Co o tym sądzicie?
Byłam ostatnio z moim chłopakiem na weselu, leci nam już 5 rok jak jestesmy razem a od 2 mieszkamy razem. Tak się złożyło, że dopiero teraz szersze grono mojej rodziny go poznało. I tak, kuzyni byli nim zachwyceni ale moi rodzice, bardzo krzywo na niego patrzyli. Bo...
wyszło akurat tak, ze przy naszym stoliku moj chlopak polewał wszystkim i wyszlo na to ze ciagle on ma butelke w reku...
Jak moi rodzice powiedzieli kiedy wracamy bo jechalismy razem jednym autem, stwierdzil ze nie takie byly ustalenia wiec on wraca pociagiem bo jego sie nikt o zdanie nie pytal i czuje sie urazony tym ze przy ustalaniu zostal pominiety.
Rodzice stwierdzili, ze stac mnie na kogos lepszego i generalnie marnuje z nim czas, zrobili z niego chama i prostaka.
Ojciec sie do niego nie odzywal cala droge powrotna a mama jedynie zdawkowo sie odzywala jak bylo trzeba - ostatecznie wrocilismy razem tak jak bylo ustalone na poczatku.
Ale atmosfera jest kiepska nie wiem czy zostawiac to czy jakos ich godzic razem.
Miedzy nami teraz tez jest jakos dziwnie on sie specjalnie nie odzywa siedzi osowialy i moze nawet troche smutny...moze glupio mu bo dotarlo, ze troche przegial...nie wiem sam sie do tego nie przyzna.
Nie rozumiem z czego wynika taka jego postawa zeby ciagle chciec postawic na swoim, kompleksy jakies dziwne czy co? Takie wieczne zabieganie kazdym kosztem zeby jego bylo na wierzchu, ze to on ma racje itd. Taka niechec do dostosowania sie do panujacych norm, ktore czasem sa i z tym sie nie dyskutuje. On zawsze lubi robic na odwrot na przekor i po swojemu a jak sie komus nie podoba to niech spada. I czemu nie rozumie ze jestesmy z moja rodzina u mojej rodziny na weselu i ze trzeba sie kulturalnie zachowywac.
Jeszcze jedna sytuacja byla taka sytuacja ze skonczyl mu sie drink poprosilam zeby nie nalewal sobie sam bo ojciec akurat na nas patrzyl niech poczeka az przyjdzie moj kuzyn. Zaczal ze mna dyskutowac ze ma to w dupie i przymuszona sytuacja sama mu nalalam czulam sie zazenowana tym a on tego nie rozumie.