Pytanie, które mnie dziś nurtuje... W którym miejscu zaczynamy przekraczać granice lojalności w związku? Czy jeśli zaczynamy czuć się niepewnie, mieć wątpliwości, że to już może (choć niekoniecznie) skrzywdzić partnera to jest to ten znak, że cienka linia została przekroczona? A jeśli tak to czy koniecznie należy się wycofać?
I jeszcze... Jeśli zaczynamy z kimś rozmawiać o bardzo osobistych sprawach, które chwilami partnera pośrednio dotyczą to będzie to już nielojalność? Czy ktoś potrafi odpowiedzieć na te pytania???
Podobne tematy
Co masz na myśli mówiąc "lojalność"?
Dla mnie lojalność oznacza, że przed innymi ludźmi stanę po stronie swojego partnera, a gdy nie ma on racji to przynajmniej nie stanę przeciwko niemu (choć oczywiście nie we wszystkich sprawach można się tak zachować). Lojalność zobowiązuje mnie też do tego, żeby go wspierać i mieć na uwadze jego dobro.
Ale i jest lojalność w sensie "wierność". To dla mnie oznacza, że można być wiernym, ale nielojalnym wobec partnera (np. umawiać się na randki, na których nie dochodzi do fizycznego kontaktu, ale jest porządne flirtowanie - w mojej ocenie nie jest to jeszcze zdrada, ale i nie można mówić, że zachowało się fair).
Jeśli zaczynamy z kimś rozmawiać o bardzo osobistych sprawach, które chwilami partnera pośrednio dotyczą to będzie to już nielojalność?
Dla mnie to kwestia tego, z kim się rozmawia i jakie to sprawy. Na pewno łatwiej jest wybaczyć swojemu partnerowi, jeżeli z czymś sobie nie radził i chciał się wygadać przyjacielowi niż kiedy klepał językiem na prawo i lewo pierwszemu lepszemu kumplowi, który to później rozgadał.
A jak by było dla partnera X czy Y tego nie umiem powiedzieć. Tak samo jak nie można założyć, że zdrada to zawsze pocałunek, bo istnieją przecież pary, dla których nawet seks nie jest przekroczeniem granicy.
Dla mnie lojalność zawsze oznaczała i wciąż oznacza mniej więcej to co napisałaś, Yvette: w sytuacjach konfliktowych na polu partner- osoba trzecia to wsparcie lub ewentualnie nie występowanie przeciw niemu, a wyrażanie zdania na osobności, w cztery oczy. To również nie występowanie przeciw niemu także w innych sytuacjach, dbanie o jego interesy, nie podejmowanie żadnych działań w kontaktach z innymi ludźmi, które mogłyby go skrzywdzić czy upokorzyć.
Na końcu dotknęłaś dosyć istotnej kwestii... W różnych związkach i w różnych sytuacjach granica lojalności może okazać się ruchoma. To, co normalnie będzie jej przekroczeniem w sytuacji kryzysowej już niekoniecznie, podobnie zresztą jak przykład, który podałaś, że w jednym związku to, co narusza tę linię w drugim będzie wciąż dopuszczalne. Tak więc czy to jednak sami powinniśmy określać gdzie zaczyna, a gdzie kończy się lojalność? Czy naprawdę nie uda nam się stworzyć uniwersalnej definicji?
Lojalność wg mnie to mówienie sobie "o wszystkim" w każdej kwestii, a to, ze czasem my kobiety rozmawiamy miedzy soba o swoich partnerach, o swoim zyciu o najbardziej intymnych sprawach to wg mnie chodzi tu o to zechcemy sie w jakis sposob wygadac. Ale nie jestesmy przez to odrazu nie lojalne.
Nie lojalnym to można być wtedy,kiedy mamy jakiś powazny problem i probujemy to ukryc przed partnerem.
Mnie zdarza sie byc nie lojalną wobec męża, ponieważ są nieraz sprawy, które wolę sama rozwiązać a dopiero potem powiedziec mężowi co sie stalo i dlaczego nie powiedzialm o tym wczesniej. Nie wiem ale ja tak to odbieram,dla kazdej kobiety pewnie lojalnosc brzmi troszke inaczej
cześć! myśle, że nie ma uniwersalnej definicji lojalności - dla mnie lojalność kończy się gdy robimy coś co powoduje że same zaczynamy się zastanawiać czy nie przekroczyłśmy tej lini, lub gdy krzywdzi to drugą osobę nawet jeśli ona o tym nie wie - ale my wiemy że tak jast.
W większości zgadzam się ze zdaniami moich poprzedniczek.
Lojalność wobec partnera to wg mnie szczerość w związku, brak tajemnic i działania 'za placami' partnera - przynajmniej jeśli chodzi o ważne sprawy. No i jeszcze nie ujawnianie sekretów osobom postronnym.
Jeśli chodzi o rozmowy z osobami trzecimi dotyczące partnera, to jest z tym rożnie. Chyba kwestia dogadania się z partnerem i ustalenie co można powiedzieć a co nie. Wiem, że mój mąż nie lubi kiedy, nawet w żartach, opowiadam coś o seksie, co w jakiś sposób jest prawdą z naszego życia łóżkowego. Staram się tego nie robić, bo uważam, że skoro wiem, że on tego nie chce, to byłoby to właśnie nielojalne wobec niego.
Nielojalne jest też 'obgadywanie' partnera. Zwłaszcza w tym złym znaczeniu tego słowa, np. pod wpływem emocji spowodowanych kłótnią itp., czyli takie wywlekanie brudów przy osobach trzecich.