Witam wszystkich forumowiczów!
Chciałabym opowiedzieć Wam moja historię i prosić o radę, gdyz już sama nie wiem co robić!
A więc tak, zaczną od tego, że mam 27 lat, mój mąż jest w tym samym wieku. Małżeństwem jesteśmy od 2 lat, jednak znamy się od 6 lat.
Mój mąż zabrania mi wszystkiego:
- nie moge iść do pracy, on jest rolnikiem i zmusza mnie żebym też była i pracowała w polu z jego rodzicami, którzy nie doceniaja tego co robie i ciągle wyzywają od nierobów!!! a ja tyle im pomagam, pracuje z polu po 12 godzin dziennienie, w deszczu i w słońcu, kopie dziury na ogrodzenie, naciągam siatkę, przybijam skoble, chodzę z haką, sypie nawóz który noszę w wielkiej misce która waży chyba ze 20 kg!!kiedy ja sama waże tylko 50kg. (ale ja nie chcem tego robić, nie po to studiowałam, żeby ryć w ziemii ;-(ja się po prostu do tego nie nadaję
- nie moge spotykać się z koleżankami,(mam tylko 2 ze względu na to, że mieszkamy blisko jego rodziców, ja nie znam tu nikogo, ja pochodze z innego miasta)czasami pozwala mi iść na godzinkę do koleżanki , raz na kilka miesięcy,ale to tylko pod warunkiem że nie ma jej męża w domu. niestety jak wracam po tej godzinie to musze się spowiadać z każdego zdania mojego i mojej koleżanki, o czym gadałyśmy, czy piłam kawe, herbate czy może nie daj boże wino! najlepiej jakbym wzieła dyktafon i wszystko nagrywała, strasznie mnie to męczy,
- nie mogę farbować włosów, chodzić do fryzjera ich ściąć, bo przecież jego mamusia może mi podciąć włosy.
- nie mogę jeździć sama do domu, do babci, cioci, sióstr i braci, bo mąż mówi że dobra żona nie wychodzi nigdzie bez męża, moge tylko jeździć z nim, tyle, że ja czasami chciałabym porozmawiać z rodziną sam na sam, czy z siostrą poplotkować o babskich sprawach i niekoniecznie chcem żeby on stał i słuchał
- ale on tego nie rozumie bo on nie utrzymuje zadnych kontaktów ze swoja rodziną, jedynymi osobami z którymi się spotyka są jego rodzice.
- mąż przeglada mi telefon, jak tylko dostanę sms to juz jest przy mnie i czyta,
- tak samo jest z siedzeniem na komputerze, jak tylko nie ma mnie w pobliżu to przeglada historię przeglądania stron internetowych,
- jak dzwoni do mnie telefon to chce żebym brała na głośnik bo uwaza że jesli jest moim mężem to ma prawo słyszeć co ktos mówi,
a jeśli tego nie robie to muszę wszystko ze szczegółami opowiadać jak na spowiedzi,
- jesli jesteśmy u mojej rodziny i mąż chce iść spać to ja też muszę iść, nie mogę zostać z rodziną i porozmawiać sam na sam,
- ja mam juz dosyć siedzenia z nim 24/h ,jak nie w domu to razem w polu z jego rodzicami, przeciez człowiek potrzebuje troche odpoczynku od tej drugiej osoby.
Dobra teraz lece do kosmetyczki, męża nie ma wię moge sobie iść zrobić hennę. jak wróce to dokończę moja historie a uwierzcie to dopiero poczatek. :-(
Podobne tematy
Wyszłaś za mąż, czy sprzedali cię jako niewolnicę?
Coś mi tu nie gra - jesteś po studiach, a jednocześnie taka głupia życiowo, jak można dobrowolnie pozwalać na tak dużą ingerencję. OK, w małżeństwie można pozwolić sobie na więcej, ale bez przesady - czy już kontroluje twoje myśli?
Mnie też tu coś nie gra ,myślę że to prowokacja.Nie wierzę żeby ktoś był aż tak głupi.A jeśli to prawda to żyjesz gorzej niż w Afganistanie czy innych krajach muzułumańskich.Ale ja nadal nie wierzę że to prawda .A jeszcze jedno skoro jesteś po studiach, to powinnaś wiedzieć że piszę się chcę a nie chcem.Jak jego rodzice tak cię pilnują i mieszkają z wami to jak urwiesz się do kosmetyczki.Nie poskarżą mu?
jakby to nie była prawda to bym nie siedziała na tym forum! mieszkamy oddzielnie, mamy swoje mieszkanie. mąż wyjechał do pracy za granicę, jak co roku, na miesiąc, czasami na dwa, i to jest jedyny okres w roku, w którym mogę sobie pojechać do domu, pójść do koleżanki, do fryzjera czy do kosmetyczki ;-( dobra idę juz bo się spóźnię, jak wrócę to napiszę coś więcej.pa
5 2013-08-09 10:54:38 Ostatnio edytowany przez Averyl (2013-08-09 10:55:25)
Ja się na rolnictwie nie znam, ale zawsze wydawało mi się, że to właśnie latem i na jesieni jest najwięcej pracy na polu. W środku sezonu rolnik jedzie zagranicę dorabiać się? Poza tym 12 h pracy w polu? to chyba w bardzo tradycyjny sposób uprawiacie pole.
Dziewczyno - jeśli to prawda, idź do psychologa, niech ci się pomoże otrząsnąć z niewolnictwa.
już wróciłam. a więc opowiem dalej w czym tkwi problem.
Wegług mnie nie mam jakiś wygórowanych wymagań, przecież pójście do pracy, pojechanie do domu czy spotkanie się z koleżanką to nie przestępstwo!
Poza tym juz przed ślubem było źle, ale jak to zwykle bywa, obiecał że się zmieni, a ja głupia mu uwierzyłam,ale nic z tego nie wyszło, jest coraz gorzej. W domu nic mi nie pomaga, jedyne co robi to odkurza i zmywa naczynia po śniadaniu, bo w tego jest ich najmniej.
Ja mu robię śniadanie, obiad i kolację , bo on uważa, że żona powinna robić posiłki! Ja już mam tego dosyć, dużo razy mówiłam żeby śniadanie i kolację każdy robił sobie sam, ale do niego nic nie dociera, tylko są przez to kłutnie. Nie mówię już żeby obiady robił, bo ja bardzo lubię gotować ale nie zaszkodziło by jakby raz na jakiś czas chociaż coś prostego ugotował.
Nie napisałam jeszcze, że jestem w 11 tygodniu ciąży, myślałam, że jak już jestem w ciąży to coś się zmieni, ale wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Doszły jeszcze wyzwiska i różne epiety. Dodam, że nigdy go nie zdradziłam i nigdy nie dałam mu nawet powodu do zazdrości, on po prostu taki jest i wydaje mi się, że jest to wyniesione z domu rodzinnego, w którym rodzice nie ruszają się jedno bez drugiego na krok, nie utrzymują kontaktu z rodziną i znajomymi, bo każda kobieta to ku.....a a każdy facet to cham. Jednym słowem żyją sobie w tym swoim małym świecie, ale ja taka nie jestem, mam braci i siostry i zawsze miałam z nimi dobry kontakt, jednak on nie rozumie, że nie można drugiemu człowiekowi zabraniać kontaktu z rodziną.
Poza tym wydaje mi się, że każdy normalny człowiek, wiedząc, że żona jest sama w mieście, gdzie nikogo nie zna, powinien sam zaproponować żebym pojechała do rodziny a nie siedziała w pustym mieszkaniu sama jak palec
ostatnio napisałam mu, że chcem pojechać do siostry do Gdańska, ona też jest w ciąży i siedzi w domu na chorobowym, i co usłyszałam? " że jeśli pojadę to on mi dziecko odbierze bo się na matkę nie nadaję, bo nie moge w domu usiedzieć! poza tym jadę tam pobzykac się z innymi bo wiem, że drugi raz nie zaskoczę! przecież to jakiś obłęd, jemu wszystko sprowadza się do jednego! Najbardziej martwi mnie to, że jeśli on już teraz takie rzeczy wygaduje, jak jeszcze dziecko się nie urodziło, to co będzie jak się urodzi? zamknie mnie w domu i zabroni gdziekolwiek samej z dzieckiem wyjść bo inaczej mi dziecko odbierze? to jest chore!juz kiedys mi powiedział, że jesli będziemy mieli dziecko to on nie pozwoli żebym sama pojechała z dzieckiem do rodziny, myślałam że żartuje, ale teraz jak juz jestem w ciąży widzę, że on mówił całkiem serio ;-(
A co się straszliwego stanie, jeśli po prostu będziesz miała w... głębokim poważaniu widzimisię męża i pojedziesz sobie do koleżanek czy rodziny, nie ugotujesz obiadu, nie pójdziesz pracować w polu (w ciąży??!!!)?
ja już naprawdę nie wiem co mam robić!!! Z jednej strony nie wiem jak sobie poradzę sama z dzieckiem, a z drugiej jak sobie pomyśle że resztę życia miałabym spędzić w takiej niewoli i z człowiekiem, który ciągle kontroluje, zabrania i wyzywa od najgorszych to żyć się odechciewa :-(
co się stanie? jak nie pójde na pole to mam horror w domu, że pracować mi się nie chce, tyle, że ja bym chciała iść do normalnej pracy, żeby widzieć jakiś innych ludzi a nie tylko jego i jego rodziców. chociaż nie powiem 6 lat pomagałm jego rodzicom w polu i cały czas pomagam jeśli trzeba, ale mam już tego dosyć, przecież ja mam 27 lat i żadnego doświadczenia zawodowego! gdzie ja później pracę znajdę? ale ja wiem o co mu chodzi, chce żebym była całkowicie od niego uzależniona, do pracy nie, samochodu kupić mi nie chce, chociaż byłoby nas stać, kontaktu ze światem zewnętrznym też nie. przecież każdy ma jakieś granicę wytrzymałości i moja granica chyba się wyczerpała ;-(
jakbym pojechała sama do domu to pojechałby za mną ;-(
czasami sama się sobie dziwie jaka ja głupia byłam, że nie wierzyłam ludziom dookoła( znajomym ze studiów, rodzinie), że my do siebie nie pasujemy, jesteśmy z dwóch innych światów, on chyba nie wie że mamy XXI wiek!!!, ja jeszcze na studiach byłam bardzo kontaktowa, lubiłam rozmawiać z ludźmi, wychodzić na kawę czy do kina, spotkac się czasami z bratem na piwo.Teraz nic z tych rzeczy nie robię.
