Zgadzam się z Wami, że wszystko zależy od tego, czy możemy sobie pozwolić na odejście z pracy, będziemy mieli z czego żyć.
Teraz zmieniłam pracę, jest o niebo lepiej, to jak porównać :niebo i piekło. Tam to się męczyłam strasznie, wiecznie stres, wracałam do domu płakałam, wszyscy mi mówili (rodzina i znajomi), że jestem totalnym wrakiem. Długo trzymałam pracę, bo bałam się, że niczego nie znajdę. Wszyscy mi radzili, żebym stamtąd odeszła, rodzina zadeklarowała, że pomogą finansowo, ale i tak trzymałam. Wtedy nie miałam nic życia, niczego dla siebie, nic nie mogłam tylko praca i praca za śmieszne pieniądze.
Jasne, jak się trzyma tę znienawidzoną pracę, to ma się stabilizację finansową, ale... Czy ta praca jest warta tego, żeby zabierać, niszczyć życie? Żeby nie umieć się z niczego cieszyć, tylko wiecznie stresować się pracą? Dopiero jak stamtąd odeszłam, to odżyłam, ile czasu wziętego życia, przez durną pracę. Wysyłałam CV-ki. Na szczęście znalazłam i nie żałuję tej zmiany.
Uważam, że należy próbować wysyłać cv-ki, trzymać starą pracę, ale też szukać innej. Ja tak właśnie zrobiłam. Zawsze jest szansa, że zmieni się na lepsze.