Otóż, według większości znajomych osób jestem osobą, której wszystko powinno przychodzić łatwo, jednak kiedy pytam dlaczego nikt nie potrafi podać żadnej sensownej odpowiedzi i nie rozumiem o co może chodzić.
Wydaje mi się,że dużo zyskuję przy bliższym poznaniu i chociaż zabrzmi to nieskromnie, nie jestem egoistką, potrafię rzucić wszystko żeby być wsparciem, ale ja nie mam szczęścia żeby go otrzymać. Z pozyskaniem bartniej kobiecej duszy jest kłopot, bo albo koleżanki boją się przedstawić mnie swojemu chłopakowi, narzeczonemu lub uważają, że jak gdzieś razem wyjdziemy to one nie mają szans kogoś poznać (nie bierzcie mnie za zarozumiałą - taką dostałam odpowiedź na pytanie dlaczego unikają wspólnych wyść), zrobiło mi się tym badziej źle,kiedy potrzebowały kogoś i wtedy byłam ważna, w innym wypadku nie.
Mam jedną przyjaciółkę, chociaż kontakt zaczyna się osłabiać od kiedy wyjechała za swoją miłością do innego kraju. Wymieniamy maile i widujemy się raz na kilka miesięcy lecz to nie to samo co prawdziwy kontakt.
Jeśli chodzi o mężczyzn ... tkwię w związku, "tkwię" ponieważ tutaj też moje potzreby są na n-tym planie
a każde wyjści do znajomych było nie mile widziane /tu może być przyczna, kiedyś ślepo zakochana , teraz sama/
Można powiedzieć, że jestem lubiana przez facetów. Chociaż cieżko mówić tu o symapatii, jeśli lubimy kogoś za jego atrakcyjność.
Mam duże poczucie humoru, wiele zainteresowań, i kiedy z kimś się zżyję to już na zawsze, nie jestem krzykliwa, pomagam jeśli potrafię ...
Jednak nie mam wymarzonych przyjaciół i prawdziwej miłości ... .
Kiedyś zafascynował mnie chłopak, który uważał,że droga do mnie jest długa i kreta:( ja nie jestem aż tak śmiała,żeby spróbować sie umowić, więc ze sobą rok i nagle cisza.... boli:(
Jestem otwarta na nowe znajomości jednak, z każdy kolejnym miesiącem mam wrażenie że czasu mam coraz mniej i na miłość też już będzie sie robić zbyt późno.
Troszkę to chaotyczne, ale tyle tego jest,że nie potrafię składniej i ładnie ubrać tego w słowa.
pozdrawiam :*