Ale juz wtedy mogłam zauważyć, że on stara się mnie kontrolować, spódnicy nie ubieraj, butów na obcasie nie noś, paznokci nie maluj, z bratem sie nie spotykaj bo jak to wygląda! boże dlaczego ja wierzyłam że to się zmieni? Cały czas wierzyłam że z biegiem czasu coś się zmieni, ale już nie mam nadziei, nic się nie zmieni, a jeśli nawet to na gorsze, w sumie nie powinnam się dziwić jeśli on wyniósł z domu taki model życia i rodziny, ale ja mam zupełnie inną wizję życia....
boli mnie też to że on ciągle obraża moją rodzinę, przecież nikt nie lubi słuchać jak druga osoba obraża naszych bliskich.ciągle obraża moją siostrę, ciocię, która jest dla mnie bardzo ważna, jest dla mnie jak matka(wychowałam się bez matki) i zawsze mogę na nią liczyć. i ilekroć za każdym razem mówię mu żeby przestał ich obrażać nic to nie daje, tylko powoduje większą kłótnię że staje w ich obronie.
poza tym ciągle się wywyższa, że powinnam być mu wdzięczna że wziął dziewczynę z takiej rodziny (czyli z takiej która nie ma dużego domu z ogrodem jak jego rodzice tylko mieszkała w kamienicy i taką której rodzice się rozwiedli). ale czy to normalne oceniać ludzi pod kątem kasy na koncie?
ludzie pomóżcie mi znaleść wyjście z tej sytuacji!!!! może odezwie się ktoś kto był w takim chorym związku i z tego wybrnął...coraz częściej myślę nad rozwodem, ja wiem że wcześniej czy później i tak bym się rozwiodła bo wiem że kiedyś nie wytrzymam takiego życia w niewoli, a wiem że to się nigdy nie zmieni, tylko wiem, że jesli poczekam jeszcze kilka lat to mogę tego psychicznie nie wytrzymać, ja już jestem kłębkiem nerwów i też nie chcę żeby dziecko było świadkiem takich sytuacji i widoku ciągle płaczącej matki.
byłam już u psychologa rok temu, oczywiście sama bo mąż stwierdził, że to ja mam problem nie on, oczywiście psycholog stwierdził, że zachowanie mojego męża nie jest normalne i radził porozmawiać i przekonać do swoich racji. oczywiście każda rozmowa kończyła się tak samo, to ze mną jest coś nie tak i z psychologiem też! Psycholog radził mi tez spisać na kartce wszystkie za i przeciw, za mam wypisanych tylko 3 a przeciw 23. to chyba o czymś świadczy.:-( ja już go nawet nie kocham, wręcz przeciwnie nienawidzę go za to jak zmienił moje życie, jak stara się mnie zmienić i dopasować do swojego chorego modelu rodziny.
Koszmar!!! Bardzo ci współczuję, dobrze że zrozumiałaś że taki związek nie ma sensu! Odejdź od niego zanim wróci z zagranicy, niech zastanie puste mieszkanie. Wyjedź do rodziny, pisałaś że masz z nimi dobry kontakt
dziewczyny proszę napiszcie co Wy byście zrobiły na moim miejscu, będąc w ciąży i mając takiego despotycznego męża i wiedząc że on się nie zmieni. Dalej tkwić w tym małżeństwie ze względu na dziecko i dawać sie kontrolować i poniżać, zmienic cały system swoich wartości i światopogląd czy odejść i zacząć żyć jak człowiek. znaleść pracę wsród ludzi, jeździć czasami w odwiedziny do domu, spotykać się ze znajomymi, chodzić do kina, spędzać sylwestra z ludźmi w swoim wieku a nie z jego rodzicami, odbierać normalnie telefony i sms bez stresu że zaraz będzie afera kto i po co dzwoni, chociaż i tak dzwoni do mnie tylko babcia, ciocia i siostry.
Ja też już wiem co powinnam zrobić i żałuje że wcześniej przed ślubem dałam się nabrać na te przeprosiny i obietnicę poprawy, jednak to nie jest takie proste, ja teraz jestem kłębkiem nerwów, on cały czas piszę, wyzywa mnie a przecież wie że nie mogę się denerwować,jestem przecież w ciąży! a jak sobie pomyśle że czeka mnie rozwód to będzie istny horror, groźby, wyzwiska, nachodzenie w domu. aż strach się bać, chociaż wiem że moja rodzina stanie za mną murem obym tylko miała siłę podjąć ten pierwszy krok. mam nadzieję że w końcu sie odważę zrobić to dla siebie i dziecka.
Ja bym się z takim rozwiodła! Zachowuje się jakby był za przeproszeniem walnięty. On mieszka w swoim świecie i chyba jego myślenie zatrzymało się w czasach niewolnictwa. Odejdź od niego. Po co masz być z takim człowiekiem do końca życia!? Masz rodzinę i na pewno Ci pomogą ![]()
Oczywiście że odejść! Co do tego to na pewno nikt nie ma wątpliwości! Ja bym na twoim miejscu wyjechała do rodziny, wniosła pozew o rozwód, a potem podała o alimenty na dziecko gdy się urodzi. Facet zmarnował ci życie a ty jeszcze rozważasz kwestie bycia z nim ze względu na dziecko?
jak sobie pomyśle, że moje dziecko miałoby się wychowywać bez cioć, wujków, sióstr, tak jak mój mąż to niedobrze mi się robi. Ja chcem dla mojego dziecka takiego dziećństwa jakie sama miałam, z dużą ilością wujków, cioć, braci i sióstr,gdzie ja często widywałam i jeździłam do rodziny, to na wakacje, to na ferie, nie wyobrażam sobie, jak teraz moja siostra urodzi w grudniu (ja mam termin na luty) i miałabym nie pojechać do niej, nie zobaczyć dziecka, a jak już ja urodzę to nie wyobrażam sobie żeby nasze dzieci sie nie spotykały. w końcu są rodziną!!niestety mój mąż już zapowiedział, że nigdzie z dzieckiem nie pojadę, dziecku wystarczyć powinien tata, mama i oczywiście dziadkowie, czyli jego rodzice. Juz wiem, że on nie żartował i boje się tego co będzie jak już się dziecko urodzi ;-(
ja już naprawdę nie wiem co mam robić!!! Z jednej strony nie wiem jak sobie poradzę sama z dzieckiem, a z drugiej jak sobie pomyśle że resztę życia miałabym spędzić w takiej niewoli i z człowiekiem, który ciągle kontroluje, zabrania i wyzywa od najgorszych to żyć się odechciewa :-(
Pozew rozwodowy. Przenieś się do rodziców, do rodziny, do znajomych, nawet do domu samotnej matki. Znajdź pracę. Na początku będzie ciężko, ale potem sama zobaczysz o ile łatwiej jest znieść ciężką sytuację z dzieckiem, ale w normalnej atmosferze, niż w relacji z psychopatą.
zrozrpaczona, dodawanie postów jeden pod drugim jest sprzeczne z regulaminem forum. Proszę, opisz wszystko w jednym poście - jeśli chcesz dodać coś do opublikowanej już wypowiedzi, użyj opcji "Edytuj" (prawy dolny róg posta).
23 2013-08-09 13:08:15 Ostatnio edytowany przez zrozrpaczona (2013-08-09 18:57:36)
najbardziej się boje tego, że jeśli powiem mu o rozwodzie to on zacznie znowu przepraszać, że już więcej nie będzie mnie wyzywał i obrażał, że on tak tylko w nerwach ma, że się zmieni, pozwoli mi iść do pracy itp. muszę w sobie znaleść siłę żeby znowu nie dać się nabrać na te brednie, juz tyle lat obiecywał że się zmieni, ale ja wiem, że on sie nie zmieni,z roku na rok jest coraz gorzej, musiałby sobie mózg wymienic a to raczej niemożliwe :-)
ps, dzięki za dobre rady, ja wiem że macie rację, muszę tylko znaleść w sobie siłę:-)
ok, przepraszam, nie wiedziałam że tak trzeba, już będę edytować :-)
Dziewczyny, powiedzcie, czy ja naprawde mam jakieś wygórowane wymagania? Przecież to że jestem żoną i niedługo matką, nie oznacza chyba, że juz nic od życia mi się nie należy? tylko mąż, dziecko,teście, dom i pole na zmianę?przecież jestem jeszcze młoda, chciałabym czasami gdzieś wyjść, nie mówie że na impreze ale nawet na kawę z koleżanką, przecież to nie zbrodnia.albo czy to naprawdę takie straszne że chciałabym czasami sama pojechać do domu? żeby pogadać z ciocią lub siostrą, przecież nie zawsze mąż musi siedzieć i słuchać. Boże im dłużej z nim jestem tym sama głupieje że to może naprawdę ze mną jest coś nie tak!!! ale wracam na ziemię jak opowiadam koleżance i w domu jak żyję i oni zdecydowanie mowią że ze mną wszystko w porządku a to mój mąż zapomniał że mamy XXI wiek.
Masz rację, wiem co powinnam zrobić ale czasami człowiek potrzebuje się upewnić że ze mną wszystko w porządku, że są na tym świecie ludzie po ślubie i z dziećmi i żyją normalnie a nie jak w więzieniu, a moje życie nie jest normalne, ja to wiem, tylko muszę mieć siłę żeby w końcu coś z tym zrobić i nie tkwić w tym kolejne 6 lat.
Nawet samo to, że kiedy mój mąż wyjeżdża raz w roku za granicę do pracy na miesiąc lub dwa, to ja powinnam tęsknić i byc smutna z tego powodu (on ma łzy w oczach, ale ja nie wierze że to dlatego że tak mnie kocha, gdyby mnie kochał to by się tak nie zachowywał, ja wiem że to dlatego, że mu sie kontrola nade mną skończy), a dla mnie jest to najlepszy okres w roku, w tedy jestem szczęśliwa, bo w tedy mogę żyć normalnie, pojechać do domu, iść do koleżanki, do fryzjera, bezstresowo odbierać telefony bez męża stojacego przy uchu. już samo to mówi że nie jest w naszym małżeństwie tak jak byc powinno.
Dziewczyny a wierzycie że on po urodzeniu dziecka mógłby się cudownie zmienic o 180 stopni? bo mi jakos ciężko w to uwierzyć, jeśli przez tyle lat związku i 2 lata małżeństwa nic się nie zmieniło, jedyne co się zmieniło to to, że zmywa naczynia po śniadaniu, bo jest ich najmniej. Wydaje mi się, że po urodzeniu dziecka będzie jeszcze gorzej, jeśli już teraz są takie akcje i groźby odebrania mi dziecka, to później może być tylko gorzej.Wogule nie mogę zrozumieć jak mógł powiedzieć coś takiego, że jak pojadę do siostry to on mi dziecko zabierze!! nie mieści mi się to w głowie, i to ma być kochający mąż i ojciec? Z drugiej strony nie powinnam się już więcej łudzić że coś się zmieni skoro on tak został wychowany i taki model rodziny uważa za jedyny i słuszny więc nie powinnam wymagać żeby się zmienił bo musiałby zmienić swoje myślenie, system wartości itp.a to chyba nie jest realne. Po drugie ja nie chcem żeby on się zmieniał na siłę, wydaje mi się że powinien znaleść kogoś kto będzie taki jak on, miał podobną hierarchię wartości, gdzie pieniądze są na pierwszym miejscu, ja niestety jestem zupełnie inna i chciałabym w przyszłości poznać kogoś "normalnego". Załuję, że człowiek to taka istota, że musi się przejechać na własnych błędach zanim coś zrozumie, w tym przypadku to że od początku do siebie nie pasowaliśmy, a do mnie to nie docierało jak wszyscy mi mówili, on jest z innej planety!
