takich awantur, nie chcę w tym uczestniczyć i nie chcę, żeby działo się to w moim mieszkaniu.

M. nie potrafi tego wyegzekwować, zresztą ma inny charakter niż ja- jego bardzo trudno wyprowadzić z równowagi. I chyba tu jest pies pogrzebany.

Chłopak zaczepia, szuka bliskiego emocjonalnego kontaktu z ojcem, chce doprowadzić do zwarcia - to też są typowe zachowania nastolatków i... bardzo potrzebne do ich rozwoju. A ojciec? Z punktu widzenia młodego człowieka 'olewa go'.

18 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2014-11-24 13:09:48)

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

"To wbrew przepisom prawa obowiązującego w naszym kraju.
W jakim mieście w Polsce 12latek odpowiada przed sądem rodzinnym? " ?!

W kazdym. Sa tylko rozne tryby, procesowy, bezprocesowy. Do kazdego pisma SR musi sie ustosunkowac. Inaczej oznaczalo by calkowita bezkarnosc. Jesli w przypadku mojego syna, kolega 12 latek za pobicie go zostal "skazany" na napisanie wypracowania - sprawe prowadzila sedzia, bez lawnikow w postaci przesluchania strony, to w jakims trybie musialo sie to odbywac. Poza tym sprawa przed SR moze miec postac "ataku na rodzicow" w postaci kierunku w strone przydzielenia kuratora oraz ograniczenia praw rodzicielskich. Tutaj niejako "skazywani" sa rodzice a nie bezposrednio dziecko.

Co do autorki. Czy dziecko przebywajac z ojcem musi przesiadywac w domu? Czy nie lepiej by bylo jakby te spotkanai podzielone byly na takie, gdzie Oni gdzies razem wychodza i sa poza domem ale razem? Wtedy by musieli rozmawiac, poprawiac relacje. Dla chlopca to wazne. Ty jako "konkuretka" matki mozesz z gory byc przesadnie odrzucana. Moze mu juz nie pomorzesz jedynie akceptacja jako osoby. A co do zachowan, kultury jak najbardziej sluszne jest wymaganie tego. I tu trzeba jasno postawic granice. Kazdy od kogo sie wymaga (z konsekwnecja) szanuje osobe ktora wymaga.

Co do reszty. Sytuacja jest dla Ciebie uciazliwa. Problemem sa glownie wizyty chlopca. W tym czasie mozesz inaczej organizowac sobie czas. Moze tutaj poszukaj rozwiazan. Twoj partner pewnie niewiele sie zmieni w kwestii syna ale poki syn nie mieszka z wami to problem jest tylko od czasu do czasu. Gorzej bedzie jak w przyszlosci moze wyciagac pieniadze, krasc.

19

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Tak jak napisałam, ja za względu na własne przeżycia z domu rodzinnego, jak i doświadczenie zawodowe, chłopca rozumiem. Współczuję mu ogromnie tego, że stracił ojca, jako rodzica którego ma się obok każdego dnia. Związek rodziców rozpadł się przez jego matkę (zdradzała męża bardzo długo i niespecjalnie się z tym kryła, nawet K. to wie), ona dzisiaj również jest w nowym związku. Jeśli chodzi o matkę, to K. ją traktuje najgorzej, zresztą sam mi kiedyś powiedział, że "mama do pięt Ci nie dorasta", mając na myśli chyba jej intelekt, ale mogę się mylić, bo nie wiem co w głowie siedzi dwunastolatkowi. Mnie traktuje najlepiej ze wszystkich. Do matki używa słów (słyszałam osobiście)- "wal się na ryj, deb***o", "spier***aj", "idiotko" itp. Do ojca już tak nie powie, bo się go boi. Ale np. babcie już też mogą o sobie takie rzeczy usłyszeć. Rzeczywiście jest u nas tylko w weekendy, choć widzę na horyzoncie problem- on pewnego czasu sugeruje, że chciałby u nas mieszkać na stałe. Tutaj jednak głównym powodem są na pewno pieniądze, jak i warunki materialne. My z M. mieszkamy w pięknym, przestronnym i nowocześnie urządzonym mieszkaniu, natomiast dziecko u matki ma warunki bardzo skromne (musi mieszkać z nią w jednym pokoju w mieszkaniu dziadków, w którym z tego co wiem luksusów nie ma), zawsze miał zagwarantowane wszelkie atrakcje i co tam sobie zażyczył. Stąd też podkreśla, że bardziej mu się u nas podoba. Wiem, że matka go nie odda, gdyż nie pracuje i żyje tak naprawdę z jego alimentów, bez niego sama nie będzie istnieć, z tego co słyszeliśmy jej nowy partner nie akceptuje dzieci i nie chce z nią mieszkać. K. buntuje się przeciwko takiej sytuacji, bo widzi jak jest u nas, a jak jest tam kiedy wraca po weekendzie.

Wydaje mi się, że przez pierwszy okres byłam tym optymistycznie nastawionym i wyrozumiałym dorosłym, a jego zachowanie spływało po mnie jak po kaczce, jednak z czasem zaczęło mnie to irytować. Schemat jest ten sam- ojciec od piątku wieczorem na głowie staje, żeby spędzić z młodym czas, organizuje mu wyjścia, wyjazdy i inne wycieczki, odrabia z nim zadanie, pomaga mu w nauce, natomiast w niedzielę wszystko szlag trafia bo K. pokazuje rogi, mniej więcej o 17 wszyscy mają dość, są skłóceni, a ojciec nie wytrzymuje i w domu jest awantura, która od pewnego czasu kończy się wyzwiskami, szarpaniną i płaczem K., który dzwoni ze skargą do matki. Nie umiem udawać, że nic się nie dzieje i odpoczywam po weekendzie dopiero w poniedziałek... Można taką sytuację wytrzymać i puścić w niepamięć jak zdarzyła się raz czy dwa, a u mnie w domu jest w każdy weekend od maja...

Niestety K. okradł nas już kilkakrotnie, w sumie podebrał jakieś 600 zł... najgorsze, że widzę jak stawia się do ojca i jeśli tyle siły używa względem innych dzieci w szkole, to mam podstawy do tego, żeby bać się, że zrobi kiedyś komuś krzywdę i dojdzie do jakiejś tragedii...

20

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Pokazuje rogi w niedzielę? Cóż... zbliża się czas powrotu do matki, która nie dorasta Ci do pięt. Rośnie jego złość. Co zrobić, by jej trochę upuścić (bo przecież nikt nie nauczył go radzenia sobie z trudnymi uczuciami) a jednocześnie zmniejszyć różnice między oboma domami? Sprowokować awanturę. Wówczas już nie będzie tak bolało wyjście z tego domu, wówczas przez chwilę pomyśli "kiepski ojciec, lepiej że mieszkam z matką".

