netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

52 odpowiedzi5 384 wyświetleniazałożony przez zagubiona0101, 12.09.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 53 ]

1

Temat: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Witajcie Drogie Netkobiety,

potrzebuję pomocy w dokonaniu oceny mojej aktualnej sytuacji oraz psychicznego wsparcia, bo niestety nie mogę na nie liczyć z żadnej strony... Otóż mój problem przedstawia się następująco:

Poznałam go ponad rok temu, pewnie Was rozczaruję - ale niestety, muszę napisać tak jak większość z Forumowiczek pewien banał - wydawał mi się być idealnym mężczyzną, tym o którym marzyłam, którego wręcz sobie wyśniłam. Męski, inteligentny, elokwentny, dobrze wykształcony, miał swoje pasje, wydał mi się być niezwykle interesującym kandydatem na potencjalnego partnera. Kolejnym atut stanowiły wspólne tematy, których naprawdę mieliśmy wiele. Jak zapewne spodziewacie się, długo nie trzeba było czekać by zaiskrzyło między nami, a wzajemna fascynacja nie przerodziła się w coś więcej... Czułam się szczęśliwa, kochana i doceniana - jednak do czasu. W naszym związku nie wydarzyło się nic konkretnego, co mogłoby spowodować taki zwrot akcji. Ja byłam jemu zawsze wierna i oddana, podobnie jak on mi. Owszem zdażały się nam drobne sprzeczki, czasami nieco większe, jak to bywa w każdym normalnym związku. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu (mieszkamy razem), a ja naprawdę uważnie przyglądałam się jego zachowaniu i nie mogłam zarzucić mu kompletnie niczego. Po upływie pół roku zaczęło się między nami psuć, kłótnie stawały się coraz częstsze, a ich powód był zazwyczaj ten sam - jego chamskie i prostackie zachowanie. To nie był już ten sam człowiek, którego poznałam... Choć nie przytyłam ani kilograma od czasu naszego poznania zaczął twierdzić, że jestem gruba (co jest oczywiście totalną abstrakcją, bo ja czuję się swietnie z samą sobą!), notorycznie porównywał mnie do swojej poprzedniej dziewczyny, wytykał mi każdy błąd, najdrobniejsze potknięcie (chociaż jego zachowywanie pozostawiało wiele do życzenia), przy swoich znajomych udawał zupełnie kogoś innego niż przy mnie, robił się w stosunku do mnie chłodny, sztywny, arogancki - tak jakgdyby chciał pokazać im, że po prostu jemu na mnie nie zależy, a kobieta służy tylko do zaspokajania potrzeb seksualnych. Szczególnie widoczne było to, gdy rozmawiał przy kimś ze mną przez telefon.
Z dnia na dzień sposób w jaki do mnie się odzywał, był coraz gorszy i coraz bardziej uwłaczający mojej godności. Pewnego dnia, kiedy spotkałam swojego byłego chłopaka (o czym uczciwie mu powiedziałam) i zamieniłam z nim na przystanku autobusowym dosłownie kilka grzecznościowych zdań - usłyszałam: "wulgaryzm ci w ryj, ty wulgaryzm!" Stwierdziłam, że tego już za wiele i odeszłam od niego... Ale oczywiście nie trwało to długo i już po tygodniu znów byliśmy razem. Standardowo przez pierwsze kilka tygodni starał się - były randki, obiadki, czułe słówka, śniadanka, prezenty, kolacyjki itp. Po czym ostatnio znów zaczęło się to samo: szmata, zero, na które nawet bym nie splunął, wulgaryzm, idiotka, kretynka - to tylko nieliczne z miłych epitetów, które stały się dla niego już niemal moim drugim imieniem. Po każdym takim "wyskoku" obiecuje, że nigdy więcej, że to ostatni raz - są to jednak obietnice bez pokrycia, a ja mimo, że naprawdę kocham tego człowieka, nie daję już rady. Czuję się zupełnie tak jak gdyby codziennie ktoś znęcał się nade mną psychicznie, jestem całkowicie wypalona... Straciłam wszystkich znajomych, nie umiem się już niczym cieszyć. Moje poprzednie związki też nie kończyły się najlepiej, tracę wiarę w to, że jeszcze kiedyś będę mogła być z kimś szczęśliwa, że spełnie swoje marzenie o posiadaniu pełnej, normalnej rodziny, której mi samej nie było pisane mieć. Mam w sobie tyle miłości, chciałabym się nią podzielić i w końcu zostać doceniona. Czuje się strasznie zraniona i rozdarta - przecież to zupełnie dwaj różni faceci! Najgorsze jest to, że chociaż staram się być wyrozumiała i cierpliwa, próbuję z nim rozmawiać to nic nie pomaga... On nie słucha, moje słowa wpuszczajednym, a wypuszcza drugim uchem. Najgorsze jest to, że on nie traktuje tylko mnie w taki sposób - podobnie wyglądają jego relacje z matką (choć oczywiście jej tak nie wyzywa, ale także potrafi jej powiedzieć, że jest idiotką itp.), swoją byłą dziewczynę traktował podobnie - też ciągle zapewniał ją o jej niższości, braku inteligencji itp., aż w końcu po 3 latach związku odeszła od niego. Co robić, drogie Netkobiety? Może Wy przeżyłyście coś podobnego i mogłybyście podzielić się ze mną swoim doświadczeniem lub tak jak ja właśnie przechodzicie przez coś podobnego i czujecie się nie mniej zagubione?

Z góry dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o jakieś wskazówki.

PS. Chciałam dodać, że ostatnio również zdaża mu się być agresywnym - ostatnio kopnął mnie w biodro i uderzył pieścią w przedramię - za co? Za to samo, że broniłam siebie i swojej godności.

Pozdrawiam
zagubiona
Używanie wulgaryzmów na forum jest zabronione.
moderatorka apoteoza

2

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Kobieto zostaw go i UCIEKAJ JAK NAJDALEJ!!!!
W tym związku nic się nie poprawi!!!
On będzie Twoim katem i oprawcą.

Czemu jeszcze z nim mieszkasz?
Jeżeli potrzebujesz fachowej pomocy znajdziesz ją tu anonimowo: www.niebieskalinia.pl

3

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Łudziłam się, że uda mi się na niego wpłynąć, że w końcu zrozumie... Tymczasem on śmieje mi się prosto w twarz i nadal pokazuje, kim według niego jestem. Znosiłam to już wystarczająco długo, naprawdę próbowałam zrobić wszystko by uratować ten związek, ale nie wytrzymam tego dłużej. Kiedy informuję go o tym słyszę tylko, że w takim razie nigdy tak naprawdę go nie kochałam... Przecież tego nie da się nawet słuchać, by nie wyjść z siebie i nie stanąć obok. Eh.

4

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Uciekaj  od tego drania on się nie zmieni.Ja trafiłam tu też przez faceta a konkretnie męża.. .zktórym chce się rozstać i zacząć nowe życie.właściwie nowe życie już zaczęłam,ale to kropla  w morzu potrzeb.ja odważyłam się skorzystać z pomocy PCPR i tel zaufania. Chodziłam po sądach, pytałam,mam troszkę lżej.Ale po tylu latach takiego życia mam ochotę zmienić zamki!Nikt nie ma prawa się nad tobą znęcać,ani psychicznie ani fizycznie!nikt nie może  przysyłać ci obraźliwych smsow,emaili,itp.Ja mam taki dylemat,bo synek jest bardzo przywiązany do niego.Córka by sobie poradziła,to silna zdolna 16latka.ale synek ma9lat jak na swój  wiek jest bardzo samodzielnyale jest wrażliwym przywiązanym do taty chłopcem.Jestem w stanie przetrzymać jeszcze jakiś czas ze  względu na niego.Zacznij coś robić,pokaż facetowi ze nie jesteś sama,ze se radzisz, i usmiechaj się nawet do samej siebie,to pomaga,stawia na nogi uwierz :-)Tego kwiatu pół światu !!;-)

5

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Uciekaj  od tego drania on się nie zmieni.Ja trafiłam tu też przez faceta a konkretnie męża.. .zktórym chce się rozstać i zacząć nowe życie.właściwie nowe życie już zaczęłam,ale to kropla  w morzu potrzeb.ja odważyłam się skorzystać z pomocy PCPR i tel zaufania. Chodziłam po sądach, pytałam,mam troszkę lżej.Ale po tylu latach takiego życia mam ochotę zmienić zamki!Nikt nie ma prawa się nad tobą znęcać,ani psychicznie ani fizycznie!nikt nie może  przysyłać ci obraźliwych smsow,emaili,itp.Ja mam taki dylemat,bo synek jest bardzo przywiązany do niego.Córka by sobie poradziła,to silna zdolna 16latka.ale synek ma9lat jak na swój  wiek jest bardzo samodzielnyale jest wrażliwym przywiązanym do taty chłopcem.Jestem w stanie przetrzymać jeszcze jakiś czas ze  względu na niego.Zacznij coś robić,pokaż facetowi ze nie jesteś sama,ze se radzisz, i usmiechaj się nawet do samej siebie,to pomaga,stawia na nogi uwierz :-)Tego kwiatu pół światu !!;-)

6

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Droga Joanno, wiem, że nie pozostaje mi nic innego jak definitywnie zakończyć ten związek i pójść w swoją stronę, kiedy nie jest jeszcze na to za późno...

Jeśli chodzi o Twoją sytuację, to mogę Ci powiedzieć, że z doświadczenia (ja też pochodzę z rozbitej rodziny) wiem, iż wcale nie do końca jest lepiej dla dziecka, gdy matka zostaje ze względu na nie przy ojcu - co moja mama starała się robić przez bardzo długo, bo my dzieci, bo rodzina, bo jak ona sobie da radę... I zrobiła wielki błąd! Pamiętaj o tym, że dziecko pomimo swogo wieku jest bardzo bystrym i bacznym obserwatorem i doskonale wie, co się wokół niego dzieje i "przesiąka" otaczająco je atmosferą. Jak bardzo byś się nie starała, nie uda Ci się ukryć tego, że jesteś nieszczęśliwa i robić dobrą minę do złej gry.

Zastanów się nad tym...

