Mam właściwie dwa pytania, ponieważ wzięło mnie od rana na refleksje - miałam wczoraj fatalny dzień. Otóż moje pytanie brzmi: co sprawia, że jesteście szcazęśliwe? Dlaczego możecie określić siebie mianem spełnionych kobiet? Koleżanka zwróciła mi uwagę na jedną bardzo ważną rzecz - ja ciągle narzekam. Mm dobrą pracę - z dziećmi, skończyłam 3 kierunki studiów, od września idę na 4. Jestem zdrowa, młoda (25 lat), samodzielna. Nie zarabiam kokosów, ale mi wystarcza. Jestem w szczęśliwym związku, niedługo zamieszkam z moim mężczyzną. Obiektywnie patrząc nie mam problemów, a narzekam. Ostatnio sama to zauważyłam i chciałabym walczyć z tą marudnością. Wzbudzić w sobie więcej radości, uśmiechu, spontaniczności. Czy to da się wypracować? Jestem zdeterminiwana, bo życie z taką arudą jak ja musi być trudne.
Sprawa nr 2 - w jakich gestach swoijego mężczyzny odczytujecie, że Mu na was zależy? Mój jest kiepski w słowach. Podam prozaiczne przykłady - przynosi mi skarpetki żebym nie biegała w domu boso po podłodze, układa mnie na miękkiej stronie łóżka (a sam śpi na twardej.
), gotuje dla mnie (ostatnio zrobił przepyszną sałatkę), dużo się przytula, głaszcze, ściąga mi film który lubię, kupi w sklepie monte, bo pamięta, że lubię, wchodzi cicho do łóżka gdy śpię i okrywa mnie kołdrą. Niewiele mówi, raz na ruski miesiąc, że kocha. Nazywa mnie natomiast ładnie.
W mojej nturze leży zamartwianie się o wszystko, więc stan permanentnego zadowolenia jest mi obcy, a chciałabym to jakoś... zmienić (???)
Wiem, pytania jak od 15 latki, ale zrozumcie proszę mój gorszy nastrój i potraktujcie to z powagą.
Z góry dziękuję.