Witam
Jestem tu nowa, ale jak widzę wiele osób łączy tu ten sam problem tj. alkohol w rodzinie. Jestem DDA. Moi rodzice są alkoholikami i odkąd pamiętam to wódka, zaczęła działać, na zasadzie śnieżnej kuli. Na początek niepozorna,mała kulka, która z czasem zaczyna się powiększać, rosnąc w siłę. W domu był ciągły strach, awantury, przemoc. Mama ma trudny charakter, i sama często prowokowała awantury, wiedząc, ze ojciec jest damskim bokserem. Alkohol rodzi agresje i rodzice już po jakimś okresie wzrostu małej kuli, sami zaczęli szukać pretekstów, żeby na siebie warczeć, poniżyć, wyładować agresję. Do końca nie zapomnę wielu sytuacji, przypominających wycinki z horrorów pełnych krwi... W sobie nawzajem widzą alkoholików, ale nie w samym własnym ja. Są zarówno dda, jak i alkoholikami. Nie wiem, czy jest możliwe gorsze połączenie??!!. Byli dobrymi, uczynnymi ludźmi, i nadal im się zdarza, w sporadycznych wręcz już sekundach jako takiej normalności.Gdyby od samego początku mojego życia byli nieczułymi, niedobrymi rodzicami, może byłoby mi łatwiej przełknąć całokształt sytuacji, ich staczanie się, własną bezradność, poczucie winy. Może by to tak nie bolało.Mam 33 lata i mimo, że nie mieszkam już z rodzicami od wielu wielu lat, nadal nie żyję własnym życiem. Mam pracę, mieszkam sama, bo-uciekam od związków. Pozornie mogłoby się wydawać, ze skoro nie mieszkam z nimi, i miałam na tyle siły( a możne wręcz już brak sił), aby się wyprowadzić i uciec z pseudo-domu, to już jest ok i mogę działać coś z własnym życiem. Przekonałam się, że psychicznie, niestety nadal jestem i bardzo mocno tkwię myślami tam z nimi, w tym chorym domu.Mama niedawno była w szpitalu- złamanie w obrębie miednicy. Przyczyna? Słabe kości +problem z reumatyzmem+ brak dbałości o siebie+ spanie w rowach-->czyli skutki picia wódki.Wizyty w szpitalu uświadomiły mi, jak bardzo moja mama jest chora. Jej najbardziej jest mi zal. To ona zajmowała się mną, jak byłam mała, opiekowała, dbała..Tata mało bywał w domu, bo zarabiał, brał nadgodziny, ale nie mogę też powiedzieć, że mnie nie kochał. Wracając do wątku szpitalnego i uświadomienia sobie stadium choroby mamy... widzieć delirium alkoholowe, majaczenie i brak kontaktu z rzeczywistością osoby, którą się kocha-nie życzę najgorszemu wrogowi. Obecnie mama wróciła do domu, ale...co dalej? Ojciec jak wypije, to wraca agresja, wyładowywanie się na żonie, i posiadanie wszystkiego głęboko w d...Krótko mówiąc mama pozostanie sama sobie, bez możliwości ucieczki, bo nie jest w stanie sama wstać z łózka. Dodam, ze rękę ma bezwładną- bo miała udar po ustaniu dilerium alkoholowym.Boję się o nią, ale tez zdaję sobie sprawę, ze jeśli tylko TAM będę często to wykorzystają moją słabość, moją psychikę, wpadnę w ich manipulację, w ten wir...Na samą myśl o rodzinnym domu robi mi się niedobrze, jestem wręcz psychicznie chora. Nawet zadku do nich dzwoniłam,jeździłam, bo się bałam! Sytuacja wydaje mi się bez wyjścia. Albo poświecę swoje zdrowie, własne życie jeżdżąc do domu ( aby opiekować się,a zwłaszcza kontrolować i być ochroniarzem , gdy ojciec popije), albo odseparować się i mieć wewnętrzne poczucie winy wyrodnej, zimnej córki.Nie wiem co robić, co jest najlepsze.Zbyt często marzę, alby sunąc i się więcej nie obudzić. Poczucie bezradności, beznadziejności, poczucie winy zabija mnie.
