Ciągle zastanawiam się nad tym czy ten chłopak jest aby na pewno dla Ciebie odpowiedni. Zobacz jaki on ma na Ciebie wpływ. Nie rań siebie sama, znajdź w sobie siłę i nie pisz do niego, nie szukaj zaczepek, nie udowadniaj mu tego jak wiele stracił, nie mów mu o tym, że wychodzisz na impreze, z innym, po prostu nic mu nie mów. Twoje słowa nie działają na niego skoro jest w stanie mówić Ci abyś dała mu spokój. Kontakt, smsy, telefony - to wszystko zebrane razem do kupy przynosi zupełnie inny efekt. Z czasem nauczysz się tego, że w większości wypadków lepiej przemilczeć pewne rzeczy. Dla własnego dobra nie staraj się mu już więcej narzucać, bo wg mnie tak właśnie on to odbiera.
Byliście ze sobą blisko, trudno, stało się, może właśnie wtedy było dobrze i naprawdę tego chciałaś. Czasu nie cofniesz przecież, po co umartwiać się i obwiniać o to, że pozwoliłaś mu na coś. Nie skupiaj się na tym. Nie poszłaś przecież do łóżka z facetem, który nic dla Ciebie nie znaczył, byliście przecież wted razem, prawda?
Do tego zauważ jaki to destrukcyjny typ - sam wpędził Cię w to bagno uzależnienia od siebie. Nie mogłaś widywać znajomych, wychodzić z nimi - co to ma być? Myślisz, że długo wytrzymałabyś w tej złotej klatce, w której Cię zamknął? Uwierz, nie zdajesz sobie być może z tego sprawy, ale w końcu sama z czasem to Ty miałabyś dość jego. Jestem tego pewna. Można kochać, ale czy trzeba z miłości poświęcać wszystko?
Olej go i tyle.
A ja... tak ochłonęłam i sądzę, że radzę sobie z tym rozstaniem już całkiem nieźle
Przede wszystkim - nie wylewam łez! Po rozstaniu może ze 3 razy płakałam (a jak mówiłam minęły już 2 miesiące). Nie czuję strachu, lęku, nie płaczę, nikt nie mówi mi jak mam żyć, z czego mam zrezygnować, nikt mnie nie gnębi, nie truje, nie trzaska niczym w nerwach. Jestem sama, ale czuję tak ogromny spokój, że aż jestem szczęśliwa, że to już poza mną, że oddaliłam się od tego wszystkiego.