Twój Synek będzie na pewno dużo bardziej szczęśliwy, mając u swego boku spokojną i szczęśliwą mamę, a z ojcem nawet jeśli się rozstaniecie może przecież się widywać. Uwierz mi, że im szybciej to zrobisz tym lepiej, a dziecko szybko się przyzwyczaja do nowych sytuacji (wbrew temu, co wszyscy twierdzą!) Tobie z czasem też będzie coraz trudniej... DLATEGO NIE WAHAJ SIĘ ODEJŚĆ!

Ściskam Cię serdecznie, życząc dużo odwagi.

7

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Z jednej strony chciałoby się powiedziec walcz, ale Twój partner nie rokuje poprawy. Po każdej deklaracji mija czas i wraca to samo, a nawet ze zdwojoną siłą. Problem nie leży w Tobie, tylko w nim. Jeśli przejawiał podobne zachowania względem swojej poprzedniej partnerki oraz przejawia względem swojej matki - sama masz odpowiedź!!! Przeczytaj uważnie raz jeszcze to co napisałaś... tam jest odpowiedź.

Nie pozwól się dłużej poniżać, bo będziesz miała problem, żeby odbudować swoje morale!!!

Dodatkowo wykorzystuje fakt, że jesteś w pewnym sensie "słaba". Wydaje mu się, że może Cię bezkarnie obrzucać wyzwiskami i używać przemocy wobec Ciebie.

Powiem tak... odejdź od niego nim nie stanie Ci się jakaś większa krzywda... póki Cię nie skatował...

Jak ja bym chciał z takim męskim bokserem 5 minut sam na sam...

Widać, ze go kochasz, ale to chyba jest toksyczna miłość...
Zrobisz jak będziesz uważała, ale to co panuje w Twoim związku nie jest normalne!!!

Poszukasz sobie wartościowszego człowieka, takiego który będzie w stanie dać Ci to wszystko czego potrzebujesz bez wyzwisk i rekoczynów!!!

3mam kciuki za mądre decyzje wink
powodzenia!
K.

8

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

zagubiona czy naprawde musisz ujrzec w lustrze swoja posiniaczona twarz zeby podjac decyzje? Kopnal cie w biodro!? Wiesz ze w normalnych warunkach mozesz isc do wiezienia za "uzycie sily nieadekwatnej do sytuacji obrony koniecznej"? Nawet najbardziej zapchlonego psa czy kota nie potraktowalabym noga. A co dopiero czlowieka. Zmykaj stamtad poki ci zycie mile. Ten facet potrzebuje strzala miedzy oczy a nie kobiety. Agresywne psy sie usypia, czasem chcialabym zeby takie procedury zostaly przeniesione na ludzi.

9

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
zagubiona0101 napisał/a:

aż w końcu po 3 latach związku odeszła od niego.

MOŻE WARTO ODSZUKAĆ POPRZEDNIĄ I ZGŁADZIĆ GADA smile NIE CZEKAJ ANI 1 DNIA DŁUŻEJ  !

Co robić, drogie Netkobiety? Może Wy przeżyłyście coś podobnego i mogłybyście podzielić się ze mną swoim doświadczeniem lub tak jak ja właśnie przechodzicie przez coś podobnego i czujecie się nie mniej zagubione?

CO ROBIĆ ? UCIEKAĆ  .... NIC NIE ZROBISZ !!

Z góry dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o jakieś wskazówki.

PS. Chciałam dodać, że ostatnio również zdaża mu się być agresywnym - ostatnio kopnął mnie w biodro i uderzył pieścią w przedramię - za co? Za to samo, że broniłam siebie i swojej godności.

TO JAKIŚ ZAKOMPLEKSIONY MANIAKALNY TYP SOCJOPATYCZNY BOHATER

Pozdrawiam
zagubiona

UCIEKAJ I PISZ TUTAJ ... smile TRZYMAMY KCIUKI WSZYSCY

10

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Dziękuję Ci bardzo za dobre szczere słowa. Ja Tobie także życzę odwagi. Pozdrowionka.

11 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-13 07:24:08)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
zagubiona0101 napisał/a:

Może Wy przeżyłyście coś podobnego i mogłybyście podzielić się ze mną swoim doświadczeniem lub tak jak ja właśnie przechodzicie przez coś podobnego i czujecie się nie mniej zagubione?

Nie i nigdy nie przezyje, bo na nic podobnego nie pozwolilabym sobie. Pierwsze odezwanie sie do mnie per k..lub cos w tym stylu i ewentualny pan pakowalby swoje manele i fruwal dalej niz go oczy poniosa.

Mnie rece opadaja jak czytam podobne opowiesci po raz tysieczny, czy wy kobiety szacunku, rozumu i jakichs priorytetow w swoim zyciu nie macie, zeby dac sie w ten sposob traktowac byle chlystkowi?

I co to w ogole za transformacje z predkoscia swiatla przebiegajace z cyt."Męski, inteligentny, elokwentny, dobrze wykształcony, miał swoje pasje, wydał mi się być niezwykle interesującym kandydatem na potencjalnego partnera. Kolejnym atut stanowiły wspólne tematy, których naprawdę mieliśmy wiele." w szympansa serwujacego tekst "wulgaryzm ci w ryj, ty wulgaryzm!"???

Jak zyje, a zyje dluzej niz niejedna tu zraniona podobnymi historiami, nie spotkalam na swej drodze podobnego przypadku. Dr Jeckyl i Mr Hyde moga sie schowac przy takich opisach.

Skad kobiety, dziewczyny, panny i mezatki biara TAKICH chlystkow i baranow? I co w nich mozna pokochac? CO?

Powiem Ci zagubiona, ze wolalabym do konca zycia sama byc, ryz uprawiac czy rowy kopac niz rok a nawet pol spedzic z takim kalafiorem jakiego tu opisalas. To moja rada dla Ciebie.

12

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
zagubiona0101 napisał/a:

podobnie wyglądają jego relacje z matką (choć oczywiście jej tak nie wyzywa, ale także potrafi jej powiedzieć, że jest idiotką itp.), swoją byłą dziewczynę traktował podobnie - też ciągle zapewniał ją o jej niższości, braku inteligencji itp., aż w końcu po 3 latach związku odeszła od niego.

Czemu wy kobiety macie jeszcze jakieś wątpliwości w takich sytuacjach??? Nigdy tego nie zrozumiem. Czego oczekujesz, że się zmieni dla Ciebie? Że po ślubie będzie ideałem. Nie oszukuj samej siebie bo z takim człowiekiem nie da się stworzyć normalnego związku. Nie obraź się ale ten koleś to jakiś niezrównoważony psychicznie cham który ma ewidentny problem z kobietami a Ty im szybciej dasz sobie z nim spokój tym lepiej dla Ciebie.

Pozdrawiam i Powodzenia:).

13

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Dziękuję bardzo Wam wszystkim za odpowiedzi, utwierdzają mnie w przekonaniu, że już dawno powinnam była zrobić, to co zamierzam.

Mussuka, pytasz co można w nich pokochać - wydaje mi się, że to nasze wyobrażenie o tamtych facetach, którymi byli, kiedy ich poznawałyśmy... Każdy ma nadzieję, że może jeszcze to wróci, szczególnie, gdy komuś na kimś zależy. Ja już przestałam w to wierzyć i odarłam się ze wszelkich złudzeń. Napisałam, że nie potrafię tak dłużej żyć i tego się trzymam. Nie tak wyobrażam sobie swoje życie, nie tak wyborażam sobie mojego przyszłego męża czy ojca moich dzieci... Tak bardzo chciałabym by kobiety znajdujące się w podobnych sytuacjach do mojej, nie czekały tak długo jak ja by podjąć decyzję o rozstaniu. Strasznie mnie to wyniszczyło, ale tak, wiem - sama jestem sobie winna.

14 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-13 08:38:07)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
zagubiona0101 napisał/a:

.

Mussuka, pytasz co można w nich pokochać - wydaje mi się, że to nasze wyobrażenie o tamtych facetach, którymi byli, kiedy ich poznawałyśmy...

Posluchaj zagubiona, ja wlasnie tego fenomenu nie jestem w stanie pojac. Jak mozna nie dostrzec juz od poczatku tego "potencjalu" chama i bydlaka u poznawanego mezczyzny? Czy az tak swietnie potrafia sie maskowac, by swoje wrodzone (badz nabyte w odpowiednim srodowisku) cechy zakapiora ukryc? Ja rozumiem, ze kazdy zwiazek na poczatku jest rozami uslany, kazdy sie stara , wygina w chinskie dzien dobry, zeby ew. partnera omamic i sie mu przypodobac. Ale az na tyle to ja slepa nidgy nie bylam, a mialam spotkan, randek, dluzszych i krotszych zwiazkowcalkiem spora ilosc. Chamskie odruchy wychodza z delikwenta nie po roku a juz na kolejnej randce. Bo nie mozna sie non stop kontrolowac. A jak takiodruch malpi zauwazam raz i drugi to wlacza mi sie swiatelko informujace, ze nie wszystko tu gra. Po kolejnym incydencie (bo one zaczynaja sie pojawiac coraz czesciej, gdy on mysi, ze juz ofiare ma) wyje juz syrena alarmowa i nie ma przebacz, klapki z oczu spadaja. Mowilam wowczas adieu takiemu i cieszylam sie, ze mam to g..juz za soba. Dlatego, nigdy przenigdy nie zrozumiem kobiet ludzacych sie nadzieja i tkwiacych w patologicznych zwiazkach. Same sie krzywdza.

15

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Opinia Mussuka jest zdecydowanie prawdziwy i powinna kazda kobieta wysunac wnioski. Droga Zagubiona pamietaj idealow nie ma a to ze ma inteligencje urode czy swoje pasje nie jest wskaznikiem prawdziwego jego wnetrza . Podziwiam tylko cie w tym wszystkim ze tkwisz w tym . Nie znasz do konca swojej wartosci a wnioskuje to ze pozwalasz sobie na takie teksty typu dziwka itp . A podniesienie reki to juz zupelnie dla mnie u ciebie brak dojzalosci. Ty po takim czyms pakujesz sie i mowisz koniec nie znam go. Takich ochlystkom jak on to rece powinny pousychac . Nie mniej jednak pokazal ci swoja prawdziwa twarz wiec po co jestes z nim skoro jestes nie szczesliwa? Kobieto ty ani sekundy nie siedz obok niego bo jego zachowania beda tak agresywne coraz bardziej. Chcesz byc bita wyganiana robic posmiewisko z siebie? Otrzasnij sie glowa do gory i powiedz sobie znam swoja wartosc i skonczylo sie teraz ja rzadze. Odchodzis i urywasze definitywnie kontakt nie jakies przeprosiny kolacyjki itp! Chcesz prawdziwe szczescie chcesz rodzine szczesliwa zalozyc to do tego daz ale tyllko utrzymujac kontakty z ludzmi przeciwnych sfer twojego partnera BYDLAKA!

