Witajcie, jestem tu nowa.Przejrzałam watki i nie znalazłam identycznego. Dlatego opiszę Wam moją sytuację...
Historia zaczyna się 5 lat temu. Wyjechałam ze swoim zespołem na Festiwal do Francji, tam poznałam jego. Mieszkałam u niego w domu z paroma koleżankami. Zauroczyłam się i to bardzo. Wtedy był jeszcze wolny, ale wiadomo ja miałam zaledwie 16 lat. Jak poszłam do Liceum zaczęłam uczyć się j.francuskiego,kiedy tylko on się dowiedział natychmiast zaprosił mnie na wakacje do siebie. Jednak parę miesięcy później poznał swoją dziewczynę. Oczywiście na wakacje pojechałam i spędziłam super 5 tygodni. Dla mnie była to ogromna szansa, przede wszystkim dla języka. Kiedy przyjechałam, on nadał był z tą dziewczyną, tak się potem poskładało że byłam w związku z innym Francuzem (na odległość), po paru miesiącach się rozpadło. Potem był Polak, 2 lata i znowu lipa, Hiszpan (związek na odległość) i znowu porażka. W styczniu tego roku, odezwał się ON (B), moja sympatia z przed 5 lat. Jeszcze w styczniu opowiadał mi że źle mu jest z Pauline,ale nie umie z nią zerwać, bo to jest osoba która nie ma znajomych i jedyną osobą którą ona ma, jest ON. Na początku bardzo po przyjecielsku podeszłam do problemu. Okazało się, że dziewczyna zazdrosna jest o wszystko co się rusza, każdą chwilę chce spędzać z nim. Życie mi się tak potoczyło, że w te wakacje pojechałam do Francji do pracy. Wzięłam po jakimś czasie 4 dni wolnego i pojechałam do miasta w którym mieszkał. Zatrzymałam się w hotelu, ponieważ ON mieszka z nią. Ona oczywiście nie wiedziała, że ja jestem w regionie. Spotykaliśmy się w przerwie na jego lunch i po pracy. Zaczęło między nami mocno iskrzyć, ba! Można powiedzieć- istny ogień. Nie doszło w sumie do seksu... Ale oboje tego bardzo chcieliśmy. Jendak nic z tego nie wyszło. Potem ja wróciłam do miasteczka pod Paryżem, a on został u siebie. Potem doszło między nami do poważnej rozmowy,w której to, powiedział mi że on niestety nie jest pewny czy chce ze mną być, ponieważ nie chce robić czegoś,skoro nie skończył jednego, poza tym ja wracam do Polski a to bardzo utrudnia sprawę (ja również nie chciałam związku na odległość, bo każdy się tak samo skończył), a poza tym nie chce wiązać sie od razu po rozpadzie jednego. Potem pojechałam jeszcze raz do niego, atmosfera widocznie się ochłodziła, oboje nie chcelismy zrobić jakiś głupstw,to mi pokazało że jemu nie chodzi o seks w relacji ze mną. Widywalismy się, gadalismy. Od kiedy wróciłam do Polski, dokładnie tydzień on się nie odzywa. Ja też nie. Napisałam raz smsa,ale on nie odpisał. Nie wiem jak na to patrzeć. Zależy mi na nim... Świadoma jestem tego, że po prostu wygląda to wszystko tak,że mnie chłopak olał... ale jednak po cichu licze na to, że kiedy pojade za rok do Francji na studia, to wszystko się zmieni... O co kurcze w tym wszystkim chodzi. Naprawdę sama nie wiem... :(