21

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Hmmm...nigdy by mi to nawet do głowy nie przyszło. Ciekawe spostrzeżenie...

Co do radzenia (czy też nie) z emocjami- właśnie dlatego tak usilnie na początku chciałam, żeby spotkał się z jakimś psychologiem. Myślałam, że może przed "obcym" się wygada,a specjalista podsunie jakieś rozwiązanie, przede wszystkim jemu...nie dorosłym. Bo to dziecku jest najciężej w tej sytuacji.

Innych opcji jak na razie nie widzę...

22

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Przecież młody ciągle 'wygaduje się', ciągle wrzeszczy, gdzie go boli.
Przecież każde z was może wspólnie z nim zastanowić się, co może zrobić, gdy jest wściekły. Złość, wściekłość mają wielką energię. Coś z nią trzeba zrobić, jakoś trzeba dać jej ujście. Zastanawianie się nad rozwiązaniami (nie wymyślaniem za niego) jest celowe, gdy w domu spokojnie, przyjemnie. Gdy emocje sięgają zenitu, rozum uciekł na spacer i żadna rozmowa nie ma sensu.


Edit:
Matka chłopca nie wyraża zgody na jego spotkanie z psychologiem? Ale nie może zabronić takiego spotkania ani Tobie, ani Twemu partnerowi.

23

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Witam! mam podobny problem jak Ty. Mianowicie dogaduje sie z moim facetem super, naprawde bardzo sie kochamy. Jednak gdy na weekend sa jego dzieci mam ochote wyjsc  z domu i krzyczec jak najglosniej sie da. Nie wiem co robic, to naprawde ciezko zrozumiec jesli ktos w takiej sytuacji nie byl. Ja z dziecmi wlasciwie sie dobrze rozumiem, tzn. Nie komentuje, nie zakazuje, jestem neutralna. Smiejemy sie duzo, zarty itd. Jednak to nie sa moje dzieci, nie wiem jak to uczucie opisc. Kocham mojego faceta ale z dziecmi raczej staram sie nie miec nic wspolnego.
Do tego wszystkiego jego eks ktora o wszystkim wszystko musi wiedziec, przeprowadza wywiady z dziecmi itd.
Nie wiem, nie potrafie wybrac... Rozumczy serce...

24

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

witam jakiś czas temu zaczelam się spotykać z pewnym mezczyzna 6 lat starszym ode mnie w trakcie rozwodu po dwuletniej separacji. mam 24 lata corke i jestem po rozwodzie. mieszka ponad 100km ode mnie jednak gra w klubie ok. 50km ode mnie (jest piłkarzem) po 2 tyg znajomości przestal się odzywac napisał ze już nie może tak zyc ma wszystkiego dość i ma depresje.. napisałam mu ze jak będzie miał ochote to zasze może do mnie napisac czy zadzwonić. po 2 dnich napisał i spotkaliśmy się wszystko było ok. przeważnie ja jezdzilam bo nie miał samochodu i był po paru procentach twierdzil ze się zakochal we mnie i mi podziekuje za wszystko... kilka razy zdarzylo się ze wyjechal do siebie (ma syna ) i potrafil się nie odzywac przez ok 2 dni.. bylam bardzo cierpliwa nie robiłam zadnych wyrzutow ani awantur. w zeszla sobote pojechal na urodziny do syna od południa przestal się odzywac dzwoniłam nie odbieral... napisałam w poniedziałek wieczorem o co chodzi... odpisal ze ma problem jest uzależniony od alkoholu i ze był już na odwyku z hazardu  był u specjalisty i poradzil mu żeby ni wchodzil w nowy związek bo rani druga osobe ledwo skonczyl nowy zwiazek a poza tym musi isc na zamknięty odwyk, przyjechal do mnie rano we wtorek i powiedział ze mu zależy ale potrzebuje czasu. miał w pracy wazna impreze i prosiłam żeby wrocil do mnie bo oboje wiemy jak to soe skończy... pisałam dzwonilam ale po dopiero po 3 godz zadzwonil ze jest już po piwie i zostaje. na drugi dzień zadzwonil o 12 czy nie odwiozę go do małego nie dalam rady wiec zaproponowalam kolacje.  jednak napisał ze nie jest w stanie. pojechałam po niego i już ledwo szedł... nazajutrz mielismy jechać na caly dzień jednak w ciągu 10 minut zmienil zdanie i powiedział ze musi jechać do małego i nie może już odmowic... po drodze wygarnelam mu ze mu nie zależy i ma mnie gdzies i nawet się klocic nie będę bo to nie ma sensu. on ze skad ja mogę wiedzieć ze mu zależy i glupi jest ze tak pije milczeliśmy cala droge powiedział ze zadzwoni, napisałam 3 sms czy dojechal i nie odpisal. wczoraj wyslalam mu wiadomość czy wszstko wporzadu napisał ze musi się wziasc w garść a ja ze powinnismy porozmawiać jego odpowiedz tzn? milczalas cala droge odpisałam ze ja chce mu pomoc i ze nie wiem jak to się stało ale zaczelo mi zalezec na nim i czy przyjedzie zadzwoniłam ale nie odebral i telefon milczy....
bardzo jest ciężko to pierwszy facet z którym od 3 lat się spotykałam i zaczelo mi zalezec na nim... poradzcie mi jak się zachować? co zrobić? ciężko mi jest ;( poradzcie mi czy powinnam cierpliwie czekac nie pisać nie dzwonic... i sprobowac odezwac się do niego za jakiś czas

25

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

yvcia- wydaje mi się, że Ty masz problem z tym, że te dzieci "w ogóle istnieją" i czy chcesz czy nie chcesz, musisz spędzać z nimi czas (przynajmniej tak zrozumiałam post), ja natomiast od początku byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Kiedy ex mojego M. nie pozwalała chłopcu przyjeżdżać do nas, bo akurat miała inny pogląd  na wiele spraw, to "walczyłam" tak samo mocno jak mój narzeczony, żeby K. mógł do nas przyjeżdżać, spędzać czas, żeby był z ojcem- bo tego mu bardzo brakowało.
Minęło kilkanaście tygodni, sprawa z weekendami wróciła do normy, a w dzieciaka jakby diabeł wstąpił- opuścił się w nauce, pogorszył zachowanie, średnio raz na dwa tygodnie rodzice wzywani są do dyrektora, potem sprawa w sądzie rodzinnym, kradzieże, wyzwiska, obelgi, miesiąc temu uderzył jedną ze swoich babć w twarz... (każdy weekend jest coraz gorszy, za każdym razem K. przekracza kolejną granicę). I kiedy z jednego koszmarnego weekendu, zrobiło się kilkanaście, kiedy przed kolejnym weekendem zaczął boleć mnie ze stresu brzuch, to stwierdziłam, że poziom akceptacji dla tego dziecka zmalał prawie do zera (mimo że rozumiem, że jest mu źle, że jego życie runęło w gruzy, choć rodzice nie są już ze sobą i razem nie zamieszkują ponad dwa lata!).