Wychodząc za niego za mąż myślałm, że dam radę tak żyć, że może się przyzwyczaje, że troche on się zmieni.Tyle lat żyłam z dala od ludzi, i w sumie dopiero będąc w ciąży zdałam sobie sprawę, że przecież życie jest tylko jedno i dlaczego miałabym się zmieniać dla męża żeby żyć pod jego dyktando? przecież każdy powinien żyć tak jak chce, robić w życiu rzeczy które lubi, przecież nie można tak strasznie ograniczać drugiej osoby,jeśli się ją kocha.przecież małżeństwo to nie tylko zakazy i ograniczenia!!!
Ludzie zamiast czepiać się pisowni lepiej poradzilibyście co zrobić, aby wyjść z tej sytuacji.Jakby nie było to dla mnie takim problemem to nie siedziałabym na tym forum i nie opisywała swojego beznadziejnego życia. Jak człowiek chce dużo i szybko napisać to błędy mogą się trafić. Poza tym skończyłam Administrację i dobrze znam pisownię. Moje błędy więc nie wynikają z niewiedzy tylko z chęci szybkiego napisania postu.
Ale i tak dzięki za rady. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja i moja rodzina uważa że te małżeństwo jest toksyczne.
Może i macie rację, jak poczytam trochę na swój temat takich odpowiedzi to może w końcu się otrząsnę i wydostanę z tego bagna!!! W końcu muszę przejrzeć na oczy!!! Mamy XXI wiek, jestem młoda a mi życie ucieka przez palce, i to chyba z własnej głupoty!
Skończyłam Administrację na UWM w Olsztynie :-)
ps. dzięki za dobre rady.
Mama będzie szczęśliwa jak będzie miała kontakt z rodziną, znajomymi i jak pójdzie do pracy jak każdy "normalny" człowiek. A nie siedząc w domu z mężem i jego rodzicami, i tylko jeżdżąc na pole!!
Niestety to prawda, samej jest mi głupio że dałam się tak traktować ;-( ale teraz już jest za późno na wyrzuty, teraz muszę coś z tym zrobić żeby dalej tak nie żyć, żeby zacząć żyć normalnie, jak każdy wolny człowiek. szkoda że tak późno do tego doszłam, ale ważne że w końcu przejżałam na oczy że to nie jest normalne życie.
Do Pitagoras: Dzięki za radę, dobrze wiedzieć, że są na tym świecie normalni faceci, którzy widzą w innych facetach złe zachowanie a nie tylko męską solodarność ;-)
Twój mąż to egoistyczny gnój!!!-delikatnie mówiąc. To normalne że chcesz by twój dzidziuś miał kontakt z twoją rodziną, on nie ma prawa ci tego zabronić! Przecież sama zdajesz sobie sprawę że to małżeństwo bez przyszłości, nie chcesz takiego życia jak jakie on ci oferuje więc czemu prosisz o rady skoro sama wiesz to w takiej sytuacji należy zrobić.
Aż dziw bierze, że można tak dać się traktować!!! Który to mamy wiek? Pomyśl kobieto o dziecku, skoro o sobie nie myślisz!
Nie wierzę, że to realna historia.
Co masz zrobić? Wyprowadzić się z więzienia, wziąć rozwód i żyć! Skoro facet już przed ślubem było źle, to po co w to bagno się pakowałaś? Wierzysz w takie dyrdymały - jak facet obiecuje, że się zmieni? Błagam Cię dziewczyno... Dorośnij!!! Swoją drogą, ciekawe co to studia były, że nauczyli Cię tylko pisać "chcem" i dać się traktować jak śmieć.
niestety ja też nie wierzę że w XXI wieku kobieta po "studiach" żyje w tak ekstremalnych warunkach.
Karolcia, ja znam pełno takich "po studiach", które, jak się okazuje skończyły jakiś kierunek w Żaku czy jakieś inne studium. Hahaha.
No tak....kolejna naiwna, która wierzy, ze męzulek sie zmieni po ślubie.
To jakaś masakra.
Od samego początku dałaś się w to wrobić, jak jakieś pokorne cielę.
W głowie się nie mieści, ze wolnemu czlowiekowi (bo w koncu nie jestes niewolnicą), nie wolno miec kolezanki, nie wolno zadzwonic bez podsluchu męzowskiego.
Ja mysle, ze zamast stada cioć, wujkow i innych pociotkow, dziecku potrzebna jest szczesliwa mama.
Wkopalas sie nieźle...a tu jeszcze dziecko w drodze.
O naiwnosci!
31 2013-08-09 16:51:23 Ostatnio edytowany przez Prinzessin_de (2013-08-09 16:56:09)
Witam wszystkich forumowiczów!
Chciałabym opowiedzieć Wam moja historię i prosić o radę, gdyz już sama nie wiem co robić!
A więc tak, zaczną od tego, że mam 27 lat, mój mąż jest w tym samym wieku. Małżeństwem jesteśmy od 2 lat, jednak znamy się od 6 lat.
Mój mąż zabrania mi wszystkiego:
- nie moge iść do pracy, on jest rolnikiem i zmusza mnie żebym też była i pracowała w polu z jego rodzicami, którzy nie doceniaja tego co robie i ciągle wyzywają od nierobów!!! a ja tyle im pomagam, pracuje z polu po 12 godzin dziennienie, w deszczu i w słońcu, kopie dziury na ogrodzenie, naciągam siatkę, przybijam skoble, chodzę z haką, sypie nawóz który noszę w wielkiej misce która waży chyba ze 20 kg!!kiedy ja sama waże tylko 50kg. (ale ja nie chcem tego robić, nie po to studiowałam, żeby ryć w ziemii ;-(ja się po prostu do tego nie nadaję
- nie moge spotykać się z koleżankami,(mam tylko 2 ze względu na to, że mieszkamy blisko jego rodziców, ja nie znam tu nikogo, ja pochodze z innego miasta)czasami pozwala mi iść na godzinkę do koleżanki , raz na kilka miesięcy,ale to tylko pod warunkiem że nie ma jej męża w domu. niestety jak wracam po tej godzinie to musze się spowiadać z każdego zdania mojego i mojej koleżanki, o czym gadałyśmy, czy piłam kawe, herbate czy może nie daj boże wino! najlepiej jakbym wzieła dyktafon i wszystko nagrywała, strasznie mnie to męczy,
- nie mogę farbować włosów, chodzić do fryzjera ich ściąć, bo przecież jego mamusia może mi podciąć włosy.
- nie mogę jeździć sama do domu, do babci, cioci, sióstr i braci, bo mąż mówi że dobra żona nie wychodzi nigdzie bez męża, moge tylko jeździć z nim, tyle, że ja czasami chciałabym porozmawiać z rodziną sam na sam, czy z siostrą poplotkować o babskich sprawach i niekoniecznie chcem żeby on stał i słuchał
- ale on tego nie rozumie bo on nie utrzymuje zadnych kontaktów ze swoja rodziną, jedynymi osobami z którymi się spotyka są jego rodzice.
- mąż przeglada mi telefon, jak tylko dostanę sms to juz jest przy mnie i czyta,
- tak samo jest z siedzeniem na komputerze, jak tylko nie ma mnie w pobliżu to przeglada historię przeglądania stron internetowych,
- jak dzwoni do mnie telefon to chce żebym brała na głośnik bo uwaza że jesli jest moim mężem to ma prawo słyszeć co ktos mówi,
a jeśli tego nie robie to muszę wszystko ze szczegółami opowiadać jak na spowiedzi,
- jesli jesteśmy u mojej rodziny i mąż chce iść spać to ja też muszę iść, nie mogę zostać z rodziną i porozmawiać sam na sam,
- ja mam juz dosyć siedzenia z nim 24/h ,jak nie w domu to razem w polu z jego rodzicami, przeciez człowiek potrzebuje troche odpoczynku od tej drugiej osoby.
Dobra teraz lece do kosmetyczki, męża nie ma wię moge sobie iść zrobić hennę. jak wróce to dokończę moja historie a uwierzcie to dopiero poczatek. :-(
Czy ja moge zaytac czy ty to napisalas jako zart czy naprawde ? bo mi wlosy stanely wlasnie deba i na poczatek zaniemowilam po przeczytaniu tego postu.
Jak ty to wytrzymujesz kobieto?
No tak....kolejna naiwna, która wierzy, ze męzulek sie zmieni po ślubie.
To jakaś masakra.
Od samego początku dałaś się w to wrobić, jak jakieś pokorne cielę.
W głowie się nie mieści, ze wolnemu czlowiekowi (bo w koncu nie jestes niewolnicą), nie wolno miec kolezanki, nie wolno zadzwonic bez podsluchu męzowskiego.Ja mysle, ze zamast stada cioć, wujkow i innych pociotkow, dziecku potrzebna jest szczesliwa mama.
Wkopalas sie nieźle...a tu jeszcze dziecko w drodze.
O naiwnosci!
Tu musze cie poprzec...
