Witam,
nie mam się nikomu wyżalić, tzn. może i mam ale chyba nie chcę. Nie chcę się przyznać, że w moim związku coś jest nie tak... Za trzy dni minie dwa lata od naszego ślubu a ja się czuję jakby mineło 20...
Z mężem dość szybko wzieliśmy ślub i od razu okazało się, że jestem w ciąży. Mąż, kiedy nasze dziecko miało 3 miesiące wyjechał do Norwegii. Ja dołączyłam do niego niedługo potem jak wyjechał. Czasami wracam do Polski ale to są wyjazdy przymusowe, wtedy tylko kiedy musimy. Ja nie pracuję, siedzę w domu i zaczynam już fiksować. Chyba za dużo myślę i sobie wyobrażam. Wszystko jest nie tak! Czasami czuję się jak służąca bo skoro nie pracuję to mogę się zająć domem i dzieckiem, posprzątać, ugotować itp. ale przecież mi też czasami należy się wolne. Choć jeden dzień w tygodniu chciałabym nie zmywać tych głupich naczyń, nie kąpać dziecka, nie zmieniać mu pieluch i dłużej pospać! Ale gdzie tam! Mąż nawet jeśli ugotuje już obiad to po nim nie pozmywa i nie zrobi porządku. Już wiele razy mu o tym mówiłam ale do niego to nie dociera, najczęściej mnie olewa, niby mnie słucha ale i tak nic nie powie. Najchętniej zostawiłabym te brudne gary w zlewie ale przecież nie mogę tak zrobić bo muszę ugotować coś dla dziecka.
Nasze życie erotyczne też jest do bani! Pewnie dla niego jest super ale dla mnie już nie. Jego gra wstępna to wsadzenie jego ręki w moje majtki, trochę potarmoszenia i jedziemy dalej. Takie zachowanie sprawia, że czuję się nie jak jego żona, jak kobieta, którą kocha (jak twierdzi) tylko jakaś pierwsza lepsza panienka. Nawet całować się nie chce, jak ja zaczynam to zazwyczaj zaraz końćzy. Chciałam z nim o tym wczoraj porozmawiać, że ja potrzebuję trochę więcej czasu na odprężenie się itp. ale przyszło mi to z wielkim trudem i w sumie nic z tego nie wyszło bo on nawet nie wykazał zainteresowania co chce mu powiedzieć. Pewnie sobie pomyślał, że robie sztuczny problem i nie jest wart jego uwagi. W sumie już nawet nie pamiętam jak było na początku, może tak samo tylko nie zwracałam na to uwagi??? Nie czuje się już przy nim atrakcyjna i mam wrażenie, że ja jego też mało podniecam. Kiedyś kochaliśmy się nawet dwa razy dziennie a dzisiaj trzeba tylko odklepać cowieczorny seks i spać. Żadnej namiętności...
Czasami mam ochotę to wszystkoo rzucić i wrócić do Polski. Pójść do pracy i nie myśleć o tym. Wkurza mnie, że nie możemy sobie pozwolić na wiele rzeczy, tzn. możemy ale on ma hopla na punkcie oszczędzania i liczy się z każdzym groszem. Nawet naszemu dziecku żaluje. Chciałabym coś jemu kupić, jakąś zabawkę bo naprawdę w sumie nic tutaj nie ma do zabawy ale nie bo jest drogo. Dziecko nie mając zajęcia czepia się wszystkiego, telewizora, kurków od kuchenki, roznosi buty itp. Mam wrażenie, że jakby miało choć parę zabawek samo się pobawiło i nie musiałabym cały czas go zabawiać. Żal mi jest mojego dziecka bo przez to czasami oberwie ode mnie, tzn krzyczę na niego ale czuję, że chyba podswiadomie chce sobie ulżyć, nie mam na kim to na nim
MIeszkamy na jakimś zadupiu i choć mam jakieś znajome bardzo żadno się widujemy bo przecież szkoda na benzynę, wyjśc np. na kawę też nie ma szans bo drogo.
Ja już nie wiem co ja mam robić... Czasami jest dobrze ale innym razem poprostu chce mi się ryczeć. Mówiłam mu nie raz, że ja tak nie mogę, że potrzebuję wyjść do ludzi a on mi na to, że on też przecież się nie spotyka z kolegami, tylko w pracy przez chwilę a tak pracuje sam i potem przyjezdza do domu. Mówi mi, że jak ja pójde do pracy (co nastąpi pewnie dopiero za rok) to będzie inaczej ale ja nie wiem czy do tego czasu dam radę bo jak narazie jest to dla mnie wegetacja a nie życie!
Czasami myśle jak to by było gdybym za niego nie wyszła? Może decyzja o ślubie była zbyt szybka? On w sumie jest dobry, dobrze mnie traktuje, nie krzyczy na mnie, nie bije, chce dla nas jak najlepiej wbrew pozorom bo przecież myśli o naszej przyszłości. Dla niego nie ma problemu, wszystko będzię dobrze...tylko nie wiem czy ze mną będzie ;( Nie rozmawiamy o tym co ja czuję, czego bym chciała - to jest nieważne albo może poprostu nie chce robić sobie problemu.
Nie wiem co ja mam robić, jak to wszystko poukładać? Może to tylko chwilowy kryzys i za jakiś czas faktycznie wszystko będzie dobrze? A może to problem mojej niskiej samooceny ale jak ja mogę się czuć kiedy mnie tak traktuje? Jakby ożenił się ze mną z braku leku, bo innej lepszej nie było...