Od kilku dni miałam już tak dość, że byłam gotować spakować walizkę i uciekać. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale kazałam M. nie przywozić K. na dwa kolejne weekendy, bo ja muszę odpocząć. Powiedziałam, że jeśli nie dostosuje się to ja odchodzę, bo więcej nie wytrzymam. Jestem wykończona, zbliża się koniec miesiąca- czyli czas najbardziej wytężonej pracy dla mnie. I ja chcę mieć spokój. Mam więc przed sobą 3 tygodnie "wakacji", w tym dwa wolne weekendy bez krzyku, agresji i pretensji. I po tym czasie, zdecyduję co dalej robić, bo chcę zaobserwować, czy moje dolegliwości choć trochę ustąpią w tym czasie.

do martaweronika- tutaj w ogóle bym się zastanowiła czy brnąć w taki związek, alkohol, nieodpowiedzialne zachowanie plus zobowiązania mężczyzny wobec byłej i jego dziecka, to chyba trochę dużo, a sama masz za sobą trudną przeszłość. Moja rada: nie ładuj się w to! Chyba, że odpowiada Ci rola "terapeutki".

26

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Przemysl za I przeciw.
Ja np. Zaluje ze pewnych spraw nie przemyslalam przed znajomoscia, zawarciem zwiazku.  A teraz mam zal samej do siebie ze nie przemyslalam kwestii np. Wiary co czesto w moim zwiazku powoduje zlosc, klotnie co dobrze nie wrozy, co najwyzej rozpad malzenstwa. W sercu mam mala nadzieje ze kiedys spotkam kogos z Kim bede w zdrowiu I chorobie do konca zycia.

Wniosek jest taki zeby wyliczyc sobie za I przeciw... a przede wszystkim dazyc do szczescia.

27

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Oczywiście, w pełni się z Tobą zgadzam. Właśnie to robię, rozważam wszystkie"za" i "przeciw". Nie byłoby mnie na tym forum, gdybym nie analizowała swojej sytuacji i nie zastanawiała się, co mam dalej robić.

Mawia się, że "serce nie sługa". Stąd też bardzo ciężko jest zniszczyć relację, która przyniosła mi także wiele szczęścia (oprócz nerwów, które związane są z sytuacją rodzinną M.).  Niestety wiele wskazuje na to, że łatwo nie będzie, zwłaszcza że u nas telenoweli ciąg dalszy.
Dzisiaj dowiedzieliśmy się, że K. podczas głupiej, szczeniackiej zabawy, tak popchnął kolegę, że ten stracił przytomność i karetka zabrała go ze szkoły do szpitala. Oczywiście skończyło się policją, dyrekcją szkoły itp. i wygląda na to, że ten wyskok już mu płazem nie ujdzie. Niedługo skończy 13 lat i wydaje mi się, że jak tak dalej pójdzie to Święty Boże- nie pomoże, i skończy się poprawczakiem.
No ale tak, jak napisałam- ja się nie wtrącam, bo ani nie mam na to siły, ani ochoty. Zresztą sprawy zaszły już tak daleko, że dzieckiem na pewno nie zajmą się już tylko rodzice, ale o tym akurat zdecyduje Sąd.

28

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Niestety wierze ze nie jest łatwo, ale lepiej sie nie wtracac.

Ja jak bym sie nie wtracala wciaz bym siedziala na kocio lape z zonatym mezczyzna.. a tak mam wrazenie ze to moja decyzja byla, nie jego wlasna. Czego bardzo zaluje ze nie dalam pola wyboru.

29 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-26 21:34:19)

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę
kuratorka_prosi_o_radę napisał/a:

Witam,

Jestem 26-letnią wykształconą kobietą, pracującą w odpowiedzialnym zawodzie i wydawałoby się, że sama powinnam wiedzieć jak w życiu postępować i jakie decyzje podejmować. Nic bardziej mylnego, nie potrafię bowiem racjonalnie spojrzeć na własną sytuację osobistą.

Od ponad roku jestem z mężczyzną, którego kocham niewyobrażalnie. Jestem zaręczona, mieszkam z nim i prowadzę wspólne gospodarstwo domowe. Do tej pory byłam pewna, że jest on "mężczyzną mojego życia" i jedynym moim problemem było planowanie ślubu i naszego przyszłego wspólnego życia. Niestety w chwili obecnej zdecydowałam się na odłożenie organizacji ślubu na bliżej nieokreśloną przyszłość, gdyż mam wątpliwości czy w ogóle powinniśmy razem być.

Mój narzeczony jest rozwodnikiem (rozwód uzyskał dobrze ponad 4 lata temu), jednak zamieszkiwał z byłą już żoną, jeszcze kolejne dwa lata. Gdy definitywnie zakończyli związek i został sam, poznał mnie, zakochał się i zdecydował na nowy związek.

