Witam,
na początku chciałbym się z wszystkimi przywitać. Przeglądałem to forum już od pewnego czasu a jako, że można tu czasem przeczytać coś mądrego chciałem zasięgnąć waszej opinii ![]()
Jestem w związku z dziewczyną ona 26 lat ja 34. Niedługo minął 2 lata jak się znamy a od 5 miesięcy mieszkamy u mnie razem. Do tej pory wszystko było raczej w porządku poza tytułowymi obowiązkami domowymi. Mianowicie dziewczyna pracuje na dwie zmiany łącznie z weekendami ja natomiast standardowo jedna zmiana bez weekendów. Sprawa wygląda tak ,że gdy ona ma wolne bądź np zaczyna pracę na 14 prawie nigdy nie wyrabia się z ugotowaniem obiadu czy też zrobieniem jakiś grubszych porządków. Ja natomiast byłem przyzwyczajony w domu do standardu typu: kto pierwszy wraca z pracy przygotowuje obiad/rozpoczyna przygotowanie. Oczywiście nie mówią, że dzień w dzień no ale tak to u mnie z grubsza wyglądało w domu. Starałem się to przenieść na mój grunt mieszkaniowy jednak widząc brak reakcji z drugiej strony zacząłem zachowywać się podobnie. Zwracałem jej kilka razy delikatnie uwagę w tym temacie ale zawsze kończy się to jakimś rodzajem awantury. Ostatnimi czasy np padł tekst ,że ona nie podpisywała ze mną żadnej umowy na gotowanie tylko po prostu u mnie mieszka. Oprócz gotowania sprzątanie wygląda podobnie. Ja gdy widzę śmieci czy ogólnie kurz staram się posprzątać po pracy i tyle. Ona może mieć wolny dzień w mieszkaniu będzie sterta śmieci ale nie ruszy tego bo " ostatnio ona też wyrzucała".
Chciałbym podpytać się jak to u Was wygląda? Może mam jakieś staroświeckie spojrzenie a dzisiejsze kobiety nie tykaja się spraw domowych i tyle.
Jeszcze na koniec dla wyjaśnienia. Nie chodzi mi o to ,że szukałem kury domowej a teraz jestem zdziwiony. Oczywiście jeśli kobieta wraca z pracy, nie musi mi z językiem na brodzie robić obiadu bo taki mam kaprys. Uważam jednak ,że powinna być jakaś równowaga i jeśli ktoś cały dzień spędza w domu to z samej troski o partnera zrobi mu coś do jedzenia. U mnie natomiast coraz częściej wygląda to tak ,że dziewczyna cały dzień siedzi w domu robiąc w sumie sam nie wiem co bo się z tego nie spowiada, ja wracam zmęczony z pracy i pierwsze co to muszę siadać do kuchni robić obiad dla mnie i dla dziewczyny co uważam za lekko niesprawiedliwie. Żeby podać przykład wczoraj miała wolne i sama z siebie obiecała, że mi coś ugotuje smacznego bo po południu idzie do koleżanki. Po czym dzwoni do mnie o 15, że ona nie zdążyła zrobić obiadu bo koleżanka szybciej skończyła pracę więc musiała wyjść.
Sorki za ewentualny brak ładu ale nie mam zbyt dużego talentu do opowiadań..