Witam, trafiłam tutaj ponieważ nie wiem już gdzie szukać jakiejś pomocy w podjęciu mojej decyzji.
Swojego partnera poznałam niespełna rok temu, miłość zdawałaby się od pierwszego wejrzenia. Od samego początku wiedzieliśmy czego chcemy od siebie nawzajem i miłość narodziła się w oka mgnieniu. Od samego początku wiedziałam ,że nasze światy bardzo się różnią jednak zbagatelizowałam to i popłynęłam z "miłosnym prądem". Z czasem jednak róznice miedzy nami zaczęły się znacząco ścierać z sobą. Chociaż do zakładania rodziny i tego podobnych planów nam daleko to jednak rozmowy na ten temat wiele pokazały.. Ja jestem osobą nie stawiającą rodziny na pierwszym planie moich życiowych podbojów. Zależy mi na dobrze płatnej pracy, godnym życiu i zabezpieczeniu finansowym, dzieci to dla mnie jeszcze abstrakcja a ślub często niepotrzebna komplikacja. Wiem ,że moje poglądy na pewno nie każdej kobiecie przypadną do gustu ,ale wydaje mi się ,ze to też trochę kwestia wychowania. Od samego początku rodzice wymagali ode mnie bardzo dużo a ja pragnęłam odnosić jak najwieksze sukcesy i nie chce przyjąć do wiadomości ,że mogę wieść "przecietne " życie. Zdaję sobie sprawe ,że życie bywa przewrotne i mogę zderzyć się z chłodną rzeczywistością jednak uważam ,że każdy ma prawo do swoich marzeń i do podązania za osiągnięciem życia jakiego pragnie.
Mój partner natomiast ma zupełnie inne na to spojrzenie..dla niego najważniejsza jest rodzina, ślub, dzieci , nie jest dla niego istotne jakim samochodem ma jezdzic czy też ile pieniędzy zarabiać. Mógłby równie dobrze pracować na budowie jeżeli byłaby taka potrzeba a ja po prostu nie wyobrażam sobie bycia z mężczyzną pracującym na budowie- tak zdaję sobie z tego sprawę ,ze brzmi to całkiem..pusto. Wiem ,że mnie kocha i ja jego również ,ale nie wiem czy jest sens trwania w takim związku gdzie ludzie różnią się od siebie zupełnie? Nie umiemy również się jakoś dogadać, ja często niebardzo nawet wiem o czym z nim rozmawiać. Po fali wiekszych i mniejszych kłótni, coś we mnie hm pękło. Jakby chęci nagle odeszły a wszystko nieco mi zobojętniało. Pierwszym krokiem była próba naprawy tego i dalsze spotykanie się i próbowanie. To jednak przyniosło efekt mierny..wiec pozostała próba przerwy od siebie ,która ma trwać tydzień.
Jestem w ogromnym dylemacie ponieważ z jednej strony jest mi bardzo, naprawdę bardzo bliski, troszczy się o mnie i kocha. Z drugiej jednak mamy tak skrajne spojrzenie na tyle spraw ,że aż strach. Boję się jednak ,że po rozstaniu obudzę się nagle i dopiero wtedy zdam sobie sprawdę co ja najlepszego narobiłam.
Będę bardzo wdzięczna za chociaż najmnejszą pomoc.
Pozdrawiam