netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

powroty

10 odpowiedzi3 518 wyświetleńzałożony przez miroir, 21.09.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: powroty

mam taką historię, miłosną rzecz jasna, z którą nie do końca sobie radzę. chodzi o mężczyznę, którego znałam może nawet i długi, ale niezbyt dobrze i który nagle - ni z gruszki ni z pietruszki - spytał, czy za niego wyjdę. byłam w tak ciężkim szoku, że uznałam to za dobry żart. owszem, podobał mi się, nawet byłam nim zauroczona, to on zwrócił na siebie moją uwagę i starał się, jednak po drodze coś gdzieś umknęło, coś się rozmyło i przez jakieś pół roku nie odzywał się, po czym wyskoczył z oświadczynami. odpowiedziałam nie, a on tego samego dnia spytał znowu. nie rozmawialiśmy o tym, gdzieś każde zajęło się własnym życiem. ja w sobie nosiłam tę sytuację długo, zastanawiałam się czy nie powinniśmy porozmawiać, ale do rozmowy zaraz potem nie doszło. poza tym, teraz to widzę, byliśmy dziećmi. nie żałuję tej decyzji, bo naprawdę byłam niedojrzała i mało wiedziałam o świecie. historii ciąg dlaszy, kiedy spotkaliśmy się niechcący po jakichś dwóch czy trzech latach - na imprezie, pełno ludzi, nie było mieksca na rozmowę. niedługo potem również niechcący w jakimś barze, wtedy koleżanka, z którą przyszłam zostawiła nas i mogłam chociaż wydusić z siebie kilka słów, że pamiętam cały czas o tamtej sytuacji i nie jest do końca wyjaśniona, on na to, że nie ma problemu. niby miałam spokój na jakiś czas, ale wierzyć mi się do końca nie chciało. siadłam za jakiś czas (teraz już nie wiem, czy to parę miesięcy czy może rok) i napisałam do niego długi list - jak to wszystko wyglądało z mojej strony. odpisał (też zajęło to sporo czasu) równie długi. nie pamiętam czy to wtedy, czy później, zostawił mi swój numer telefonu. sprawa ucichła, myślałam, że skoro nasze drogi się rozeszły, nie ma sensu wracać, rozdrapywać ewentualnych ran i robić sobie niepotrzebne nadzieje.
JEDNAK
ja o nim nie zapomniałam, dzwoni gdzieś maleńki dzwoneczek, że może straciłam coś ważnego. układałam sobie życie, trochę nie wyszło, bywa. jestem optymistką i wierzę w lepsze jutro. tak się tylko zastanawiam, co u niego i czy jest cień szansy, że mogłabym naprawić chociaż to, że lepiej się poznamy i (najśmielsze marzenie) zobaczymy, czy udałoby nam się coś stworzyć razem
więc - ni z gruszki ni z pietruszki - napisałam do niego (minęło naprawdę sporo czasu, chyba jakieś trzy lata?), mysląc sobie, że nie mam niczego do stracenia. napisałam, że proszę o kontakt, wydawał się być nawet chętny do rozmowy, więc poprosiłam, żeby dał znać, kiedy będzie miał czas, to umówimy się na czacie, zgodził się, ma dać znać

czy jest cień szansy na to, że się odezwie??
czego ja bym chciała - spytać, co u niego, jak ułożył sobie życie, powymieniać się słowami, tylko tyle
napiszcie, co Wy o tym myślicie
pozdrawiam!!

2

Odp: powroty

gratuluje odwagi smile wiele osob woli cale zycie zastanawiac sie co by bylo gdyby.. a Ty nie. to czy napisze zalezy tak naprawde od tego jak mu sie zycie ulozylo, czy mysli o Tobie albo jakie ma podejscie.. poczekaj ale nie pisz wiecej.. daj mu szanse na ruch.. jesli sie odezwie to super.. moze utrzymacje kontakt, a moze bedzie cos wiecej.. wroci to co utraciliscie.. a jesli nie to trudno.. bedziesz zyc dalej.. ale bedziesz wiedziec ze probowlas wink powodzenia