1 2011-07-14 02:00:29 Ostatnio edytowany przez women33 (2011-07-14 02:06:15)
Podobne tematy
Jeśli tyle wiesz o sobie i, jak podejrzewam, jesteś po własnej terapii, czemu masz ulec manipulacji Twych rodziców?
To, że jesteś DDA, nie oznacza wyroku na całe życie. Nikt też nie lubi przeżywania sytuacji trudnych, ale unikanie ich powoduje często kłopot z oglądaniem swego wizerunku w lustrze.
Powodzenia. ![]()
Witam
Poczucie bezradności, beznadziejności, poczucie winy zabija mnie.
Witaj ![]()
To strasznie przykre co piszesz, współczuję serdecznie. Niezbyt potrafię Cię wesprzeć, gdyż z tym problemem mam do czynienia TYLKO odnośnie brata. Z bratem, uważam, łatwiej zerwać wszelki kontakt niż z rodzicami. Choć również mam momenty, gdy poczucie winy mnie drąży.
U Ciebie sprawa o wiele trudniejsza niestety.
Czy szukałaś wsparcia w ośrodkach typu Alanon przy AA. Wiem, że tam są mądrzy i doświadczeni ludzie, którzy wiele mogą pomóc i doradzić. Obawiam się, że twój stan psychiczny wymaga pomocy psychologa, bo to poczucie winy i beznadzei jest niszczące.
Czy rozważałaś może opcję odseparowania rodziców od siebie? Może mogłabyś wziąć mamę na jakiś czas do siebie?
Życzę Ci dużo sił ![]()
Jeśli tyle wiesz o sobie i, jak podejrzewam, jesteś po własnej terapii, czemu masz ulec manipulacji Twych rodziców?
To, że jesteś DDA, nie oznacza wyroku na całe życie. Nikt też nie lubi przeżywania sytuacji trudnych, ale unikanie ich powoduje często kłopot z oglądaniem swego wizerunku w lustrze.
Powodzenia.
Nie jestem po żadnej terapii, ani nie nadużywam alkoholu...jeśli już, to napiję się lampkę wina przysłowiowo"raz na ruski rok". Tu problem jest bardzo złożony i trudny. Zdaję sobie sprawę, że "wciągając się" ponownie w życie rodziców zniszczę swoją psychikę całkowicie, bo zacznę znowu " żyć tą atmosferą.Z drugiej strony, jeśli zostawię ich samym sobie, będę miała poczucie, jakbym wydała na nich wyrok śmierci-JA CÓRKA.Realnie patrząc, nie widzę możliwościowy wyciągnięcia ich z tego, jeśli sami nie dostrzegą powagi sytuacji,a na to znając ich- nie mogę liczy. Wiem, ze są rożne grupy wsparcia- ale oni nie widzą problemu w sobie samych absolutnie. Wiem, że jest przymusowe leczenie- wiele osób, które miały osobistą styczność z taką sytuacją stwierdza, ze jeśli alkoholik sam nie będzie chciał się leczyć, nie będzie na tyle zdeterminowany, aby walczyć o siebie- nie wygra z nałogiem. W przypadku moich rodziców- oboje musieli by się poddać leczeniu, bo powrót z odwyku jednego z nich do "toksycznego związku" i walka o pozostaniu w abstynencyjne u boku aktywnego alkoholika z objawami,z tym stanem związanymi- jest nie do przeskoczenia nawet przez osobę niepijącą. Jak widzisz, jakąkolwiek wybiorę drogę, to i tak jest to wyrok.
women33 napisał/a:Witam
Poczucie bezradności, beznadziejności, poczucie winy zabija mnie.Witaj
To strasznie przykre co piszesz, współczuję serdecznie. Niezbyt potrafię Cię wesprzeć, gdyż z tym problemem mam do czynienia TYLKO odnośnie brata. Z bratem, uważam, łatwiej zerwać wszelki kontakt niż z rodzicami. Choć również mam momenty, gdy poczucie winy mnie drąży.
U Ciebie sprawa o wiele trudniejsza niestety.