O zgozo... To by byl odpowiedni mezczyzna dla mnie- za pierwsze slowo '' nie wolno ci'' , '' nie pozwalam ci'' obrzucilabym go gnojem i pogonila widlami i spalby tydzien z krowami :-P
Witam,przeczytałam wszystko to co tu napisałaś i niektórzy piszą,że nie wierzą w twoją historię,otóż ja wierzę i doskonale Cię rozumiem,ponieważ też tkwię praktycznie w takiej samej sytuacji,tyle,że mam 22 lata,trzyletnią córkę,męża 28-letniego i mieszkam z nim na wsi,mamy gospodarkę,tzn on ma,bo przecież tu nic nie ma mojego,jak to on mówi...Mieszkamy z jego matką,ojca jego nie zdążyłam poznać.Mamy tylko cywilniak,trzy lata będą w listopadzie jak po ślubie jesteśmy,a ogólnie razem 5 lat.Też nigdzie nie mogę wychodzić,do rodziców mi zabrania jeździć,a w ogóle z nimi nie rozmawia już dwa lata,jak z całą swoją rodziną,z rodzeństwem i ich żonami itp,taki bardzo konfliktowy jest i prostacki w swoich słowach i czynach...też mi ciągle sprawdza komórkę,chociaż dobrze wie,że z nikim obcym nie piszę,z siostrami lub do rodziców zadzwonię,bo koleżanek to już nie mam odkąd wprowadziłam się do niego,nikogo nie mogę do siebie zapraszać,bo nie pozwala,już dwa razy od niego odchodziłam i wnosiłam pozwy o rozwód,ale i tak się poddawałam myśląc,że jednak w końcu się zmieni i będzie ok,ale to tylko złudzenia....Dodam jeszcze,że dość często pije,a piwo to musi być co dzień,tylko,że nie jedno czy dwa,więcej.Córeczkę też buntuje przeciwko mnie,karze mówić na mnie,że mama jest głupia i nie dobra,a dziecko to powtarza.Nie mam dostępu do żadnych pieniędzy,nie mogę sama o niczym zadecydować,nawet o tym co będzie na obiad,o dziecko też nie dba,nie kupuje ubranek,ludzie dobrego serca oddają mi ciuszki na małą,bo ja choćbym chciała to nie mam za co kupić;-(a znowu do rodziców nie pójdę mieszkać,ponieważ sami wiążą ledwo koniec z końcem,tata na rencie,bo udar mózgu miał,mama dorywczo pracuje,do tego chora babcia,dwie siostry,które jeszcze się uczą młodsze i starszy brat niepełnosprawny.Oni mówią,że póki żyją to mam gdzie wrócić,ale ja nie mam sumienia,dwie dodatkowe osoby na utrzymaniu...Mimo wszystko tkwię w tym chorym małżeństwie i nie wiem co dalej mam robić;-(Jego cała rodzinka też ma mnie gdzieś i traktują mnie jak intruza.Przez to wszystko mam niską samoocenę i wychodzę z takiego założenia,że nic nie potrafię,nic mi się nie udaje,nie mam odwagi podjąć odpowiedniej decyzji,bo się boję itp.W tym domu nie mam z kim porozmawiać nawet,jeżeli jakiś temat zacznę to mój mąż od razu na samym początku mnie zgasi,że gówno wiem i żebym się w ogóle nie odzywała na dany temat.Nie docenia mnie wcale,wiecznie mu coś nie pasuje,nie smakuje,koszulka źle wyprana,a tam w kącie pajęczyna wisi itp,że leń jestem i nic nie potrafię,odezwał się ten co najwięcej robi.Ma na gospodarce takich dwóch pijaków spod sklepu co robią cały czas za niego,on tylko tu pojechać samochodem coś załatwić,to ciągnikiem gdzieś do lasu,tak aby tylko nie fizycznie popracować,dlatego waży już 130kg,bo żadnego ruchu nie ma.Dla niego liczy się kasa,alkohol i znajomi tacy,którzy też lubią wypić.Ja robię wszystko to co kobieta powinna robić w domu no i dbam o ogrody z kwiatami i warzywami,słoiki robię,różne weki,sprzątam,gotuję,piorę,zajmuję się dzieckiem,chodzę z dzieckiem do kościoła,a on nie....Bardzo lubię piec ciasta,tylko,że on się wkurza i krzyczy na mnie,że marnuję mu prąd,bo piekę w piekarniku,żałosne,ale ciasto to on praktycznie wszystkie pochłania.Jestem totalnie od niego uzależniona,ani prawka nie mam,bo powiedział,że mi nie potrzebne,wystarczy,że on ma,ani własnego grosza,u fryzjera to tylko dwa razy była w ciągu pięciu lat jak z nim jestem,bo powiedział,że nie będzie wydawał kasy na moje widzimisie,ciężko mi jest tak żyć,ale ja nie mam dokąd pójść jak od niego odejdę...Mam sytuację bez wyjścia,dlatego staram sobie tłumaczyć,że nie każdemu jest pisany los idealny jak z bajki,muszę przyzwyczaić się do tego na to wychodzi.Pozdrawiam wszystkie osoby dotknięte taką sytuacją.
mała sugestia od mężczyzny; Zrozrpaczona -U C I E K A J ! ! !
Witam,przeczytałam wszystko to co tu napisałaś i niektórzy piszą,że nie wierzą w twoją historię,otóż ja wierzę i doskonale Cię rozumiem,ponieważ też tkwię praktycznie w takiej samej sytuacji,tyle,że mam 22 lata,trzyletnią córkę,męża 28-letniego i mieszkam z nim na wsi,mamy gospodarkę,tzn on ma,bo przecież tu nic nie ma mojego,jak to on mówi...Mieszkamy z jego matką,ojca jego nie zdążyłam poznać.Mamy tylko cywilniak,trzy lata będą w listopadzie jak po ślubie jesteśmy,a ogólnie razem 5 lat.Też nigdzie nie mogę wychodzić,do rodziców mi zabrania jeździć,a w ogóle z nimi nie rozmawia już dwa lata,jak z całą swoją rodziną,z rodzeństwem i ich żonami itp,taki bardzo konfliktowy jest i prostacki w swoich słowach i czynach...też mi ciągle sprawdza komórkę,chociaż dobrze wie,że z nikim obcym nie piszę,z siostrami lub do rodziców zadzwonię,bo koleżanek to już nie mam odkąd wprowadziłam się do niego,nikogo nie mogę do siebie zapraszać,bo nie pozwala,już dwa razy od niego odchodziłam i wnosiłam pozwy o rozwód,ale i tak się poddawałam myśląc,że jednak w końcu się zmieni i będzie ok,ale to tylko złudzenia....Dodam jeszcze,że dość często pije,a piwo to musi być co dzień,tylko,że nie jedno czy dwa,więcej.Córeczkę też buntuje przeciwko mnie,karze mówić na mnie,że mama jest głupia i nie dobra,a dziecko to powtarza.Nie mam dostępu do żadnych pieniędzy,nie mogę sama o niczym zadecydować,nawet o tym co będzie na obiad,o dziecko też nie dba,nie kupuje ubranek,ludzie dobrego serca oddają mi ciuszki na małą,bo ja choćbym chciała to nie mam za co kupić;-(a znowu do rodziców nie pójdę mieszkać,ponieważ sami wiążą ledwo koniec z końcem,tata na rencie,bo udar mózgu miał,mama dorywczo pracuje,do tego chora babcia,dwie siostry,które jeszcze się uczą młodsze i starszy brat niepełnosprawny.Oni mówią,że póki żyją to mam gdzie wrócić,ale ja nie mam sumienia,dwie dodatkowe osoby na utrzymaniu...Mimo wszystko tkwię w tym chorym małżeństwie i nie wiem co dalej mam robić;-(Jego cała rodzinka też ma mnie gdzieś i traktują mnie jak intruza.Przez to wszystko mam niską samoocenę i wychodzę z takiego założenia,że nic nie potrafię,nic mi się nie udaje,nie mam odwagi podjąć odpowiedniej decyzji,bo się boję itp.W tym domu nie mam z kim porozmawiać nawet,jeżeli jakiś temat zacznę to mój mąż od razu na samym początku mnie zgasi,że gówno wiem i żebym się w ogóle nie odzywała na dany temat.Nie docenia mnie wcale,wiecznie mu coś nie pasuje,nie smakuje,koszulka źle wyprana,a tam w kącie pajęczyna wisi itp,że leń jestem i nic nie potrafię,odezwał się ten co najwięcej robi.Ma na gospodarce takich dwóch pijaków spod sklepu co robią cały czas za niego,on tylko tu pojechać samochodem coś załatwić,to ciągnikiem gdzieś do lasu,tak aby tylko nie fizycznie popracować,dlatego waży już 130kg,bo żadnego ruchu nie ma.Dla niego liczy się kasa,alkohol i znajomi tacy,którzy też lubią wypić.Ja robię wszystko to co kobieta powinna robić w domu no i dbam o ogrody z kwiatami i warzywami,słoiki robię,różne weki,sprzątam,gotuję,piorę,zajmuję się dzieckiem,chodzę z dzieckiem do kościoła,a on nie....Bardzo lubię piec ciasta,tylko,że on się wkurza i krzyczy na mnie,że marnuję mu prąd,bo piekę w piekarniku,żałosne,ale ciasto to on praktycznie wszystkie pochłania.Jestem totalnie od niego uzależniona,ani prawka nie mam,bo powiedział,że mi nie potrzebne,wystarczy,że on ma,ani własnego grosza,u fryzjera to tylko dwa razy była w ciągu pięciu lat jak z nim jestem,bo powiedział,że nie będzie wydawał kasy na moje widzimisie,ciężko mi jest tak żyć,ale ja nie mam dokąd pójść jak od niego odejdę...Mam sytuację bez wyjścia,dlatego staram sobie tłumaczyć,że nie każdemu jest pisany los idealny jak z bajki,muszę przyzwyczaić się do tego na to wychodzi.Pozdrawiam wszystkie osoby dotknięte taką sytuacją.
Nie wiem, ale wcale mi nie jest zal takich jak Wy....widzialas w co sie ladujesz kobieto!
Bierz dzieciaka i idz do rodzicow....nie masz pracy? To piecz ciasta na zamowienie. Mozesz rozwieszac ogloszenia, ze obsluzysz imprezy rodzinne. Cokolwiek, byleby ruszyc tylek, a nie narzekac.
Chcesz, aby Twoje dziecko roslo w takiej atmosferze? Ponizania, pogardy, wyzwisk w oparach alkoholu?
35 2013-08-09 19:41:50 Ostatnio edytowany przez zrozrpaczona (2013-08-09 20:07:18)
Dzięki za wszystkie rady. Wiem, że wszyscy macie rację :-) Pora powiedzieć STOP niewolnictwu!
Ale boje się tego co mnie czeka w sytuacji, gdy powiem mu o rozwodzie. będą wyzwiska, groźby, szantaże, nachodzenie mnie i mojej rodziny w domu, dzwonienie, gadki typu "zmarnowałaś mi życie!" oraz " mogłem się domyśleć że biorąc dziewczynę z takiego domu tak to się skończy!"
On uważa że powinnam być mu wdzięczna że on ze mną jest, jakbym była jakaś gorsza!! (z takiego domu czyli według niego gorszego, bo mieszkałam w kamienicy a nie w dużym domu jak jego rodzice, i to że moi rodzice się rozwiedli i nie mają tyle kasy na koncie). Ale z drugiej strony nie mogę ciągle myśleć o tym co on będzie wygadywał i że się wkurzy on i jego rodzice, muszę zacząć myśleć jak wyglądałoby dalej moje życie jeśli nic nie zmienie. w końcu życie jest tylko jedno i powinnam je przeżyć szczęśliwie, a przynajmniej bez stresu, organiczeń, wyzwisk i poniżania.