3

Odp: powroty

Wydaje mi się, że nie należny rezygnować - to prawda. Teraz jednak nie angażuj już więcej swojej inwencji mężczyźni są jak myśliwi muszą polować i podejmować sami decyzje. Mam nadzieje, że pójdzie po Twojej myśli. Zastanów się też (może nie powinnam tak mówić) Czy Twoje zainteresowanie nie wynika też trochę z tego, że jak pisałaś jesteś teraz sama po nie udanych jakiś tam planach i że nie jest to wypełnienie pustki przeszłością. Życzę szczęścia daj znać jak sie sytuacja rozwinęła.

Pozdrawiam Joanna

4

Odp: powroty

Piękna historia wierze że dobrze sie skończy:) Nie zostawiaj tego, bo po latach możesz żałować. Stara miłość nie rdzewiej ON na pewno dalej coś do ciebie czuje. Jak by nie patrzeć odrzuciłaś go wtedy teraz to ty musisz wyciągnąc ręke:) Pozdrawiam:*

5

Odp: powroty

smile dzięki za wsparcie, dużo go teraz potrzebuję. i siły spokoju, a to nie jest takie proste smile
ale wszystko się ułoży. trzymajcie za mnie kciuki, bo się odezwał

6

Odp: powroty

no to trzymam kciuki smile oby wszystko potoczylo sie po Twojej mysli.. wink

7

Odp: powroty

Trzymam kciuki :)Napisz, jak się potoczyły wasze dalsze losy smile

8

Odp: powroty

wiecie co, chyba się poddałam
to znaczy - tyle, ile mogłam to zrobiłam, a teraz wiem, że zostaje tylko czekanie na jego następny ruch. tylko, że jak dotąd miałam chociaż jakieś nadzieje z tym wszystkim związane, jakiś dreszcz niepewności. a teraz czuję, że wszystko jest dobrze, że będzie kontakt czy go nie będzie, to i tak będę szczęśliwa. to chyba nie jest w porządku (tak, jakby mi przestało zależeć). już siebie nie ogarniam =b
ale i tak trzymajcie kciuki

9

Odp: powroty

Witam.

miroir napisał/a:

mam taką historię, miłosną rzecz jasna, z którą nie do końca sobie radzę. chodzi o mężczyznę, którego znałam może nawet i długi, ale niezbyt dobrze i który nagle - ni z gruszki ni z pietruszki - spytał, czy za niego wyjdę. byłam w tak ciężkim szoku, że uznałam to za dobry żart. owszem, podobał mi się, nawet byłam nim zauroczona, to on zwrócił na siebie moją uwagę i starał się, jednak po drodze coś gdzieś umknęło, coś się rozmyło i przez jakieś pół roku nie odzywał się, po czym wyskoczył z oświadczynami. odpowiedziałam nie, a on tego samego dnia spytał znowu. nie rozmawialiśmy o tym, gdzieś każde zajęło się własnym życiem. ja w sobie nosiłam tę sytuację długo, zastanawiałam się czy nie powinniśmy porozmawiać, ale do rozmowy zaraz potem nie doszło. poza tym, teraz to widzę, byliśmy dziećmi. nie żałuję tej decyzji, bo naprawdę byłam niedojrzała i mało wiedziałam o świecie.

Jak dawno doszło do oświadczyn z jego strony?
Bo nie wiem, czy ja dobrze wyliczyłam: następne Wasze spotkanie nastąpiło po około dwóch do trzech lat, gdzieś do roku od tego spotkania napisałaś do niego list z wyjaśnieniem swojego zachowania, na który odpisał też dopiero po jakimś czasie, podał Ci również nr swojego telefonu.
Znowu upłynęło jakieś trzy lata i poprosiłaś go o kontakt, on się zgodził i teraz czekasz na wiadomość kiedy możecie porozmawiać na czacie.
Zatem wg moich wyliczeń od jego oświadczyn minęło około siedmiu lat (7). Jeśli nie to mnie popraw, ale tak wywnioskowałam z treści Twojego postu.
Nic nie piszesz o tym co w odpowiedzi na Twoje wyjaśnienia napisał Ci. Jest to dość istotne dla sprawy.

miroir napisał/a:
miroir napisał/a:

poza tym, teraz to widzę, byliśmy dziećmi. nie żałuję tej decyzji, bo naprawdę byłam niedojrzała i mało wiedziałam o świecie.

ja o nim nie zapomniałam, dzwoni gdzieś maleńki dzwoneczek, że może straciłam coś ważnego.