Czy szukałaś wsparcia w ośrodkach typu Alanon przy AA. Wiem, że tam są mądrzy i doświadczeni ludzie, którzy wiele mogą pomóc i doradzić. Obawiam się, że twój stan psychiczny wymaga pomocy psychologa, bo to poczucie winy i beznadzejności jest niszczące.
Czy rozważałaś może opcję odseparowania rodziców od siebie? Może mogłabyś wziąć mamę na jakiś czas do siebie?
Życzę Ci dużo sił
W pełni zdaję sobie sprawę z mojego stany psychicznego,a prawdę mówiąc ...znaleźć DOBREGO psychologa, to nie taka łatwa sprawa.Poza tym,staram się patrzeć na całą sytuacje okiem obserwatora, obiektywnie, będąc poza emocjami. Widzę źródła własnych zachowań i wiem, ze samo destrukcja nie pomoże nikomu- ani rodzicom, a tym bardziej mnie samej. Jestem na tyle świadoma siebie, ze załamanie nerwowe raczej mi nie grozi. Nie jestem zimną rybą, ale wrażliwą osobą, a w takiej sytuacji rodzinnej, nie da się jednocześnie być człowiekiem uczuciowym i jednocześnie zachować "nietkniętą psychikę" czy też się odseparuje, czy nie.Wiele z moich życiowych zachowań jest konsekwencją domowej patologii i jestem tego w pełni świadoma pewnych myślowych paradoksów. Wziąć mamę do siebie, ehh...nie mam warunków, ledwo wiąże koniec z końcem, a mama - sama jest na tyle chora i fizycznie i psychicznie, a nawet pomijając ten fakt, to 100% pewnością mogę stwierdzić, ze w życiu nie zamieszkałaby ze mną w mieszkaniu. ogólnie z rodzicami jest tak:ojciec wprowadza przemoc fizyczną( choć tez w pewnym stopniu i psychiczną), a matka- przemoc psychiczną (baaardzo silną). Uzupełniają się w przemocy, która w takiej kumulacji jest niezwykle mocna. Wyciąganie z nałogu do życia jednego chorego często kończy się porażka( nawet jeśli sam chory walczy o siebie),a co dopiero dwoje..
Dziękuję za życzliwość z Twojej strony. Twój brat ma szczęście, ze ma taką siostrę.
Pozdrawiam
Witaj. Moja sytuacja jest niemalże taka sama, ale ja mam 18 lat i mieszkam z nimi.
Znam Twój strach, znam sceny jak z horroru, poczucie beznadziei, smutek, depresje, żal do siebie, że nie można nic z tym zrobić.. Znam to.
Jesteś jedynaczką?
Ja mam rodzeństwo, starsze, ale boję się co będzie, gdy rodzice zostaną w domu sami, a to nastąpi, za rok, może dwa..
U mnie, tak jak u Ciebie, bywają normalne dni, dlatego widok pijanych rodziców, szczególnie matki tak boli.
Trzymaj się i pisz tu jak będzie Ci źle, bo domyslam się, co czujesz.
Witaj. Moja sytuacja jest niemalże taka sama, ale ja mam 18 lat i mieszkam z nimi.
Znam Twój strach, znam sceny jak z horroru, poczucie beznadziei, smutek, depresje, żal do siebie, że nie można nic z tym zrobić.. Znam to.
Jesteś jedynaczką?
Ja mam rodzeństwo, starsze, ale boję się co będzie, gdy rodzice zostaną w domu sami, a to nastąpi, za rok, może dwa..
U mnie, tak jak u Ciebie, bywają normalne dni, dlatego widok pijanych rodziców, szczególnie matki tak boli.
Trzymaj się i pisz tu jak będzie Ci źle, bo domyslam się, co czujesz.