Ja mam do kogo pójść, mam ciocię, która ma dom i sama w nim mieszka, bo dzieci już ma dorosłe, więc spokojnie mogłabym u niej pomieszkać do czasu porodu i później aż odchowam dzidziusia. Poźniej wiadomo, chciałabym w końcu znaleśc jakąś pracę, wyjść do ludzi, żyć normalnie.Chciałabym zamieszkać w Olsztynie, tam studiowałam i tam zostawiłam wszystkich znajomych, mogłabym w końcu odnowić z nimi kontakty.Jak sobie pomyśle jak moje życie mogłoby wygladać po rozwodzie to aż buzia mi się uśmiecha;-)
Dzięki za wszystkie rady. Wiem, że wszyscy macie rację :-) Pora powiedzieć STOP niewolnictwu!
Ale boje się tego co mnie czeka w sytuacji, gdy powiem mu o rozwodzie. będą wyzwiska, groźby, szantaże, nachodzenie mnie i mojej rodziny w domu, dzwonienie, gadki typu "zmarnowałaś mi życie!" oraz " mogłem się domyśleć że biorąc dziewczynę z takiego domu tak to się skończy!"
On uważa że powinnam być mu wdzięczna że on ze mną jest, jakbym była jakaś gorsza!! (z takiego domu czyli według niego gorszego, bo mieszkałam w kamienicy a nie w dużym domu jak jego rodzice, i to że moi rodzice się rozwiedli i nie mają tyle kasy na koncie). Ale z drugiej strony nie mogę ciągle myśleć o tym co on będzie wygadywał i że się wkurzy on i jego rodzice, muszę zacząć myśleć jak wyglądałoby dalej moje życie jeśli nic nie zmienie. w końcu życie jest tylko jedno i powinnam je przeżyć szczęśliwie, a przynajmniej bez stresu, organiczeń, wyzwisk i poniżania.
Masz rodzine po swojej stronie. To wazne!
A tym co on gada, nie mozesz sie przejmowac. Wiem, ze to trudne, ale przed nim musisz byc twarda, nieugieta. Poplakac mozesz sobie w ukryciu.
Nie odbieraj jego telefonow.
Zloz pozew o rozwod...dobrze, gdybys miala jakiegos adwokata, ktory pomoglby Ci ten temat ugryzc. Popros o pomoc bliskich. Pisalas, ze masz duza rodzine. Niech pomoga Ci finansowo, dopoki nie staniech na wlasnych nogach.
W Twoich rekach jest twoje zycie. Nie pozwol na krzywdzenie siebie i Twojego dziecka.
wg mnie to i jedna i druga powinna sie spakowac i wyjsc z domu w kazdym prawie miescie jest dom samotnej matkione tam pomoga przynajmniej na pol roku pomoga pozwy napisac itp macie tylko jedno zycie i macie dla kogo zyc macie dziecieki
warto dla nich wywalczyc szczesliwe dziecinstwo
Trzymam za was kciuki ja mam nieco inna historie ale jestem juz przytloczona tekstami meza"ktory kocha ponad zycie "
Mam 25 lat i jestem rok po ślubie mój mąż jest 3 lata starszy,od początku naszego małżeństwa oszukiwał mnie finansowo i tydz po ślubie wyszło żę ma długi na 7 tys niby nie wiele ale ośmieszał mnie przedswoją rodzina i okreslal mianem najgorszej a kiedy bylismy razem robil ze mna na odwot tzn mowil rozne rzeczy na swoja rodzine, przez to bardzo narobil sie nie mila stuacja pomiedzy rodzinami moja a jego, Stałam się z dziewczyny energicznej zamknieta w sobie z niska samoocena....Dodam ze jest bardzo porywczy i kiedy sie zdenerwuje to rzuca przedmiotami ,przeklina a od kilku dni kiedy mu powiedzialam ze nie dam rady z nim dluze zyc w takim zwiazku powiedzial ze sie zabije, kilka razy przeslal mi sms ze niemam na niego czekac bo nie wroci itp.
Dodam ze przez rok kochalismy sie moz 5 razy bo maz nie wykazuje zainteresowania lub nie jest zdolny do seksu....sad
Chcialam tylko szczesliwego malzenstwa bo przed slubem taki nie byl a mam oskarzenia placz prawie co noc, i tys mysli ,,,,myslicie ze po kilkunastu rozmowach i ostatnich szansach warto probowac dalej???
Jeśli istnieje cień szansy że to co piszecie nie jest prowokacją to dzwońcie do psychologa i uciekać!
Jeśli istnieje cień szansy że to co piszecie nie jest prowokacją to dzwońcie do psychologa i uciekać!
Oczywiście, że to nie jest prowokacja tylko samo życie, smutne ale jednak życie. Osoby które przeżyły lub przeżywają coś podobnego wiedzą, że nie jest łatwo uwolinić się od takiego człowieka, tym bardziej, jeśli tyle lat tkwiło się w takim toksycznym związku lub małżeństwie. No ale wierzę, że będę miała wystarczająco siły żeby zmienić swoje życie, dla siebie i dla swojego jeszcze nienarodzonego dzidziusia.;-)
mała sugestia od mężczyzny; Zrozrpaczona -U C I E K A J ! ! !
POPIERAM.
Szkoda cie bys tak zyla bo zaslugujesz na to by cieszyc sie zyciem.
Nie martw się za bardzo tym co on będzie gadał, robił etc.Zmywasz się bez słowa, zmieniasz numer telefonu.On o rozwodzie dowie się z pozwu nie tylko rozwodowego ale i o alimenty(!)W sytuacji gdy jesteś w ciąży to oczywiste.Jakiekolwiek rozmowy maja sens dopóki bierzesz pod uwagę ''naprawianie'' związku etc. Jeśli decydujesz ze to koniec, to o czym gadać? To obcy człowiek. Niech się buja.
Jak gdzieś tam przyjedzie za Toba wypraszasz krótkimi słowami. Jak nie skutkuje; dzwonisz na policje.Bedzie dodatkowy argument na Twoja korzysc na sprawie.
Tyle
pitagoras napisał/a:mała sugestia od mężczyzny; Zrozrpaczona -U C I E K A J ! ! !
POPIERAM.
Szkoda cie bys tak zyla bo zaslugujesz na to by cieszyc sie zyciem.
Wiem, że najlepszym wyjściem będzie rozwód. Za dużo szans już dawałam a on ich nie wykorzystał, tylko obiecywał zmiany, które nigdy nie nadeszły. dlatego wiem że już się nie zmieni. Jednak jak sobie pomyśle, że już do końca życia miałabym być sama, bo kto później zechce rozwódkę z dzieckiem to jest trochę dołujące. Ale z drugiej strony lepiej być samotną, spokojną i niezestresowaną matką niż żyć z kimś takim, kto tylko mówi, że kocha a w rzeczywistości tylko ogranicza, kontroluje, w nerwach wyzywa od najgorszych i nie liczy się z moim zdaniem. A więc trzymajcie za mnie kciuki, żeby starczyło mi odwagi odejść :-)
ej, ej; chyba za długo na słońcu byłaś bez nakrycia głowy. Sama byłaś uprzejma zauważyć, ze mamy XXI wiek, a teraz wyskakujesz z tekstem ''kto zechce rozwódkę z dzieckiem?''???
Wez się babo w garść i przestań bzdury pisać, ok?
Nie martw się za bardzo tym co on będzie gadał, robił etc.Zmywasz się bez słowa, zmieniasz numer telefonu.On o rozwodzie dowie się z pozwu nie tylko rozwodowego ale i o alimenty(!)W sytuacji gdy jesteś w ciąży to oczywiste.Jakiekolwiek rozmowy maja sens dopóki bierzesz pod uwagę ''naprawianie'' związku etc. Jeśli decydujesz ze to koniec, to o czym gadać? To obcy człowiek. Niech się buja.
Jak gdzieś tam przyjedzie za Toba wypraszasz krótkimi słowami. Jak nie skutkuje; dzwonisz na policje.Bedzie dodatkowy argument na Twoja korzysc na sprawie.
Tyle
Żadnej rozmowy juz nie chcę z nim przeprowadzać, za długo rozmawiałam bez żadnego rezultatu i żadne naprawianie nie ma sensu, jeśli on nie widzi w swoim zachowaniu nic dziwnego, wręcz przeciwnie, uważa, że to ze mną jest coś nie tak, bo według niego mam wygórowane wymagania. Uważa że porządna żona nie chodzi do pracy, nie spotyka się ze znajomymi i nie jeździ sama do rodziny, właściwie to nigdzie bez męża nie wychodzi. Widocznie nie jestem porządną żoną. (chociaż to ja w domu wszystko robię, śniadanie, obiad, kolację, zmywam, piorę i sprzątam, właściwie to nie mam sobie nic do zarzucenia)taka jestem i mam takie potrzeby a nie inne, nic na to nie poradzę.Juz za długo wytrzymywałam w takiej separacji od ludzi i mam już tego dosyć.
45 2013-08-09 21:24:23 Ostatnio edytowany przez zrozrpaczona (2013-08-09 21:29:13)
ej, ej; chyba za długo na słońcu byłaś bez nakrycia głowy. Sama byłaś uprzejma zauważyć, ze mamy XXI wiek, a teraz wyskakujesz z tekstem ''kto zechce rozwódkę z dzieckiem?''???
Wez się babo w garść i przestań bzdury pisać, ok?
chyba za długo byłam odizolowana od świata i ludzi :-)ale muszę się ogarnąć ;-)
W sumie jak czasami chodzę do moich (wszystkich dwóch ;-) koleżanek i widzę jak one żyją, mimo, iż też są po ślubie i mają dzieci to człowiek dopiero zauważa jak jego życie nienormalnie wygląda a jak wyglądać powinno.
