Porozmawiajmy o naszym codziennym życiu-skupiającym zapewne mnóstwo przeróżnych rzeczy do zrobienia. Czy istnieje dobry sposób na wykonywanie wielu ważnych czynności i nie traktowanie żadnej po macoszemu? Bycie dobrym pracownikiem, dobrą matką, żoną, gospodynią, kochanką, przyjaciółką, wolontariuszką, studentką na raz-wykonalne? Jakim kosztem? Czy warto? Czy właśnie to jest "pełnia życia"? Zapraszam do dyskusji ![]()
Podobne tematy
Mój sposób to...egoizm. Często myślę o sobie, o tym, co mi sprawia przyjemność, na co mam ochotę. To dobry sposób na to, żeby z codziennego miliona rzeczy do zrobienia czerpać radość i się nie zamęczyć. Moimi priorytetami są więc rzeczy, które lubię robić. Resztę, bez wyrzutów sumienia odkładam na bliżej nieokreślone "później".
Dobry pracownik - Kiedy pracowałam - praca była dla mnie pasją. Kiedy pasją być przestała - zwolniłam się. Nie umiem wstawać rano z myślą "o matko, znowu do tej okropnej pracy...niech już będzie sobota". Natomiast jeśli praca sprawia mi przyjemność - nie męczy mnie i pozostawia czas i siły na inne dziedziny
Dobra matka - uważam, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Odkąd moja córka przyszła na świat - moją ideą było, żeby ją wychować na mądrą, radosną, niezależną i silną kobietę. Poświęcam jej niewiele czasu, ale staram się, aby w tym wspólnym czasie było coś konstruktywnego. Czasem wymyślam jej jakieś dziwne zabawy, lubimy nasze "głębokie" rozmowy, wieczorne bajki i usypianie. Pierwsze lata jej życia wskazują, że ma duże szanse na to, aby wyrosnąć zgodnie z moją ideą. Z efektem ubocznym - uparta jak osiołek
Dobra żona - żoną wprawdzie nie jestem, ale obowiązki żony pełnię
Czyste skarpetki i uprasowana koszula mojego Mężczyzny nie są moimi priorytetami. W tej dziedzinie stawiam na emocjonalną bliskość. Uprasować sobie koszulę Mężczyzna może sam. A poprzytulać się i porozmawiać sam ze sobą nie może.
Dobra gospodyni - robię to co lubię. Lubię gotować, więc gotuję. Jestem zmęczona i/lub nie mam ochoty - nie gotuję. Każdy wie gdzie jest lodówka, nawet moja 5-letnia córka się umie w niej odnaleźć. A to czego nie lubię jest elementem podziału obowiązków - mój Mężczyzna wynosi śmieci, wiesza pranie, myje okna, odkurza, najczęściej też on zmywa. Trochę kurzu na półkach nie przeszkadza mi spać
Dobra kochanka - z tym akurat nie ma problemu, bo natura dała mi taką opcję, że choćbym na nos ze zmęczenia padała - kosmate myśli zawsze mi chodzą po głowie...
Dobra przyjaciółka - uwielbiam kontakty z ludźmi. Kontakty, które zyskały rangę przyjaźni po prostu są. One dostosowują się do mojej aktualnej kondycji - ożywają, kiedy mam więcej czasu i usuwają się w cień, kiedy zaprzątają mnie inne sprawy. W tej dziedzinie los mi sprzyja i mam wokół siebie kilkoro naprawdę fantastycznych ludzi - przyjaciół przez duże "P".
Wolontariuszką oficjalnie nigdy nie byłam, ale lubię robić coś bezinteresownie dla ludzi. Jedyna zasada jest taka, że moje sprawy są na pierwszym miejscu, jeśli starcza czasu i sił - chętnie pomagam innym.