Ze swojego małżeństwa z A. posiada 12-letniego syna, o czym wiedziałam od początku i w niczym mi to nie przeszkadzało (zresztą całą pokręconą historię jego małżeństwa usłyszałam na "pierwszej randce" i wszystkie fakty ze spokojem przyjęłam do wiadomości). Problem jest w tym, że była żona nie może pogodzić się z tym, że M. postanowił ułożyć sobie życie na nowo (przez pierwsze pół roku nękała mnie i jego telefonami, sms-ami, mailami, przyjeżdżała do miejsca pracy M. żeby "porozmawiać", oczerniała mnie przed sąsiadami i znajomymi M., istny cyrk na kółkach, łącznie z szantażami związanymi z dzieckiem). Przetrwaliśmy ten ciężki czas, jednak we mnie coś "pękło".
Zaczęło się od tego, że zaczęły mnie męczyć wizyty jego syna, który przebywa każdy weekend u nas. Żeby jeszcze był on normalnym dzieckiem, to nie byłoby problemu, jednak tak niegrzecznego, źle wychowanego bandyty wręcz, nie spotkałam na swojej drodze (nawet zawodowej- jestem przecież kuratorem). Dziecko ma 12 lat i kradnie, zachowuje się skandalicznie, miał już sprawy w sądzie rodzinnym za nękanie innych dzieci w szkole. Każda jego wizyta u nas w domu to stres dla mnie, bo wiem że skończy to się ogromną awanturą, płaczem i wyzwiskami. Ja nie mam już siły, jestem naprawdę wykończona (do tego stopnia, że leczę się na neuropatię i nerwicę, co zdiagnozowano u mnie lata temu, jednak teraz objawy chorób bardzo się nasiliły).  Nie wiem co mam robić. Nie wolno mi się odezwać, bo wszystko co mówię zostanie odebrane jako atak, a mamusia synusia będzie przez kolejny tydzień wypominać, że K. nie jest moim dzieckiem i nie mam prawa wtrącać się w jego wychowanie. Mój M. też niestety nie jest bez winy, gdyż kocha syna "głupią" miłością i przede wszystkim ma na celu "wynagrodzenie mu rozwodu rodziców". Wszystko K. się wybacza, "trzeba go zrozumieć bo ma ciężką sytuację rodzinną". W weekendy jestem chora, boli mnie brzuch i odliczam godziny do 20.00, kiedy wreszcie jedzie do matki.
Wszyscy powtarzają mi, że to ja muszę się dostosować bo dziecko nie zniknie, to ja muszę "kapitulować" i pomagać M. bo na taki związek się zdecydowałam. I ja wiedziałam co robię, gdy wiązałam się z M. Przez pierwsze 8 miesięcy stawałam na rzęsach, żeby dzieciakowi było u nas dobrze, ale on ma wszystko w nosie. Na dodatek jego matka średnio się nim interesuje, ciągle podrzuca go nam, nie pomaga w nauce, właściwie w niczym. On ma 12 lat a nigdy nie jechał autobusem!!! Jest ograniczony, nieobyty, niewychowany i ma ogromne kłopoty w nauce. Zaproponowałam terapię psychologiczną dla niego, to mamusia stwierdziła, że chcę z niego zrobić wariata (M. nie miał nic przeciwko). Zaproponowałam im jako rodzinie (choć wiele bym dała, żeby M. nie kontaktował się z A. bo w mojej ocenie jest ona toksyczną babą) terapię, żeby popracowali nad wzajemnymi relacjami- też nie. Ja już naprawdę nie wiem co mam robić. Czuję, że nie jestem w związku z M. tylko na dokładkę jeszcze z A. i synusiem o roszczeniowej postawie. Mam dość codziennego wałkowania tematu "rodziny M." i ich wiecznych problemów, mam dość dowiadywania się jak uratować dupę K. po kolejnym wyskoku. Chciałabym żyć swoim życiem, sama chcę mieć dziecko i szczęśliwą rodzinę ale nie wiem co mam robić. Uciekać czy trwać w tym g****e dalej?

Dodam, że M. nie za bardzo potrafi się określić i nie wie jak postępować w tej sytuacji. Jedna koleżanka powiedziała mi,że za kilka lat K. będzie dorosły i nie będzie potrzebował już ojca tak jak teraz, ale jak widzę jak bardzo jest nieudolny to wiem,że będzie na plecach taty tkwił jak stary strup. Na dodatek mamusia w tle, która na siłę chce kontaktować się z byłym mężem. Mam 26 lat, narzeczony jest 10 lat starszy- kto tu powinien być bardziej dojrzały?

Proszę kobiety, które obiektywnie spojrzycie na tę historię, powiedzcie mi co ja mam robić? Odejść i pocierpieć, czy męczyć się?
A może ja coś robię źle, może jest sposób na naprawę tej sytuacji?
Proszę o radę

Błagam wręcz

uwierz w jedno- TY NIC NIE MUSISZ
nie musisz znosic cudzego dziecka,jego matki,ich problemów,bo to nie jest twój problem ,tylko ich,ciebie to nie dotyczy,nie musisz również wychodzić za swojego partnera, powiem więcej  NAJLEPIEJ DLA CIEBIE BYLOBY GDYBYS TEGO NIE ZROBILA ,mowi ci to osoba ktora na własnej skorze doswiadczyla tej całej szopki,ex,problemy nieswojego dziecka i reszta ........

ODEJDZ uloz sobie zycie z czysta karta,przejrzyj na oczy,juz BOLI CIE BRZUCH,MASZ NERWICE,NEUROPATIE i zaraz będziesz miała depresje ,a wiesz przez co? PRZEZ CUDZE PROBLEMY,TAK WLASNIE CUDZEEEEE!!! i cudzego dzieciaka

przeczytaj to powyżej z 10 razy ,nie musisz tak zyc

wiedz jedno jak będziesz miała swoje dziecko ,to tamto będzie jego bratem ,nie zyczylabys tego chyba wrogowi,ktos powie ,alez to tylko dziecko ,wina rodzicow,takie tam dyrdymały,jasne ale możesz mieć normalny dom,normalne zycie z  mezem bez GARBA w postaci ex zony i ich dziecka,juz nie mowie o zobowiązaniach finansowych,to tez jest wazny aspekt tej sprawy

jesteś wolna,bezdzietna,po czorta tak gmatwać sobie zycie,eksiara będzie się ciagnala za toba jak smarki ,jej problemy wychowawcze  z JEJ DZIECKIEM również,bedziesz zyla ICH ZYCCIEM już żyjesz .......... w imie czego??? milosci??  jeszcze nie raz ci się jej odechce i będziesz miała po kokarde.......

wiej ile sił w nogach ,kiedyś mi podziękujesz,niech się kisza we własnym sosie,wracaja do siebie czy nie,ty idz do przodu  I NIE OGLADAJ SIE ZA SIEBIE

30

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

LUSILJU, bardzo Ci dziękuję smile

Takie komentarze pozwalają mi spojrzeć na problem także z tej drugiej strony ...

