Witam!
Mam problem, z którym naprawdę nie mogę już sobie radzić.. Jestem z moim chłopakiem już prawie rok. Mamy po 21 lat. Znamy się już dłuższy czas, ale wcześniej po prostu chyba było za wcześnie, aby się połączyć i każdy z nas żył swoim życiem bez utrzymywania jakiegoś większego kontaktu. Teraz los nas połączył i teoretycznie jest wspaniale, nie wyobrażam sobie, żeby Go nie było w moim życiu, żeby to nie był właśnie On. Jest naprawdę bardzo dobrym człowiekiem. Jednak jest kilka problemów, które małymi krokami rujnują to, co budowaliśmy dość długi czas.. a więc..
1. Moja nieuzasadniona zazdrość, wręcz chorobliwa- teoretycznie wiem, że mogę mu ufać i nie jest w stanie mnie zdradzić, ale ta myśl chodzi za mną dzień w dzień.. nosi mnie jak tylko polubi na facebooku zdjęcie jakiejś dziewczyny, jak spojrzy na jakąś dziewczynę kiedy idziemy razem przez miasto, czy jesteśmy w restauracji.. Staram się tego oczywiście nie okazywać, żeby nie myślał, że jestem wariatką. Kiedy byłam małą dziewczynką,mnie i moją mamę zostawił ojciec dla innej kobiety i później dowiedziałam się, że nie była to jego jedyna kochanka. W wieku 15 lat powiedział mi, że nie mam co się łudzić, że facet będzie zapatrzony we mnie całe życie, że każdy ogląda się za innymi kobietami i że zdrada jest czymś powszednim. To nieco wywróciło mój świat do góry nogami.. Niby staram się z tym walczyć, ale nie potrafię. Do tego doszła sytuacja, gdy mój chłopak utrzymywał kontakt ze swoją koleżanką, która kiedyś była dla niego ważna, ale nic między nimi nie wyszło ze względu na odlełość. Widziałam, że on nie przestał być ważny dla niej(np. zapraszała go na wakacje-samego, beze mnie) i chciałam mu to uświadomić, jednak bez skutku. Musiało odbyć się kilka porządnych kłótni, żeby dopiero zrozumiał, że ona ma na celu nas zniszczyć. Do spotkania na szczęście nie doszło, ale wiem, że kontakt utrzymywali po tym, jak Go prosiłam, żeby go przerwał z nią, bo jej nie ufam. Tłumaczył to tym, że nie rozumiał dlaczego tak reaguje(mimo, że stale mu o tym mówiłam) i że nie był świadomy jej zamiarów. Dopiero jak zrozumiał, podobno zniknęła z jego życia.
2. Seks.. znowu- teoretycznie- jest cudowny. Ale żeby do niego doszło.. tutaj pojawia się większy problem i to odziwo nie z mojej strony.
Zacznę od początku.. Wiedział, że ja pierwszy raz mam już za sobą, powiedział mi, że on również. Nasz pierwszy nie wyszedł, co zdaża się często w związkach i jest zrozumiałe. Później wszystko szło już dobrze, poznawaliśmy się, żadnych problemów. Problemy zaczęły się, gdy pojawiła się sytuacja, która wymagała tego(moim zdaniem), żeby powiedzieć mu, że mój pierwszy raz nie był wymarzony, nie jest na pewno moim powodem do dumy i nie zrobiłam tego tak, jak chciałam, wtedy, kiedy chciałam i z tym, z kim chciałam (chociaż wtedy wydawało mi się, że jest inaczej, byłam młoda i głupia i przyznam odbiło mi).. Jak mówiłam, pojawiła się pewna sytuacja.. otóż mój D. chciał, abym zeszła niżej.. Kiedyś, w tym moim głupim okresie zostałam zmuszona do tego, aby właśnie 'zrobić loda chłopakowi' (brr, nienawidzę tego określenia) w każdym razie, jakkolwiek dziwnie to brzmi, zostałam po części zmuszona. Była domówka, a jeden z imprezowiczów postanowił wykorzystać sytuację, że pijana 16latka nie panuję nad wszystkim co robi. Zeszłam niżej, ale praktycznie zaraz się opanowałam, poszłam po rozum do głowy i uciekłam. Od tej pory też zmieniłam swoje postępowanie.. Uderzyła mi przez ten moment woda sodowa.. pierwsze imprezy, alkohol, czułam się taka dorosła, a teraz mi wstyd. Wracając do tematu.. kiedy mój chłopak chciał, abym to właśnie zrobiła, jakoś nie byłam w stanie się przemóc, to jest jednak już bardzo intymny akt i wymaga ogromnego uczucia i zaufania. Powiedziałam mu o tej sytuacji na imprezie i jakoś jeszcze się rozwinęłam do tego, że nie jestem dumna z mojego pierwszego razu. Myślałam, że on to po prostu zrozumie.. jednak tak nie było.. Przez długi czas, atmosfera była okropna.. mało się do mnie odzywał, czułam się jak ostatnia szmata.. Po pewnym czasie, wydawało mi się, że wszystko wróciło do normy, a mój D. postanowił mi się przyznać, że tak naprawdę nie miał przede mną jednej tylko trzy i mam prawo się o to na niego wściec. Zdenerwowałam się oczywiście bardzo nie na to, że było ich więcej, w końcu każdy ma swoją przeszłość, tylko na to, że mnie okłamał.. koniec końców- pogodziliśmy się. Za jakieś 2-3 miesiące przyznał mi się, że nie było nikogo, że byłam jego pierwszą dziewczyną, że kłamał, bo było mu głupio, że ja kogoś miałam, a on nie.. oczywiście skończyło to się wielką kłótnią, której efektem było rozstanie.. Nie na długo, bo nie mogliśmy wytrzymać bez siebie, a on obiecał mi, że już nigdy więcej mnie nie okłamie. Musiałam dać mu drugą szansę. W międzyczasie zdarzały nam się problemy, że nie doszło do stosunku z winy D. Sam nie wiedział z jakiego powodu, jakiś stres może, w każdym razie ułamek sekundy myśli o tym natychmiast już psuł całą zabawę, czy w trakcie czy przed. Byłam cierpliwa, no w końcu nie zawsze musi wychodzić.. W każdym razie ten problem się powtarza coraz częściej i nie tylko z 'niewiadomej przyczyny' ale często dlatego, bo nie może znieść myśli, że był przed nim ktoś i że jak mogłam 'zrobić komuś loda' na imprezie. Przyznał mi się, że myśli o tym codziennie i z dnia na dzień Go to paraliżuje coraz bardziej. Ostatnio oglądaliśmy film i potem chciałam coś zainicjować, to nie wykazywał żadnych chęci. Gdy spytałam o co chodzi, to mi powiedział, że jeden z bohaterów miał na imię jak jeden z tych chłopaków.. Ostatnio jak do mnie przyjechał, cały wieczór przeleżał myśląc, jak mogłam coś takiego zrobić.. Wydaje mi się, że to już jest lekka przesada.. Jak ja mam się czuć? Czy zrobiłam coś aż tak złego?? On twierdzi, że to nie chodzi o mnie, że ja coś zrobiłam, że to ma jakieś oddziaływanie na to jak mnie postrzega, tylko nie może się pogodzić z tym, że nie był moim pierwszym.. Ja też często myślę, o tej jego koleżaneczce, której to niby świadomy nie był, ale nie rzutuje to w tym momencie już ani trochę na nasz związek.. Co ja mam robić? Już pomału tracę cierpliwość.. ![]()