Studentką już nie jestem. W czasach kiedy byłam również godziłam wiele funkcji jednocześnie. Wtedy może nawet więcej, bo byłam młoda i sen był mi mało potrzebny
Np. jednocześnie studiowałam dziennie, zarabiałam na swoje utrzymanie, prowadziłam ożywione życie towarzyskie, jeździłam na dłuuugie wyprawy rowerowe, czytałam setki książek i biegałam za niegodnym (jak się później okazało) mężczyzną... A ponieważ lubiłam mieć czas wypełniony maksymalnie to się dodatkowo zapisałam do studium policealnego, które tak naprawdę nie było mi do niczego potrzebne ![]()
Szkoda, że taki fajny temat upadł ![]()
Porozmawiajmy o naszym codziennym życiu-skupiającym zapewne mnóstwo przeróżnych rzeczy do zrobienia. Czy istnieje dobry sposób na wykonywanie wielu ważnych czynności i nie traktowanie żadnej po macoszemu? Bycie dobrym pracownikiem, dobrą matką, żoną, gospodynią, kochanką, przyjaciółką, wolontariuszką, studentką na raz-wykonalne? Jakim kosztem? Czy warto? Czy właśnie to jest "pełnia życia"? Zapraszam do dyskusji
Moim zdaniem da się i warto, pod warunkiem, że naprawdę kochamy robić te wszystkie rzeczy. Bo w innym przypadku, kiedy ktoś (albo nawet my same) wmówi nam, że MUSIMY być takie i takie - frustracja i depresja gwarantowane.
No i czy mamy pomoc ze strony męża/innych bliskich osób?
Nasz kobiecy los zmusza nas do wykonywania rzeczy, których nie lubimy. Ale czy to konieczne? Kwestia dobrej organizacji.
Ja jestem teraz w domu, więc trochę się wszystko przeorganizowało, ale ponieważ mam trójkę dzieci i męża, nie jestem sama. Ważne jest, żeby obowiązkami domowymi się dzielić - wg możliwości i nie będzie tragedii. Mąż zawsze pracował więcej ode mnie i mniej robił w domu, ale kiedy nie pracuje to nie jest tak, że leży na kanapie z gazetą tylko pomaga.
Życie to nie tylko przyjemności, oczywiście staram się, żeby każde zajęcie było jak najmniej nieprzyjemne, ale nie wszystko da się takim uczynić ![]()
Najczęściej zastanawiam się nad byciem dobrą żoną. Bo choć lubię być kurą domową, lubię gotować i zajmować się dziećmi, to staram się nie przywiązywać do domu - nie chcę, żeby był mi on kulą u nogi. Na czym właściwie ma polegać bycie dobrą żoną? Na sprawianiu mężowi przyjemności w łóżku? Śniadanko? Obiadek? Kolacyjka? Kapcie przy wejściu?
Jakoś nie mogę tak do tego podchodzić. Małżeństwo nie może być taką prostą wymianą - kasa - opieka nad domem. Po naszym ostatnim kryzysie małżeńskim - z mojej winy - wiele się zmieniło. Staramy się przede wszystkim sobą cieszyć i pielęgnować wspólne chwile. Z dziećmi lub bez.
Praca zawsze u mnie była na trzecim miejscu, po dzieciach i mężu. Ale to nie tak, że się nie starałam i źle pracowałam. Tylko, że jak wiedziałam, że więcej radości sprawię mojej rodzinie mniej pracując to robiłam to. Nie dlatego, że się poświęcam, choć lubię swoją pracę. Po prostu tak sobie ustawiłam priorytety.
Ehh, no właśnie, ja jestem totalnie beznadziejna w organizacji, przyznaję się bez bicia. Nie umiem się zająć kilkoma rzeczami naraz. A właściwie zawsze próbuję, ale wtedy też prawie żadnej nie kończę... Cierpię na klasyczny "słomiany zapał" i szczerze mówiąc doprowadza mnie to do szału. Zawsze mam kupę rzeczy do zrobienia i nigdy nie mogę wszystkiego ogarnąć. Macie jakieś sprawdzone sposoby? Na mnie chyba najlepiej działa sporządzenie listy pod tytułem "dzisiaj zrobię:" i tu wypisuję wszystko, co mi się przypomni. Ale i tak zawsze coś się po drodze zdarzy, co zmieni moje plany na dzień i już to co miało być zrobione, zrobione nie jest...