31 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-26 22:18:30)

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę
kuratorka_prosi_o_radę napisał/a:

LUSILJU, bardzo Ci dziękuję smile

Takie komentarze pozwalają mi spojrzeć na problem także z tej drugiej strony ...

najlepiej takie decyzje opierac na doświadczeniach,,juz doświadczonych,,
,jakkolwiek to zabrzmi ty się skupiasz na niewlasciwej sprawie,mianowicie na dobrostanie innych ,tego dziecka,jego relacji z ojcem,opieki matki,podejscia ojca,a wiesz na czym się masz skupic ,na kim raczej? NA SOBIE ,bo to TY JESTES NAJWAZNIEJSZA i to oni pogmatwali sobie zycie,oni to dzieko wychowali to niech oni się z tym mecza,swiata nie uzdrowisz,w imie czego masz się poswiecac,poswiecac zycie na walke,bo to będzie walka,ZYCIE JEDYNE JAKIE MASZ,od ciebie zależy jak je spędzisz i jak ci w nim będzie,troche zdrowego egoizmu ,

POPATRZ NA TO Z BOKU,JUZ SIE SZARPIESZ,A BEDZIE TYLKO GORZEJ,jestem realistka,zycie nauczylo mnie by mieć twarda doope,ile  samozaparcia wymaga taki związek wiem doskonale,chociaz my to szczęście mielismy na odleglosc,tylko na początku musiałam to przejść,,z bliska,, eksiare i reszte,oszczedz sobie tego,jeszcze mi kiedyś podziękujesz....

32

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Kuratorko, i jak Wasze / Twoje sprawy się mają ?
Ja jestem w podobnym związku, na szczęście syn M (9 lat ) nie jest aż takim łobuzem, ale ma wielkie szanse!
Rodzina M i on sam hodują chłopaka jak upośledzonego ruchowo i mózgowo - nic nie musi, usprawiedliwiają każdy jego wybryk, kłamstwo..bo biedny synek/wnuczek , bo mu się rodzice rozwiedli...
Potwierdzam ze smutkiem słowa lusi... zwłaszcza gdy facet nie ma mocnego kręgosłupa !

33

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Co u mnie?

Zmieniło się troszkę, właściwie nie wiem czy na lepsze i dla kogo...

Po wymuszonej przeze mnie przerwie w odwiedzinach syna, mój M. chyba zobaczył, że kiedy jest w domu spokojnie i bez nerwów to ja jestem zupełnie innym człowiekiem. Uspokoiłam się, wypoczęłam, przestałam na wszystkich "warczeć", jestem mniej nerwowa i nie irytuję się tak szybko...Widząc moją zmianę na lepsze, M. wybrał się do swojej eks i ustalił z nią, że K. będzie u nas w co drugi weekend (na zmianę) bo też chcemy mieć wolny czas tylko dla siebie. Oczywiście dla niej, dla K., i dla reszty rodziny jest to "olewanie" dziecka, brak czasu, lekceważenie i wszystko co najgorsze...

Ponadto stało się coś, co dla mnie oczywiście jest wygodne, ale dla innych jest krzywdzeniem dziecka. M. jest tak zirytowany zachowaniem i wyskokami K., że troszkę przestał się tym wszystkim nadmiernie ekscytować i nie leci już na każde zawołanie jego mamusi, żeby ratować, coś naprawiać, ganić, karcić...Mało tego widząc, że ja postawiłam sprawę na ostrzu noża, bardziej zajął się "naszymi" sprawami, a K. troszkę poszedł w odstawkę (wiem, że to źle, bo w sumie nie zależało mi na tym, żeby bardziej dziecko krzywdzić i w efekcie, żeby chłopcy się od siebie oddalili, ale tak niestety wyszło). Wiem, że teraz będę znowu "tą winną", bo to wszystko z obawy, iż od M. odejdę. Ale nie ukrywam, że trochę świętego spokoju w ostatnim czasie mam.

Co do samego K. to nic się nie zmieniło, w Święta odstawiał cyrk jak zwykle (babcie- babcia i prababcia- dostały po głowie i usłyszały o sobie kilka słów prawdy- ale moim zdaniem same pozwoliły sobie na takie traktowanie, do mnie Młody się w taki sposób nie zwraca),  w szkole przed przerwą świąteczną ponownie miał miejsce "dywanik u Dyrektora", a mamusia K. dostała od niego lanie kijem basaball'owym (nie przesadzam!). Ale ja mam to głęboko w czterech literach. Od kilku tygodni wyznaję zasadę- nie mój cyrk, nie moje małpy...

34

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Miłość jest ślepa bo to nawet nie są różowe okulary.
Kobieto! Może trudno sie rozstać ale zanim o czymś ostatecznie zdecydujesz zapytaj siebie 100 razy czy naprawdę tego chcesz.

35

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Może gdyby wszystkie dorosłe  osoby  z otoczenia tego chłopca zechciały zauważyć problem i zjednoczyć siły w celach wychowawczych, to byłaby jakaś szansa... sama jednak nic nie zdziałasz.  Przerażona jestem czytając opisy wybryków tego chłopca i reakcji  na nie ( a właściwie jej braku ) ze strony dorosłych. Jestem przekonana, że przy takiej postawie najbliższych jest tylko kwestią czasu kiedy chłopiec zaliczy poprawczak, a następnie zakład karny. Za grzech zaniechania przyjdzie kiedyś zapłacić. Pytanie tylko, czy Ty też chcesz ponosić konsekwencje błędów wychowawczych swojego partnera ? Z doświadczenia wiem, że  z czasem będzie tylko gorzej i  to "gorzej" będzie miało kolosalny wpływ na Wasz związek...
Dziś za żadne skarby nie związałabym się  z osobą, która nie potrafi ułożyć sobie zdrowych relacji z własnym dzieckiem...

36

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Tak to niestety wygląda... chłopak jest wynagradzany za swoje zachowanie wręcz- obozy, kolonie, drogie prezenty, pobłażanie...a wszystko w imię wynagrodzenia mu rozbitej rodziny, bo przecież jest biedny, a jego życie to niekończący  się dramat i trauma.... Nic nie mogę na to poradzić, bo wszyscy uważają że jemu się wszystko co najlepsze należy i "kiedyś zrozumie", a w ogóle to z takich zachowań wyrośnie... Z zawodowego punktu widzenia wiem, że nie wyrośnie- będzie jeszcze gorzej, ale tak naprawdę ja sama, nie mam ani możliwości (a teraz już nawet chęci) na to, żeby jakoś temu zaradzić. Niestety "idiota wyeliminuje się sam"- co mnie obchodzi, że on wyląduje w poprawczaku, czy w zk? Teraz już spływa to po mnie jak po kaczce, bo skoro przez rok wszyscy pokazali mi, że mam się nie wtrącać i mnie to nie dotyczy- to do mnie to dotarło. Mnie problemy K. nie dotyczą, przestałam w ogóle się tym przejmować, powiem szczerze że nawet mnie bawi, jak patrzę jak się z nim męczą.... Tak długo jak nie będzie tak się zachowywał względem mnie, jest ok, jeśli zacznie- to są sposoby, żeby go usadzić na tyłku... ot i tyle!