16

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:
zagubiona0101 napisał/a:

.

Mussuka, pytasz co można w nich pokochać - wydaje mi się, że to nasze wyobrażenie o tamtych facetach, którymi byli, kiedy ich poznawałyśmy...

Posluchaj zagubiona, ja wlasnie tego fenomenu nie jestem w stanie pojac. Jak mozna nie dostrzec juz od poczatku tego "potencjalu" chama i bydlaka u poznawanego mezczyzny? Czy az tak swietnie potrafia sie maskowac, by swoje wrodzone (badz nabyte w odpowiednim srodowisku) cechy zakapiora ukryc? Ja rozumiem, ze kazdy zwiazek na poczatku jest rozami uslany, kazdy sie stara , wygina w chinskie dzien dobry, zeby ew. partnera omamic i sie mu przypodobac. Ale az na tyle to ja slepa nidgy nie bylam, a mialam spotkan, randek, dluzszych i krotszych zwiazkowcalkiem spora ilosc. Chamskie odruchy wychodza z delikwenta nie po roku a juz na kolejnej randce. Bo nie mozna sie non stop kontrolowac. A jak takiodruch malpi zauwazam raz i drugi to wlacza mi sie swiatelko informujace, ze nie wszystko tu gra. Po kolejnym incydencie (bo one zaczynaja sie pojawiac coraz czesciej, gdy on mysi, ze juz ofiare ma) wyje juz syrena alarmowa i nie ma przebacz, klapki z oczu spadaja. Mowilam wowczas adieu takiemu i cieszylam sie, ze mam to g..juz za soba. Dlatego, nigdy przenigdy nie zrozumiem kobiet ludzacych sie nadzieja i tkwiacych w patologicznych zwiazkach. Same sie krzywdza.

Mussuka - nie miałaś zatem okazji (na szczęście) obserwować socjo- lub psychopaty w akcji. To są wytrawni gracze - potrafią kamuflować się latami i posuwać delikatnie krok po kroku.
Osobną sprawą jest to, ze oni zawsze wybierają osoby podatne na ich zachowanie.

Zagubiona - to, że powinnaś odejść jak najszybciej - nie ulega ŻADNEJ dyskusji. Ale jest głębszy problem - w Tobie. Bardzo się cieszę, że sama to juz zauważyłaś. Trzeba to przepracować, by znów nie "wtopić".
Zapraszam do odwiedzenia wątku: http://www.netkobiety.pl/t17705.html

17

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
niekochana72 napisał/a:

Mussuka - nie miałaś zatem okazji (na szczęście) obserwować socjo- lub psychopaty w akcji. To są wytrawni gracze - potrafią kamuflować się latami i posuwać delikatnie krok po kroku.

jakimi latami jak oni sie niecaly rok znaja? Z tego wnioskuje, ze sku....nskie zachowania wylazly z niego juz jakis czas temu, po pierwszym zagraniu ten watek nie powstal. Logicznie z tego wynika, ze dosc szybko przepoczwarzyl sie z kochanego robaczka w karalucha.

Czy Ty pozostalabys choc sekunde dluzej z mezczyzna po jego odzywce "wulgaryzm ci ..itp"? A takich kobiet sa tu setki..cala Polska psychopatami usiana czy po prostu jest w naszej kulturze damsko-meskiej jakas tendencja do lezienia za byle gaciami na wlasna zgube bo bez chlopa ani rusz? Im wiecej czytam tym bardziej sie przekonuje, ze Polki sa chorobliwie uzaleznione od posiadania mezczyzny w zyciu, same nie poradza sobie w zyciu czy to taka presja spoleczna? Moze i stereotypowe myslenie ale niestety wiele postow mnie w tym utwierdza.

18

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

przepraszam, ponad rok sie znaja, moj blad, pomylilam z inna osoba:) tak czy siak to dosc krotko.

19

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:

Czy Ty pozostalabys choc sekunde dluzej z mezczyzna po jego odzywce "wulgaryzm ci ..itp"? A takich kobiet sa tu setki..cala Polska psychopatami usiana czy po prostu jest w naszej kulturze damsko-meskiej jakas tendencja do lezienia za byle gaciami na wlasna zgube bo bez chlopa ani rusz? Im wiecej czytam tym bardziej sie przekonuje, ze Polki sa chorobliwie uzaleznione od posiadania mezczyzny w zyciu, same nie poradza sobie w zyciu czy to taka presja spoleczna? Moze i stereotypowe myslenie ale niestety wiele postow mnie w tym utwierdza.

Widzisz - to nie są typowe Polki. My nie jesteśmy typowymi Polkami - bo mnie ten problem też dotyczy. sad
I nie ma znaczenia, że "mój" oprawca nie bił i nie wyzywał - przemoc psychiczna jest równie bolesna jak fizyczna.
Dlatego ja rozumiem zagubioną. I potrafię jej podpowiedzieć, jak powinna sama sobie pomóc.
Poczytaj kochana troszkę w temacie - łatwiej zrozumiesz problem współuzależnienia - bo to jest właśnie przyczyna problemów.
A większość tych przypadków ma korzenie w dzieciństwie - na to nawet "nietypowe Polki" nie mają wpływu.

20

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Wiesz, gdy to tak czytam, to odnoszę wrażenie, że naprawdę nie masz godności. Bez obrazy, ale spójrz prawdzie w oczy. Kim ten człowiek jest, że ma prawo tak Cie traktować? Cięzko podjąć decyzję o rozstaniu, ale uwierz mi, na świecie jest tylu mężczyzn, którzy czekają na dziewczynę, która będzie ich kochać, będzie im wierna i będzie uczciwa tak jak Ty. Zostaw tego frajera. Po prostu, już, teraz !

21

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
niekochana72 napisał/a:

.
Dlatego ja rozumiem zagubioną. I potrafię jej podpowiedzieć, jak powinna sama sobie pomóc.
Poczytaj kochana troszkę w temacie - łatwiej zrozumiesz problem współuzależnienia - bo to jest właśnie przyczyna problemów.
A większość tych przypadków ma korzenie w dzieciństwie - na to nawet "nietypowe Polki" nie mają wpływu.

A co tu jest do rozumienia czy radzenia? Widze chama na pierwszy rzut oka to od razu omijam z daleka a jak swinia z niego dopiero po latach wyjdzie to i wtedy nie za pozno, zeby sie go pozbyc, otrzepac lapki i isc dalej przez zycie jak czlowiek a nie ofiara. Silnym trzeba byc a nie mietkim (Jerzy K.)

Za duzo tu tych tlumaczen psycho-jakis  i szukania korzeni to tu to tam, niejeden z nas mial ciezkie dziecinstwo co nie znaczy, ze musi sobie sam jeszcze bardziej zafajdana starosc fundowac. Chyba raczej uczac sie na bledach z przeszlosci zrobic wszystko aby bylo lepiej anie gorzej.

22 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-13 12:58:01)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:

Za duzo tu tych tlumaczen psycho-jakis  i szukania korzeni to tu to tam, niejeden z nas mial ciezkie dziecinstwo co nie znaczy, ze musi sobie sam jeszcze bardziej zafajdana starosc fundowac. Chyba raczej uczac sie na bledach z przeszlosci zrobic wszystko aby bylo lepiej anie gorzej.

Trzeba posiąść wiedzę i mieć tego świadomość. Tego właśnie trzeba naszej bohaterce. big_smile
Bo samo odejście raczej niczego nie zmieni - następnym razem wybierze podobnego mężczyznę.

23

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
niekochana72 napisał/a:

Trzeba posiąść wiedzę i mieć tego świadomość. Tego właśnie trzeba naszej bohaterce. big_smile

moze i tak. mnie instynkt samoprzetrwania wystarcza:)

24

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Trzeba posiąść wiedzę i mieć tego świadomość. Tego właśnie trzeba naszej bohaterce. big_smile

moze i tak. mnie instynkt samoprzetrwania wystarcza:)

Absolutnie tego nie neguję. Ale to nie Ty masz problem, prawda?
Więc proponuję dostosować porady do charakteru osoby zakładającej watek.
Ja na przykład nigdy nie zostałam okradziona (jestem tzw "elektryczna") - czy to powód, żeby tych, którzy zostali okradzeni traktować jak "z lekka upośledzonych"? Z pewnością nie.

25

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
niekochana72 napisał/a:

Ja na przykład nigdy nie zostałam okradziona (jestem tzw "elektryczna") - czy to powód, żeby tych, którzy zostali okradzeni traktować jak "z lekka upośledzonych"? Z pewnością nie.

nie, nie nalezy. Chyba, ze zostali okradzeni raz, drugi, kolejny i nadal laza po parku wieczorem z rozpieta trebka, wiedzac, oczywiscie, ze znow beda okradzeni. Delikatnie nazywamy to lekkomyslnoscia a nie wspoluzaleznieniem od zlodzieja?:)) Nie uzywalabym okreslen "uposledzony", to sugeruje braki zdrowotne a tu autorka jak i wiele jej podobnych ma swiadomosc, jasna i przejrzysta zla w jakie sie wpakowala i wbrew tej swiadomosci brnie w to dalej. Jak mam to sobie logicznie wytlumaczyc? Parzy mnie ogien a ja jeszcze dalej reke pcham?

26

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Ja na przykład nigdy nie zostałam okradziona (jestem tzw "elektryczna") - czy to powód, żeby tych, którzy zostali okradzeni traktować jak "z lekka upośledzonych"? Z pewnością nie.

nie, nie nalezy. Chyba, ze zostali okradzeni raz, drugi, kolejny i nadal laza po parku wieczorem z rozpieta trebka, wiedzac, oczywiscie, ze znow beda okradzeni. Delikatnie nazywamy to lekkomyslnoscia a nie wspoluzaleznieniem od zlodzieja?:)) Nie uzywalabym okreslen "uposledzony", to sugeruje braki zdrowotne a tu autorka jak i wiele jej podobnych ma swiadomosc, jasna i przejrzysta zla w jakie sie wpakowala i wbrew tej swiadomosci brnie w to dalej. Jak mam to sobie logicznie wytlumaczyc? Parzy mnie ogien a ja jeszcze dalej reke pcham?

