Witam
Mam pewien problem z którym nie potrafię sobie poradzić. Tak więc...
Trzy lata temu poznałem dziewczynę, mieliśmy ze sobą świetny kontakt, bardzo świetny! Ona po pewnym czasie, powiedzmy że po roku się zakochała w mojej osobie. Robiła wszystko żeby mnie zdobyć, dosłownie wszystko. Na każdym kroku dawała mi do zrozumienia jak to bardzo mnie kocha. Nie będę owijał w bawełnę, trochę się tym bawiłem, flirtowałem z jej koleżanką. Zraniłem ją wiele razy niestety... Wiele razy przez to płakała i miała ciężkie dni. Mimo to udało nam się w pewien sposób być razem, spędziliśmy ze sobą kilka wspaniałych dni, nocy, było świetnie. Zaczynałem coś w końcu do niej czuć.. Nie wierzyłem w to że mogę się w niej zakochać. Naprawdę się w niej zakochałem. Ostatni raz widzieliśmy się we wrześniu, powiedziała mi że już nic do mnie nie czuje i że na pewno sobie kogoś znajdę.Zapytałem się jej czy ma kogoś? odpowiedziała że nie, chce być po prostu sama. Posprzeczaliśmy się trochę, kontakt się urwał na jakiś miesiąc. Po miesiącu napisała do mnie sms, typu że nie warto się kłócić i żebyśmy zostali przyjaciółmi. Później znowu się pokłóciliśmy i znowu urwał się kontakt na jakiś miesiąc, tym razem ja pierwszy napisałem sms. Następnego dnia napisała mi sms, że ma kogoś... ale nie chce tracić ze mną kontaktu, bo bardzo jej tego będzie brakowało... I tak do dnia dzisiejszego piszemy ze sobą dużo sms... Po co ona pisze ze mną te sms, jak ma kogoś? czyżby nadal coś czuła do mnie? Dałem jej do zrozumienia że bardzo ją kocham, ale ona nic, że nie ma szans żeby to uratować. Moje pytanie jest takie, warto o to walczyć jeszcze? czy dać sobie spokój? jak zapomnieć o tym, siedzi w tej głowie i nie chce z niej wyjść. Zerwać z nią kontakt? ona wie że to teraz ja ją kocham, czasami wydaje mi się że się tym bawi...