Od zawsze próbuje pogodzić rózne obowiązki i nie dać się zwariowac.Jeżeli wszystko jest poukładane i nie ma zawirowań w kontaktach w domu - w rodzinie - to to jakoś się ogarnia.Praca,dzieci,dom,mąz,ogródek,zwierzeta.W dawnych moich czasach było to wszystko do zrobienia.teraz mając kłopoty domowe wiele rzeczy odpuszczam i wyobraZcie sobie że świat się kręci dalej.Robię to co uważam za niezbędne i już.
A ja mam cos w rodzaju jak vinnga
Zaczne od konca...:)
Studentka- wtedy rzeczywiscie duzo robilam, cwiczylam sporty czasem po 6 razy w tygodniu, studiowalam dziennie, jezdzilam na obozy, pracowalam (ktos za te obozy placic musial
) Moze i wyniki w nauce nie byly premierowe ale za to co uzylam zycia i sie nazwiedzalam to moje. Moje kolezanki pokonczyly po dwa fakultety ale po inzynierce przychodzily do mnie pracy szukac bo wszedzie im mowiono ze "brak doswiadczenia".
Wolontariuszka- zajmuje sie praca z psami. Obecnie troche wiecej bo mam w pracy mniej godzin. Jestem w tym dobra, bez falszywej skromnosci
To jest to co lubie wiec wiem ze daje z siebie wszystko. Kiedy sie cos lubi to jest latwiej.
Matka-nie jestem nia i nie mnie oceniac czy bede dobra. Tylko dzieci po latach beda mogly to powiedziec ![]()
Zona- zapytalam meza "jestem dobra zona?" On mowi "tak". Pytam "dlaczego?" On na to "swietnie gotujesz i nasze zycie seksualne jest wspaniale"
Wiec wedlug jego standardow jest dobrze
Skoro on wiecej w tym temacie nie wymaga to co ja sie bede zameczac? ![]()
Przyjaciolka- nie wiem trzeba by moich przyjaciol zapytac. Ale skoro mam tendecje do tworzenia przyjazni ktore trwaja po 10 lat to chyba cos w tym jest.
Pracownik-robie to za co mi placa. Nic wiecej nic mniej.
Tez postawilam na zdrowy egoizm. Jesli ja bede szczesliwa szczesliwe bedzie moje otoczenie. Wspolpracownicy, maz, psy, przyjaciele. Moj egoizm wyplywa z troski o nich
(alez sobie czlowiek swietnie potrafi wytlumaczyc..:D )
Ja nie godzę wszystkiego ze sobą i chyba już wariuję ![]()
Nie umiem odpoczywać, nie umiem się zorganizować, zaniedbuję obowiązki. Tylko pranie mi wychodzi, bo to lubię i właściwie robi się przecież samo...
Jestem w domu z 10 miesięcznym dzieckiem. Jaki macie plan dnia - tygodnia, dziewczyny? Napiszcie tak mniej więcej, może zrozumiem, co robię nie tak.
Teraz siedzę przy komputerze a powinnam spać ale w dzień prawie wcale nie mogę przy nim posiedzieć a to jest mój jedyny, poza wychodzeniem do sklepu, sposób na relaks.
Ja nie mam scislych "planow dnia". Mam "zadania" ktore sobie danego dnia wyznaczam. Nie umiem zyc na zegarku. Wole miec nieco luzu. NA dzisiaj mam zaplanowane obiad, spacer z psami, silownie i malowanie drzwi. Ale w jakiej kolejnosci te rzeczy wykonam to juz zalezy ode mnie.
Sadie, robię podobnie, mam zadania ale czasem nie udaje mi się ich wykonać co skutkuje frustracją prowadzącą do tego, że wyznaczam sobie coraz mniej zadań... W efekcie mój dzień wygląda jak w tym żarcie:
Rzeczy do zrobienia dzisiaj:
1. wstać
2. przetrwać
3. iść spać
Miewam okresy lepsze i gorsze. Muszę to zmienić.