A rozumiesz alkoholików, narkomanów lekomanów? Tak właśnie postępują osoby uzależnione i współuzależnione - w ich działaniu nie ma logiki. Po prostu.
I wybacz - Ty nie musisz sobie niczego tłumaczyć. Chodzi o to, żeby nasza bohaterka zrozumiała.

27

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
niekochana72 napisał/a:

A rozumiesz alkoholików, narkomanów lekomanów? Tak właśnie postępują osoby uzależnione i współuzależnione - w ich działaniu nie ma logiki. Po prostu.
I wybacz - Ty nie musisz sobie niczego tłumaczyć. Chodzi o to, żeby nasza bohaterka zrozumiała.

Ona tez. Ale ja chce zrozumiec co kieruje kobieta, ktora godzi sie swiadomie na ponizanie i traktowanie jak smiecia i jeszcze mowi, ze nadal kocha swego oprawce. Dlatego zapytalam ja, co mozna w takim typie kochac.
W zyciu o takim uzaleznieniu nie slyszalam, sa jakies osrodki odwykowe? Bo do lekow, narkotykow, alkoholu i innych uzywek to sam organizm sie rwie i trzesie z glodu..a tu chyba jest reakcja odwrotna? Autorka boi sie, nie chce takich powtorek ale nie potrafi wyobrazic sobie, ze tego JEGO, juz nie ma. To jest wspoluzaleznienie czy brak odwagi, zeby odejsc raz na dobrze.

I pozytywnie konczac moje wywody, wydaje mi sie, ze autorka juz to rozumie i wie co i jak dalej robic. Oby tylko konsekwentnie.

28 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-13 13:41:14)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

A rozumiesz alkoholików, narkomanów lekomanów? Tak właśnie postępują osoby uzależnione i współuzależnione - w ich działaniu nie ma logiki. Po prostu.
I wybacz - Ty nie musisz sobie niczego tłumaczyć. Chodzi o to, żeby nasza bohaterka zrozumiała.

Ona tez. Ale ja chce zrozumiec co kieruje kobieta, ktora godzi sie swiadomie na ponizanie i traktowanie jak smiecia i jeszcze mowi, ze nadal kocha swego oprawce. Dlatego zapytalam ja, co mozna w takim typie kochac.
W zyciu o takim uzaleznieniu nie slyszalam, sa jakies osrodki odwykowe? Bo do lekow, narkotykow, alkoholu i innych uzywek to sam organizm sie rwie i trzesie z glodu..a tu chyba jest reakcja odwrotna? Autorka boi sie, nie chce takich powtorek ale nie potrafi wyobrazic sobie, ze tego JEGO, juz nie ma. To jest wspoluzaleznienie czy brak odwagi, zeby odejsc raz na dobrze.

I pozytywnie konczac moje wywody, wydaje mi sie, ze autorka juz to rozumie i wie co i jak dalej robic. Oby tylko konsekwentnie.

Jest terapia, profesjonalna. Ehhh... kochana - tu się dopiero rwie.. serce.
Jeśli interesuje Cie ten temat wygoogluj "fundacja kobiece serca" - tam jest to przystępnie opisane. Nie napiszę adresu, bo już dziś dostałam po tyłeczku od Moderacji sad

Widzisz Mussuka - na tym polega istota tego uzależnienia: osoba uzależnione DOSŁOWNIE nie wyobraża sobie życia bez tej drugiej osoby.

29

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
niekochana72 napisał/a:

Jest terapia, profesjonalna. Ehhh... kochana - tu się dopiero rwie.. serce.
Jeśli interesuje Cie ten temat wygoogluj "fundacja kobiece serca" - tam jest to przystępnie opisane. Nie napiszę adresu, bo już dziś dostałam po tyłeczku od Moderacji sad

Serce??? Rany, nic juz nie rozumiem. On mi buch z dziwka a ja mu serce na dloni.
Ale zebym nie wyszla na totalnego ignoranta, wygooglowalam sobie "wspoluzaleznienie" i z tego co tak ad hoc moglam wyczytac, to zeby byl wspouzalezniony, powinien byc tez osobnik uzalezniony. I tu wiekszosc tekstow odnosi sie do alkoholikow (narkomanow, seksocholikow itp) oraz ich partnerow.

Wiec zapytam: od czego uzalezniony jest partner autorki? od ublizania kobietom, gardzenia nimi, ponizania ich?

30

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Jest terapia, profesjonalna. Ehhh... kochana - tu się dopiero rwie.. serce.
Jeśli interesuje Cie ten temat wygoogluj "fundacja kobiece serca" - tam jest to przystępnie opisane. Nie napiszę adresu, bo już dziś dostałam po tyłeczku od Moderacji sad

Serce??? Rany, nic juz nie rozumiem. On mi buch z dziwka a ja mu serce na dloni.
Ale zebym nie wyszla na totalnego ignoranta, wygooglowalam sobie "wspoluzaleznienie" i z tego co tak ad hoc moglam wyczytac, to zeby byl wspouzalezniony, powinien byc tez osobnik uzalezniony. I tu wiekszosc tekstow odnosi sie do alkoholikow (narkomanow, seksocholikow itp) oraz ich partnerow.

Wiec zapytam: od czego uzalezniony jest partner autorki? od ublizania kobietom, gardzenia nimi, ponizania ich?

Wyedytowałam. Kurcze, nie mogę wkleić adresu - a byłoby prosto. hmm
Te kobiece serca - najlepiej wytłumaczone.

31

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
niekochana72 napisał/a:

Kurcze, nie mogę wkleić adresu - a byłoby prosto. hmm
Te kobiece serca - najlepiej wytłumaczone.

znalazlam sobie te fundacje, cos w tytule o uzaleznieniu od milosci. wiec pewnie to to.

Poczytam z ciekawosci, choc siebie zaczynam podejrzewac o kompletny brak serca ..nie potrafie az tak sie zatracic i poswiecic zwiazkowi ani drugiej osobie, zawsze drzemal we mnie maly egoista.

32 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-13 14:01:52)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Oh niestety wątek, w którym jestem w "swoim żywiole", chociaż już na odwyku i to mnie cieszy.
Mogę się zgodzić z Mussuką, że w tym nie ma logiki, bo nie rozumiem faktycznie dlaczego ludzie MUSZĄ ćpać, pić - chociaż chyba podobno to jest jakieś uzależnienie "w organizmie" - jak uzależnienie organizmu od nikotyny u palaczy. I wszystkie te nałogi i uzależnienia można wyleczyć odwykiem oraz wsparciem innych osób uzależnionych będących na leczeniu oraz pomocą terapeuty - jednak to ciężka droga. I jeśli mnie zapytasz co jest przyjemnego w paleniu papierosów (bo palę), to żadna moja odpowiedź nie będzie logiczna, bo co ? "palę bo lubię" - jak można lubić coś co jest krztuszące, gorzkie i zawiera truciznę ? Palę bo muszę - i słowo MUSZĘ nie jest wyjaśnieniem dla Ciebie i osób nieuzależnionych od czegokolwiek a razem jest jedyną wg mnie odpowiedzią na takie pytania. To było na początek, wracając do tematu UZALEŻNIENIA OD MĘŻCZYZNY.

Dla mnie to działa tak samo, nie jestem wstanie nikomu - ani Tobie ani przyjaciołom ani rodzinie na pytanie "czemu Ty z nim jesteś" "za co Ty go tak kochasz" odpowiedzieć "sensownie" - bo tego oczekujesz Ty i oni - odpowiedzi, która pozwoli Ci zrozumieć. Masz ogromne szczęście , że jak to jak zwykle doskonale niekochana72 ujęła : nie należysz do "typowej" polki, która NIE MIAŁA wpływu na swoje dzieciństwo, geny itp.
Ja nie zawalam tego co zrobiłam ze swoim życiem - a zgotowałam sobie piekło - na mamę i na jej wpływ na sposób w jaki podeszłam do związku i jak dałam się traktować, ale po części po prostu nie miałam na to wpływu.
Nie jestem na dzień dzisiejszy w stanie powiedzieć za co tego człowieka kocham, no bo przecież to logiczne , że nie za to jak mnie poniżał, zostawiał płacząca na środku ulicy, nie chciał rozmawiać, wyzywał od "po*ebów", idiotek, psychicznych, jak mnie zostawił pare lat temu tydzień przed maturą, jak obrażał się i nie odzywał przez parę dni a potem nagle się pojawiał itd... a mimo to wszystko spędziłam "w związku" z tym człowiekiem ponad 5 lat. 1000 razy "coś we mnie pękało" i 100 razy wracałam, czułam się wiecznie źle, z dziewczyny ambitnej, pewnej siebie, towarzyskiej stałam się cieniem i nadal w tym tkwiłam.
Dziś kiedy jestem na odwyku - i dla mnie to jest po prostu słowo idealnie pasujące - czyli odstawienie "środka uzależniającego" - wycie, pragnienie żeby to wróciło, chociaż się wie że kolejny raz bedzie gorszy od poprzedniego, histeria, że go nie ma itp. - ale każdy dzień który przeżyję "bez niego" okazuje się nie "kolejnym straconym" ale kolejnym do przodu - z każdym dniem się lepiej czuję - zaczynam myśleć trzeźwo. Do czego zmierzam: nie wszystko trzeba zrozumieć i troszkę ale naprawde troszkę nie podoba mi się że ktoś nie próbując się wgłębić w temat pisze jak Ty "nigdy tego nie zrozumiem, polki muszą mieć faceta" itd. Jak widzisz sama przed chwilą dowiedziałaś się że to jest uzależnienie może gdybyś postarała się wgłębić - nie tyle zrozumiałabyś takie kobiety, bo nie o to chodzi, ale "zrozumiała" w sensie że coś takiego może istnieć i że to jest ogromny problem - jednia mają DDA, jedni są alkoholikami, jeszcze inni mają schizofrenię a my mamy to wink

