<<<<<
Kochany,
Tak bardzo Ciebie kochalam, cieszylam sie kazda chwila z Toba, liczylam dni kiedy przyjedziesz, marzylam, chlonelam kazdy Twoj gest, slowo, dotyk ..
Nie masz latwego charakteru, niewiele osbo Ciebie lubi, masz samych wrogow, ale pozycja jaka zajmujesz rekompensuje wszystko.
Ludzie obludnie usmiechaja sie do Ciebie, mowia jaki jestes madry, inteligentny, bystry ...
Zadroszcza Tobie pozycji, twardego charakteru, umiejetnosci odrzucania wszystkiego co nie jest pozytywne ..
Kobietom imponuje Twoja pozycja, czarujacy usmiech, elegankie ubrania, dobry zapach wody kolonskiej , figlarny blysk w oczach ...
Bez rzenady i oporow obrzucaja Ciebie komplementami, mizdrza sie i zalecaja, proponuja wspolne chwile, lozko, bylebys tylko zechcial....
A Ty ? Blyszczysz, puszysz sie, dowartosciwywujesz. Przegladasz sie w lustrze dokladnie, misternie ukladasz kazdy wlos na glowie ...
Jaki jestes wspanialy ! Jaki przystojny ! Jaka wspaniala figura !
No , moze kilka kilogramow za duzo, ale to da sie zrzucic.
Trzeba dokladnie dbac o siebie, bo przeciez lata leca , i przekroczyles juz wiek mlodego , wysportowanego wilka.
Ciagle jednak wspanialy, elegancki i przystojny. Ciagle robiacy duze wrazenie .
Przezylam juz swoje w zyciu, widzialam takich jak Ty, podziwialam , ale nie ulegalam urokom.
Udawalo mi sie ! Czulam ukryty podziw do siebie - potrafilam panowac nad emocjami. Potrafialam nie dac zauroczyc sie zludzeniom. Bylam z tego dumna.
Ty stanales na mojej drodze zycia niespodziewanie. Bylam jednak wtedy jeszcze dosyc silna, umialam powiedziec NIE.
Ty nie dawales za wygrana, powoli osaczales swoimi slowami, aksamitnym glosem, wykazywales zaintresownie, pomoc, przysylales bukiety roz...
Do dzis wspominam te chwile, do dzis przechowuje suszone kwiaty...
Otumaniles mnie, usidliles, zamknales w swiecie marzen i chorej milosci do Ciebie.
Oddalam sie w pelni, nie interesowalo mnie co inni mowia, kochalm Ciebie bardziej, bardziej i coraz bardziej.
Dla Ciebie swiadomie ignorowalam bolesne i raniace plotki o nas, dla Ciebie popadlam w konflikt z Twoim wrogiem, ale moim Szefem, dla Ciebie upodlalam sie bylebys tylko Ty nie mial klopotow, bylebys nie stracil pozycji i prestizu.
Stawalam sie coraz bardziej "popularna " i nielubiana przez pracownikow , bo stalam murem po Twojej stronie, bronilam kazdej Twojej decycji, opini, komentarzu, chociaz inni gotowi byli zabic Ciebie za to.
Nienawidzili Ciebie, ja - swiadomie okazywalam swoja lojalnosc i przywiazanie do Ciebie, bez wzgledu jakie byly okolicznosci.
Nie zostawilam Ciebie, nie opuscilam, kiedy dni Twoje kariery byly policzone.
Twoje wrogowie chcieli sie Ciebie pozbyc i perfekcyjnie przygotwywali sie do tego. Mieli wspaniale juz ustalone i opracowane plany.
Nie miales szans. Ostrzegalam Ciebie jednak w pore co sie dzieje, wiedziales juz wszystko wczesniej zanim inni zdazyli wsadzic ci noz w plecy.
Miales informacje i czas na opracowanie swojej obrony i strategii dzialania.
Zaskoczyles ich, popules ich plany, nie udalo im sie. Poniesli porazke, musieli odejsc bo Ty odbiles pileczke i zniszczyles ich.
Wygrales! Ale nigdy nie powiedziales do mnie "dziekuje " , nie okazales ani jednego wyrazu wdziecznosci ....
Po czterech latach bylam juz tym wszystkim wykonczona. Chcialam abys mnie docenil za milosc jaka do Ciebie czulam, chcialam abys zrozumial ze kocham Ciebie calym sercem , chcialam byc z Toba czesciej , a nie wtedy kiedy Ty masz czas i potrzeby.
Nie chcialam byc kims " z polki " , kims kogo sie bierze i odklada , w zaleznosci od okolicznosci,
Chcialam poznac Twoja rodzine, znajomch, chcialm wyjechac z Toba na wczasy, chcialam cieszyc sie swietami i nowym rokiem z Toba, chcialm wiecej prywatnosci i zaangazowania z Twojej strony.