Witam,przeczytałam wszystko to co tu napisałaś i niektórzy piszą,że nie wierzą w twoją historię,otóż ja wierzę i doskonale Cię rozumiem,ponieważ też tkwię praktycznie w takiej samej sytuacji,tyle,że mam 22 lata,trzyletnią córkę,męża 28-letniego i mieszkam z nim na wsi,mamy gospodarkę,tzn on ma,bo przecież tu nic nie ma mojego,jak to on mówi...Mieszkamy z jego matką,ojca jego nie zdążyłam poznać.Mamy tylko cywilniak,trzy lata będą w listopadzie jak po ślubie jesteśmy,a ogólnie razem 5 lat.Też nigdzie nie mogę wychodzić,do rodziców mi zabrania jeździć,a w ogóle z nimi nie rozmawia już dwa lata,jak z całą swoją rodziną,z rodzeństwem i ich żonami itp,taki bardzo konfliktowy jest i prostacki w swoich słowach i czynach...też mi ciągle sprawdza komórkę,chociaż dobrze wie,że z nikim obcym nie piszę,z siostrami lub do rodziców zadzwonię,bo koleżanek to już nie mam odkąd wprowadziłam się do niego,nikogo nie mogę do siebie zapraszać,bo nie pozwala,już dwa razy od niego odchodziłam i wnosiłam pozwy o rozwód,ale i tak się poddawałam myśląc,że jednak w końcu się zmieni i będzie ok,ale to tylko złudzenia....Dodam jeszcze,że dość często pije,a piwo to musi być co dzień,tylko,że nie jedno czy dwa,więcej.Córeczkę też buntuje przeciwko mnie,karze mówić na mnie,że mama jest głupia i nie dobra,a dziecko to powtarza.Nie mam dostępu do żadnych pieniędzy,nie mogę sama o niczym zadecydować,nawet o tym co będzie na obiad,o dziecko też nie dba,nie kupuje ubranek,ludzie dobrego serca oddają mi ciuszki na małą,bo ja choćbym chciała to nie mam za co kupić;-(a znowu do rodziców nie pójdę mieszkać,ponieważ sami wiążą ledwo koniec z końcem,tata na rencie,bo udar mózgu miał,mama dorywczo pracuje,do tego chora babcia,dwie siostry,które jeszcze się uczą młodsze i starszy brat niepełnosprawny.Oni mówią,że póki żyją to mam gdzie wrócić,ale ja nie mam sumienia,dwie dodatkowe osoby na utrzymaniu...Mimo wszystko tkwię w tym chorym małżeństwie i nie wiem co dalej mam robić;-(Jego cała rodzinka też ma mnie gdzieś i traktują mnie jak intruza.Przez to wszystko mam niską samoocenę i wychodzę z takiego założenia,że nic nie potrafię,nic mi się nie udaje,nie mam odwagi podjąć odpowiedniej decyzji,bo się boję itp.W tym domu nie mam z kim porozmawiać nawet,jeżeli jakiś temat zacznę to mój mąż od razu na samym początku mnie zgasi,że gówno wiem i żebym się w ogóle nie odzywała na dany temat.Nie docenia mnie wcale,wiecznie mu coś nie pasuje,nie smakuje,koszulka źle wyprana,a tam w kącie pajęczyna wisi itp,że leń jestem i nic nie potrafię,odezwał się ten co najwięcej robi.Ma na gospodarce takich dwóch pijaków spod sklepu co robią cały czas za niego,on tylko tu pojechać samochodem coś załatwić,to ciągnikiem gdzieś do lasu,tak aby tylko nie fizycznie popracować,dlatego waży już 130kg,bo żadnego ruchu nie ma.Dla niego liczy się kasa,alkohol i znajomi tacy,którzy też lubią wypić.Ja robię wszystko to co kobieta powinna robić w domu no i dbam o ogrody z kwiatami i warzywami,słoiki robię,różne weki,sprzątam,gotuję,piorę,zajmuję się dzieckiem,chodzę z dzieckiem do kościoła,a on nie....Bardzo lubię piec ciasta,tylko,że on się wkurza i krzyczy na mnie,że marnuję mu prąd,bo piekę w piekarniku,żałosne,ale ciasto to on praktycznie wszystkie pochłania.Jestem totalnie od niego uzależniona,ani prawka nie mam,bo powiedział,że mi nie potrzebne,wystarczy,że on ma,ani własnego grosza,u fryzjera to tylko dwa razy była w ciągu pięciu lat jak z nim jestem,bo powiedział,że nie będzie wydawał kasy na moje widzimisie,ciężko mi jest tak żyć,ale ja nie mam dokąd pójść jak od niego odejdę...Mam sytuację bez wyjścia,dlatego staram sobie tłumaczyć,że nie każdemu jest pisany los idealny jak z bajki,muszę przyzwyczaić się do tego na to wychodzi.Pozdrawiam wszystkie osoby dotknięte taką sytuacją.
Uciekaj dziewczyno do rodziców! Trudno, choć i rodzice mają ciężką sytuację, ale mają też Ciebie! Możesz im pomóc w codziennych zajęciach! Nie finansowo, ale poprzez pomoc w domu! Bo na co masz czekać?! Jak czytałam Twój post, to chwilami jakbym czytała o sobie! Nie marnuj młodych lat, nie warto! Żebym mogła cofnąć czas! Ale niestety, już się nie da. Ale po kilkudziesięciu latach małżeństwa podjęłam decyzję o rozwodzie. Trochę późno, ale lepiej późno niż wcale! Przeszłam, nawet jeszcze niedawno, nazywanie mnie ku..wą, popychanie, rękoczyny, nazywanie mnie głupią i wieczną krytykę mojej osoby. Dosyć! Zastanów się czy nie mam racji! Pakuj manatki jak pana męża nie będzie w domu i uciekaj póki czas! Trzymam za Ciebie kciuki!
To nie małźeństwo tylko sekta jakaś.
Z wygody zgadzamy się na wszystko a potem budzimy się z ręką w nocniku!!!
Spróbowałabym najpierw w jakieś małej sprawie postawić na swoim.Pewnie i asertywnie z podniesioną głową.Niech to będzie naprawdę nic wielkiego i. Obsserwujcie. reakcje faceta.
To nie małźeństwo tylko sekta jakaś.
Z wygody zgadzamy się na wszystko a potem budzimy się z ręką w nocniku!!!Spróbowałabym najpierw w jakieś małej sprawie postawić na swoim.Pewnie i asertywnie z podniesioną głową.Niech to będzie naprawdę nic wielkiego i. Obsserwujcie. reakcje faceta.
Ja już naprawdę wszystkiego próbowałam, ale każda rozmowa czy próba przekonania go że mam rację i nie chcem robić nic złego kończy się stwierdzeniem, że ze mną jest coś nie tak, że mam wygórowane wymagania itp. Już nie mam siły ani chęci tłumaczyć mu, że idąc do pracy, pójściem do koleżanki czy pojechaniem do domu nie robię nic złego! Ludzie tak właśnie żyją! W naszym przypadku rozmowa już nic nie da, kiedy jedna strona nie widzi problemu i nie chce nic zmieniać. do zmiany trzeba dwojga ;-(
Oj Dziewczyny, Dziewczyny...
Az boli to czytać, a co dopiero tkwic w takim G...
Ale warto pamiętać: w sytuacji gdy mąż pracuje zarobkowo, a zona nie- to (wybacz Wysoka Moderacjo- nie umiem się powstrzymać) jego zasranym obowiązkiem jest dawanie pieniędzy zonie. Pomijając względy przyzwoitosciowe itp, jest to obowiązek prawny.
Tak wiec nie tłumacz sobie Agniesiulko, ze nie możesz odejść, bo jesteś uzależniona od męża materialnie.W Twojej sytuacji, gdy jeszcze jest dziecko- każdy sad przyzna Ci alimenty zarówno na Ciebie, jak tez na dziecko; z tym ze na dziecko na zawsze, a na Ciebie ''do czasu aż się usamodzielnisz''.W praktyce nie mniej niż rok.I to jest pewniak, pierwszy z brzegu prawnik powie Ci dość dokładnie na jaka kwotę możesz liczyć. Proponuje się dowiedzieć.Niewykluczone ze byłabyś dla Rodziców wsparciem, a nie balastem...
A konkluzja jest taka: NIE, NIE MUSISZ SIĘ DO TEGO PRZYZWYCZAJAĆ!
50 2013-08-09 22:11:14 Ostatnio edytowany przez zrozrpaczona (2013-08-09 22:15:23)
Oj Dziewczyny, Dziewczyny...
Az boli to czytać, a co dopiero tkwic w takim G...
Ale warto pamiętać: w sytuacji gdy mąż pracuje zarobkowo, a zona nie- to (wybacz Wysoka Moderacjo- nie umiem się powstrzymać) jego zasranym obowiązkiem jest dawanie pieniędzy zonie. Pomijając względy przyzwoitosciowe itp, jest to obowiązek prawny.
Tak wiec nie tłumacz sobie Agniesiulko, ze nie możesz odejść, bo jesteś uzależniona od męża materialnie.W Twojej sytuacji, gdy jeszcze jest dziecko- każdy sad przyzna Ci alimenty zarówno na Ciebie, jak tez na dziecko; z tym ze na dziecko na zawsze, a na Ciebie ''do czasu aż się usamodzielnisz''.W praktyce nie mniej niż rok.I to jest pewniak, pierwszy z brzegu prawnik powie Ci dość dokładnie na jaka kwotę możesz liczyć. Proponuje się dowiedzieć.Niewykluczone ze byłabyś dla Rodziców wsparciem, a nie balastem...
A konkluzja jest taka: NIE, NIE MUSISZ SIĘ DO TEGO PRZYZWYCZAJAĆ!
O pieniądze się nie martwię przynajmniej na razie. Zanim dowiedziałam się, że jestem w ciąży, założyłam działalność gospodarczą (mam skończony kurs robienia paznokci). Teraz jak już jestem w ciąży to trochę popracuję, jeszcze z miesiąc, może dwa i idę na chorobowe, bo już zaczynają mi przeszkadzać zapachy lakierów do paznokci, żelów itp. A więc teraz miałabym jakieś pieniądze na chorobowym ,później będzie macierzyński, więc przynajmniej przez rok miałabym z czego żyć. A poźniej jakoś by się ułożyło. Po rozwodzie, jesli mąż nie będzie chciał zatrzymać mieszkania i garażu to trzeba będzie je sprzedać i podzielić się pieniędzmi, więc i z tego jakieś pieniądze by były. Bo ja na pewno w tym mieszkaniu, w tej miejscowości żyć nie zamierzam. Chodzi o to, że ja muszę tylko podjąć tą decyzję że to już definitywny koniec i nie dać się więcej nabrać na przeprosiny i obietnice poprawy.
Jeśli on przez tyle lat się nie zmienił, nawet w sytuacji, gdy jestem w ciąży nic się nie zmieniło,(chociaż miałam nadzieję, że coś się zmieni) zmieniło się ale na gorsze więc nie mam juz złudzeń, że on po urodzeniu dziecka cudownie zmieni się i będzie "normaly". Już nie wierzę w cuda. Ludzie nie zmieniają się z dnia na dzień, przynajmniej nie tacy, którzy uważają że nie muszą nic w sobie zmieniać.
to wstań od kompa; połóż się spać i do rana decyzje podejmij.Jak nie teraz to kiedy?
P.S. W temacie mieszkania nawet lepiej jakby chciał je zachować, wtedy będzie Ci musiał spłacić Twoja cześć, czyli nie musisz szukać kupca itp.
to wstań od kompa; połóż się spać i do rana decyzje podejmij.Jak nie teraz to kiedy?
P.S. W temacie mieszkania nawet lepiej jakby chciał je zachować, wtedy będzie Ci musiał spłacić Twoja cześć, czyli nie musisz szukać kupca itp.