ZAGUBIONA0101 - Ja jako naprawdę bardzo młoda dziewczyna po 8 latach tej znajomości a 5 latach związku jestem w stanie Cię zapewnić, że NIC się nie zmieni ŻADNĄ rozmową, tłumaczeniem, pokazywaniem że oczekujesz szacunku ani żadną inną metodą , w której Ty będziesz groźbą-prośbą usiłowała udowodnić mu , że źle się zachowuje/jego myślenie czy podejście jest złe/chore/psychiczne i że tak się nie traktuje osoby którą się kocha. Nie ma szans - Ty jeszcze masz "szczęście", bo masz przykład byłej jego dziewczyny - widocznie też nie wytrzymała - ja nie miałam - może wtedy bym miała "poparcie"
To że Ci mówi, że go nie kochasz kiedy próbujesz się odciąć - zwykła manipulacja , u mnie było gorzej bo nie było "już mnie nie kochasz" tylko "to wszystko przez ciebie gdybyś była normalna to ja bym nie był agresywny" (nie uderzył mnie nigdy - byłam gnębiona psychicznie).
Co do jego mamy - miałam IDENTYCZNIE - jest synusiem mamusi - uwielbiam jego mamę ,ale sposób w jaki go wychowała rozpieściła do granic swoich możliwości sprawił że chłopak jest niezaradny życiowo, a do tego JAK U CIEBIE - swojej matki nie szanuje - albo inaczej - robi z nią to co ze mną - powie parę ostrych słów, odkręci kota ogonem i sprawi że matka / ja czujemy sie winne i przepraszamy za to że np on nas powyzywał (no matki moze nie wyzywa jak mnie ale sposob w jaki sie do niej odnosil dla mnie byl nie do pomyslenia).
Kończąc (wybaczcie dla mnie to jest tak świeża sprawa że mam 1000 myśli na minutę) proszę Cię przeczytaj książkę "Toksyczne Słowa" - podaj mi maila jeśli chcesz - chętnie Ci ją podeśle - moje OSTATECZNE chociaż setne odchodzenie od niego zapoczątkowała właśnie ona - głupia książeczka - otworzyła mi "bramy" do rzeczy których nie mogłam pojąć , czyli do tego "jak można tak robić komuś bliskiemu", a można i to i nieświadomie i świadomie.

______________________

Nie będę już kasować tego co napisałam,ale dopiero mi wskoczyły świeże posty Mussaki i jak sama napisała "nie będę ignorantem" - fajnie , bo właśnie wyżej napisałam, że trochę Cię tak odebrałam, także zostawiam to, ale już traci na sile smile
Służę doświadczeniem w razie co smile

33

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:

choc siebie zaczynam podejrzewac o kompletny brak serca ..nie potrafie az tak sie zatracic i poswiecic zwiazkowi ani drugiej osobie, zawsze drzemal we mnie maly egoista.

Żabko - dziękuj Sile Wyższej. Normalna jesteś i tyle smile

34

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
niekochana72 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

choc siebie zaczynam podejrzewac o kompletny brak serca ..nie potrafie az tak sie zatracic i poswiecic zwiazkowi ani drugiej osobie, zawsze drzemal we mnie maly egoista.

Żabko - dziękuj Sile Wyższej. Normalna jesteś i tyle smile

Tak, nam zabrakło właśnie miłości własnej i to niestety nawet w minimalnej dawce smile  (ja zawsze odstawiałam "siebie" żeby robić tak, żeby mama w końcu była zadowolona)

35

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
niekochana72 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

choc siebie zaczynam podejrzewac o kompletny brak serca ..nie potrafie az tak sie zatracic i poswiecic zwiazkowi ani drugiej osobie, zawsze drzemal we mnie maly egoista.

Żabko - dziękuj Sile Wyższej. Normalna jesteś i tyle smile

a moze dlatego ze tez nieciekawe dziecinstwo mialam? niewazne, wazne, zeby wyjsc na prosta a do tego zaden facet nie jest, nie byl i nie bedzie mi potrzebny. bo tak juz mam. chociaz kochac potrafie i z pasja ale nie slepo i bezgranicznie..tak sie chyba tylko dzieci kocha, za nic, za to, ze po prostu sa:)

36 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-13 14:17:09)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:

Wiec zapytam: od czego uzalezniony jest partner autorki? od ublizania kobietom, gardzenia nimi, ponizania ich?

Podobno takie kobiety jak my - uzależnione "od kochania" że tak to ładnie nazwę przyciągają również osoby - partnerów z jakąś dysfunkcją - po obserwacjach niektórych wątków na forum a już na pewno jeśli chodzi o mojego byłego partnera - kwestia była jego OGROMNYCH naprawdę gigantycznych kompleksów i jakiegoś konfliktu wewnętrznego ze światem - na zewnątrz pewny siebie twardy CHAM, wiedziałam gdzie włożyć szpilę, ale nie robiłam tego bo przecież KOCHAŁAM , a on znalazł sobie kogoś przy kim W KOŃCU mógł się poczuć lepszy - bo mógł mnie poniżyć, a po prostu miał swojego giermka -  przy swojej nienawiści do samego siebie.
I tak to jest właśnie - kiedy kobieta której braknie egoizmu spotyka faceta który chce pokochać siebie , ale nie może bo ma kompleksy - również wyniesione z domu

Ciągnie swój do swego wink

37

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
AB89 napisał/a:

ja zawsze odstawiałam "siebie" żeby robić tak, żeby mama w końcu była zadowolona

szkoda, ze mojego dyktatora w spodnicy nie poznalas:) do dzis moglaby mafia rzadzic i niestety ja nie do konca swoja pepowine emocjonalna odcielam. no, ale to nie ten watek:)

38

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

choc siebie zaczynam podejrzewac o kompletny brak serca ..nie potrafie az tak sie zatracic i poswiecic zwiazkowi ani drugiej osobie, zawsze drzemal we mnie maly egoista.

Żabko - dziękuj Sile Wyższej. Normalna jesteś i tyle smile

a moze dlatego ze tez nieciekawe dziecinstwo mialam? niewazne, wazne, zeby wyjsc na prosta a do tego zaden facet nie jest, nie byl i nie bedzie mi potrzebny. bo tak juz mam. chociaz kochac potrafie i z pasja ale nie slepo i bezgranicznie..tak sie chyba tylko dzieci kocha, za nic, za to, ze po prostu sa:)

AMEN.

39

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Moja mama jest cichociemna - z natury szara myszka - ostatnio zauważam w niej mojego byłego, a raczej odwrotnie w nim - swoją matkę smile z reszta ona to dopiero miała spaprane dzieciństwo plus "napaść" - ale już nie mogę dłużej żyć z myślą, że muszę ciągle iść jej na rękę i jak ona chce , bo przez to nie mam swojego życia.
I żeby było w wątku właśnie mój partner była taką moją matką - tu z jednej strony kocha a z drugiej robi takie "Sceny" że człowiek sobie myśli "jak można kochać i tak się zachowywać" - różnica jest jedna mała: wiem że mama kocha mnie na życie, mój były - może tak, ale czasami myślę, że ma większe emocjonalne problemy niż ja.

Tak czy siak ogromnie zazdroszczę miłości do samej siebie i tej "siły" , wolałabym raz od niego dostać w twarz niż 5 lat dawać sobie wmówić że jeśli się zmienie to on mi w koncu okarze milosc bo "na razie nie może skoro zachowuje sie źle" - cokolwiek to oznacza :]

40

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Jak ja Wam Kobietki zazdroszcze wyjscia z tego stanu nierozumienia rzeczywistosci ehhh ja chce przyspieszyc czas!!
Da sie?

41 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-13 14:26:36)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
staram_sie napisał/a:

Jak ja Wam Kobietki zazdroszcze wyjscia z tego stanu nierozumienia rzeczywistosci ehhh ja chce przyspieszyc czas!!
Da sie?

ja jestem na odwyku więc jeszcze nie wyszłam, ale zrozumiałam w 2 tygodnie więcej niż usiłowałam przez 5 lat.
Czegoś konkretnego nie rozumiesz ? smile

42

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
staram_sie napisał/a:

Jak ja Wam Kobietki zazdroszcze wyjscia z tego stanu nierozumienia rzeczywistosci ehhh ja chce przyspieszyc czas!!
Da sie?

Nie da się. Trzeba cierpliwie zaliczyć wszystkie szczebelki smile Czasem wracamy i od nowa. wink

43 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-13 14:40:18)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Dokładnie. Mi pomogło bardzo nie wmawianie sobie jak za każdym razem, że "dam radę, będę silna" itp. , tylko nagle "zrozumienie" sensu "żałoby" po związku - kiedy jest mi smutno to ryczę, ale to ryczenie nie jest pomstowanie "czemu czemu czemu czemu", ale czymś pt "ciężko mi wiec płaczę ale wiem że to minie" - ciężko to mi opisać smile
O dziwo od dawna nie płaczę, i nie czuję się FATALNIE, jest mi nadal przykro, ale jakoś tak "zwyczajnie" przykro, a nie "przykro" jak w jakiejś wielkiej Tragedii... czas czas czas i czekanie czekanie czekanie.

No i chyba ważne - już nie traktuje mojego partnera byłego jako osobę która zniszczyła mnie , wzięła moją miłość i wytarła nią swoje brudy i wyrzuciła jak zużytą szmatę (chociaż to prawda :] ) , ale potraktowałam go jak każdą osobę , dam przykład:

znajomy znajomego, którego np wcale dobrze nie znasz - od tak z paru spotkać - lubisz go - ani to przyjaźń ani też znajomi - takie koleżeństwo - prosi Cię o jakąś poważną rzecz - nie wiem - o pożyczkę na operację mamy, czy no nie wiem - co co wymaga od Ciebie dobrego serca, szczerej pomocy itd. Robisz to bo chcesz pomóc - coś dać z siebie bo lubisz tę osobę - a ta osoba np zwija się z tą sumą pieniedzy a na do widzenia smieje ci się w twarz że jesteś głupia i naiwna.
Co czujesz ? Ja bym była wsciekla ze stracilam pieniadze, troche bym sie nawsciekala, ale w ogolnym rozrachunku pomyslabym - no coz stracilam cos swojego , ale znajomosci mi nie szkoda ,no bo z kim ? - pomstuje tydzien, trace szacunek do tej osoby i o tym zapominam.

