Witam, proszę powiedzcie mi co o tym myślicie. Jestem wstrętną babą, czy bezmyślną istotą ![]()
Mój "związek" trwa z przerwami 9 lat. W małżeństwie nie układało mi się, żyliśmy jak sąsiedzi. Oddzielna kasa, oddzielne łóżko, córka pełnoletnia. Poznałam mężczyznę, który wprowadził w moje życie wiele ciepła. Oficjalnie był żonaty, ale żona wyprowadziła się do innego mężczyzny i zostawiła go z 2 nieletnich dzieci. Konsekwencją tego była depresja Jego i córki. Ja poznałam go już leczeniu a w trakcie leczenia córki. Przez długi czas spotykaliśmy się zachowując dyskrecję. Jak małolaty jeździliśmy w zimę do domku, żeby nacieszyć się chwilę sobą (na szczęście był kominek). Czułam się podle, ale nie miałam siły a i ochoty odmówić mu. Latem weekendy spędzaliśmy na działce. On przez jakiś czas obawiał się, że wpadnie na działkę jego mama bądź siostra. Po jakiego diabła ja trwałam w tym chorym układzie? Za wspólne wakacje każde z nas płaciło za siebie. Po pewnym czasie mieliśmy dostęp do mieszkania jego mamy z czego korzystaliśmy pod jej nieobecność. No i stało się. Wróciła wcześniej z odwiedzin u rodziny. Nie doszło do przywitania bo ja nie byłam w stanie spojrzeć jej w oczy i ulotniłam się kiedy ona była w kuchni. Postanowiłam, że nigdy więcej, usiłowałam odejść od niego. On dostał od mamy błogosławieństwo na nasze schadzki w jej mieszkaniu. Całą konspirację tłumaczyłam sobie dbaniem o psychikę jego dzieci. Moja córka wiedziała o nim i poznała go. Po 4 latach "związku" dostał zaproszenie na wesele "z osobą towarzyszącą". Powiedział, powinienem pojechać z Tobą, ale wiesz jedzie ze mną mój syn z dziewczyną. Raczej nie pojechałabym bo obawiałam się zainteresowania jego rodziny, ale słowa mnie zabolały. Przez jakiś czas mówił mi o swoich dzieciach, ale przestał z uwagi na to, że krytykowałam je. Jak można nie wyrazić słów krytyki na wieść "na Dzień Ojca" córka przysłała mi sms (mieszkali razem), córka wyszła z domu bo nie chciała widzieć kuzynki, która przyjeżdża prosić na wesele, córka nie poszła do Babci na imieniny, syn zawalił semestr, nie poszedł na egzamin bo miał mecz , dzieci nie mówią, że wyjeżdżają na dzień czy dwa itd Praktycznie byłam odcięta pd wszelkich informacji. Z czasem poznałam jego mamę i rodzeństwo. Zostałam bardzo dobrze przyjęta.Bywałam na uroczystościach rodzinnych - jego dzieci tam nie było. Syna widziałam na weselu i pogrzebie, ale nie zamieniliśmy słowa, córki nie znam. O jego rozwodzie dowiedziałam się po jego wyjściu z rozprawy-zadzwonił, że od teraz jest wolnym człowiekiem. O mój rozwód nigdy nie zapytał. Rozwiodłam się w trakcie naszego "związku" a on o tym nie wie. Od 3 lat mieszkam sama. Weekendy spędzaliśmy razem w moim mieszkaniu, ale zero inf.co u niego pod dachem. Od jego mamy dowiedziałam się, że wymienił meble w kuchni!! Wielokrotne rozmowy, że boli mnie to iż nie dzieli się ze mną co u niego w domu, ze chcę uczestniczyć w jego życiu dostaję odpowiedź, że nie chce żebym krytykowała jego dzieci. On zna moją córkę, mają kontakt bezpośredni i telefoniczny. Po jego rozwodzie oznajmiłam (3 lata temu), że oczekuję, załatwienia, że tylko on ma prawo do działki (Ogrody Działkowe) i od tamtej pory nie bywam z obawy, ze mogę zostać wyproszona przez jego ex. Nawet palcem nie kiwnął w tej sprawie. Kilka razy usiłowałam skończyć ten chyba chory związek, ale wracałam. Niedawno zapytałam o jego dzieci i dowiedziałam się, że syn mieszka u niego ze swoją dziewczyną, że studia nie skończone,że dziewczyna nie ma zawodu, że załatwił mu pracę w firmie w której pracuje. Na moje stwierdzenie, że ma pod dachem kopulujące pasożyty mało nie skoczył mi do gardła. Wyrzuciłam go z domu. Poczułam się jak tania d** Przed oczami mam zimny domek na działce, dobijającą się do mieszkania jego mamę, r-ki za wspólne wyjazdy, swoje r-ki za mieszkanie i media z których korzystał. Uznałam, że przyjęcie pod wspólny dach dziewczyny syna to przesada, niech swoje potrzeby załatwiają w zimnym domku z kominkiem (tak jak my to robiliśmy z uwagi na Jego dzieci i konspirację)
Tak to rozpadł się mój związek z mężczyzną, który zarzucił mi, że najchętniej rozpędziłabym jego dzieci. Czy ja naprawdę nie powinnam zwracać mu uwagi w w/w kwestiach? Czy nie mam prawa powiedzieć, że nie podoba mi się zamieszkiwanie dziewczyny w jego domu?