Dzięki za wsparcie ;-) Właśnie będę szła spać , bo od kiedy w ciąży jestem mogę dużo i często spać ;-) W następnym tygodniu jadę do siostry, mamy iść do jej kuzynki co pracuje w kancelarii adwokackiej, więc dowiem się trochę jak wygląda moja sytuacja, jak wyglada rozwód itp. A decyzję właściwie już podjęłam, muszę tylko się jej trzymać a wszystko będzie dobrze. Jak już będę coś więcej wiedziała lub jak zdecyduję się w końcu wyprowadzić do rodziny czy też napisać pozew to dam znać. ;-)
Współczuję Ci męża jeśli naprawdę jest taki, jakim go opisujesz. Na tyrana, despotę mogłaś trafić zarówno w mieście jak i na wsi.
Zastanawia minie jedno. Naprawdę nie wiedziałaś czym jest wieś? "Wsi spokojna, wsi wesoła ..." to tylko w sielance. Znam wieś, ze wsi pochodzę i wiem jak praca na wsi wygląda. Przez czas kiedy na wsi mieszkałam, na wsi pracowałam, to znaczy do momentu kiedy wyszłam za mąż.
Zero wakacji, zero wolnych sobót. Pieniądze przeważnie potrzebne są na modernizacje, bo jeśli się nie modernizuje zostaje się w tyle. Takie niestety są wiejskie realia. Czasu na koleżanki rzeczywiście brakuje, albo pada się ze zmęczenia. Decydując się na wyjście za mąż, za rolnika powinnaś się liczyć z tym, że na wsi praca lekką nie jest. Dlatego ja ze wsią, swojej przyszłości wiązać nie chciałam.
Następna sprawa. Czy przed ślubem ustaliłaś z przyszłym mężem, to że ty na wsi pracować nie zamierzasz, że chcesz pracować po za gospodarstwem? Czy po prostu chciałaś wyjśc za mąż, bo ładna sukienka, bo goście, bo cała ta weselna otoczka?
Podobał Ci się facet i go chciałaś i nie wzięłaś go z łapanki, ale znałaś jakiś czas i jak sama zauważyłaś wiele cech jego charakteru Ci się w nim nie podobało.
Wiesz znam wiele kobiet, które łapią faceta jaki się trafia z myślą - ja go wychowam, albo jakoś tam będzie. I jest jakoś, czyli przeważnie nieciekawie, a potem płacz i rozczarowanie.
Oj Dziewczyny, Dziewczyny...
Az boli to czytać, a co dopiero tkwic w takim G...
Ale warto pamiętać: w sytuacji gdy mąż pracuje zarobkowo, a zona nie- to (wybacz Wysoka Moderacjo- nie umiem się powstrzymać) jego zasranym obowiązkiem jest dawanie pieniędzy zonie. Pomijając względy przyzwoitosciowe itp, jest to obowiązek prawny.
Tak wiec nie tłumacz sobie Agniesiulko, ze nie możesz odejść, bo jesteś uzależniona od męża materialnie.W Twojej sytuacji, gdy jeszcze jest dziecko- każdy sad przyzna Ci alimenty zarówno na Ciebie, jak tez na dziecko; z tym ze na dziecko na zawsze, a na Ciebie ''do czasu aż się usamodzielnisz''.W praktyce nie mniej niż rok.I to jest pewniak, pierwszy z brzegu prawnik powie Ci dość dokładnie na jaka kwotę możesz liczyć. Proponuje się dowiedzieć.Niewykluczone ze byłabyś dla Rodziców wsparciem, a nie balastem...
A konkluzja jest taka: NIE, NIE MUSISZ SIĘ DO TEGO PRZYZWYCZAJAĆ!
PITAGORAS rzadko popieram na forum meskie wypowiedzi ale ciebie az milo sie czyta bo jestem twojego zdania.
Ja sobie nie wyobrazam takiej sytuacji o jakiej pisze autorka. Mi wlosy staja deba bo mi sie serio w glowie to nie miesci zeby w nazsych czasach kobiety tak jeszcze zyly.
Mi jest az przykro gdy pomysle jaka nachukana , naiwna i bezbronna jest autorka.
Ja bym na twoim miejscu zaczela stawiac w najmniejszych sytuacjach na swoim i to stanowczo.
Od glupiego pofarbowania czy sciecia wlosow , po wyjscie do kina z kolezankami czy inne sprawy.
Albo zaczniesz mu pokazywac , ze masz swoja godnosc , potrzeby i wlasne zdanie, ktorego bedziesz brobic albo miej na tyle jaj , zeby od niego odejsc.
Jestes mloda i wierz mi , ze nawet z dzieckiem dasz rade i mozesz byc szczesliwa. TYLKO MUSISZ W TO SAMA UWEIRZYC I TEGO CHCIEC. To jest podstawa.
55 2013-08-10 09:46:07 Ostatnio edytowany przez zrozrpaczona (2013-08-10 09:54:27)
Współczuję Ci męża jeśli naprawdę jest taki, jakim go opisujesz. Na tyrana, despotę mogłaś trafić zarówno w mieście jak i na wsi.
Zastanawia minie jedno. Naprawdę nie wiedziałaś czym jest wieś? "Wsi spokojna, wsi wesoła ..." to tylko w sielance. Znam wieś, ze wsi pochodzę i wiem jak praca na wsi wygląda. Przez czas kiedy na wsi mieszkałam, na wsi pracowałam, to znaczy do momentu kiedy wyszłam za mąż.
Zero wakacji, zero wolnych sobót. Pieniądze przeważnie potrzebne są na modernizacje, bo jeśli się nie modernizuje zostaje się w tyle. Takie niestety są wiejskie realia. Czasu na koleżanki rzeczywiście brakuje, albo pada się ze zmęczenia. Decydując się na wyjście za mąż, za rolnika powinnaś się liczyć z tym, że na wsi praca lekką nie jest. Dlatego ja ze wsią, swojej przyszłości wiązać nie chciałam.
Następna sprawa. Czy przed ślubem ustaliłaś z przyszłym mężem, to że ty na wsi pracować nie zamierzasz, że chcesz pracować po za gospodarstwem? Czy po prostu chciałaś wyjśc za mąż, bo ładna sukienka, bo goście, bo cała ta weselna otoczka?
Podobał Ci się facet i go chciałaś i nie wzięłaś go z łapanki, ale znałaś jakiś czas i jak sama zauważyłaś wiele cech jego charakteru Ci się w nim nie podobało.
Wiesz znam wiele kobiet, które łapią faceta jaki się trafia z myślą - ja go wychowam, albo jakoś tam będzie. I jest jakoś, czyli przeważnie nieciekawie, a potem płacz i rozczarowanie.
Jeszcze raz napiszę. Ja nie miszkam na wsi tylko w małej miejscowości (w której nic nie ma, nawet kina). My z mężem oboje jesteśmy po studiach. On skończył prawo a ja administrację. Wychodząc za niego za mąż myślałam, że bedę pracować zawodowo, a działalność w polu, będzie tylko dodatkowym żródłem dochodu a nie jedynym (myślałam, że po prostu będę mu pomagać jak będę miała czas , a nie że on mi godziny wylicza ile on pracował i ja później musze tyle samo odpracować w polu co on, mimo, że bym pracowała)chociaż on i tak na pracę się nie zgadza,więc nie ma tematu. Nawet jeśli bym postawiła na swoim i poszła do pracy, to ja na dłuższą mete nie dam rady tak żyć, mój mąż wiecznie by mnie zadręczał co robiłam, z kim rozmawiała, z kim kawę piłam i wogule, juz raz coś takiego przerabiałam jak byłam pół roku na stażu w Urzędzie Miasta. i to był istny horror. smsy co pięć minut, a po powrocie ciągłe awantury i fochy ;-(
Ja chciałabym żyć normalnie, chodzić do pracy, nie stresując się że jak wrócę to będę wysłuchiwała jakiś głupich tekstów.
Poza tym jeśli przeczytałaś moją historię to wiesz, że niechęć puszczenia mnie do pracy to nie jedyny problem mojego męża. Za dużo tego jest, aby mogło coś się zmienić.On musiałby cały się zmienić a takie rzeczy się nie zdarzają. Poza tym on nie chce się zmieniać, według niego wszystko jest normalnie, tak jak być powinno. Jego rodzice też tak żyją, bez rodziny, znajomych, nigdzie nie wychodzą i jakoś żyją, więc on nie rozumie dlaczego ja tak nie mogę.
Tak przeczytałam cały Twój post. Dlatego zadałam Ci te pytania. Twój mąż to typ zazdrośnika, chorobliwego powiedziałabym, w każdym facecie widzi potencjalnego podrywacza z którym mogłabyś przyprawić mu rogi. To niestety czasami nie uleczalne.
Nie da z nim się porozmawiać na spokojnie? Wytłumaczyć, że takie zachowanie pchnie Cię do ostateczności - jaką jest rozwód. Że Tobie do szczęścia potrzebne są małe dodatki typu: fryzjer, kosmetyczka, kawa z koleżankami.
Dla mnie jest oczywiste, że mając gospodarstwo trzeba w nim pracować, ale niema ono stanowić sensu życia.
Na początek nie podejmowałabym tak drastycznych kroków jak rozwód, ale postraszyć nim możesz.
Jak twardziel się nie ugnie, ale jak mu na Tobie zależy trochę zelżeje, a Ty małymi krokami zaczniesz wypracowywać kompromis.
Są takie co nie wierzą w Twoją historię .... ja, choć bywa, że w emocjach przejaskrawia się wiele - wierzę.
U mnie jak i u innych też miało być pięknie.
Życie pokazało, gdzie moje miejsce i ani nie byłam głupia, ani ciemna.... przez lata nie potrafiłam wydobyć się spod rządów zwłaszcza teściowej.
Mój ukochany systematycznie mnie wychowywał na swoją modłę i w sumie byłam dla niego bardziej robotem, niż kobietą.
Traktował mnie przedmiotowo, a wyjście z domu bez niego, powodowało podejrzenia i oskarżenia.
Nie marnuj swojego życia dla kogoś, kto nie widzi w Tobie człowieka.
Małżeństwo nie powinno być więzieniem. To, co opisałaś sprawi, że wpadniesz w depresję i będą wtedy mieli 'pożywkę' nazywając
Cię psycholem.
Moja łatka wciąż siedzi na plecach pomimo, że depresja, którą przeszłam w 1991 roku, nie powtórzyła się.
Dziecko wychowywane w takiej rodzinie..... też ogłupieje.
Jednak decyzja zawsze należy do Ciebie.
Pozdrawiam ![]()
Są takie co nie wierzą w Twoją historię .... ja, choć bywa, że w emocjach przejaskrawia się wiele - wierzę.
U mnie jak i u innych też miało być pięknie.
Życie pokazało, gdzie moje miejsce i ani nie byłam głupia, ani ciemna.... przez lata nie potrafiłam wydobyć się spod rządów zwłaszcza teściowej.
Mój ukochany systematycznie mnie wychowywał na swoją modłę i w sumie byłam dla niego bardziej robotem, niż kobietą.
Traktował mnie przedmiotowo, a wyjście z domu bez niego, powodowało podejrzenia i oskarżenia.