Witam
Dziękuję Ci za słowa otuchy zwłaszcza, że masz dopiero( a może już) 18 lat. Tobie znacznie bardziej jest obecnie potrzebne wsparcie i czyjaś pomoc, niż ja tego potrzebuję. Dla mnie założenie tego postu miało na celu nie tyle "wygadanie się", a raczej zwiększenie "jasności umysłu" i potwierdzeniu podjętych decyzji poprzez wsparcie osób, tu zaglądających.Forum przypomina, ze nie jest się jedynym wśród tłumu- to tez pomaga. Jeśli pozwolisz, dam Ci pewną radę... staraj się myśleć o sobie i o swojej przyszłości, bo nikt inny o to nie zadba. Im bardziej będziesz żył życiem rodziców , a nie własnym, tym bardziej z czasem będziesz zatracał samego siebie. Jest trudno oderwać się od "wiru", funkcjonować bez ciągłego uczucia strachu. Wiem to po sobie, dlatego tu jestem.
Tak mam rodzeństwo-2 i wzajemnie się wspieramy. Ja i siostra to jedność. Lepszej siostry nie mogłabym sobie wymarzyć i dziękuję Bogu, ze ją mam. Mam nadzieję, ze i ty jesteś równie blisko z własnym rodzeństwem.
Jeśli będziesz chciał/a pogadać, będę mogła Ci jakoś pomóc to ...zapraszam
Założyłam wątek o nieodpowiedzialnych rodzicach, tam jest moja sytuacja, tu musimy skupić sie na Twojej : )
Bardzo dobrze, ze jesteś w dobrych relacjach z siostrą, z pewnościa jest Ci dzieki temu łatwiej, bo przed nikim innym w realnym swiecie sie nie otwierasz, prawda?
siostra tez tak podchodzi jak Ty do sytuacji w domu?
Wiesz, po czesci Ci zazdroszcze, że juz tam nie mieszkasz, masz swoje zycie i problemy, ale sprawa rodzicow bedzie Cie meczyc, wiec trzeba cos z tym zrobic. Pija codziennie? Piwo, wodke?
Założyłam wątek o nieodpowiedzialnych rodzicach, tam jest moja sytuacja, tu musimy skupić sie na Twojej : )
Bardzo dobrze, ze jesteś w dobrych relacjach z siostrą, z pewnościa jest Ci dzieki temu łatwiej, bo przed nikim innym w realnym swiecie sie nie otwierasz, prawda?
siostra tez tak podchodzi jak Ty do sytuacji w domu?
Wiesz, po czesci Ci zazdroszcze, że juz tam nie mieszkasz, masz swoje zycie i problemy, ale sprawa rodzicow bedzie Cie meczyc, wiec trzeba cos z tym zrobic. Pija codziennie? Piwo, wodke?
Mama przebywając w szpitalu miała ostrą delirkę alkoholową, wiec nawet brak kropelki alkoholu we krwi powoduję halucynacje i omamy.Ojciec- agresor i "damski bokser" również nie dostrzega własnego problemu, zwłaszcza, ze wódka jest łagodniejsza dla mężczyzny. Jego organizm lepiej sobie radzi z alkoholem i wolniej spuszcza go w kanał, niz z organizmem kobiety.
Pytasz o moją siostrę... ona podchodzi do tej sytuacji, tak samo jak ja i na niej również wyryło się piętno na całe życie. Ja - w porównaniu z nią radzę sobie chyba nieco lepiej, pod jednym względem> Ona- tak samo jak Ty, lubi stwarzać sobie nieistniejące problemy( głownie dotyczące jej własne osoby, psychiki), których nie ma i raczej nie mają szans na pojawienie się. Martwi się na zapas, czymś mało prawdopodobnym. Co do otwierania się przed kimś innym w realnym świecie, nie jest to już dla mnie problem...kiedyś będąc w twoim wieku- owszem. Tobie też zalecam otwarcie się przed kimś, kto wg Ciebie będzie tego wart.Dzięki temu łatwiej innym będzie zrozumieć Twoje reakcje, albo podejście do pewnych rzeczy i sytuacji.