Po czterech latach , sama nie wiem dlaczego to sie stalo, ale wyrzucilam to z siebie. Chyba bylo to konsekwencja Twoich coraz czesciejszych wzmianek, ze musisz sie mnie pozbyc, bo staje sie uciazliwa z ta swoim oddaniem, ze czegos chce od Ciebie i oczekuje. Bolay te slowa , nie tego sie spodziewalam.
Nie, Ty nie zawalczyles. Odrzuciles mnie jak kopnietego psa. Twoja urazona ambicja wziela gore. Wyciagnelam do Ciebie reke jeszcze dwa razy, prosilam abysmy sprobowali jeszcze raz, mowilam ze kocham i nie chce tego tak skonczyc.
Obrzuciles mnie wina za ta sytuacji, wygarnales ze nie jestem wystarczajaco bogata dla Ciebie, powiedziales ze niewiele moglabym wniesc do Twojego majatku.
Z obrzydzeniem stwierdziles ze jestem zbyt uczuciowa, ale przeciez przez cztery lata imponowla ci moja uczuciowosc, czerples z niej wszysto do dna, bez zahamowan .
Czekalam az ochlona Twoje urazone ambicje i emocje, czekam kazdego dnia ze zadzwonisz i bedziesz chcial porozmawiac, wyjasnic, moze cos wreszcie sensownego usalic. Czekalam na jakis gest z Twoje strony.
Nie chciales, nie doczekalam sie. Wprawdzie dzwoniles, ale tylko po to , zeby mi powiedziec ze dzwonisz powiedziec "hallo" tylko.
Nie pytales sie juz o moje sprawy, nie pytales sie jak sie czuje. Bylo mi przykro, ale Ty wyjasniles, ze ostatecznie to i tak sa tylko i wylacznie moje sprawy i moje klopoty. Ze musze sobie sama z nimi poradzic.
Oznajmiles ze bedziesz teraz "uklad schladzal"
Zaczelismy wiec schladzac. Ty dosyc szybko wskoczyles na wlasciwe tory. Ja czulam sie jakbym wojowala z calym swiatem.
Rozsadek nakazywal schladzac, serce targalo uczuciami we wszystkie strony. Plakalam, plakalam i prosilam Boga aby mi pomogl opanowac swoje uczucia do Ciebie. Przestalam sypiac, do pracy chodzilam wykonczona z niewyspania i poglabiajacej sie depresji.
Ty zachowywales sie normalnie, czyli chlodno. Niedawno oswiadzczyles , ze powinnam sie uczyc od Ciebie, ze Twoj optymizm i pozytywne myslenie pokonuje wszysko !
Nie wiedzialam wtedy co doklanie masz na mysli, nie wiedzialam do ostatniej chwili.
Coz, nie ukrywasz juz teraz, ze Twoj optymizm i pozytywne myslenie zaoowocowaly szybko "zastepstwami '. W roznych miastach, ale dla Ceibie nie ma to znaczenia. Ot, poprostu wiecej delegacji sluzbowych w tamte rejony !
Nie poswieciles mi ani jednej chwili kiedy byles w naszej firmie, arogancko odnosiles sie do mnie w obecnosci innych.
Na drugi dzien wyjechales w " delegacje sluzbowa " na tydzien, kilka dni pozniej do drugiego miasta na cztery dni.
Nie zaprzeczyles kiedy spytalam czy tam sa te Twoje "nowe" milosci .
Po przyjezdzie stwierdziles, ze nie sa tak atrakcyjne jak ja, ale przynajmniej sa bezproblemowe. Nie oczekuja niczego innego jak seksu, nie nagabuja o wiecej spotkan, nie wymagaja zbyt duzo i nie oczekuja zbyt duzo. Sa poprostu dla Ciebie idealne !
No i uwielbija Ciebie! sa zauroczone!
Dla nich zaczales ponownie chodzic na silownie, dla nich zmieniles styl ubierania sie.
Kiedy zadzwonilam do Ciebie wczoraj, ledwo hamowales irytacje i nienawisc do mnie. Dlawiles glos ledwo panujac nad soba. Z agresja rzuciles zebym juz konczyla bo ktos siedzi obok ciebie.
Odeszlam . Stracilam Ciebie, ale i Ty straciles mnie. Nie zostalo juz we mnie nic z milosci. Nienawisc zawladnela juz kazda czastka mojego ciala i umyslu. Czuje go prawie fizycznie.
Nie potrafie zobojetniec, nie potrafie zapomniec, nie potrafie Tobie wybaczyc.
W myslach zycze Tobie wszystkiego co najgorsze moze sie zdarzyc. Chce abys kiedys cierpial tak jak ja teraz. Chce abys kiedys zostal sam tak jak ja teraz. Chce abys zaplakal jeszcze za kims kto bedzie dal ciebie tak uczuciowy, kto bedzie ciebie kochal tak jak ja kochalam, kto bedzie tak wierny i lojalny jak ja bylem ...
Chce abys zniknal z tego swiata !