37 Ostatnio edytowany przez Volver (2014-12-27 22:03:15)

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę
kuratorka_prosi_o_radę napisał/a:

Niestety "idiota wyeliminuje się sam"- co mnie obchodzi, że on wyląduje w poprawczaku, czy w zk? Teraz już spływa to po mnie jak po kaczce, bo skoro przez rok wszyscy pokazali mi, że mam się nie wtrącać i mnie to nie dotyczy- to do mnie to dotarło. Mnie problemy K. nie dotyczą, przestałam w ogóle się tym przejmować, powiem szczerze że nawet mnie bawi, jak patrzę jak się z nim męczą.... Tak długo jak nie będzie tak się zachowywał względem mnie, jest ok, jeśli zacznie- to są sposoby, żeby go usadzić na tyłku... ot i tyle!

Jeżeli zdecydujesz się sformalizować ten związek, to problemy K. dotkną pośrednio również Ciebie. Tego nie unikniesz. Ja mam za sobą wyciąganie z piwnic dorosłego i zaćpanego synusia, nocne telefony  z prośbą o pomoc, czy też wizyty policji w domu. Takie "atrakcje" nie sprzyjają raczej dobrej atmosferze w związku... wink Dla mnie pewne zachowania męża syna były kompletnie nieakceptowalne, tatuś natomiast uważał, że to nic takiego... albo, że jestem uprzedzona, bo chłopcy tak mają... wink

38

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Mam wyobraźnię, jak najbardziej i w jakimś (pewnie niewielkim, ale jednak) stopniu życie znam. Zdaję sobie sprawę, że wszystko może się potoczyć w jak najbardziej dziwny, czy też nawet tragiczny sposób. Ale to nie jest i nigdy nie będzie moje dziecko. Prawdę powiedziawszy, wiem że nawet nie mam prawa się wtrącać, bo po co? Kiedy sytuacja jest naprawdę napięta M. reaguje (jak dla mnie nawet za ostro względem dwunastolatka), ale co ja mam/miałabym zrobić? Mnie dziecko nie krzywdzi, nie obraża, nie bije. Odkąd jest u nas rzadziej zrozumiał, że przegiął i odbiera to jako karę. Do mnie stosunek się poprawił, bo chyba domyśla się, że to ja postawiłam granicę, a ojciec po prostu dostosował się do mojego zdania. Wiem jednak, że M. też jest zadowolony- sam bardzo ciężko pracuje, na to co mamy. Jest w pracy 12 godz. na dobę, w sobotę do 15.00, w niedzielę rano również pracuje. Jest zmęczony i też chciałby odpocząć, a przy K. było to naprawdę niemożliwe. Myślę, że tak jest lepiej (wiem, że nie dla dziecka), ale widocznie tak musiało się stać, żeby K. zauważył, że nie może "skakać nam po głowie".

Jest jeszcze inna kwestia. Prawdopodobnie matka K. zabierze go na stałe z Polski, gdyż układa sobie życie poza granicami kraju. Syna ojcu nie zostawi, bo M. płaci na Niego naprawdę duże alimenty. Zresztą uważa ona, iż tam zaczną życie "od nowa". Nikt nie będzie wiedział o wybrykach K. i będzie miał czystą kartę. Chłopak mamiony obietnicami matki o lepszym życiu też chce wyjechać. Ja sama nie wiem co myśleć, M. natomiast boi się, że "straci" syna. Co jeszcze się wydarzy- nie wiem.

Nie mam na nosie różowych okularów, i "miłość nie jest ślepa", bo gdyby tak było to nie napisałabym tutaj o tym wszystkim i nie rozmyślała codziennie nad sensem tkwienia w takim związku. Po prostu szukam rozwiązań tej sytuacji, próbuję różnych opcji. Nie wykluczam rozstania, biorę pod uwagę, że nie będziemy razem. Nie chcę akurat teraz się rozstawać bo jestem na etapie wielkich zmian zawodowych, dlatego też nie mam czasu na trudne rozmowy, pakowanie rzeczy, przeprowadzki. Jedna duża rewolucja mi wystarczy. Jeśli będzie kolejna, to na pewno nie chciałabym, żeby decyzja o niej byłą podjęta pochopnie. Zwłaszcza, że żaden inny aspekt naszego związku nie szwankuje.

39 Ostatnio edytowany przez stenia_white (2014-12-28 15:21:05)

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Cześć,

doradzam zdecydowane kroki, czyli  rozstanie. Jesteś wykształconą osobą, inteligentną, niezależną kobietą i niestety jak wiele takich kobiet wpakowałaś się z braku laku w patologiczną rodzinę.
Nie czytałam wszystkiego dokładnie, jednak znam tak wiele podobnych historii, że nawet bez dokładnej analizy powiem Tobie, że jedynym słusznym rozwiązaniem jest rozstanie.
To nie jest facet dla Ciebie. Pomyślałaś o tym, w jakich warunkach i w jakiej atmosferze wychowywałoby się Wasze dziecko? Chcesz swojemu dziecku zgotować takie chore jazdy i patologię?

I druga sprawa. Jeżeli ta kobieta się tak zachowuje, to zastanów się nad tym, czy może nie ma ku temu powodów. Czy może ten Twój ukochany nie wpędził jej w nerwicę. A teraz to samo robi z Tobą. Osobami odpowiedzialnymi za wychowanie dziecka są rodzice. Jeżeli dziecko robi takie rzeczy, to dla mnie oznacza, że tak zostało wychowane, takie wartości mu przekazano, a więc to świadczy (źle) o jego rodzicach i ich wartościach.
Piszesz źle o tej kobiecie, a o swoim facecie raczej w superlatywach. A prawdopodobnie jesteś bardzo do niej podobna, bo zazwyczaj wybieramy sobie podobne osoby do związku. Ta kobieta histeryzuje, a nie wiesz dlaczego. Ale jak pobędziesz z nim jeszcze trochę, to sama się przekonasz na własnej skórze. I może też niedługo będziesz w takim stanie jak ona. Chcesz tego?
Uważam, że i tak się z nim rozstaniesz, bo nie wytrzymasz tego. Lepiej więc podjąć te decyzję wcześniej. Z facetem z dzieckiem nie ma co się wiązać. Nie ma też co na siłę tkwić w związku, który Cię niszczy psychicznie. Jeśli jesteś ładna, to niedługo z Twojej urody nic nie zostanie. Wszystko widać na twarzy. Chcesz tak wyglądać? Chcesz mieć szarą cerę, smutek na twarzy i mieć zmęczoną twarz? Wykończysz się szybko.
Lepiej być samą, mieć  spokój i mieć promienną skórę. Jak tylko się z tym uporasz, Twoje życie zmieni się na lepsze. I pojawią się fajni ludzie wokół Ciebie.

