Wiem, że pewnie jest tu 1000 takich tematów.. ale ja już naprawdę nie radze z tym sobie. Wiem że może to głupie ale nic mi sie nie chce.. nie chce mi sie żyć (nie,nie mam w planach samobójstwa) chodzi raczej o to że mogłabym umrzeć bo nie chce mi sie żyć.. straciłam sens..
No więc chodzi o faceta. Myślę, że moje obecne samopoczucie spowodowane jest tym że za bardzo.. za dużo po tej naszej znajomości oczekiwałam.. Poznałam go w sumie przypadkiem na portalu społecznościowym. I tak gadaliśmy dzień w dzień o wszystkim on mnie strasznie zaintrygował jako osoba, opowiadał mi o wielu takich dość intymnych sprawach w swoim życiu. Polubiłam go. Po jakichś 4 miesiacach zaczął wyznawać mi miłosć.. nie brałam tego na poważnie.. ale takie słowa działają itp spotkalismy sie bylo fajnie. on nie meiszka w moim miescie. dalej pisalismy i dalej bylo fajnie... az do czerwca... wogole sie nie odzywał.. jak do niego napisalam to odp po kilku dniach ze nie ma ochoty ma doła itp. a po jakims czasie nap zeby przyjechal bo mial akurat wolne a on ze no własnie jest w gorach...
szkoda mi tej znajomości.. nawet jak to nie miłosć to ten facet mnei fascynował tylko dlaczego on mnie tak traktuje;(
Może to tak przezywam bo boje sie że bede sama. ze nikogo takiego juz nie znajde? nie wiem ale jestem osoba która żadko sie zakochuje.. itp.. do tego strasznie zamknieta wkurza mnie ze mam przyjaciółki ale jakoś zadna nei umie mi pomóc.. tzn sms masz doła? mam nadzieje że nic zlego sie nei stało i szybko przejdzie... ja sie staram ludziom pomagac;( sorry jestem rozżalona, chce mi sie plakać;(