Głupi przyklad może ale u mnie wlasnie nastapił taki zwrot - moj byly dla mnie to osoba ktorej dalam cos bo chcialam (milosc) , ona to wykorzystala ile mogla - a ja teraz mysle ze zwyczajnie to przykre ale skoro tak no to trudno - uczucie zlosci za zabranie mi czegos "milosci" minie, a nie sadze zebym chciala zadawac sie z taka osoba.

O ja Cię , ale zagmatwałam big_smile big_smile big_smile

__________________________________________

czytaj książki typu "toksyczne słowa" "KKZB" - nie wiem czego dotyczy problem twojego zwiazku ale podejrzewam ze podobnie do nas - i myśl czy chcesz nadal byc nieszczesliwa - albo NIE - nie mysl bo to nam szkodzi - po prostu przyjmij bez mozliwosci zmiany wersji że NIC SIE NIE ZMIENI I NIGDY NIE BEDZIE ZADNYMI TLUMACZENIAMI TAK JAK MYSLISZ ZE BEDZIE smile

44

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Kurdeeee no, ja wiem wiem wszystko, ze trzeba przejsc wszystko, ale ta glupia psychika.

A cofania sie w rozwoju nie lubie, juz i tak stracilam 5 lat z wlasnej glupoty smile

go forward!

45

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
AB89 napisał/a:

5 lat dawać sobie wmówić że jeśli się zmienie to on mi w koncu okarze milosc bo "na razie nie może skoro zachowuje sie źle" - cokolwiek to oznacza :]

to oznacza, ze masz sobie na milosc Pana swego zasluzyc. Jak niewolnica na plantacji zeby batow nie dostac. A to juz jest chore i nigdy nie doprowadzi do happy endu.

po krotce opisze Ci swoje dziecinstwo... byly awantury, picie taty, bicie mamy (przez tate), wyzwiska jak pod najgorsza knajpa na Pradze, nieprzespane noce i siniaki po mojej samoobronie albo obronie mamy. to czesc meska. potem mama..wymagajaca bezwzglednego posluszenstwa, samych pozytywnych ocen w szkole, za czworke dostawalam lanie wymyslnymi przedmiotami typu..kabel od prodziza, za niezjedzona kanapke w szkole lub za to, ze sie jako 6-cio latka zgubilam w parku pelnym ludzi..tez manto. do skutku, az sie naucze. za mlodszego brata, jego winy i swoje wlasne..lanie.nawet tlumaczenia ciotek, babc i wujkow nie powstrzymywaly ciezkiej reki mamusi.

aha, dochodzilo psychiczne "wspieranie " dziecka: ales ty glupia, niezdarna, leniwa, pokraczna, jak ty chodzisz, zrob cos z tym garbem, ale wybaluszasz oczy ( a wszyscy inni twierdza, ze mam ladne wielkie oczy;)).moglabym tak ksiazke napisac ale po co to rozgrzebywac. moze stad sie wziela sila, zeby wyjsc na ludzi i zyc tak jak JA tego chce? Nie wiem..mowia, ze co nie zabije to nas wzmocni.

Mnie najbardziej w moim zyciu teraz cieszy to, ze ja swoje dzieciaki kocham i wspieram tak jak tylko moge, nawet kiedy im cos nie tak pojdzie, ze mi ufaja i nie boja sie powrotow do domu ta jak ja balam sie swoich. I ze mam takiego mezczyzne u swego boku, ktory muchy by nie skrzywdzil i nosilby mnie na rekach a ja go za to i za wiele innych rzeczy moge kochac.

to nie tak, zeby sie chwalic czy zalic, tylko, zeby pokazac moze, ze nie zawsze trudne dziecinstwo oznacza upadek i brak perspektyw na wlasne szczescie. tylko trzeba uwierzyc w siebie i nie poddawac sie NIKOMU. Ani mamie, ani ksiedzu ani tym bardziej takiemu partnerowi jak ten z Twoich czy autorki opisow.

46

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
Mussuka napisał/a:

to nie tak, zeby sie chwalic czy zalic, tylko, zeby pokazac moze, ze nie zawsze trudne dziecinstwo oznacza upadek i brak perspektyw na wlasne szczescie. tylko trzeba uwierzyc w siebie i nie poddawac sie NIKOMU. Ani mamie, ani ksiedzu ani tym bardziej takiemu partnerowi jak ten z Twoich czy autorki opisow.

Brawo, kochana. Żadna z nas nie twierdzi, że wszystkie MUSIMY zaliczyć po pysku od życia. Ale teraz zrób krok dalej proszę - i zrozum, ze nie wszyscy są tacy jak Ty.
Oki? I im trzeba pomóc.

47

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Czyli dostałaś "dobre" geny mamy - siłę i upór widocznie smile
No i tak to jest właśnie - jednych ciężkie dzieciństwo motywuję, innych dobija i sprowadza do parteru, a jeszcze u innych (tu jestem ja:) ) wpływa na relacje z innymi ludźmi, czyt. odbija się emocjonalnie.
Widzisz Ty miałaś "jawnie" ciężkie dzieciństwo - u mnie to wyrażenie nie pasuje - bo jestem rodziców oczkiem w głowie i nie mogę powiedzieć, że mam "zły dom" itp - jednak moja mama jest "popaprana emocjonalnie" i na ojcu tego nie odbije - bo on już jest dorosły , a na mnie od malucha "mogła" nieświadomie i  to dawało się we znaki i dziś zbieram żniwa (teraz jest wojna bo ja już "nie pozwalam" sobie co ją jeszcze bardziej nakręca).

Również uważam, że to nie tak, że jak ktoś ma jakąś dysfunkcję "z dzieciństwa" to musi za to oberwać i to się odbije - tak jak wyżej - jednym - jak Tobie może takie dzieciństwo pozwoliło stworzyć szczęśliwy dom, a u mnie "szczesliwe piekne bajkowe dziecinstwo" - bo takie mialam - polaczone z mamą DDA dało - rozwaloną emocjonalą ofiarę - mnie :]

Ja oberwałam, niekochana też - ale nie ma co - cieszę się , że mamy tyle szczęścia, że udało nam się z tego wyjść, noooo mi jeszcze nie do końca , ale jestem dumna , ze swojej "swiadomosci" smile:)

48 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-13 15:50:16)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...
AB89 napisał/a:

Ja oberwałam, niekochana też - ale nie ma co - cieszę się , że mamy tyle szczęścia, że udało nam się z tego wyjść, noooo mi jeszcze nie do końca , ale jestem dumna , ze swojej "swiadomosci" smile:)

Przytulam Cię mocno, kochana smile:)
Nikt, kto nie przeszedł naszej drogi nie wie, jak bolesne jest dogrzebywanie się do świadomości właśnie. Ale ta satysfakcja potem - warta wszystkiego. lol

Widzisz nasza droga Autorko: DA SIĘ.
PO PIEKLE JEST ŻYCIE.

49 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-13 15:45:28)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Dzięki kochana niekochana big_smile

U mnie coraz większa świadomość automatycznie odbudowuje mój szacunek do samej siebie - to takie "zabawne", że zawsze byłam taka dumna i honorowa , a teraz wstyd mi opowiadać najlepszej przyjaciółce w jakie gierki grałam - bo on prowadził i nadal prowadzi (bo się odzywa co jakiś czas w dziwny sposób). Niestety jutro mija dopiero 2 tyg - braku widzenia się i rzadkiego "kontaktu", tzn. on się odezwie raz na pare dni - ale nadal z jakimś takim barakiem szacunku więc staram się odpisywać konkretnie i wedlug swoich uczuć a nie jak zawsze lecieć "na zgodę" - niestety totalnie odseparować mi się jeszcze nie udało - może przyjdzie dzień że zwyczajnie "nie odpiszę" smile Oczywiście kiedy w końcu szanuję się i nie daję się stłamsić to już zostałam skwitowana, że nic się nie zmieniłam i 2 tygodnie przerwy to dla mnie za mało smile (mimo że błagałam go przy ostatniej próbie ratowania zwiazku zeby nie robil mi piekła w postaci milczenia po każdej kłótni;] i że czas milczenia dziala na nie korzysc i ze milczeniem nic nie zalatwimy tylko pograzymy sie - mowil ze mam racje a nadal "karze" mnie tym ze sie nie bedzie jeszcze troche odzywal - hehe kłamca - mam nadzieje ze sie zdziwi za jakis czas ) ale to lepiej , bo widzę , że skoro obiecał że nie zrobi tak a nadal mnie tak "karze" - to ja nie chcę go.
W jednym wątku przeczytyłam jak ktoś powiedział takie fajne zdanie (chociaż akurat nieodpowiadnie w tamtej sytuacji) i ono sprawiło że nie wdeptne już w tą swoją kupę, bo ja to "Zdanie" CZUJĘ  całą sobą.

Droga Autorko wątku wiem jak boli odejście bardzo świeże - 2 tygodnie - więc możemy razem to przejść wink

Jeśli przyjdzie mi się spt jeszcze z moim byłym to już mimo wielkiej ochoty wywalenia mu czemu uwazam ze jest okropny - nie zrobię tego bo wiem że się nagadam i dostanę w odpowiedzi - "jestes pojebana".
Jedno zdanie odzwierciedla wszystko co czuję (troche je zmienilam na wlasne potrzeby smile ):

Nie chcę z Tobą być, bo nie chce, żeby moje życie wyglądało jak wcześniej.

I tego się trzymam, wiem że jak "wrócę" - w jego mniemaniu - on wroci big_smile - to bedzie jak zawsze - a ja tego nie chce i do tego nie dopuszcze za nic na świecie krocej teraz pocierpie - nawet rok, dwa , ale potem wstane i bede mogla kochac cala soba nie bac sie powiedziec slowa a druga osoba da mi to samo - bo ja nic nie dostalam a tez zasluguję na miłość - a nie system kar i nagród - nie jestem psem do tresowania. wstanę któregoś dnia on będzie mi obojętny , ja będę kochać siebie i będę mogła dać wszystko co we mnie dobre - bez urojeń kompleksów których się nabawiłam (bo nie miałam przed nim kompleksow) - czysta love big_smile

I Ty za zagubiona0101 - nie bój się błagam, i uwierz w siebie , bo widzę, że konkretna z Ciebie dziewczyna smile

50 Ostatnio edytowany przez zagubiona0101 (2011-09-13 17:07:36)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Wybaczcie, że piszę dopiero teraz, ale obowiązki... Same rozumiecie.