Nie marnuj swojego życia dla kogoś, kto nie widzi w Tobie człowieka.
Małżeństwo nie powinno być więzieniem. To, co opisałaś sprawi, że wpadniesz w depresję i będą wtedy mieli 'pożywkę' nazywając
Cię psycholem.
Moja łatka wciąż siedzi na plecach pomimo, że depresja, którą przeszłam w 1991 roku, nie powtórzyła się.
Dziecko wychowywane w takiej rodzinie..... też ogłupieje.
Jednak decyzja zawsze należy do Ciebie.
Pozdrawiam
Dzięki że wierzysz w moją historię, bo ja naprawdę nie koloryzuje ;-(
U mnie teściowa tez zatruwa mi życie, mimo że bardzo im pomagam, to nie jest to doceniane, zawsze jest za mało, zawsze znajdzie pretekst żeby mnie wyzwać, obrazić.( kiedys miałam taką sytuację jeszcze przed slubem, że pomagałam przez dobrych parę tygodni teściom i to bez dnia przerwy po 9-10 godzin dziennie, i nadeszła wielkanoc i ja się zbuntowałam i powiedziałam ze w swieta nie bede pracowac i ze jade do domu, w koncu sa swieta i chcem się spotkac z rodziną, oczywiście padła cała wiązanka epitetów pod moim adresem.jaka to bezczelna jestem itp. oczywiście pojechałam do rodziny i co było dalej? o 7 rano w poniedziałek wielkanocny teście z nrzeczonym dzwonią czemu mnie na polu nie ma! przeciez to chore jest)Taki typ człowieka,ona aż się upaja jak coś mnie boli. im bardziej mnie boli lub jestem zmeczona to ona jest szczęśliwsza. Mój mąż zawsze będzie się wzorował na swoich rodzicach. Oni żyją w tym swoim dwuosobowym świecie i mój mąż też chce tak żyć, bez rodziny i znajomych, teściowie nigdzie na wakacje nie wyjeżdzają, i my tez nie bo przeciez po co, jego rodzice przez całe życie nie wyjezdzali i zyją.mimo, że byłoby nas stać pojechać raz w roku na pare dni nad morze czy w góry. teściowa nie chodzi do fryzjera wiec ja tez nie powinnam. mogłabym cała książke napisac i wyliczac czego nie mogę;-(
Udokumentowana aktywność.
2013-08-09
10:23:42
10:48:53
11:59:31
12:05:26
12:10:51
12:16:24
12:23:45
12:31:55
12:38:01
12:43:38
12:50:43
12:57:03
13:04:06
13:08:15
18:57:36
19:41:50
20:26:54
21:12:32
21:23:09
21:24:23
21:46:15
22:11:14
22:38:49
2013-08-10
09:46:07
13:38:50
Rozumiem, że autorka w tym czasie ora pole, a wiadomości wysyła z chomąta, które rolnik założył jej na szyję.
Tradycja zakładania chomąta kobietom sięga 12 wieku naszej ery.
->
60 2013-08-10 14:43:16 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-08-10 14:44:20)
N4VV, przypominam Ci że istnieje coś takiego jak weekend i odpoczynek po pracy. Co prawda nie ma go, gdy mieszka się na wsi i ma się oborę pełną inwentarza, jednak w przypadku jedynie paru hektarów pola, jest to całkiem realne (o ile nie ma żniw, bądź pada deszcz).
Tak więc godziny aktywności z piątku na sobotę, nie są żadnym "dowodem zbrodni".
Daj dziewczynie spokój.
Udokumentowana aktywność.
2013-08-09
10:23:42
10:48:53
11:59:31
12:05:26
12:10:51
12:16:24
12:23:45
12:31:55
12:38:01
12:43:38
12:50:43
12:57:03
13:04:06
13:08:15
18:57:36
19:41:50
20:26:54
21:12:32
21:23:09
21:24:23
21:46:15
22:11:14
22:38:492013-08-10
09:46:07
13:38:50Rozumiem, że autorka w tym czasie ora pole, a wiadomości wysyła z chomąta, które rolnik założył jej na szyję.
Tradycja zakładania chomąta kobietom sięga 12 wieku naszej ery.->
Autorka w tym czasie siedzi w domu a nie na polu, bo po pierwsze męża nie ma, a po drugie w ciaży jest.
62 2013-08-10 14:55:06 Ostatnio edytowany przez zrozrpaczona (2013-08-10 15:00:08)
N4VV, przypominam Ci że istnieje coś takiego jak weekend i odpoczynek po pracy. Co prawda nie ma go, gdy mieszka się na wsi i ma się oborę pełną inwentarza, jednak w przypadku jedynie paru hektarów pola, jest to całkiem realne (o ile nie ma żniw, bądź pada deszcz).
Tak więc godziny aktywności z piątku na sobotę, nie są żadnym "dowodem zbrodni".
Daj dziewczynie spokój.
Dzięki za wsparcie. Jeśli dobrze przeczytałaś moją historię to wiesz, że praca na polu nie jest moim jedynym zmartwieniem.Poza tym nie po to studiowałam żeby teraz w ziemii grzebać. Chciałabym pracować zawodowo jak większość ludzi, mieć kontakt z drugim człowiekim a nie tylko z mężem i teściami. To chyba nie są jakieś duże wymagania? Z resztą pójście do pracy, pojechanie do domu czy pójście do koleżanki na kawę nie powinno być wogule tematem do dyskusji, bo są to normalne rzeczy, które większość ludzi robi i uważa za oczywiste.
Poza tym nie odpowiada mi już życie jak w więzieniu, ciągła kontrola i ograniczenia. Zycie mam tylko jedno i wydaje mi się że nie powinnam go dalej marnować. Już wystarczająco lat zmarnowałam i liczyłam na zmiany.
Wolę być samotną matką z dzieckiem, ale spokojną, spełnioną, niezestresowaną po prostu żyjącą normalnie niż mężatką wykończoną psychicznie, ciągle pod presją, obrażaną i poniżaną.
Chciałabym pracować zawodowo jak większość ludzi, mieć kontakt z drugim człowiekim a nie tylko z mężem i teściami. To chyba nie są jakieś duże wymagania? Z resztą pójście do pracy, pojechanie do domu czy pójście do koleżanki na kawę nie powinno być wogule tematem do dyskusji, bo są to normalne rzeczy, które większość ludzi robi i uważa za oczywiste.
No właśnie - ale Ty sama pozwoliłaś na to, by w Twoim przypadku te rzeczy były tematem do dyskusji. To, że Twój mąż o tym dyskutuje to jedno, ale to, że Ty podejmujesz tę dyskusję, to drugie. Jesteś wolną kobietą, niegłupią, która ma pełen potencjał do tego, by robić w życiu to, na co ma ochotę. Na razie jednak pozwoliłaś na to, by ktoś inny decydował o tym, co będziesz robić, a czego nie. W imię spokoju w domu i braku awantur. Czy rzeczywiście czujesz się w ten sposób spokojniejsza?
Zycie mam tylko jedno i wydaje mi się że nie powinnam go dalej marnować. Już wystarczająco lat zmarnowałam i liczyłam na zmiany.
Zmiany nie dzieją się same tylko dlatego, że na nie czekamy. Jeśli będziesz biernie liczyć na zmiany, pewnego dnia może okazać się, że masz 70 lat, przeżyłaś całe życie będąc nieszczęśliwa i wciąż na coś czekasz. Zmiany leżą w Twoim zasięgu, musisz tylko zrobić krok ku nim i zacząć nadawać swemu życiu pożądany kierunek.
zrozrpaczona napisał/a:Chciałabym pracować zawodowo jak większość ludzi, mieć kontakt z drugim człowiekim a nie tylko z mężem i teściami. To chyba nie są jakieś duże wymagania? Z resztą pójście do pracy, pojechanie do domu czy pójście do koleżanki na kawę nie powinno być wogule tematem do dyskusji, bo są to normalne rzeczy, które większość ludzi robi i uważa za oczywiste.
No właśnie - ale Ty sama pozwoliłaś na to, by w Twoim przypadku te rzeczy były tematem do dyskusji. To, że Twój mąż o tym dyskutuje to jedno, ale to, że Ty podejmujesz tę dyskusję, to drugie. Jesteś wolną kobietą, niegłupią, która ma pełen potencjał do tego, by robić w życiu to, na co ma ochotę. Na razie jednak pozwoliłaś na to, by ktoś inny decydował o tym, co będziesz robić, a czego nie. W imię spokoju w domu i braku awantur. Czy rzeczywiście czujesz się w ten sposób spokojniejsza?
zrozrpaczona napisał/a:Zycie mam tylko jedno i wydaje mi się że nie powinnam go dalej marnować. Już wystarczająco lat zmarnowałam i liczyłam na zmiany.
Zmiany nie dzieją się same tylko dlatego, że na nie czekamy. Jeśli będziesz biernie liczyć na zmiany, pewnego dnia może okazać się, że masz 70 lat, przeżyłaś całe życie będąc nieszczęśliwa i wciąż na coś czekasz. Zmiany leżą w Twoim zasięgu, musisz tylko zrobić krok ku nim i zacząć nadawać swemu życiu pożądany kierunek.
Wiem, że głupia byłam, że dałam się tak traktować od początku, ale teraz za późno no rozczulanie się nad sobą ;-( teraz muszę zrobić ten pierwszy krok. Rozmawiałam już z rodziną, i oni zgodnie twierdzą, że odejście to jedyna i słuszna decyzja którą mogę podjąc, jeśli chcem zacząć żyć normalnie. Oni widzą jak się zmieniłam w porównaniu do okresu na studiach, jaka byłam dziewczyną, kontaktową, wesołą, a teraz jestem ciągle zestresowana, nerwona, bez powodu płaczę i widac na pierwszy rzut oka, że ten związek, to małżeństwo mnie nie uskrzydla, nie uszczęśliwia, tylko dobija ;-(
Chciałabym Ci uwierzyć ale jakoś mi trudno. I mojej uwadze nie umknęło, że jesteś dosyć aktywna, posty dodajesz dość często i to dość obszerne. Z teściową heterą, byłoby raczej niewykonalne. Piszesz, że oboje studiowaliście, gdyby teściowie byli tak bardzo zacofani zaprzęgli by męża do pługa, a nie posyłali na studia, bo to i kosztowne i ręce do roboty by ubyły. W tę pracę w Wielkanoc też nie bardzo wierzę, bo w tym roku śnieg na polach leżał jeszcze długo po Wielkanocy.
Hm, mąż skończył prawo
, ludzie po prawie raczej próbują się spełniać w jakiejś prawniczej profesji, a nie wracają uprawiać pole. W jakieś studia rolnicze jeszcze bym uwierzyła i nie dziwiła się, że wiąże swoją przyszłość z rolnictwem.
Może Tobie potrzebny jest dobry psycholog?