Niedawno po kilku latach widziałam twarz mojej przyjaciółki, która tkwiła z braku laku w chorym związku przez kilka lat. Jej twarz wygląda strasznie! Jest tak smutna, szara i zmęczona, że byłam w szoku. Jej twarz mówi wszystko.

40

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Jasne, dziękuję za spostrzeżenie. Na pewno cenne.

Tak jak pisałam wcześniej- biorę pod uwagę każdą opcję, istnieje więc prawdopodobieństwo iż nie będziemy razem (powiedziałabym, że nawet bardzo duże).

Piszę o narzeczonym w superlatywach, bo może to dziwne, ale ja naprawdę pod wszystkimi innymi względami nie mam mu nic do zarzucenia. Fakt, że historię jego rozwalonego małżeństwa znam tylko z jednej strony- jego i jego bliskich.  Nie wiem, jak ona widzi tę historię. Chcę również nadmienić, że nerwicę, wrzody, nadciśnienie i tym podobne przypadłości ma właśnie mój partner, natomiast jego eks z tego co widzę ma się całkiem nieźle. Stąd też mało prawdopodobne, żeby robił jej krzywdę (jedyną jaką jej wyrządził to to, że zostawił ją bez środków do utrzymania- gdyż nigdy wcześniej nie musiała pracować, sądzę że ciężko jej się odnaleźć w rzeczywistości- sama musi sobie teraz zapewnić byt). Większość awantur jest o jedno- pieniądze. I do tego wszystko się sprowadza, a ukarać byłego męża za to, że śmiał zacząć żyć inaczej- można najlepiej, szantażując dzieckiem i grać na uczuciach. Takie jest moje zdanie.

Co do naszej przyszłości- nie wiem. Wszystko może się zmienić... Żadnych drzwi jeszcze definitywnie nie zamknęłam...

41 Ostatnio edytowany przez stenia_white (2014-12-28 16:22:01)

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

1. Twój facet jest słaby psychicznie. Imponuje Ci to? Nie potrafił wychować syna, który robił, co chciał. Kręci Cie taki facet? Chcesz takiego ojca dla swoich dzieci? Taki wzór znerwicowanego mężczyzny Ci pasuje dla Twojego dziecka?
2. Przebywanie z osobami chorymi na nerwicę itp. doprowadza do zachorowania na nerwicę. Ty już masz.
3. Może jego była dzięki rozwodowi doszła już jako tako do równowagi, jednak nadal reaguje alergicznie na Twojego narzeczonego, bo go zna lepiej od Ciebie.
4. I to dobrze  świadczy o Twoim facecie, że zostawił ją z jego dzieckiem bez środków do utrzymania? Facet z klasą tak nie robi. Facet z klasą płaci na dziecko i do tego nie potrzeba iść do sądu. W sądach się sądzi patologia.
5. Nie musiała pracować? A może nie mogła bo zajmowała się dzieckiem?

42

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Droga Autorko, przeczytaj wątki "chceuciecstad" (odezwała się tutaj do Ciebie) i "ewarg" w dziale psychologia "Być drugą i macochą ". To mądre kobiety, podobnie jak Ty wykształcone, niezależne finansowo i w podobnej do Twojej sytuacji. Różnica polega że  w/w wymienione forumowiczki są na innym etapie życia, są od Ciebie starsze mniej więcej dekadę i dwie, Ty jesteś na początku tej drogi.
Gdybym była Twoją dobrą przyjaciółką, równolatką, radziłabym - przeanalizuj, zastanów się skoro go kochasz. Gdybym była Twoją matką, nie mogłabym spać z troski o Twoją przyszłość i błagałbym - uciekaj.

43

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

1. Nie, nie imponuje mi.

2. Tak, mam ją od 10 lat- trauma z własnego domu rodzinnego.

3. Możliwe, ale tego nie sprawdzę.

4. M. płaci alimenty na syna w takiej kwocie, jaką niejedna z Was zarabia na miesiąc. Pisałam, że zostawił bez środków do życia JĄ- a nie jego. I spieszę z odpowiedzią- nie musiała pracować (choć ma świetne wykształcenie, i z tym nie byłoby problemu). Po rozwodzie natomiast została spłacona kwotą, jakiej ja nie zarobie przez najbliższe 5 lat. Nie kupiła mieszkania, nie wynajęła nic dla siebie i syna. Gnieździ się w 12 m2 z synem, w mieszkaniu które dzieli z 5 innymi osobami. Była na Krecie, Dominikanie. Zamieniła małe, ekonomiczne autko na limuzynę (która notabene teraz stoi pod blokiem), zakupiła kilka dobrych toreb od projektantów i resztę przebalowała z nowym partnerem. To jest odpowiedzialność? Gdzie ta nerwica? Równowaga psychiczna? Gdybym została sama z dzieckiem (no tak, jak zdradzany mąż, który dwa razy chciał się z nią zejść, mógł ją zostawić, toż to patologia) to pierwsze o czym bym pomyślała ściskając w łapie ponad 250 tys. zł to zakup mieszkania dla siebie i dla syna a nie szpan kilkoma markowymi rzeczami. Dodam jeszcze, że jest starsza ode mnie dobre 10 lat, a wygląda jakby się z żurnala urwała. Nie, nie zazdroszczę. Płaczę nad bezmyślnością. A dziecko zachowuje się tak, od czasu jej wyprowadzki wraz z nim, z domu M. Dlatego napisałam tutaj, bo nie dziwiłabym się chłopakowi, gdyby od zawsze były z nim problemy, są od jakiegoś roku. Dlatego tutaj napisałam. I wiem jaki jest problem, bo K. mi mówi- chciałby być z ojcem, a nie z matką. Od dwóch miesięcy o niczym innym nie mówi. Jednak matka z łap go nie wypuści- bo z alimentów syna również siebie utrzymuje.


Mimo wszystko dziękuję za wypowiedzi, otwierają mi oczy...