Przede wszystkim, chciałabym zapytać Was czy potrafiłybyście wskazać, choć jedną osobę znajdującą się w Waszym bliskim otoczeniu, która miała w pełni NORMALNE (cokolwiek dla kogo to oznacza) DZIECIŃSTWO? Osobiście nie znam nikogo takiego i nie mam tutaj na myśli ludzi wywodzących się z marginesu społecznego czy pochodzących z patologicznych rodzin, gdzie podłe uzależnienia, przemoc fizyczna, agresja słowna oraz psychiczne nękanie jest na porządku dziennym, ale także o osobach wychowujących się w tzw. "dobrych domach", gdzie niczego nie brakowało, ale pewne rzeczy pojawiały się w nadmiarze - jak wygórowane oczekiwania rodziców wobec dzieci, chęć zrealizowania swoich niespełnionych ambicji, albo wręcz przeciwnie - dzieciom było wolno robić dosłownie wszystko, a na każdym kroku wyręczano je, co obecnie skutkuje tym, że nie są sobie w stanie kompletnie poradzić w życiu. Dlatego wydaje mi się, że nie należy generalizować i odnosi się to zarówno do tego, co pisała Mussuka, twierdząc, że dzieciństwo nie determinuje późniejszych zachowań dorosłego człowieka poprzez tworzenie w podświadomości dorastającej jednostki pewnych "dysfunkcji" emocjonalnych, które jej zdaniem nie mają wpływu na ostateczny kształt naszego życia i nie są miarodajnym wyznacznikiem. Jednak też nie do końca zgadzam się z tym, iż przeżyte przez nas dzieciństwo w stu procentach determinuje to jacy jesteśmy - pewne rzeczy otrzymujemy w genach, inne nabywamy poprzez funkcjonowanie w grupie rówieśników, jeszcze inne kształtują media czy napotkani przez nas na naszej drodze ludzie. Jedno jest pewne - wszystkie zweryfikuje czas i życie. Warto pamiętać o tym, co przeżyliśmy, bo bagaż zdobytych przez nas doświadczeń ma bezcenną wartość, ale też nie dajmy się zwariować i nie żyjmy w cieniu przeszłości, ogłaszając kapitulację i wciągając na maszt białą flagę. Ktoś kiedyś mądrze powiedział - "Twój sukces zależy od Ciebie" z czym w pełni się zgadzam, to właśnie między innymi dlatego postanowiłam umieścić tutaj ten post, bo wbrew temu, co czytam - ja bardzo chcę zmienić swoje życie. To dlatego prosiłam o porady i wskazówki, co mogłabym zmienić w swoim sposobie myślenia czy światopoglądzie. Myślę, że AB89 i niekochana72 doskonale rozumieją, co mam na myśli... smile

Miałam dzisiaj (pomimo moich obowiązków) trochę czasu by przemyśleć sobie pewne sprawy. Tak się składa, że w ten weekend spakowałam trochę swoich rzeczy (po ostatniej kłótni) i aktualnie jestem w moim rodzinnym domu, zamierzam zostać tutaj jednak nieco dłużej. On nie odzywa się do mnie i powiem Wam szczerze - jakoś strasznie mnie to nie boli. Zaakceptowałam już to, że niczego nie zmienię, bo jeśli on sam tego nie będzie chciał to jest to po prostu niemożliwe. Co więcej kiedy jestem teraz sama, czuję się o wiele lepiej. Nareszcie odpoczywam. Dosłownie. Nikt nie krzyczy, nie obraża mnie, nie przeszkadza w realizowaniu określonych zadań itd. Chcę sobie zrobić dłuższą przerwę od związków, skoncentrować się na spełnianiu samej siebie, odetchnąć. Zwłaszcza, że jestem teraz w takim momenciu w moim życiu, że potrzebuję więcej czasu dla siebie by móc osiągnąć zamierzone cele. (Co oczywiście dziwnym trafem zawsze go bolało...) Kiedy układało się między nami i zachowywał się w normalny sposób, wtedy na każdym kroku podkreślał jak niesamowicie inteligentna jestem, jak świetnie znam języki obce itp. i że - dosłownie - zazdrości mi tego. Nie potrafił przeżyć tego, że podobam się innym męzczyzną i jestem atrakcyjną kobietą, wrecz dziwił się - dlaczego na ciebie tylu facetów zwraca uwagę, a na mnie laski nie patrzą? I wiecie co? Wydaje mi się, że on po prostu nie mógł znieść tego, że ja jestem w czymś lepsza od niego, a to dlatego, że jego poprzednia dziewczyna była moim kompletnym przeciwieństwie i przyzwyczaił się do tego, iż może pozwalać sobie na tego typu zachowania, a ona nawet nic nie powie. Gdy tymczasem ja stale z nim walczyłam i nie dawałam za wygraną, dlatego jego agresja była coraz większa i większa... A kompleksy, o których pisała AB89, opowiadając o swoim EX'ie nie dawały mu żyć. Nawet jakoś nie jest mi go szkoda. ;] To wszystko jest po prostu żałosne. I szczerze życzę mu by znalazł dziewczyne na swoim "poziomie", bo ja byłam dla niego stanowczo zbyt dobra. Być może rzeczywiście mój problem polega na tym o czym wsponiała Niekochana72. Z chęcia przyłącze się do poleconego mi przez Ciebie forum, ale też z przyjemnością razem z Tobą, AB89, przejdę przez ten trudny czas, wzajemnie się motywując i wspierając, dlatego jeśli nadal miałabyś chęć towarzyszyć mi w tej drodzę - koniecznie daj znać wink

Podsumowując, jestem Wam bardzo wdzięczna za wszelkie uwagi i wskazówki - mam nadzieję, że wspólnymi siłami, uda nam się (wszystkim kobietom, które borykają się z podobnymi problemami do moich czy do AB89) odmienić nasze życie na lepsze i uwierzyć w siebie, w swoją siłę. Pamiętajmy, że "KOBIECOŚĆ JEST SIŁĄ" smile

PS. AB89, bardzo chętnie przeczytam tę książkę!

51

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Po pierwsze- miło jest czytać to, że widzisz, że ten związek jest chory. Jednak włos mi się jeżył, jak zobaczyłam jak on Cię nazywa. A raczej wyzywa. Najczęściej bywa tak, że jeśli raz ktoś wyzwie jedną osobę, to będzie to robił kolejny i kolejny raz. Tak samo z uderzeniem. Dwa razy oberwało Ci się, może tak być, że znów Cię uderzy. Zwiewaj jak najszybciej, byś nie cierpiała do końca życia.
Kochasz go, ale miłość to nie wszystko. Jak widzę, to jest to bardziej w jedną stronę. A miłość polega na wzajemnym szacunku do siebie, a nie obrażaniu czy biciu. Przemyśl czy chcesz być z kimś, kto na każdym kroku Cię rani i stosuje PRZEMOC psychiczną, jak i fizyczną.
Po przeczytaniu Twojego postu, uważam że jesteś super babeczką, która nie ma kompleksów i jest mądra. Nie pozwól na to, by jakiś dupek zniszczył w Tobie coś, co jest najpiękniejsze- wiarę w siebie i mądrość.
Trzymam kciuki i mam nadzieję, że podejmiesz decyzję, która będzie korzystna.

52 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-14 16:16:24)

Odp: ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

ZAGUBIONA chętnie przejdę to z kimś i jestem do dyspozycji smile Po prostu sporo nas szczegółów w zachowaniu naszych partnerów myślę łączy - wiadomo - każda historia jest inna, ale w Twojej opowieści zauważyłam wiele zachowań swojego Ex (np. wyzywanie, niemożność zaakceptowania moich sukcesów okazywana jako agresja słowa - najczęściej zwyczajne umniejszanie moim "dokonaniom" chociaż ja będąc w jego wieku (jesteśmy rówieśnikami) i właściwie nie mając nic osiągniętego czułabym się dnem - i pewnie się tak czuje, ale na zewnątrz zrobi wszystko, żebym to ja się tak czuła; obracanie kota ogonem, wieczna manipulacja itp.,itd.)

Podaj mi maila to wyślę Ci książkę w pdf'ie smile

Ja po prawie tygodniu naprawdę dobrego samopoczucia i naprawdę wewnętrznego uczucia, że "cieszę się że mam to za sobą i szczerze nie chcę być z tym człowiekiem" - dziś przyszło załamanie. Liczę oczywiście się z takimi dniami jak dziś, kiedy ból - za to jak zostałam potraktowana staje się silniejszy od tego, że WIEM, że go nie chcę, że bez niego NAPRAWDĘ będę szczęśliwsza (i uwierzcie, że nie jest to "wmawianie sobie" tylko tak czuje)  i że człowiek ten tak naprawdę NICZYM mi nie imponuje, a wręcz gdybym go teraz poznała to nawet bym z nim na piwo jak z kolegą nie poszła. Jednak ból dziś wygrał, a czemu ? Muszę to gdzieś wywalić, (bo przyjaciółce jednej i drugiej nie chcę już smęcić) i chciałabym opisać co powoduje, że dziś chcę cały dzień ryczę (nie mogę jestem w pracy a w domu mama się czepia, że jeszcze "mi nie przeszło" [WTF?] ). Zastanawia mnie po prostu jego postępowanie wobec mnie po "rozstaniu".

Zaznaczę:
Rozstania oficjalnego nie było - równo 2 tyg temu w środę rano po kłótni z poprzedniego wieczoru, rano wymiana zdań on wyszedł ode mnie poszedł do domu i cisza.

Pierwszy kontakt z jego strony był 5tego - (nasz dzień - zawsze od 5.liczyliśmy ile ze sobą jesteśmy) - czyli w poniedzialek - 6 dni odkad wyszedł - zadzwonił wieczorem z pytaniem - czy jakby nie zadzwonił to bym się odezwałam, odpowiedziałam, że nie - spytał dlaczego - odpowiedzialam, ze to jak sie zachował w ostatniej kłótni i to że dopiero się teraz odzywa a wiedzial ze mam w sobote egazmin i nie bede sie mogla skupic i ze przez niego mam warunek i ze jak on mial zaliczenie calego roku tydzien wczesniej to lecialam do niego mimo ze powiedzial mi po tym jak sie mu zwierzylam  o moich problemach z mama - że jestem jak SWOJA matka - a mimo to polecialam zeby go wspierac przed egzaminem. Powiedzial ze "ch.j mnie obchodzi twoj egzamin", 'wytlumaczyl' mi ze ta klotnia to moja wina , ze jestem nienormalna i ze on sie nie odezwie dopoki go nie przeprosze. Odpowiedzialam ze niestety go nie przeprosze i ze w takim razie mozemy sie pozegnac, powiedzialam że brak mu nabiału bo nie potrafi nawet przez tel powiedziec ze to koniec i sie rozlaczyłam.

