Witajcie.
Mam siostrę, która od kilku lat ma własną rodzinę: męża i dwójkę dzieci (prawie 2 i prawie 4 lata). W jej Związku od pewnego czasu nie dzieje się dobrze, ale ostatnio siostra postawiła sprawę na ostrzu noża-chce rozwodu.
Powodem (wg niej) są tzw "róznice światopoglądowe"(być może wynikające również ze sporej róźnicy wieku-17 lat).
Ona (30 +):pracowita, ambitna, skoncentrowana na własnej karierze, emocjonalnie-zamknięta w sobie, zimna i surowa wobec innych, nie znosząca krytyki, nie skłonna do kompromisów, z zapędami do zarządzania innymi...
On-obowiązkowy, poukładany, zorganizowany, nadmiernie przywiązany do porządku (który nie łatwo utrzymać przy dwójce maluchów)-skoncentrowany na utrzymaniu porządku w domu, organizacji życia chłopcom, zaspokojeniu podstawowych potrzeb bytowych(ktoś z nich musi to robic-ale i to ostatnimi czasy irytuje siostrę-mówi o obowiązkach jakie wykonuje mąż z nieukrywaną pogardą i złością)....i niestety chorowity (co w jego wieku i przy wykonywanym zawodzie nie powinno być zaskakujące).
Są takim małżeństwem z obrazka-pozornie wszystko ok-ale wieje chłodem...ich związek przypomina raczej układ(pobrali się gdy siostra zaszła w ciąże)
Mogłabym pisać długo...ale problem dotyczy mnie: nie wiem jak odnaleźć się w relacji z siostrą. Jak się zachować...Uważam, że szwagier jest dobrym i troskliwym ojcem, oddanym rodzinie, zaś siostra jest skoncentrowana na zaspokajaniu własnych potrzeb-w zasadzie nie ma jej w domu w ciągu tyg(mają niańke), a w weekendy siostra "ucieka" od obowiązków matki i żony-w pracę , w naukę...
Widywałam ją przemęczoną i zaproponowałam, że pomogę w opiece nad chłopcami-przyjeżdżałam do nich w niektóre weekendy, żeby obydwoje mogli spędzić czas ze sobą, albo...osobno->zajmując się własnymi sprawami...żeby faktycznie odpoczeli po tygodniu pracy.
Siostra obecnie przygotowuje się do aplikacji-więc moja obecność jej na rękę. Może się uczyć...
Ja rozumiem, ze chce realizować własne marzenia, że chce piąć się wyżej...ale czasami mam wrażenie, że gdyby mogła wysłałaby rodzinę w kosmos...jej mąż widzi, że siostra ma w nosie dom i próbował z nią negocjować co do zakresu jej obowiązków-a ponieważ siostra nie radzi sobie z krytyką- "wymyśliła", że chce się rozwieść, bo mąż wymaga od niej by zajmowała się tak prozaicznymi rzeczami jak opieka nad dziećmi, praniem, sprzątnięciem raz na jakiś czas w domu...a przecież "ona jest stworzona do wyższych celów). ...zresztą jej brud nie przeszkadza...a kiedy zaczyna-wynajmuje panią do sprzątania. Do dzieci-wynajmuje niańkę...
Nie mogę wtrącać się w ich związek, ale szkoda mi chłopaczków..i zwyczajnie uważam, że siostra popełnia bład...ale nie wiem jak z nią rozmawiać-nie chcę jej zranić-kocham ją- to moja siostra...ale uważam, że robi krzywdę: dziciom...i sobie-ucieka w pracę...tak jak kiedyś-gdy była uczennicą uciekała od tego co trudne w książki i w naukę. Zamykała się w swojej "bańce" by nie słyszeć i nie widzieć tego, co się wokół niej działo(ostrych i częstych kłotni rodziców).
Ostatnio wylała swoje żale, gdy ją odwiedziłam...i choć ją rozumiem, uważam, że rozwód jest zbyt radykalnym posunięciem...i może tego gorzko żałować.
Nie zgadzam się z decyzjami siostry i obawiam się, że i mnie traktuje instrumentalnie-w zasadzie spędzam czas z jej dziećmi-nie z nią.
Ale nie chcę by podejmowała decyzje które szkodzą ijej i jej rodzinie...
Jak się zachować...?
Pomóżcie....