Witam
Jestem tu nowa, ale jak widzę wiele osób łączy tu ten sam problem tj. alkohol w rodzinie. Jestem DDA. Moi rodzice są alkoholikami i odkąd pamiętam to wódka, zaczęła działać, na zasadzie śnieżnej kuli. Na początek niepozorna,mała kulka, która z czasem zaczyna się powiększać, rosnąc w siłę. W domu był ciągły strach, awantury, przemoc. Mama ma trudny charakter, i sama często prowokowała awantury, wiedząc, ze ojciec jest damskim bokserem. Alkohol rodzi agresje i rodzice już po jakimś okresie wzrostu małej kuli, sami zaczęli szukać pretekstów, żeby na siebie warczeć, poniżyć, wyładować agresję. Do końca nie zapomnę wielu sytuacji, przypominających wycinki z horrorów pełnych krwi... W sobie nawzajem widzą alkoholików, ale nie w samym własnym ja. Są zarówno dda, jak i alkoholikami. Nie wiem, czy jest możliwe gorsze połączenie??!!. Byli dobrymi, uczynnymi ludźmi, i nadal im się zdarza, w sporadycznych wręcz już sekundach jako takiej normalności.Gdyby od samego początku mojego życia byli nieczułymi, niedobrymi rodzicami, może byłoby mi łatwiej przełknąć całokształt sytuacji, ich staczanie się, własną bezradność, poczucie winy. Może by to tak nie bolało.Mam 33 lata i mimo, że nie mieszkam już z rodzicami od wielu wielu lat, nadal nie żyję własnym życiem. Mam pracę, mieszkam sama, bo-uciekam od związków. Pozornie mogłoby się wydawać, ze skoro nie mieszkam z nimi, i miałam na tyle siły( a możne wręcz już brak sił), aby się wyprowadzić i uciec z pseudo-domu, to już jest ok i mogę działać coś z własnym życiem. Przekonałam się, że psychicznie, niestety nadal jestem i bardzo mocno tkwię myślami tam z nimi, w tym chorym domu.Mama niedawno była w szpitalu- złamanie w obrębie miednicy. Przyczyna? Słabe kości +problem z reumatyzmem+ brak dbałości o siebie+ spanie w rowach-->czyli skutki picia wódki.Wizyty w szpitalu uświadomiły mi, jak bardzo moja mama jest chora. Jej najbardziej jest mi zal. To ona zajmowała się mną, jak byłam mała, opiekowała, dbała..Tata mało bywał w domu, bo zarabiał, brał nadgodziny, ale nie mogę też powiedzieć, że mnie nie kochał. Wracając do wątku szpitalnego i uświadomienia sobie stadium choroby mamy... widzieć delirium alkoholowe, majaczenie i brak kontaktu z rzeczywistością osoby, którą się kocha-nie życzę najgorszemu wrogowi. Obecnie mama wróciła do domu, ale...co dalej? Ojciec jak wypije, to wraca agresja, wyładowywanie się na żonie, i posiadanie wszystkiego głęboko w d...Krótko mówiąc mama pozostanie sama sobie, bez możliwości ucieczki, bo nie jest w stanie sama wstać z łózka. Dodam, ze rękę ma bezwładną- bo miała udar po ustaniu dilerium alkoholowym.Boję się o nią, ale tez zdaję sobie sprawę, ze jeśli tylko TAM będę często to wykorzystają moją słabość, moją psychikę, wpadnę w ich manipulację, w ten wir...Na samą myśl o rodzinnym domu robi mi się niedobrze, jestem wręcz psychicznie chora. Nawet zadku do nich dzwoniłam,jeździłam, bo się bałam! Sytuacja wydaje mi się bez wyjścia. Albo poświecę swoje zdrowie, własne życie jeżdżąc do domu ( aby opiekować się,a zwłaszcza kontrolować i być ochroniarzem , gdy ojciec popije), albo odseparować się i mieć wewnętrzne poczucie winy wyrodnej, zimnej córki.Nie wiem co robić, co jest najlepsze.Zbyt często marzę, alby sunąc i się więcej nie obudzić. Poczucie bezradności, beznadziejności, poczucie winy zabija mnie.