Drugi kontakt nastapił w ostatni piątek 9tego - dostałam SMSa o uwaga: 24 godzinie, nie uslyszalam, nie zareagowałam. Teraz chciałabym pokazać jak do dziś wyglądała nasza relacja "sms" - może ktoś mi może powiedzieć - o co chodzi, bo ja wiem że go nie chce, ale po co mi woda w mozgu - ciągle robi coś żebym się zadreczała hmm
SMS:
10.09:
x: jestes?
x: ?
X: ok -zapamietam to sobie
ja: ...dobrze, jesli tak czujesz. przykro mi.
x: nie rozumiem twojej odp. - napisalem do ciebie a ty nic. wiec ? - zapamietam to sobie.
ja: piszesz do mnie o 12 w nocy - powinnam "to sobie zapamietac', ze o ten nienaturalnej porze ? bo tez tego nie rozumiem. Jesli jestes taki ze tylko "zapamietaujesz" to po prostu przykro mi.
x: jaka jest normalna pora ?
ja:wydawalo mi sie , ze ludzie kotaktują się ze sobąw jakims celu w dzien. Ty sobie zapamietujesz a ja o 24 to moge jak sporo ludzi juz spac. Kurcze wiesz o co chodzi. nie ptaj o cos na co znasz odpowiesz.skoro napisales teraz to czemu nie moglbys 12 h wczesniej - to oczywiscte.

na to nie dostalam juz odpowiedzi.
w sobotę cisza totalna

niedziela 11.09, około południa:
x: chcesz rozmawiać ?
ja: jesli chcesz mozemy sobie wyjasnic pewne sprawy
x: aha to jednak nie
ja: nie rozumiem, to pytasz czy chce rozmawiac a sam nie chcesz?
x: twoja odpowiedz mi nie pasuje
ja: hm a ty jakbys chcial rozmawiac jesli nie wyjasniac ?
x: 'jak chcesz', 'mozemy' - nie dziekuje
ja: "jesli" a nie "jak" a to roznica. nie jest mi to obojetne, ale nie chce zeby byla presja
x po jakims czasie: kiedy masz czas ? ja do 19 jestem w pracy (moj ex nie pracuje - ok 2 razy w miesiacu chodzi zeby miec nie wiem - kieszonkowe..)
ja: dzis nie, ale jutro wieczorem lub jesli uda mi sie dojsc na zajecia to wtedy we wtorek
x: ok

poniedzialek 12.09
ja: hej. mam zajecia w srode wiec mozemy sie dzis umowic
x: troche chory jestem , o ktorej mozesz?
ja: nie fajnie. po pracy albo ok 20
x: ok 20
ja" nie wiem na ile sie czujesz , ja bede autem wiec moge sie dostosowac do twoich mozliwosci - gdzie sie widzimy?
x: usttalismy to jescze - ok ?

x (mial dac znac do 18 i dal): ja sie zle czuje
ja: ...ok to sie nie widzimy (czesto bylo tak ze jak sie klociliosmy powaznie i nie widzielismy to jak mielismy sie w koncu spt i pogada to on byl chory lub cos sie dzialo)
x: musze to wylezec - spt sie przeciez wczesniej czy pozniej
ja: 2 tyg.to bardzo pozno dla mnie i akurat dzis. pisales wczoraj ze do 19 jestes w oracy i bylo ok z toba bo pytales o spotkanie, wiec kiedy ty to zdarzyles zlapac...nie wazne, moze masz racje ze tak czy siak sie potkamy,ale dla mnie te 2 tyg to naprawde bylo juz dlugo. dobrze w takim razie uwazaj na siebie
x: pokazalas to co zawsze.plus do tego jak zawsze mi nie wierzysz - pieknie - 2 tyg. to chyba jednak dla ciebie malo (zaznacze ze jakis miesiac temu prosilam go zeby jak sie klocimy to jesli musi odsapnac to zrobmy sobeidzien cisszy a potem rozmawiajmy bo gotuje mi pieklo milczac dniami i powiedzial ze mam racje i to zmieni)
ja: eh nie wazne,juz myslalam ze cos pojales. w porzadku, zycze ci szybkiego powrotu do zdrowia, bo w to akurat wierze

wtorek - wczoraj - wieczor:
x: o ktorej jutro ? ja na 17 mam lekarza
ja: prosze ?
x: czego nie rozumiesz ?
ja: 'o ktorej jutro?' - tego, bo pisalam wczoraj ze mam zajecia w srode,wiec myslalam,ze moze to nie do mnie.
x: a tak. myslalem ze tylko dzis masz zajecia-jakie to zajecia?
ja: hm - nie pisalam, ze mam jakiekolwiek zajecia we wtroki, jutro basen , ale nie mam czepka wiec jutro musze jechac do sklepu a basem na czwartek
(i tu niechcacy zadzownilam do niego ale sie zaraz rozlaczylam_
x: dzwonilas ?
ja: niby tak ale nie chcialam - 'urok' dotyk.tel
x:ok ja schodze do garazy (garaz - miesjce spotkan jego i jego kolegi czasami)
ja: chory do garazu - słabo. ok
x: musialem zejsc. ty nigdy nie przestaniesz mnie oslabiac
ja:raczej wiecznie martwic.
on: yhy...

dzis.
w pracy patrze na portal, a tam pol jego ostatniej aktywonosci skasowane - poczulam sie skołowana bo tu:
1. jest nie mily, ale
2. chce spotkania
3. kasuje aktywnosci

zadzwonilam - pierwszy raz kontakt wyszedl ode mnie:
powiedzialam, ze ogolnie wszystko jest dla mnie jasne ale co on wyprawia, powiedzial ze ogolnie kasuje cala historie i to nie ma nic wspolnego ze mna, spytalam czy w taki razie moje zdjecia niedlugo tez znikna - on ze tak i ze MOŻE w ogole skasuje konto - spytalam czy ja w takim razie u siebie tez mam pokasowac , a on ze - jak chcesz - ja pytam czy ci to obojetne - on, ze tak bo kasuje i tak wiekszosc. powiedzialam - ok milego dnia i sie rozlaczylam.

ale juz mi nerwy puscily - mam wode z mozgu. dlatego napisalam co mam zrobic z jego bluza bo nie wyrzuce bez jego pozowolenia , on opisał : mozesz mi ją oddac, wiec napisalam ,ze to moj ostatni kontakt i ze nie ma problemu jutro ja wysle (mieszkamy w jednym miescie ale juz nie chce go widziec) i zeby podal adres - myslalam - ze chce sie dzis spotkac jak pisal wczoraj, a on od razu mi adres podal, no i juz mimo tego ze myslalam zeby sie z nim spotkac i powiedziec mu w oczy , to stwierdzilam ze niektorzy na to nawet nie zasluguja chcoiaz nie chcialam tego konczc przez posrane smsy - ale on mnie zniza do swojego poziomu - wiec napisalam:

a: oki.ocena-obiektywnie: byles dla mnie potworem,udowodniles to przez ost. 2 tyg. bylo mi na poczatku przykro ze sie nie myle, bo ty zawsze mowiles ze to nieprawda - ale te 2 tyg. i twoje zachowanie w tym, to jakbys sie podpisal oficjalnie pod tym, ze bylam dla ciebie Rzeczą. mam to za sobą, bo nic nie stracilam,ale : nie chce cie znac, nigdy nie kontaktuj sie ze mna - juz nie chce. na to wlasnie czekales te 2 tyg. (pewnie wysle ci zyczenia,ale tego juz nie licz jako 'kontakt')

I tyle, nawet na to nie zareagowal.

Wiecie co, po prostu dla mnie bylo jasne:
- albo powalczy, ale nie tak jak wczensiej za ja po 2 dniach lecialam, tylko zobacze czy sie postara, ALBO
- da spokoj i sie przestanie odzywac.

i dla mnie to byloby jasne - ze nie walczyl no to jakos sie ocknelam i dobrze sie czulam nawet jak na dopiero 2 tygodnie,
ale jak zaczal z tym spotkaniem ale nadal bedac chamski - nie wiem czy to wyczuwacie w tych wiadomosciach, to ja nie wiem czego on oczekwial ode mnie -
ja sie moge pozdbierac,
ale TAKA NIEWIEDZA wyprowadza mnie z rownowagi, i dlatego dzis chce mi sie ryczec i czuje sie jak na poczatku "drogi zapominania: ;(

Przepraszam, ale chcę żyć, chcę wiedzieć co siędzieje, a nie chce już tym zadreczac przyjaciolki, a tak naprawde to mi po prostu wstyd o tym im opowiadac, ale z drugiej strony ta woda z mozgu mnie meczy ;(

ZAGUBIONA - PS. Ja po 3 latach zwiazku czyli 2 lata temu jak mnie zostawil tydzien przed matura - bylam jeszcze taka jak ty mialam wiare w mozliwosci swoje , nie mialam kompleksow - dzis czuje sie nikim mimo ze :
mam prace, szkole , znajomyc, malymi kroczkami ale staram sie isc do przodu i realizowac sie - niestety on mnie tak doluje ze jak sie klocimy to leze i placze, a on nie ma pracy, szkole 3 lata do tylu, tylko gra i narzeka, nigdzie nie chce wychodzic.
Cieszę się jesli bedziesz mogla z tego toksycznego zwiazku wyjsc teraz - bedzie ci łatwiej - no i pamietaj o wyzwiskach, a juz na pewno o tym jak cie uderzyl, ja czasami marzylam odkryc zdrade lub zeby mnie uderzyl - nie mialabym obiekcji.

Posty [ 53 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ROZSTANIE - CO ROBIĆ?!? KOCHAM, ALE NIE POTRAFIĘ DŁUŻEJ TAK ŻYĆ...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026