To jak w końcu jest, żałujesz, że dałaś mu kosza, czy też nie?
Myślę, że załujesz!

Wzruszyła mnie Twoja historia. Można by podsumować słowami "jeszcze nic się nie zaczęło, a już się skończyło" (to słowa z piosenki "Po co nam to było")...chyba, że odezwie się i będzie dalszy ciąg.

Naprawdę dobrze byłoby abyście spotkali się i mogli spokojnie porozmawiać o Was. Jak sama piszesz ciągle w myślach wracasz do jego oświadczyn, nie daje Ci to spokoju, że przegapiłaś swoją szansę na stworzenie rodziny z Nim. Sporo czasu już upłynęło, on może być już na poważnie z kimś związany. Zatem dla Twojego samopoczucia byłoby najlepiej radykalnie tę sprawę rozstrzygnąć, bo tak to ciągle żyjesz faktem z przed kilku lat, co może teraz okazać się nieaktualne.

Często jest tak, że do końca nigdy nie jesteśmy pewni swoich decyzji - często tych podjętych żałujemy po czasie. Mogę powiedzieć śmiało, że w świetle wielu historii nawet opisanych tu na forum miałaś to szczęście, że po krótkiej i niezbyt intensywnej znajomości facet poważnie się zadeklarował. Poczytaj ile kobiet latami (7,8,9) czeka na oświadczyny, w końcu nawet same podejmują ten krok - "łapią szczęście za nogi".

miroir napisał/a:

czy jest cień szansy na to, że się odezwie??
czego ja bym chciała - spytać, co u niego, jak ułożył sobie życie, powymieniać się słowami, tylko tyle

Tylko tyle, albo aż tyle! Jeżeli ułożył sobie życie, to Twoja żałość może się potęgować, bo : "daremne żale i próżny trud, minionych zdarzeń żaden cud nie wróci do istnienia".

Moim zamiarem nie jest, aby Cię dołować, ale może bądź przygotowana i na taką ewentualność.
Wtedy sobie powiedz: że trzeba żyć dzisiejszym i jutrzejszym dniem, a nie wstecz.

Jednakże póki co to trzymam kciuki, mocno baaaaarrrrrdzo mocno.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

10

Odp: powroty

żyworódka, dzięki smile dobrze liczysz. w tym jego długim mailu było mniej więcej (nie wszystko pamiętam), że byłam aniołem (to mnie trochę martwiło, bo ja wiem, że aniołem nie jestem i to było takie jego ślepe zakochanie) i że jest po ciężkim rozstaniu; opisał mi jak to wszystko wyglądało z jego strony - wyjaśnił dlaczego nie odzywał się długo a potem nagle zdobył się na wyznanie. numer telefonu chyba wysłał jakoś później, przy innej okazji.
dotąd nie żałowałam mojej decyzji. tylko zaczęło mi przeszkadzać, że w innych szukałam (zupełnie nieświadomie) jego, a już na pewno uświadomiłam to sobie niedawno, kiedy ktoś, z kim chciałam być przestał się odzywać i pomyślałam wtedy, że może też mieć jakiś problem - historia mogła się powtórzyć. porównywałam
w każdym razie teraz żałuję, że nie mam z Nim kontaktu
a odnowić nie jest tak prosto, jak mi się wydawało
zakładam, że jeśli kogoś ma to chyba by mi odpisał coś w stylu cześć, u mnie ok, mam dom, rodzinę i psa, co u ciebie
- czy się mylę???
bo też nie rozumiem, że jeśli pytam "co u Ciebie?" (i wiem, że był skory do pogadania) to skąd nagle znowu taka cisza??

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026