Witaj!!! Też jestem dzieckiem DDA i domyślam się jak jest Ci trudno i ciężko dobrze że,udałol Ci się od nich wyprowadzić mi niestety nie udało się i nadal trwam w tym chorym domu . Jestem osobą nie dowidzacą mam rentę socjalną do końca tego roku na utrzymanie w mieście mi zabraknie a pracy nie mam bo mam całkowitą nie zdolność do pracy i przestałam przestaję wierzyć że,lepsze jutro do mnie przyjdzie. Siostra ma 32 lata jej udało się wyprowadzić mieszka u faceta ma pracę widujemy się czasami bo do domu ma zakaz od rodziców bo teraz odwrócili wszystko że, to ona jest winna a największy problem jest w nich bo to oni piją mama jest moja czasami myślę,że jest psychicznie chora bo czasami ma takie zachowanie że,wstyd mi mówić. Była w szpitalu psychiatrycznym z 3 razy raz chyba na detoksie. Ale nikt nie wie co jej jest wszystkie papiery ona ma schowane mi działa strasznie na psychikę , czasami nie daję już rady. Sama chodzę do lekarza psychiatry ale czy to mi pomaga tak ale na chwilkę bo wracam do domu jest szara rzeczywistość i nic się na lepsze nie zmienia tylko na gorsze. Miałam jeszcze brata młodszego nie żyje popełnił samobójstwo nikt z nas nie wie dlaczego można się domyślać. Rodzice mnie obwinili za jego śmierć mija 7 lat a oni nadal jak napiją się to ten ich bełkot jest tak chory że, czasami lepiej się rzucić pod pociąg. A pomyśleć moja mama kiedyś czytała książki a tato zawsze pił jak pamiętam . Wstydzę się swoich rodziców a przed obcymi ludzmi udają pożądnych.
liren25, Twoja sytuacja rowniez jest cięzka.
Pomysleć, że mamy podobne problemy i rozterki..
women33, a przymusowe leczenie wchodzi w grę? Może poczytaj jakichś informacji o tym?
12 2011-07-15 13:39:20 Ostatnio edytowany przez women33 (2011-07-15 13:48:06)
Przymusowe leczenie...Jasne, że o tym myślałam, ale do czasu.Obecnie wiem od osoby, która - ze względu na wykonywany przez nią zawód, wielokrotnie miała do czynienia z przymusowym leczeniem, procedurami itp. Ta osoba sama "wyleczyła się" z myśli wysłania własnego rodzica na przymus, bo żadna z osób zmuszonych do leczenia, nie wyszła z nałogu, a wróciła do picia. Ta znajoma osoba ma wieloletni staż pracy i wiele widziała w życiu przypadków.Moi rodzice W OGÓLE nie dostrzegają własnego problemu( na wzajem, tak- ale u samych siebie- nie).
Przykre, ale rzeczywiście, musza sami tego chcieć.
Mówi sie, że dopóki alkoholik nie straci wszystkiego co ma, nie dotknie 'konca', dopóty nie bedzie sie chciał leczyć.
Może po tej obecnej wizycie w szpitalu Twoja mama uświadomi sobie, w jakim bagnie tkwi?
Może spróbuj z nia porozmawiać, jakie moga być skutki takiego życia. Powiedz jej, że bardzo ją kochasz i chcesz jej pomóc, nie chcesz by zmarnowała sobie życie, a tak sie własnie dzieje.
Nie wiem, ile lat ma Twoja mama, ale spróbuj pokazać jej, że jej życie może wyglądać lepiej, że może się wyrwać z tego bagna.
Ja mojej zawsze obecuję, że jak pójde na studia, to ona zamieszka ze mną.. chciałabym tego, bo wiem, że zasługuje na lepsze i ciekawsze życie.
Nie wiem jak jest u Ciebie, ale sądze, że tak jak u mnie, rodzice nie kochają się, są ze soba, bo są.
Moja mama mówi, że jak ja skończę szkołe, za rok, ''to się z gnojem rozwiedzie'', ale wiem, że tylko tak mówi.
Chociaz, wiesz, u mnie mama chyba jednak jakieś uczucia do ojca ma, to widać, może nie po tych słowach, które zacytowałam, ale jak tata źle się czuję, czy zasłabnie, to ona bardzo się boi i o niego troszczy. On tak nie robi, no ale to nie temat, na ten post.