44

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Sytuacja z K jest tak nabrzmiała, że nie ma już miejsca na żadne półśrodki. Chłopak kradnie, pobił matkę kijem baseball'owym! a ona sądzi, że wywiezienie tak zdemoralizowanego dziecka za granicę cokolwiek zmieni, chyba na gorsze. Jeśli Twój partner naprawdę kocha swojego syna, to jest to ostatni moment na podjęcie próby ratowania go.
Wniesienie sprawy do sądu o przejęcie opieki, ograniczenia praw matce z powodu braku odpowiedzialności. Ale on jakby mało zdecydowany jest, miota się między dzieckiem a Tobą. Za jakiś czas, zza granicy wróci bandyta, który może stać się zagrożeniem dla tatusia, który nie zawalczył o niego, ewentualnie dla Waszego potomstwa jako konkurencji. To najgorszy scenariusz, ale porażki życiowe K zawsze będą odbijały się rykoszetem na Waszym związku.
Nie masz już żadnego wpływu na tę chorą sytuację. Twoje propozycje terapii dla syna i osobno dla rodziców, były szansą dla Wszystkich, ale rozgrywki między byłymi małżonkami wzięły górę. Twojemu M brakuje stanowczości i chyba do końca nie wierzy i nie che dostrzec, że chłopak się stacza. Zgadzam się z opinią Volver, czeka Cię wyboista droga.

45

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Była próba odebrania K. matce w 2013 r. Nie uczestniczyłam w całej sprawie, gdyż uważałam, że za krótko spotykam się z M. żeby w ogóle mieszać się w takie historie. Z tego co wiem (niestety nie w szczegółach) to K. w wywiadzie środowiskowym oraz po rozmowie z psychologiem stwierdził, że chce zostać z matką (podał, że jest z nią bliżej związany emocjonalnie, ponadto określił ojca jako bardzo wymagającego i wprowadzającego w domu dyscyplinę). Wiem też, że K. nie lubi się uczyć (ogólnie niewiele go interesuje, stopnie ma przeciętne, natomiast M. wymaga od niego co najmniej dobrych wyników), z zachowania eks natomiast wnioskuję, że to właśnie ona w największej mierze próbuje wynagrodzić mu rozstanie rodziców i wychowuje go w poczuciu krzywdy- np. sama prosi o to,żeby w dany weekend dziecko było z nią, bo coś tam, a jemu wmawia, że tata nie zabiera go do siebie celowo. Młody jest zawsze roztrzęsiony, nie bardzo chce wierzyć ojcu. Z drugiej strony mocno skarży się na partnera matki, a kiedy w niedzielę wieczorem ma do niej wracać to histeryzuje i krzyczy, że chce mieszkać z tatą. Jedno wyklucza drugie. Na dodatek kłamie. Gdy powiedział, że mamy go nie odwozić do niej, bo partner matki go zbił i M. pojechał do niej to wyjaśnić, to zaprzeczył, że taka sytuacja miała miejsce i tata sobie sam to wymyślił.

Generalnie takie historie dzieją się od około pół roku (wcześniej też miał wybryki, ale nie takiego kalibru). Do czasu definitywnego rozstania rodziców, zdaniem najbliższych, zachowywał się w granicach normy (raz w przedszkolu miał jeden incydent), natomiast takie sceny mają miejsce od czasu ujawnienia związku eks z innym mężczyzną (tak widzę to ja).

46

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

wiem że bardzo musisz kochać swojego M ale ja bym chyba nie dala rady tak żyć. Te dziecko będzie z wami teraz do końca życia, czy będzie mialo 15,18 cz 30 lat będzie nadal w waszym życiu bo to jego dziecko. i może sprawiać jeszcze wiecej problemów i jeszcze większe.

Ty masz dopiero 26 lat jestes taka mloda i na pewno moglabys ulozyć sobie z kimś innym, kto nie ma dzieci ani przeszlości. wiem że może latwo mi się mowić bo to nie moje życie ale Ty juz masz nerwice i inne dolegliwości. pomyśl o tym, co może być dalej jesli ten chlopak się nie uspokoi? co jeśli on nadal będzie tak traktował ludzi wkolo albo i jeszcze gorzej...?

Powalcz jeszcze z M, uzgodnijscie coś, zróbcie cos jakiś ruch aby było lepiej, jesli sie już nic nie da naprawdę zrobić to może warto pomyśleć o odejściu. to może zacząć Ciebie tak męczyć że w pewnynm momencie rozstanie będzie jedyną opcją.

47

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Powiem tak: jeśli Ty masz, nerwicę, on ma nerwicę, syn ma nerwicę, to naprawdę trudno jest żyć wśród takich ludzi. Powinnaś poszukać mężczyzny stabilnego i zdrowego bo tylko przy takim możesz odzyskać równowagę. To samo dotyczy Twojego faceta.

48

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

No cóż, pozostaje Ci bierna obserwacja i ewentualnie werbalne wspieranie partnera. On już ponosi konsekwencje zdrowotne tej sytuacji i jeszcze długo nie osiągnie komfortu psychicznego. Dziwię się, że wyrokiem sądu rodzinnego K nie został skierowany na terapię, bez względu na wolę rodziców.

49

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Kuratorko... sama kiedyś młoda byłam i wychodząc za mąż za rozwodnika z dziećmi żadnego problemu w tym nie widziałam.  Uważałam, że dzięki wrodzonej  dobroci, cierpliwości i zrozumieniu poradzę sobie ze wszystkim  wink Niestety moje poglądy życie zweryfikowało dość boleśnie, co oczywiście nie musi oznaczać, że Ciebie spotka to samo. Do jednego Cię tylko zachęcam. Nie patrz na partnera przez różowe okulary i w przypadku jawnych ?wpadek?, nie tłumacz go sama przed sobą wink

Ja niczego w swoim życiu nie żałuję ale z perspektywy czasu wiem, że bez pewnych  doświadczeń spokojnie mogłabym się obyć. Może mnie i one jakoś wewnetrznie "wzbogaciły" ale uwierz, że rozwój duchowy poprzez pozytywne doświadczenia jest o wiele przyjemniejszy... wink big_smile

50

Odp: związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Dziękuję Wam za cenne rady i generalnie za zainteresowanie.

Ja naprawdę nie jestem bierna w tej sytuacji, cały czas myślę, rozważam i analizuję- za i przeciw. Chciałabym podjąć mądrą decyzję, mało tego rozum mówi mi, co rzeczywiście powinnam zrobić. Wiem, że powinnam pójść za głosem rozsądku. Tylko bardzo trudno to zrobić, jak się kogoś bardzo kocha... Najlepiej byłoby to wszystko uciąć, najgorsze jest jednak to, że łączy nas wiele spraw, które po naszym rozstaniu musielibyśmy dość długo odkręcać i byłoby mi bardzo ciężko widywać się z M. Nie wiem, myślę o tym 1000 razy każdego dnia i pustka w głowie kompletna...

Posty [ 51 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » związek z rozwodnikiem - proszę o radę

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026